AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Ballada o Stanisławie Wysockiej

Wyrzeźbiona twardą ręką z bukowego klocka,
Czarownica średniowieczna, Stanisława Wysocka,
Jednakowo ją ukochał Pan piekielny, jak niebieski,
Z drżeniem swoją pierwszą rolę grała w cieniu Modrzejewskiej.
Ona mogąc być «wszystkimi» dziś już «sobą» być nie może,
Zagubiła się w swej duszy, jak w swych włosów ciemnym borze,
Już się cudzym głosem modli, cudzym głosem z siebie woła
I nie wzdrygnie się przed sądem, gdy ją wezwie głos anioła,
Zapomniała, jak się zowie, zapomniała, kim to jest,
Jeden uśmiech z dawnej został, jeden rąk tragiczny gest.
Będzie chyba Panu Bogu bardzo, bardzo niewygodnie
Unieść w dłoniach te naprawdę popełniane przez nią zbrodnie,
Namiętności, które co dzień duszę krwawym pręgiem palą
Przeżywane, a nie grane przed nabitą ludźmi salą.
Kto ją weźmie na swą własność: Bóg czy czart?
Może ją rozdzielą sobie, jakby była talią kart?
Bóg zabierze te czerwone
Diabeł czarne na swą stronę,
Bo nie dadzą sobie rady i najwyższą duchów władzą
Do przegródki, do tej samej nawet wspólnie Jej nie wsadzą.
Ciało Twoje ktoś nagina, duszę Twoją ktoś poniża,
Mieszkasz w dziupli, niby sowa, przy kościele «krzyża»;
Ktoś po nocach chodzi gankiem po starym klasztorze,
Ktoś spoczynku chce i łaknie, znaleźć go nie może.

Zadumany i Twoich okien na prost siebie patrzę,
Przy kościele mieszkasz sama, kościół przy teatrze,
W zadziwieniu zrozumienia nagłe to pojąłem:
Dom dla Ciebie był teatrem, a teatr kościołem.
Ustawiały się przy sobie te trzy wielkie rzeczy
Jedna stoi obok drugiej, jedna drugiej przeczy -
Ale oto stuka ktoś - niecierpliwą dłonią,
Trzeba grać, nie z teatru, lecz z kościoła dzwonią,
Jest dziś wieczór, wczesna wiosna, deszczowa niedziela,
Mają grać, Bóg chce widzieć: Zwiastowanie Claudela,
Ale Ciebie lęk przestrachu przed tym wejściem wzdryga,
Jako wejdziesz do kościoła, ty, Wysocka, strzyga.
Widzę... Stoisz w progu domu, przy Tobie noc blada,
Jeden krok, na dziesiątki kobiet się rozpadasz –
Jak się talię rozsnuwa, tak Ty łuskasz się powoli,
Sto Wysockich z Ciebie wyszło, każda w innej roli,
Jedne z usty skrzywionymi, twarz i ciało w męce,
Inne z wdziękiem niezrównanym biorą się za ręce.
Na ogrojca wąskich słupkach posiadały w krąg dokoła,
Te na murze się sadowią, te na schodkach do kościoła.
Jedna tylko w kwiecie wiosny do kościoła idzie prosto,
Ona grać ma rolę w sztuce, ona ma być «młodszą siostrą»
Ona grać ma JEDNA Z WSZYSTKICH, LECZ O WSZYSTKIE SPRAWA:

«Czy Bóg piekło im roztworzy, czy niebo rozkrawa?»
(Albo ziemia się podniesie i pójdzie do nieba,
Lub też gwiazdy spadną na dół i zdusi je gleba).
Będzie grać się to - ach, długo - lat całe tysiące
Runą Wszystkie w otchłań nocy albo w ranne słońce.
Dziś u proga skamieniały w nieruchomych pozach
A na licach im się pisze NATCHNIENIE I GROZA.

Myślenice, luty 1928

Jan Sztaudynger, Ballada o Stanisławie Wysockiej, [w:] Strofy o teatrze, red. K. Madoń, P. Mitzner, Iskry, Warszawa 1982, s. 96-97.

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę: