AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Ciary po plecach

Trojan, reż. Viktor Davydiuk, Teatr Wielki w Poznaniu
Profesor Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, doktor habilitowany. Teatrolog, kulturoznawca, performatyk, kierownik Zakładu Performatyki Instytutu Kulturoznawstwa UAM. Autor, redaktor, współredaktor książek z zakresu historii teatru i teatru współczesnego, twórca wielu artykułów opublikowanych w Polsce (m.in. w „Teatrze” i „Dialogu”), a także za granicą.
A A A
 

„Wirusy towarzyszą nam od zawsze. Podstępne, szkodliwe, niszczące, zwykle niewidoczne, nie zawsze uświadomione – piszą realizatorzy tanecznego spektaklu Trojan (poznański Teatr Wielki) w jego programie. – Zarażają nas idee, konflikty, chęć zysku, poszukiwanie lepszego jutra. Trwająca od pokoleń pętla jest nieprzerwana – wewnętrzna siła pcha ludzkość w nieznane, podsuwa najgorsze z możliwych rozwiązań – drogę na skróty i przemoc. (…) Opowiadamy historię wojny, konfliktu, gniewu, opowiadamy historię, która się wydarza i powtarza: na scenie, na ulicy, na świecie. (…) Mitologiczna Troja to symbol ludzkiej pychy i naiwności, ale także inspirująca pokolenia historia miłości Heleny i Parysa”.

Autorka dramaturgii Trojan-a, Katarzyna Frątczak, dodaje: „Koncepcja tytułu pochodzi od wielowarstwowych ruin historycznej Troi (...). Miasto było wielokrotnie burzone i odbudowywane, a tym samym los jego mieszkańców utrwalony w micie – zwielokrotniony. (…) Zaczęliśmy zastanawiać się, dlaczego tak się dzieje, co tkwi w nas, ludziach, że nieustannie odradzają się konflikty? Doszliśmy do wniosku, że przemoc zapisana jest w nas jak wirus przekazywany z pokolenia na pokolenie. Jak błąd w kodzie, który narastając, ostatecznie doprowadzi do zagłady”.

Program spektaklu, z którego wziąłem powyższe cytaty, ma formę podwójną – do normalnej papierowej broszury dołączony jest pendrive z dodatkowymi informacjami tudzież rozmowami z szerokim gronem współtwórców przedstawienia. Ta elektroniczna forma programu niewątpliwie nawiązuje do tytułu tego widowiska, który oznacza (jak głosi św. Wikipedia) „oprogramowanie, które podszywając się pod przydatne lub ciekawe dla użytkownika aplikacje, dodatkowo implementuje niepożądane, ukryte przed użytkownikiem różne funkcje (oprogramowanie szantażujące, szpiegujące, bomby logiczne, furtki umożliwiające przejęcie kontroli nad systemem przez nieuprawnione osoby itp.)”.

Program-pendrive świetnie się zatem komponuje z całością przedsięwzięcia. Dodam od razu: podobnie jak wszystko – jak każdy, każdziutki element. Doprawdy, rzadko się zdarza obejrzeć i wysłuchać w teatrze operowym kompozycję taneczno-muzyczną tak spójną, a zarazem tak poruszającą. Tytułowe „ciary po plechach” nie są tutaj li tylko retorycznym chwytem – one naprawdę przechodzą! Wiem, co mówię, gdyż – zafascynowany tym dziełem – zdążyłem go już doświadczyć dwukrotnie: na sobotniej premierze (z parteru) i we wtorek, 15 maja (z trzeciego balkonu).

Wszystkie mądre i ważne sformułowania zamieszczone w programie przeczytałem już po dwukrotnym obejrzeniu Trojan-a. Nie były one niezbędne, aby przesłanie tego spektaklu w pełni do mnie dotarło. Groza wojennego zapału eliminującego samozachowawcze odruchy, a także współczucie dla ofiar, litość i trwoga dostępne mi były już wtedy, gdy siedząc w sobotę 12 maja 2018 roku na widowni Teatru Wielkiego w Poznaniu, śledziłem to kolejne wcielenie historii wojny o Troję, Helenę, honor, ojczyznę, łupy, branki, morderczą satysfakcję i inne takie.

Gdy drapieżne Kery, greckie boginie nagłej śmierci (Dominika Babiarz, Julia Korbańska, Agnieszka Wolna-Bartosik), po raz któryś wpełzały na scenę, by zebrać śmiertelne żniwo albo zedrzeć z kolejnych ofiar wojny ich odzienie przed ostatecznym porwaniem ich w stronę Styksu i Hadesu, gdy ciało Ifigenii-dziewczynki (Lena Englert) położono na proscenium, by potem bezceremonialnie nad nim przełazić, niemal je depcząc, drapieżna prostota tych czynów przemawiała równie przekonująco, a za to dużo dobitniej niż wszelkie trafne i szlachetne sformułowania z programu.

Wszystko w tym spektaklu się ze sobą zgadzało, każdy, nawet najdrobniejszy szczegół był domyślany i dopracowany: przejmująca muzyka Gabriela Kaczmarka z partią smyczków przypominającą nieco skrzypcowe i altówkowe łkania ze słynnej III Symfonii Pieśni Żałosnych Henryka Mikołaja Góreckiego (a także z umiejętnie wkomponowanymi w całość przenikającymi intensywnie do organów słuchu elektronicznymi zakłóceniami); odważna, choć nie przekreślająca jakoś bardzo radykalnie zasobów klasycznego baletu ekspresja tancerek i tancerzy, którym choreograf Viktor Davydiuk nakazał w momentach skrajnego napięcia walić dłońmi w stół obrad (narada wodzów greckich) albo wrzeszczeć na całe gardło (bojowy szał – manifestacja gotowości armii Atrydów do wojny); świetnie wkomponowane w całość projekcje wideo na tylnej ścianie – formalnie piękne, a zarazem czytelne, wspomagające wytańczone na scenie treści (autorką projekcji jest Karolina Mikołajczuk); świetnie zakomponowana plastycznie, a przy tym dodająca sensów i znaczeń gra świateł (reżyser: Wiktor Kuźma); minimalistyczna scenografia i takież kostiumy autorstwa Magdy Flisowskiej – te ostatnie z dodatkami, które dookreślały charakter postaci oraz poszczególnych scen: stelażowe hełmy greckich wodzów, „zbroja” i rękawice Achillesa (znakomity Arkadiusz Gumny), czerwone rękawice i białe „irokezowe” peruki trzech Ker uzupełnione złowrogimi „śladami po strumykach krwi”, które biegły od ich nasyconych krwawą ucztą ust aż po wydekoltowany brzuch.

By nie być posądzonym o jakoweś niezdrowe zauroczenie, pozwolę sobie na kilka skrótowych opisów, które – mam nadzieję – dostatecznie uzasadnią mój podziw dla gustu, pomyślunku i tytanicznej pracy twórców Trojan-a: oto kończy się radosna wizja odzianej w czarny kostium Heleny (Marika Kucza), która rozpaczliwie tęskni za innymi światami niż przesycona dziarską żołdackością Sparta. Obecne na scenie już od dłuższej chwili cztery przybrane w biel Trojanki uosabiające marzenie królowej Sparty o emigracji do sielskiego, zamorskiego Ilionu kontynuują radosny taniec jakby nieświadome, że przygląda się im siedzący w głębi pod czarnym filarem w męsko-królewskim rozkroku mąż Heleny, Menelaos (Andrzej Płatek). Czy to on przyzywa na scenę Achillesa, żeby ten „zrobił z tym porządek”? A być może Achilles – wcielenie wojennego mordu, po prostu wpada na scenę sam, z własnej woli, zwabiony perspektywą kolejnej krwawej rozróby? Po zamykającym perspektywę sceny ekranie, dotąd wypełnionym nieregularnymi biało-szarymi plamami, teraz ścieka podłużnymi, wąskimi strumykami czarna ciecz. Na scenę wpełzają trzy czerwone, żądne krwi Kery, które zaraz się dorwą do swej ulubionej strawy – Achilles bardzo sprawnie (choć po tanecznemu delikatnie) zabija cztery Trojanki. Kery rozciągają nad zabitymi ciemną płachtę – wody Styksu, widać dokładnie, jak umarłe kobiety przemieszczają się pod nimi w stronę Hadesu pod czujną opieką złośliwych i okrutnych bogiń nagłej śmierci. W tle na ekran „wstrzeliwane” są czarne krzyżyki, jakby ta biała płaszczyzna była kolbą karabinu snajpera lub kadłubem myśliwskiego samolotu.

Miłosny duet Heleny i Parysa (Mateusz Sierant) rozwija się w najlepsze, choć królowa Sparty momentami wcale nie wygląda na przekonaną o słuszności tego, co robi. Czarne, złożone z kilku parawanów ściany kulis przesunięte są z lekka na ukos, nie zasłaniają jednak tylnego ekranu. Rozłożone wszerz parawany tkwią nieruchomo w pozycji równoległej do krawędzi sceny. Z góry zjechał przed chwilą metalowy szkielet bramy. To zapewne brama Sparty – droga ucieczki kochanków. A ci, pogrążeni w żywym dialogu, „tanecznie rozdyskutowani” (bo jednak Helenę trzeba jeszcze ostatecznie przekonać, że ucieczka z kochankiem do wymarzonej Troi jest oczywistą i jedyną możliwą konsekwencją jej małżeńskiej zdrady), mocno już rozanieleni swą wzajemną bliskością, nie dostrzegają, że śledzi ich demoniczny Achilles. On skulony, przyczajony przemieszcza się bezszelestnie po scenie, chłonąc niecierpliwie każdy ich ruch – on już wie, czym to się skończy, już z rozkoszą wietrzy krew i przerażenie swych kolejnych ofiar. W pewnej chwili chowa się z lewej strony za jednym z parawanów, a na czarnym tle widać tylko jego niecierpliwą, ruchliwą dłoń gotową do kolejnych zabójstw. Przesuwające się po tylnym ekranie piękne, szare, kuliste linie (pogrubione równoleżniki i południki z globusa?) zlewają się w rozmazany szary owal. Point de rêveries, koniec marzeń, koniec mrzonek, pora na rzeź.

Patroklos (Koichi Kamino), Hektor (Gal Trobentar Žagar) i Bryzeida (Diana Cristescu) zostali już zamordowani – ich nieruchome ciała, odarte przez Kery z wierzchnich kostiumów, ubrane tylko w cielistą bieliznę, leżą z lewej strony okna scenicznego. Trzy boginie gwałtownej śmierci, przed chwilą poruszające się w intensywnym pasie czerwonego światła, który nagle zniknął, spotykają się z dwoma żałobnymi orszakami przemierzającymi scenę wzdłuż i wszerz. Czterej mocarni grabarze przenoszą ciała ofiar wojny na prawą stronę, skąd po chwili wszyscy troje wyruszają powoli, ponuro, pochyło w kulisy, w stronę krainy zmarłych. Na scenę wkracza nagle spora gromada kobiet, mężczyzn i dzieci w normalnych, „cywilnych” ubraniach – potencjalne ofiary kolejnych rzezi? My? Ustawiają się frontem do nas w tylnej części sceny przemieszani z kilkanaściorgiem tancerek i tancerzy.

Z lewej strony na proscenium wchodzi wolno, z namaszczeniem Ifigenia, ciągnąc za sobą czerwonego konika na kółkach. To już koniec.

Niestety, żaden opis nie odda owej precyzyjnie, ze znawstwem dawkowanej widzom tego spektaklu nawałnicy dźwięków i obrazów – istotnych, a przy tym pięknych, przemawiających do naszej wyobraźni oraz wrażliwości.

Pendrive- program Trojan-a zawiera między innymi listę miast i innych zamieszkałych niegdyś miejsc, których mieszkańcy z przyczyn najróżniejszych, zawsze jednak zależnych od ludzkiej woli podzielili los Trojnek i Trojan – zostali wymordowani lub zmuszeni do opuszczenia swych domostw: Ağdam, Al-Kunajtira, Doel, Hashima, Kampung, Mołoga, Lukangol, Varosha… Mówi nam to coś? Ano, właśnie…

Tę właśnie naszą niewiedzę i tę naszą zdrową, odporną na czarnowidztwo wyobraźnię skutecznie atakują twórcy Trojan-a.

W kilkunastominutowym filmie Trojan/Making of kompozytor, Gabriel Kaczmarek, stwierdził, że jednym z obowiązków sztuki jest podejmowanie trudnych tematów – nie po to, by od razu, za jednym zamachem, za jednym spektaklem zmienić świat, ale po to, by małymi kroczkami, małymi zmianami w mentalności, połączonymi jednakowoż we wspólną narrację, zmieniać mainstreamową kulturę. Bo jeśli więcej dzieł będzie podejmowało tę bolesną tematykę wojny i „trojana agresji”, to mamy jednak szansę zmienić trochę świat na lepsze. Przecież w ostatnim czasie ruch #MeToo był w stanie wygenerować takie zmiany – przez ilość, przez globalność, przez połączenie wielu głosów w jeden. Kaczmarek ma zatem nadzieję, że Twórcy Trojan-a biorą udział w podobnym procesie i że dołożyli doń choć jeden drobny kamyczek.

Nie mam wątpliwości: dołożyli. Póki co jednak wróćmy na ziemię: na razie mamy w Poznaniu generalną mobilizację sił wszelakich przed meczem piłkarskiej Ekstraklasy Lech – Legia.

23-05-2018

galeria zdjęć Trojan, reż. Viktor Davydiuk, Teatr Wielki w Poznaniu <i>Troja<sup>n</sup></i>, reż. Viktor Davydiuk, Teatr Wielki w Poznaniu <i>Troja<sup>n</sup></i>, reż. Viktor Davydiuk, Teatr Wielki w Poznaniu <i>Troja<sup>n</sup></i>, reż. Viktor Davydiuk, Teatr Wielki w Poznaniu ZOBACZ WIĘCEJ
 

Teatr Wielki w Poznaniu
Gabriel Kaczmarek
Trojan
balet w dwóch aktach
choreografia i reżyseria: Viktor Davydiuk
dramaturgia: Katarzyna Frątczak
scenografia i kostiumy: Magda Flisowska
projekcje: Karolina Mikołajczuk
reżyseria świateł: Wiktor Kuźma
asystenci choreografa: Evgenia Meissner, Andrzej Płatek
obsada: Marika Kucza, Mateusz Sierant, Arkadiusz Gumny, Alessandro Pulitani/Gal Trobentar Žagar, Asuka Horiuchi/Risako Seki, Diana Christescu/Silvia Simeone, Koichi Kamino/John Svensson, Dominika Babiarz, Julia Korbańska, Natalia Trafankowska, Agnieszka Wolna-Bartosik, Taras Szczerbań, Artur Furtacz, Paweł Kromolicki, Andrzej Płatek, Lena Englert
Muzyka, skomponowana specjalnie na potrzeby spektaklu, odtwarzana jest z nagrania wykonanego przez orkiestrę Teatru Wielkiego w Poznaniu pod dyrekcją Aleksandra Grefa, z symultaniczną warstwą instrumentalną zaadaptowaną komputerowo.
prapremiera: 12.05.2018

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę:
komentarze (1)
  • Użytkownik niezalogowany pięknie
    pięknie 2018-05-25   22:00:52
    Cytuj

    dokładnie moje odczucia