AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Niedorzeczne, a oczywiste

Absolwentka wydziału wiedzy o teatrze warszawskiej Akademii Teatralnej, doktorantka Uniwersytetu SWPS. Była redaktorem naczelnym portalu teatrakcje.pl. Stale współpracuje z kwartalnikami „Scena”, „Aspiracje” i „Nietak!t”, publikowała również w „Teatrze”. Sekretarz regionu warszawskiego portalu teatralny.pl.
A A A
Fot.  

Niemal pustą przestrzeń sceny Mazowieckiego Centrum Kultury i Sztuki aktorzy wypełnili błyskotliwą, realistyczną grą niewspartą zbędnym rekwizytem. O spektaklu Diabelski młyn w reżyserii Marka Pasiecznego w Teatrze Praga.

Przyjemny gwar rozmów prowadzonych przy łagodnym wtórze muzyki rozlega się tylko na chwilę. Gdy ucichnie, stojące w głębi sceny drzwi otworzą się, ukazując parę nieco skrępowaną początkiem znajomości. Ona – śliczna, zgrabna, młoda kobieta na niebotycznie wysokich, czerwonych szpilkach. On – przystojny, elegancki mężczyzna. Znaczna różnica wieku. „Z panem wszystko jest porażająco jasne” – konstatuje dziewczyna i nie sposób zaprzeczyć, bo to poczucie jasności udziela się również widzom. Mieszkanie należy oczywiście do Pierre’a i jego rodziny. Żona z synem odpoczywają na nartach, nic zatem nie stoi na przeszkodzie, by ich wyeksponowane na półce zdjęcia odwrócić do ściany – na ten jeden niewinny wieczór. Klasyk.

A jednak nie banał. Między dwojgiem nieznajomych zaczyna się gra – inteligentna i intrygująca, chociaż nie mamy wątpliwości co do jej finału. Ręka mężczyzny, początkowo odtrącana, coraz częściej znajduje dostęp do kolejnych części ciała atrakcyjnej dziewczyny. Ta natomiast okazuje się wytrawnym, przebiegłym graczem; wie, jak zdominować przeciwnika, sprawić, by odkrył przed nią wszystkie karty. Sama nie zdradza się. Z przepastnej szafy wyjmuje coraz to nowe tożsamości i ubiera się w nie ku rosnącemu zdziwieniu mężczyzny. Rozpoczyna swój spektakl rolą cnotki, co to chętnie poszłaby do łóżka z obcym facetem, no ale nie z żonatym. Mogłaby się w nim przecież zakochać. Wciąż jednak nie mogę wyjść z podziwu, że ten zaskakujący finał – mogący stanowić niemalże drugą, zupełnie inną opowieść – tak precyzyjnie uzasadnia wszystkie wątki, nadaje im sens. Pierre bagatelizuje obawy Juliette i słusznie, gdyż jej opór znika równie szybko, jak się pojawił. Kontrolny telefon troskliwej żony rozbawia dziewczynę i inspiruje do przybrania kolejnej pozy. Tym razem wymachując długimi nogami ukoronowanymi czerwienią szpilek, zwierza się z charakteru profesji, która kilka godzin wcześniej zaprowadziła ją do stolika obcego mężczyzny. „Czy ja wyglądam jak klient?!” – oburza się Pierre zmylony cywilnym ubraniem kobiety, ale już po chwili wyjmuje z portfela 500 euro, na które Juliette wyceniła swoje zdolności. Gdy dziewczyna zaczyna się targować, a pieniądze lądują na podłodze, wychodzi na jaw, że i ta scena była żartem, kolejną próbą zbadania reakcji wodzonego za nos mężczyzny. Ten jednak, chociaż z każdym kieliszkiem alkoholu pragnie kobiety coraz bardziej, nie wytrzymuje kolejnego sprawdzianu. Okazuje się, że spotkanie tych dwojga odarte było z przypadkowości. Juliette bowiem jest dziennikarką, chcącą wykorzystać nagrane na dyktafon rozmowy z Pierre’m jako materiał do artykułu o metodach uwodzenia stosowanych przez żonatych mężczyzn. Cóż, spędzony wspólnie wieczór nie odbiegał od standardów. Kobieta przeprasza, ubiera się i wychodzi.

Ale oczywiście wraca. Bo zimno, ciemno i do domu daleko, a pieniądze na taksówkę zostały w innej torebce. Zostaje u Pierre’a na noc, a gdy ten budzi się z alkoholowego snu, który odebrał mu pamięć, kobieta uzupełnia wspomnienia wieczoru o maleńkie kłamstewko z łóżkiem w tle. Dręczy się jednak, głupio jej i wstyd, gdyż tak naprawdę żona Pierre’a – powodowana wątpliwą stałością męża – zleciła jej uwiedzenie mężczyzny i zdobycie dowodów jego wierności lub niewierności. Zakres obowiązków Juliette nie obejmował jednak łóżka! Zdradzający małżonek wpada na błyskotliwy pomysł, by skasować wczorajsze pliki i nagrać wszystko od nowa…

I dopiero w tym ostatnim nagraniu zostaje odsłonięty prawdziwy powód spotkania tych dwojga, niemający niestety nic wspólnego z obiecywanym przez reżysera (Marek Pasieczny) katharsis. Krótko: Pierre jest ojcem Juliette. Absurdalne? Tak, ale Eric Assous, autor sztuki, stanął na rzęsach, by tę historię uprawdopodobnić. Okazuje się, że matka Juliette i Pierre – gdy byli bardzo, bardzo młodzi – spotykali się. Dziewczyna zaszła w ciążę, co przeraziło nieodpowiedzialnego chłopca; polecił jej więc zrezygnować z dziecka, a sam ruszył w siną dal. Na świat przyszła jednak Juliette, którą niedojrzałość Pierre’a skazała na smutne życie bez ojca. „Nie chciał mnie jako córki, uwiodłam go jako kobieta” – opowiada dziewczyna, wyjaśniając zawikłaną intrygę.

Właściwie można by opowiedzieć fabułę tej sztuki zdecydowanie krócej. Na przykład: „dojrzały mężczyzna sprowadza do swojego mieszkania młodą dziewczynę w wiadomym celu, ale okazuje się, że to jego córka”. Też ładnie. Wciąż jednak nie mogę wyjść z podziwu, że ten zaskakujący finał – mogący stanowić niemalże drugą, zupełnie inną opowieść – tak precyzyjnie uzasadnia wszystkie wątki, nadaje im sens. Co więcej, w tych absurdalnych konfiguracjach wspaniale odnaleźli się aktorzy – Roma Gąsiorowska i Przemysław Bluszcz – proponując widzom wieczór z farsą lekką, trafną i zabawną, a nie przerysowaną, choć o to nie byłoby trudno. Niemal pustą przestrzeń sceny Mazowieckiego Centrum Kultury i Sztuki (prosta kanapa po lewej, mały stolik po prawej, za nimi dwie duże zastawki imitujące ściany) wypełnili błyskotliwą, realistyczną grą niewspartą zbędnym rekwizytem. Nieskomplikowana teatralność przedstawienia skierowała uwagę widza na bezbłędnie napisany dialog – to jednak wystarczyło, by wieczór z Diabelskim młynem zaliczyć do udanych.

25-10-2013

 

Teatr Praga w Warszawie
Eric Assous
Diabelski młyn
przekład: Barbara Grzegorzewska
reżyseria: Marek Pasieczny
scenografia i kostiumy: Agata Uchman
obsada: Roma Gąsiorowska-Żurawska, Przemysław Bluszcz
premiera: 18.10.2013

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę:
komentarze (3)
  • Użytkownik niezalogowany A
    A 2013-12-16   05:19:59
    Cytuj

    Byłem dziś na sztuce. Z zasady nie czytam recenzji sztuk przed pójściem na nie, ale tym razem jakoś zawędrowałem na tę stronę przed spektaklem. Tylko przypadek sprawił, że najpierw przejrzałem komentarze z ostrzeżeniem przed spoilerami w tekście, który przeczytałem teraz i uważam za SKANDALICZNY. Jak można w taki sposób zdradzać treść spektaklu, którego głównym atutem jest właśnie ta zaskakująca fabuła...?

  • Użytkownik niezalogowany maja
    maja 2013-10-29   07:42:26
    Cytuj

    co za spoiler!!! Niedopuszczalne!! I kto teraz przyjdzie?

  • Użytkownik niezalogowany a.de
    a.de 2013-10-27   22:11:31
    Cytuj

    Nie wolno opisywać wszystkiego! A już zdradzać pointę...grzech :-)