AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Mów, słuchaj, kup dywan

Doktorantka w Zakładzie Performatyki Instytutu Kulturoznawstwa UAM. Autorka artykułów dotyczących performatywnego wymiaru fotografii oraz recenzji teatralnych. Współpracowała m.in. z Fundacją Malta oraz z Nową Siłą Krytyczną.
A A A
 

Pewnie każdy słyszał gdzieś, że słowa mogą nie tylko ranić, ale również leczyć. Nie wszyscy jednak doświadczyliśmy tego rodzaju uzdrowienia, a przynajmniej – nie w pełni świadomie. To ciekawe, że w czasach zachwytu nad nowymi środkami komunikacji zaniedbujemy tę starszą formę kontaktu, jaką jest język – zarówno w piśmie, jak i mowie. Nauczyciele sprawdzający kartkówki, wypracowania i eseje swoich uczniów zapewne wiedzą, co chcę przez to powiedzieć. Czy ktoś jeszcze pisze dziś pamiętnik albo listy?

Te formy zastąpiliśmy kalendarzami, w których wpisujemy suche informacje typu: „Godz. 18 – dentysta” albo „Im. wujka Zbyszka”. Nikt już nie dowie się z nich, jak poradziliśmy sobie z bólem zęba, czy lekarz był uprzejmy, a może opowiedział jakąś ciekawą historię, by odwrócić naszą uwagę od zabiegu? A co z wujkiem Zbyszkiem? Lubimy go chociaż? Ma poczucie humoru? Podarowaliśmy mu coś specjalnego czy może ograniczyliśmy się do wysłania krótkich życzeń zawartych w jednym szablonowym esemesie? I jeszcze inny przykład: widziałam kiedyś w księgarni książkę dla dzieci. Był to zbiór bajek podzielonych według czasu, jaki rodzic musi poświęcić na przeczytanie danej historii. Zmieściły się w nim zarówno opowieści na piętnaście, jak i pięć, a nawet trzy minuty. Mam nadzieję, że nie dożyję czasów, w których zmieścimy (czy raczej – streścimy) bajkę w kilku zdaniach i wyślemy ją dziecku esemesem...   

Takich przykładów można by mnożyć wiele. Nie jesteśmy chyba jednak świadomi tego, jak wiele tracimy, nie mając cierpliwości do napisania, wysłuchania bądź też przeczytania dłuższego tekstu (to zresztą pewno nie przypadek, że jesteśmy świadkami kryzysu powieści). Bez tych umiejętności trudno o zdolność przekazywania historii w mowie. A tradycja snucia opowieści i przekazywania ich ustnie jest stara jak świat. Całe szczęście droga do tego źródła pozostaje otwarta, wymaga jednak pewnego wysiłku, użycia wyobraźni, a często i odnalezienia w sobie dziecka, pełnego zachwytu i zadumy nad różnorodnością otaczających nas form, barw, dźwięków.

Kto chciałby z tego źródła zaczerpnąć, przypomnieć sobie o najtańszym i najłatwiej dostępnym lekarstwie, jakim pozostaje słowo, powinien wybrać się do Teatru Polskiego w Poznaniu na którąś z części Opowiadania świata – „widowiska narracyjno-muzycznego”, jak głosi informacja na stronie internetowej Teatru. I chociaż słowo „widowisko” nie za bardzo tutaj pasuje (Opowiadanie odbywa się we foyer na pierwszym piętrze teatru, trudno tutaj mówić o specjalnie na tę okazję przygotowanej scenografii, fantazyjnych dekoracjach itp.; poza tym – zmysł wzroku nie jest w nim wcale najbardziej potrzebnym medium), przymiotnik określający to przedstawienie jest jak najbardziej na miejscu.

„Snucie opowieści (...) to pradawne i potężne narzędzie, za pomocą którego my ludzie od zawsze się porozumiewamy. Opowieści objaśniają świat wokół nas, zgłębiają przeszłość, odnoszą się do teraźniejszości, wyobrażają przyszłość…”. To słowa Desmonda Tutu, pierwszego czarnoskórego arcybiskupa w RPA, laureata Pokojowej Nagrody Nobla. Zostały one przywołane w opisie Opowiadania przez jego organizatorów – Stowarzyszenie „Jeden Świat”. Koncepcja narracyjna Tutu ucieleśnia się za sprawą trójki performerów, którzy tym razem postanowili przenieść nas (za pomocą słowa oczywiście) do Meksyku, gdzie wciąż szanuje się (i słucha) ludzi zwanych contadores.

Contadores, jak dowiadujemy się na początku przedstawienia, to kolekcjonerzy mitów i legend z tradycji latynoskiej. Nie zachowują ich jednak dla siebie: celem opowiadaczy pozostaje przekazywanie dalej mądrości w nich zawartych. Także i Opowiadanie świata koncentruje się wokół tej idei – Aneta Cruz-Kąciak oraz Magdalena Janaszek odgrywają w nim role contadoras i prezentują widzom (czy raczej słuchaczom) cztery historie przeplatane piosenkami oraz rymowankami, o których same dowiedziały się od innych contadores i contadoras. Opowieści dopełnia muzyka wygrywana przez Marcina Kłusaka na obco wyglądających instrumentach, najprawdopodobniej pochodzących z pogranicza Ameryk. Bardzo przypadł mi do gustu pomysł, by o bliżej nam nieznanej kulturze opowiedzieć, posługując się jej własnymi narzędziami – zarówno jeśli chodzi o warstwę zewnętrzną  (instrumenty, stroje performerek), jak i głębszą – o opowiadaczach, ich wartości oraz sposobie przekazywania historii dowiadujemy się za sprawą… opowiadaczy właśnie.

Lepiej w tej roli sprawdza się Janaszek – pomimo problemów z zapamiętaniem hiszpańskiego tekstu piosenki (do powtarzania której zachęca dzieci i ich opiekunów zgromadzonych we foyer) nie okazuje zdenerwowania czy zawstydzenia, wręcz przeciwnie – całkiem naturalnie powraca do momentu, w którym przerwała, tak jakby cała „wpadka” była czymś typowym dla profesji opowiadacza. Trochę gorzej radzi sobie Cruz-Kąciak, a opinię tę wysnuwam na podstawie stanu dekoncentracji młodszej części widowni w trakcie snucia przez tę performerkę jej opowieści. Zdaję sobie sprawę z tego, jak trudną sztuką pozostaje przyciągnięcie uwagi odbiorcy historią, która przekazywana jest tylko i wyłącznie za pomocą ciała (głosu, gestów) opowiadacza. Sama treść bowiem nie wystarcza – trzeba ją jeszcze umiejętnie „opakować”. Innymi słowy – trzeba zrobić coś, by słuchacz nie zaczął się nudzić i zajmować zupełnie odmiennymi sprawami. Tego słuchacza trzeba jakoś do opowieści wciągnąć. Poznańskim contadoras ta sztuka się udała: performerki zręcznie adresowały pytania do dzieci, pozwalały im na ingerowanie w treść opowieści, w końcu zmobilizowały je do wspólnej zabawy opartej na ruchu i śpiewie.

Wydaje mi się, że taki swobodny kontakt widza z aktorem nie byłby możliwy, gdyby Opowiadanie zrealizować np. na Dużej Scenie. Foyer teatralne okazało się być miejscem bardziej przyjaznym tego typu inicjatywom. Właściwie jedyną przestrzenną granicą pomiędzy słuchaczami a performerkami były krzesła, zarezerwowane dla tych pierwszych. Przed nimi ułożono małe dywaniki przeznaczone dla dzieci i wyznaczające „strefę pomiędzy” wydarzeniem artystycznym a spotkaniem ze znajomymi. Żałowałam wręcz, że nie pomyślano o udostępnieniu większych dywanów – dla dorosłych. Sama chętnie położyłabym się w takiej liminalnej strefie i poddała się kojącym właściwościom legend.

Po wyjściu z teatru doszło do mnie nagle, że już gdzieś podobne historie kiedyś słyszałam. Przypomniałam sobie wtedy o książce Biegnąca z wilkami. Archetyp Dzikiej Kobiety w legendach i mitach, napisanej przez jedną z contadoras – Clarissę Pinkolę Estés, etnolożkę i psychoanalityczkę pochodzenia meksykańsko-hiszpańskiego. Zarówno w Opowiadaniu świata, jak i dziele Estés odnaleźć można historię o osieroconej dziewczynce, która odkrywa, iż posiada niezwykły dar czy też mit o kobiecie, która straciła kontakt ze swoim sercem i przestała być wdzięczna. Książkę tę polecam mężczyznom, którzy pragną zrozumieć kobiecą perspektywę patrzenia na świat i kobietom, które zagubiły kontakt ze swoją wewnętrzną siłą. Do obejrzenia (wysłuchania) spektakli organizowanych przez Stowarzyszenie „Jeden Świat” natomiast zachęcam przede wszystkim dorosłych, którzy chcieliby nauczyć się sztuki opowiadania historii swoim podopiecznym. Mogą nagle odkryć, że wystarczy trochę więcej (niż trzy minuty) czasu i dywan, by przekazać pradawną mądrość swoim dzieciom – taką mądrość, z której będą one w stanie czerpać aż do późnej starości.

2-12-2013

galeria zdjęć Opowiadanie świata, fot. Kalina Michocka Opowiadanie świata, fot. Kalina Michocka Opowiadanie świata, fot. Kalina Michocka Opowiadanie świata, fot. Kalina Michocka ZOBACZ WIĘCEJ
 

Teatr Polski w Poznaniu
Opowiadanie świata
opowiadają: Aneta Cruz-Kąciak, Magdalena Janaszek    
muzyka: Marcin Kłusak    
organizatorzy: Stowarzyszenie „Jeden Świat”
premiera: 20.11.2013

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę: