AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Potrzeba walki ze stereotypem

Ur. 1987 r., magistrantka Wydziału Wiedzy o Teatrze Akademii Teatralnej im. A. Zelwerowicza w Warszawie. Publikuje w „Aspiracjach” i „Teatrze”. Współpracuje z Archiwum Jerzego Grzegorzewskiego. Przygotowuje pracę magisterską na temat jeleniogórskiego okresu twórczości Krystiana Lupy.
A A A
Fot. Ola Grochowska  

Na scenie Och-Cafe dwie młode, ładne, eleganckie dziewczyny. Wyraźnie spięte. Trudno im znaleźć słowa, wejść w kontakt z publicznością. Nie pomaga szukanie pomocy w scenariuszu przygotowanym przez reżyserkę ani słowa: „to wasi przyjaciele, nie wrogowie”. Trwa to chwilę, w końcu jednak Alicje przedstawiają się i zaczynają opowiadać o swoim życiu.

Mówią o sobie, tekstem, które same przygotowały, ale stres powoduje, że brzmi on sztucznie. Są chwile, w których się zapalają, rozgadują, zaraz jednak wracają do założonego z góry planu wypowiedzi. Dopiero kiedy uda im się wypełnić wszystkie ważne i trudne punkty, pojawia się luz. Nagle widać, jak bardzo są zwyczajne i jak bardzo się kochają. Wydaje się, że cel zarówno reżyserki spektaklu Alicja, Alicja – Marii Seweryn, jak i autorki sztuki – Amy Conroy został osiągnięty.

Od początku widać, że głównym zadaniem, jakie wyznaczyli sobie twórcy spektaklu, było maksymalne zatarcie granicy między sceniczną fikcją i rzeczywistością. W tekst Conroy wpisana jest koncepcja „teatru w teatrze”, co więcej – teatru faktu. Dwie dziewczyny przyłapała na pocałunku w supermarkecie reżyserka teatralna, która namówiła je, by wzięły udział w jej projekcie. Seweryn jeszcze podkreśla tę konwencję. Przestrzeń Och-Cafe z rzędami zwykłych drewnianych krzeseł, statycznym światłem i niewielką, niską estradą, właściwie pustą (dwa krzesła i stolik), mogłaby równie dobrze być salą miejskiego domu kultury, a więc miejscem, w którym często urządza się podobne spotkania. Podobnie działa też sposób mówienia aktorek, ich trema i niepewność, a z drugiej strony pewna sztuczność, charakterystyczna dla wypowiadania wyuczonego na pamięć tekstu. Sytuację puentuje zbieg okoliczności, a może celowe posunięcie: aktorki, w spektaklu dwie Alicje, w rzeczywistości to dwie Aleksandry – Domańska i Grzelak.

Takie decyzje reżyserskie są ryzykowne. Niewielu aktorów, zwłaszcza młodych, jest w stanie dobrze poradzić sobie na pustej scenie, bez rekwizytów czy ruchu scenicznego. Domańska i Grzelak wyszły z tej sytuacji raczej obronną ręką. Wykazały się sporą sprawnością warsztatową, nie miały też problemu z nawiązaniem kontaktu z publicznością i ze sobą nawzajem, co często bywa trudne nawet dla dojrzałych artystów. Mikroporty, które miały prawdopodobnie służyć podkreśleniu niecodziennej sytuacji dziewczyn wziętych z ulicy i bez żadnego przygotowania ustawionych na scenie, bardziej przeszkadzały niż pomagały, zwłaszcza w tak niewielkiej przestrzeni.

Czy nie jest jednak tak, że uderzając w jeden stereotyp, Seweryn nieświadomie wpadła w pułapkę innego? Jednak pomimo wielu zalet – dziewczyny nie były w pełni przekonujące. Nie chodzi o to, że nie wyglądały jak lesbijki. Taki był zamiar Marii Seweryn. W udzielonym przed premierą wywiadzie mówiła, że chce w ten sposób uderzyć w stereotyp. Założenie reżyserki było jak najbardziej słuszne, niestety, przesadziła w drugą stronę. Zbyt eleganckie stroje miały zwrócić uwagę na kobiecość bohaterek i pokazać, że nie wszystkie lesbijki są „męskie” czy wyglądają „dziwacznie”. Ostatecznie jednak zadziałało to na niekorzyść, zwłaszcza w zestawieniu z plakatem spektaklu, na którym Domańska i Grzelak ubrane są kobieco, ale jednocześnie swobodnie – jedna w dżinsy i t-shirt, druga w czarną, bawełnianą sukienkę. I to właśnie tam wyglądają zwyczajnie i normalnie, czyli tak, jak chciała reżyserka. W zwiewnych beżach stają się odległe, zbyt niecodzienne, a to nie sprzyja budowaniu bliskiej relacji z publicznością.

Zakończenie spektaklu razi patosem, zwłaszcza w zestawieniu z poprzednimi scenami, w których, po poruszeniu trudnych tematów (zdrada, śmierć, choroba), pojawił się luz. Małżeńska przysięga, złożona nagle przez jedną z Alicji, zamiast wzruszać – śmieszy. Nie pasuje do młodych dziewczyn, nie w takiej formie.

Reżyserka dokonała dwóch ważnych zabiegów dramaturgicznych. Pierwszym było przeniesienie akcji w polskie realia. Okazało się to o tyle proste, że w oryginale rzecz dzieje się w Irlandii, a więc kraju dość podobnym do Polski, np. w kwestii konserwatyzmu obyczajowego. Taka zmiana lokalizacji jest czymś zupełnie naturalnym i zrozumiałym, wyszła też spektaklowi na dobre.

Drugi zabieg to drastyczna zmiana wieku bohaterek. W sztuce Conroy – która także przygotowała jej prapremierę i zagrała jedną z kobiet – Alicje mają około sześćdziesięciu lat. Seweryn uzasadniła swój zabieg tym, że młodsze aktorki będą bliższe widzom i skuteczniej przełamią schematyczne myślenie na temat lesbijek. Być może takie rozumowanie rzeczywiście nie jest pozbawione sensu, ma jednak więcej wad niż zalet. Przynajmniej w kontekście tego konkretnego utworu.

Należy docenić Seweryn za próbę walki ze stereotypem – tym bardziej że publiczność jej teatru zdaje się właściwym odbiorcą takich przedstawień. Czy nie jest jednak tak, że uderzając w jeden stereotyp, Seweryn nieświadomie wpadła w pułapkę innego? Czy pokazanie na scenie pary sześćdziesięcioletnich lesbijek nie byłoby mniej stereotypowe niż obsadzanie w tych rolach młodych dziewcząt? Społeczeństwo jest przecież przyzwyczajone do takiej właśnie myśli: homoseksualiści to ludzie młodzi. Poza tym odmłodzenie bohaterek sprawiło, że nie wszystkie padające w spektaklu kwestie wybrzmiały dostatecznie mocno. Gdy o śmierci mówi niespełna trzydziestoletnia dziewczyna, jej słowa mają inną wagę, niż kiedy robi to sześćdziesięciolatka. Tak samo nie mogą wybrzmieć małżeńska przysięga czy wspomnienia ich wspólnego życia. I co najważniejsze – rzeczywiście jest tak, jak mówi jedna z Alicji: „Słowo «lesbijka» jakoś nie pasuje”.

25-11-2013

galeria zdjęć Alicja, Alicja, reż. M. Seweryn, fot. Ola Grochowska Alicja, Alicja, reż. M. Seweryn, fot. Ola Grochowska Alicja, Alicja, reż. M. Seweryn, fot. Ola Grochowska Alicja, Alicja, reż. M. Seweryn, fot. Ola Grochowska ZOBACZ WIĘCEJ
 

Och-Teatr w Warszawie
Amy Conroy
Alicja, Alicja
przekład: Joanna Derkaczew
reżyseria: Maria Seweryn
scenografia i kostiumy: Małgorzata Domańska
obsada: Aleksandra Domańska, Aleksandra Grzelak
premiera: 16.11.2013

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
dwa plus trzy jako liczbę:
komentarze (1)
  • Użytkownik niezalogowany Weronika
    Weronika 2017-09-17   09:55:06
    Cytuj

    Najbardziej żałosne przedstawienie na jakim byłam, trudno o gorsze..