AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Granie w plenerze

29. Międzynarodowy Festiwal Teatrów Ulicznych ULICA w Krakowie
Cie Tac O Tac, fot. Wojciech Łyko  

Jakie są korzenie polskiego teatru ulicznego? Oto pytanie, jakie przyświecało tegorocznej edycji krakowskiego Festiwalu Ulica. Znalezienie owych źródeł ułatwić miała nie tylko sama prezentacja różnorodnych obszarów polskiego teatru podróżującego, ale również ich konfrontacja z twórczością zagranicznych kolegów po fachu.

W ubiegłym roku podczas trwającego cztery dni Międzynarodowego Festiwalu Teatrów Ulicznych przyglądaliśmy się przede wszystkim artystom poruszającym się w obszarze tradycyjnego bądź nowego cyrku – prezentacjom tym patronowała myśl „Klaun, boski pomazaniec”. Była to znakomita i bardzo przemyślana pod względem programowym edycja. Na czerwonych, rzucających się w oczy plakatach zapowiadających tegoroczną odsłonę krakowskiego festiwalu również pojawiło się hasło przewodnie – tym razem jednak znacznie bardziej pojemne, zakładające różnorodność i zacieranie się granic między różnymi gatunkami widowiskowej sztuki ulicznej. „Karnawał polski” – w taki sposób zapowiedziano 29. odsłonę Ulicy. Choć karnawał przede wszystkim przywodzi na myśl barwne maskarady, wygłupy i powszechną frywolność– organizatorzy bynajmniej nie mieli na celu sięgania po przedstawienia opisujące karnawałową obyczajowość. Jak zaznaczał w swej przedmowie do festiwalowego programu Jerzy Zoń, dyrektor artystyczny festiwalu, tegoroczna edycja miała być próbą pokazania szerokiego spektrum polskiego teatru ulicznego, a także wskazania jego rozmaitych źródeł.

Korzeni tych poszukiwano w istocie na wielu płaszczyznach – w programie pojawiły się bowiem spektakle nawiązujące do estetyki cyrku (Eunika w krainie cyrku Krakowskiego Teatru Ulicznego „Scena Kalejdoskop”, Beczka śmiechu Teatru na Walizkach), teatru tańca (Estra&Andro Krakowskiego Teatru Tańca), pantomimy (Kominiarczyk MimIrny, Poza czasem Teatru Akt), teatru ruchu i ciała (Faust Teatru A Part; Peregrinus i Ślepcy Teatru KTO), współczesnej klaunady (Trollowisko Teatru Pinezka), teatru lalek (Poemat o Słońcu i Księżycu Teatru Klinika Lalek; Krawiec Niteczka Teatru Malutkiego) czy wreszcie widowisk dramatyczno-muzycznych (Łojdyrydy Teatru Pijana Sypialnia; Pieśń gminna Teatru Mumerus) i multimedialnych (Cykl Teatru Usta Usta Republika). Jak co roku artyści mieli do dyspozycji kilka scen, ulokowanych na Rynku Głównym oraz w jego okolicach. Dodatkowo uruchomiono też scenę na Rynku Podgórskim, gdzie w tajemniczym namiocie swoje Objazdowe nieme kino zaaranżowała grupa Muzikanty.

Choć polskie przedstawienia rzeczywiście zdominowały program tegorocznej edycji, to jednak nie da się ukryć, że większe emocje i zainteresowanie widzów wzbudziły spektakle zagraniczne. I nie ma to nic wspólnego z poziomem artystycznym – po prostu wiele z polskich przedstawień to propozycje sprzed dobrych kilku lat, z którymi duża część amatorów widowisk plenerowych już niejednokrotnie miała okazję się zapoznać. Z kolei przedstawienia takie, jak Peregrinus i Ślepcy Teatru KTO, Estra&Andro Krakowskiego Teatru Tańca czy Kredyt zaufania Izy Kały oglądaliśmy podczas tego samego festiwalu dokładnie rok temu. Owszem, przypominanie starych przedstawień, takich jak Faust Teatru A Part, Poemat o Słońcu i Księżycu Teatru Klinika Lalek czy wreszcie Ślepcy Teatru KTO, ma sens w kontekście retrospektywy, ale niewiele mówi o dzisiejszej kondycji i kierunku poszukiwań tych zespołów. Być może mój niedosyt wynika z zachowanego w pamięci obrazu ubiegłorocznej edycji Ulicy – spójnej, z wyraźnym motywem przewodnim, zaskakującej obfitością i odmiennością zjawisk współczesnej klaunady. W tym roku na różnorodność z pewnością nie można było narzekać, jednak mam wrażenie, że o zestawieniu pewnych repertuarowych pozycji zadecydował w dużej mierze przypadek, który przybrał – skądinąd bardzo pojemną – nazwę „karnawału polskiego”.

Z ducha muzyki
Bardzo mocną i wyrazistą grupę stanowiły w tym roku widowiska muzyczne, na czele z Łojdyrydy Teatru Pijana Sypialnia. Podczas festiwalu warszawska grupa zaprezentowała swój spektakl aż czterokrotnie. Inspirowana polskim folklorem opowieść o mieszkańcach Kopydliny i Samborza oczarowała krakowską publiczność wartką akcją, humorem, a przede wszystkim roztańczoną i dynamiczną formą. W Łojdyrydy w reżyserii Stanisława Dembskiego twórcy Pijanej Sypialni do perfekcji doprowadzają swą kluczową metodę inscenizacyjną, polegającą na łączeniu tradycji z nowoczesnością – sięganiu po różnorodne źródła naszej kultury i odnajdywaniu w nich dramaturgicznego uniwersum. Zabawny i ironiczny scenariusz Karoliny Lichocińskiej i Sławomira Narlocha nabiera żywego kształtu w interpretacji młodych aktorów, którzy z niezwykłą charyzmą wcielają się w zarysowanych grubą kreską mieszkańców prowincji: nierozgarniętego Sołtysa, cwaną Szeptuchę, miejscową „gwiazdę” Jolę, chór skrzeczących bab i pijanych chłopów. Wszystko to okraszone znakomitymi stylizacjami muzycznymi Daniela Zielińskiego i choreografią taneczną Mariusza Żwierki.

Nieco inne oblicze muzycznego widowiska zaprezentowała grupa Muzikanty. Ich Objazdowe nieme kino to seans łączący muzykę, film i teatr. W wyciemnionym namiocie kinematograficznym trójka muzyków-performerów ożywia za pomocą dźwięków znane obrazy filmowe: od kina niemego przez westerny po horrory i współczesne kino akcji. Ich wykonania nie są jednak zwykłą ilustracją muzyczną – kultowe sceny filmowe zyskują tu tzw. drugie życie. Artyści na swój sposób odtwarzają bowiem także dialogi i efekty specjalne, nierzadko korzystając z pomocy publiczności i przypadkowych przedmiotów codziennego użytku.

Zagranicznym odpowiednikiem polskich Muzikantów okazali się Jashgawronsky Brothers –armeńscy performerzy mieszkający i tworzący we Włoszech. Ich spektakl Trash! to swoista agitacja na rzecz recyklingu – do tego całkowicie muzyczna. W swym ponadgodzinnym show artyści udowodnili, że przy odrobinie talentu nawet utwory klasyczne wykonać można posługując się niepozornym przedmiotem, a właściwie tytułowym śmieciem. W ruch poszły więc stare wiadra, miotły, lejek, tablica ostrzegawcza – wszystkie wyciągnięte z plastikowych kontenerów i zamienione w osobliwe instrumenty. Jashgawronsky Brothers nie przejmują się klasyfikacją gatunkową oraz brakiem muzycznej partytury – najważniejsze, by grane przez nich melodie (filmowe, klasyczne, popularne) zostały rozpoznane przez widza.

Ukoronowaniem muzycznych widowisk tegorocznej Ulicy był bez wątpienia występ grupy Duchamp Pilot, założonej w 2010 roku przez gitarzystę Gastona Iungmana. Ich Muaré  Experience to połączenie koncertu rockowego i teatru powietrznego. Tych, którzy po raz pierwszy wybrali się na występ brytyjskich i hiszpańskich muzyków z pewnością zaskoczył stojący nieopodal sceny kilkudziesięciometrowy dźwig – stanowi on stałą część wyposażenia technicznego grupy. To właśnie dzięki niemu już po chwili nad głowami widzów uniosło się kilkunastu akrobatów. Spektakl Duchamp Pilot pokazany został późną porą jako ostatni punkt sobotniego programu – nocna aura sprawiła, że ciała akrobatów niejako wyłoniły się z mroku, a efekty świetlne w znacznym stopniu zwiększyły atrakcyjność ich tanecznych ewolucji. Podniebne akrobacje zostały oczywiście ściśle zsynchronizowane z kolejnymi utworami muzycznymi – w ten sposób tłumnie zgromadzeni widzowie, słuchając koncertu, podziwiali jednocześnie powietrzny teatr rozgrywający się ponad nimi.

Alicja i kraina czarów
Uliczni artyści doskonale wiedzą, jak wyrywać nas z codzienności. Służą do tego baśniowe historie, barwne kostiumy, odrobina magicznych trików i cyrkowych popisów. Wciąż popularna i niezwykle sugestywna okazała się opowieść Lewisa Carrolla Alicja w krainie czarów, po którą sięgnęły w tym roku aż trzy zespoły. Krakowski Teatr Uliczny „Scena Kalejdoskop” pokazał swój spektakl Eunika w krainie cyrku, w którym tytułowa bohaterka, podobnie jak Alicja, budzi się w fantastycznym, odrealnionym świecie. Kraina, do której trafia dziewczyna, w tym wypadku nosi znamiona cyrku – wypełniają ją magicy, szczudlarze, monocykliści i żonglerzy.

Nieco inną wersję tej samej historii przedstawiła francuska grupa Les Anthropologues. Spektakl Alice Into the Street to interaktywne widowisko, w którym widzowie razem z Alicją wyruszają w pościg za tajemniczym królikiem. Kostiumy aktorów w tym wypadku nie przypominają tych z bajki – przywołują raczej jakąś futurystyczną, zmechanizowaną wizję świata. Dopełnia ją zmieniająca się akustyka przedstawienia i obecne w nim efekty pirotechniczne. Mimo autorskiej interpretacji powieści podczas wędrówki z aktorami bez trudu rozpoznajemy motywy i postaci wywiedzione z literackiego oryginału.

Nie brakuje ich także w The Lost Wheels of Time – spektaklu międzynarodowej grupy artystów ulicznych Serious Clowns. Akcja ich przedstawienia rozgrywa się gdzieś poza czasem, w otoczeniu starych, zgrzytających zegarów. Królik i Szalony Kapelusznik tym razem nie przyjmują wizerunku zabawnych klaunów – ich zmagania z rzeczywistością przyjmują szarą, niepokojącą tonację. Kreowane przez nich obrazy, nawet działania o charakterze gagów, nie wywołują śmiechu, a raczej nostalgię – tęsknotę za tym, co bezpowrotnie utracone. Aktorzy w symboliczny sposób i z wykorzystaniem baśniowych chwytów pokazują, że walka z upływającym czasem skazana jest na niepowodzenie.

Niezbędnik festiwalowicza
„W 1962 roku Etienne Bidault udaje się na koncert muzyki klasycznej. Zostały jednak już tylko miejsca w ostatnim rzędzie, a zatem możliwość delektowania się koncertem odpada. Po powrocie do domu pan Bidault natychmiast zabiera się do pracy i tworzy pierwsze »podpiętniki«…” – taką historią rozpoczyna swój występ francuska grupa Cirkatomik. Dwóch mężczyzn w roboczych fartuchach przybywa na krakowski rynek, ciągnąc za sobą niewielkich rozmiarów wózek. Okazuje się jednak, że w wózku znaleźć można wszystko, co niezbędne, by z pełną satysfakcją uczestniczyć w festiwalu, takim jak krakowska Ulica. Panowie mają ze sobą słynne „podpiętniki”, umożliwiające komfortowe oglądanie widowiska, nawet wówczas gdy zgromadzony tłum utrudnia widoczność. Jeśli te okazują się niewystarczające, w ofercie P.U.F. (Produkty użyteczne dla festiwalowiczów) znaleźć można także drabinki (do zakładania na plecy sąsiada), „wytrzeszczosłuch”(zbierający interesujące nas dźwięki) lub procę do wystrzeliwania kwiatów ulubionym artystom. Absurdalnych przedmiotów – festiwalowych niezbędników, znajdziemy tu bez liku. Zastosowanie każdego z nich zostaje doskonale objaśnione i zademonstrowane przez francuskich sprzedawców – testującymi są oczywiście widzowie.

Tegoroczna odsłona Międzynarodowego Festiwalu Teatrów Ulicznych postawiła na różnorodność i wielogatunkowość, objawiającą się zarówno w przedstawieniach polskich, jak i zagranicznych zespołów. Z jednej strony można narzekać, że zabrakło tu wyraźnego motywu przewodniego, spójnego tak jak ten ubiegłoroczny. Z drugiej zaś należy przyznać, że co roku – bez względu na temat festiwalu i prezentowany gatunek sceniczny – takim spoiwem jest postawa przyjeżdżających tu twórców, którzy z wielką szczerością i niebywałym zaangażowaniem dzielą się z widzami swą miłością do trudnej i wymagającej wielu wyrzeczeń ulicznej sztuki widowiskowej.

7-09-2016

29. Międzynarodowy Festiwal Teatrów Ulicznych ULICA, Kraków, 7-10.07.2016

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę: