AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Dialog z „Dialogiem”

 

Perypetie, jakie dopadły to elitarne pismo, spowodowały, że zespół dopadły refleksje. Miałem szczęście znaleźć się na spotkaniu poświęconym refleksjom, które odbyło się w Teatrze Nowym i mimo szalejącej wokół śnieżnej zamieci oraz reglamentowanego czasu wydarzenia, przeżyłem nieco radości, a nawet pozytywnego zaskoczenia.

Po pierwsze – już samo to, że redaktorzy pytają autorów dramatów, co myślą o piśmie, w którym drukuje się (lub powinno się drukować) dramaty, jest zjednujące. Po drugie – fakt, że nie było słychać w tych rozmowach nut triumfalizmu czy mściwości, daje nadzieję na w miarę zrównoważony dalszy przebieg wydarzeń. Wreszcie po trzecie i chyba najważniejsze – zrozumiałem, że pytają, bo chcą się zorientować, co jest potrzebne.

Właśnie, co jest potrzebne komu?

Odpowiedź, którą usiłowałem lansować podczas tego spotkania brzmiała: sztuki teatralne potrzebne są teatrom w Polsce.

Moja świętej pamięci babcia jako najmocniejsze przeżycie artystyczne wspominała amatorskie przedstawienie Żywota  Świętej Genowefy, które oglądała przed wojną około roku 1920 na stopniach kościoła w Janowie Podlaskim. „Pamiętam –  mówiła babcia – że i mężczyźni płakali, i kobiety płakały. Wszyscy”.

W fascynującej książce Chłopki pani Joanny Kugel-Frydryszak można znaleźć dużo pięknych przykładów na to, jaki był stan świadomości społecznej sto lat temu i jakie były horyzonty myślowe nie tylko kobiet, ale i całego społeczeństwa. Na przykład – jakiegoś nieszczęsnego posiadacza radia pobito do nieprzytomności i zniszczono mu radioodbiornik, ponieważ zbiorowa mądrość uznała, że to jego antena jest przyczyną ulewnych deszczy, które nawiedziły region.

Już, już wyjaśniam, dlaczego cofam się tak daleko.

Sądzę, że najważniejszą funkcją społeczną teatru jest nawiązanie dialogu z odbiorcą. Dobitnie potwierdzają to ostatnio Dziady Mai Kleczewskiej, jak i 1989 Katarzyny Szyngiery. Wiemy dobrze, że zarówno dyrektor Krzysztof Głuchowski, jak i dyrektor Strzyga-Strzycki z Porwania Sabinek (choć jeden realny, a drugi fikcyjny) wsłuchują się z napiętą uwagą w potrzeby swoich widzów. Kombinują, jak z ogromnego pola możliwości wybrać te tematy, te utwory i tych twórców, którzy zapewnią im rezonans społeczny, przyciągną publiczność, postawią teatr w centrum uwagi. Od razu warto podkreślić, że synkretyczność, eklektyzm czy – inaczej mówiąc – różnorodność wydają się naturalnym sposobem trafienia do tarczy. Po prostu sedno jest wtedy trochę większe.Czasem przydaje się przekroczenie tabu, czasem zwrócenie uwagi na lokalność, często skorzystanie z wabika, jakim są sławni artyści. Czasem pomaga włączenie się w trend lub modę, wystawienie czegoś z importu, wykorzystanie snobizmu, działania okolicznościowe itp.

Otóż miotani tymi rozterkami dyrektorzy dwustu teatrów w Polsce chcieliby, jak sądzę, aby „Dialog” był ich sojusznikiem i gwarantem jakości. Nie jakości przedstawienia, jakie powstanie na bazie dramatu (bo tego nie da się zagwarantować), ale jakości literatury przeznaczonej do teatru lub jakości tłumaczeń tej literatury. Trudno mi bowiem zrezygnować z wiary w słowo jako podstawę. Oczywiście, wysoko cenię teatry ruchu i z zachwytem obserwuję rozwój tej specyficznej formy. Oczywiście rozumiem fakt, że język żyje, zmienia się i traci na sile na korzyść emotikonów i przesyłanych obrazków. Znam nawet aforyzm: „Jeden obraz starczy za tysiąc słów”. A jednak ta energia, która drzemie w języku, jest czymś jedynym w swoim rodzaju. Nagle słyszymy frazę ze Słowackiego, Mickiewicza, Fredry, Tuwima, Różewicza, Szaniawskiego, Gombrowicza, Słobodzianka, Masłowskiej, Sikorskiej-Miszczuk, Murek… itd. i wiemy, że jakość tych słów daje szansę na inne, głębsze, ciekawsze pojmowanie siebie i świata. Skrzydlate słowa.

„Duchowi memu dała w pysk i poszła”.
„Co tam panie w polityce?”.
„Bo u nas w Azji mało kto pożyje”.
„Za kanapą można”.

Przypominam sobie na chybił trafił, pośpiesznie, ale wierzę, że każdy z czytelników – jeżeli słowo i teatr nie są mu obojętne – ma w zapasie trochę tych skrzydlatych słów, skrzydlatych zdań. Zapamiętanych, odciśniętych w głębi serca, modelujących podświadomość.

Nie wykluczam, że są osoby nieczułe na ten rodzaj sztuki, tak jak są osoby niemuzykalne czy niewrażliwe na zestawy kolorystyczne. Nie wykluczam, że zmierzamy do komunikowania się w sposób zero-jedynkowy, unikający metafor, symboli, porównań czy hiperboli. Być może już nam poezja, dramat poetycki, słowo żywe, słowo biorące udział w pogoni za emocją, metafizyką i etyką nie będzie potrzebne.

Chciałoby się jednak powalczyć.

Chciałoby się, aby na tym froncie walki o jutro czasopismo „Dialog” dostrzegało swoją służebną rolę wobec widzów, wobec teatrów i wobec autorów. Wydaje mi się, że bycie sługą tych trzech panów w zupełności wystarcza i raczej wyczerpuje zadania stojące przed „Dialogiem”. Wycieczki w stronę rozbudowanej eseistyki i próby kwestionowania wymienionych wcześniej zadań w ramach poszerzania spektrum możliwości intelektualnych nie wydają mi się konieczne.

31-01-2024

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę:
komentarze (4)
  • Użytkownik niezalogowany SAFETOTO
    SAFETOTO 2024-02-29   07:38:47
    Cytuj

    It's a game. Five dollars is free. Try it It's not an easy game ->-> 온라인카지노.com

  • Użytkownik niezalogowany Wiktor Skowroński
    Wiktor Skowroński 2024-02-02   00:14:42
    Cytuj

    Bardzo dziękuję za znakomity tekst,który przeczytałem wręcz zachłannie. Nie mam siły i cierpliwości pisać ze względu na podeszły wiek (84)ikomentować. Całe życie moje związane było z TEATREM. 55 lat miłośniczo jako aktor w teatrach niezawodowych. Pozdrawiam serdecznie.

  • Użytkownik niezalogowany Witold Dulęba
    Witold Dulęba 2024-02-01   21:04:52
    Cytuj

    Zgadzam się z mądrym, wyważonym tekstem Pana Macieja Wojtyszki. Wbrew temu, co głosili niektórzy dramat literacki się nie skończył i myślę, że zawsze będzie trwalszym fundamentem dla teatru, niż tzw. scenariusze teatralne. Oczywiście - teatr jest różnorodny, ale podsuwanie mu przez takie pismo jak "Dialog" dobrych dramatów literackich powinno być powinnością takiego pisma.

  • Użytkownik niezalogowany Jacek K Zembrzuski
    Jacek K Zembrzuski 2024-02-01   10:00:43
    Cytuj

    Po pierwsze: pytanie autorów przez redaktorów (i odwrotnie) to coś nawet bardziej kuriozalnego niż zaprzęganie wołu do karety: jedni od drugich mają być NIEZALEŻNI, a nie uwikłani w koterie znajomości, układy, także finansowe, politykierskie gierki i bankietowe prysiudy... Po drugie: niejaki Winchu (przydupas, dziś przegranej frakcji) wystarczająco się publicznie kompromitował stronniczością i dmuchaniem (w) możnych person, by go nie odesłać na aut moralnej abominacji - ze wstrętem!; gdzie zresztą już przytulił rzeszowskie "kerownictwo" teatralnej literackości w czterech literach mając konflikt interesów i podstawy etyki zawodowej. Chciałoby się, aby rozmowa o teatrze nie była niczyim sługą, a służącym polecić odnośną lekturę chudziutkiej książeczki Stanisławskiego