AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

O środowym cudzie

Fot. Karol Budrewicz  

Taki dowcip, usłyszany kiedyś w bufecie w wykonaniu świetnego aktora, z wybitnym postaciowaniem, szkoda, że Państwo tego nie widzieli, teraz streszczony:

Spotykają się trzej pobożni: Protestant, Katolik i Żyd.
Spierają się o wyższość własnego Boga.

PROTESTANT
Panowie, lecę samolotem w interesach. Burza. Lecę, lecę. Pioruny walą w kadłub, walą jak sami wiecie kto...

KATOLIK i ŻYD żegnają się po swojemu
Wiemy, wiemy…

PROTESTANT
No, właśnie. Modlę się. Modlę, modlę i modlę… Aż tu nagle... zawiesza się

KATOLIK i ŻYD
Co? No co? No i…?

PROTESTANT
W jednej chwili: niebo błękitne, palmy i ląduję ze stewardessą na Hawajach!

konsternacja

KATOLIK
Panowie. Mam rodzinną uroczystość. Moja teściowa idzie z rosołem, idzie, idzie i nagle bęc! Leży jak długa i ani dydy, nic kompletnie. Dywan cały w tym rosole. Modlę się. Oo spokój jej duszy się modlę! Aż tu nagle… markotnieje

PROTESTANT i ŻYD
Yhm, yhm.

KATOLIK
Aż tu nagle, panowie, moja teściowa ożywa i jakby nigdy nic. I mówi, że się nic nie stało i ma jeszcze drugi gar tego rosołu...

konsternacja

ŻYD
A u mnie tak. Jest szabas. Wracam do domu z synagogi, wracam, wracam. Aż tu nagle widzę przed sobą na chodniku diamentowy naszyjnik. Ale jest szabas, rozumiecie?

PROTESTANT i KATOLIK z udawanym współczuciem
Rozumiemy, rozumiemy. Że nie wypada, że nie tego, klops…

ŻYD
No właśnie! Panie Wszechmogący, bo co człowiek może w szabas? Nic nie może! Modlę się, modlę, modlę… Modlę się i rozglądam dookoła, czy ktoś widzi, czy nie widzi. Rozumiecie?

PROTESTANT i KATOLIK lekko znudzeni
Rozumiemy, rozumiemy…

ŻYD
Modlę się, rozglądam, modlę, rozglądam... Patrzę, a tu robi się środa!

***
A u mnie jest tak. Piję, palę, rozglądam się, a to mecz obejrzę, a to pochodzę z sekatorem, pospieram o wyższość i niższość, pożyję, potem przestanę, tylko piję i palę, aż tu nagle czytam i naczytać się nie mogę. I co? Czytam i kto? Kornel Filipowicz.

„Tak, takie cuda się zdarzają, jak nie na tym świecie to na innym, jest nieskończenie wiele światów” - powiada Singer w Opowiadaniach dla dzieci.

No więc takie cuda zdarzają się. W polszczyźnie. Jakbym po wielu latach ojca odnalazł? Może nie ojca, a własne wspomnienie o nim i o sobie wspomnienie z dzieciństwa? Obok tego, jakbym najpełniejszą relację z własnej dorosłej męskości znalazł? Albo tęsknotę za nią? Może to zazdrość odnalazłem o tak przeżytą i opisaną męskość?
 
Surowość słów. Przykład prostoty i konkretu – we własnym życiu i teatrze niedosiężnej. Wzruszenie, niemal w każdym opowiadaniu, kompletnie rozwalające. Opowiadania, krótkie, małomówne formy z lat pięćdziesiątych, sześćdziesiątych, siedemdziesiątych, osiemdziesiątych. Czas powstania tych tekstów, w gruncie rzeczy – bez znaczenia. Mogłyby powstać dzisiaj. Autor posiada dziwne stałe metrum, stałą wysokość przelotową. Pisze jak autor szkolnych czytanek. Że był rześki poranek albo że usiadł za stołem i patrzył w okno. Albo że szedł po schodach i spotkał sąsiada. Albo był w ZOO. Że przyleciał motyl, przepłynęła ryba. Z podmiotem i orzeczeniem. Jak pan od polskiego. Może ten dziwny umiar, dziwną kondensację wywołały te obozy koncentracyjne, co je przeszedł? Tylko w pewnej mierze. Był uformowany już wcześniej. Urodził się bodaj w 1913 roku. W ZSRR, jak miał później w dowodzie. Co sprawiło, że Filipowicz ma taką gorzką czułość i uwagę dla spraw, ludzi, detali, przedmiotów, zwierząt, wody, czasu? Nie mam pojęcia i nie chce mi się tego dociekać. Nie chce mi się też dociekać źródeł własnego uniesienia i uspokojenia.

***
Więcej nie ma co. Reszta jest czytaniem. W posłowiu do jednego z autorskich wyborów jego opowiadań, bo ukazało się teraz ich kilka, Justyna Sobolewska przytacza zdanie Jerzego Pilcha: „Nadziwić się nie mogę Jego całkowitej nieobecności”…

***
Dla młodszych ode mnie czytelników tego wpisu mam dobrą wiadomość. Młodszych czytelników jest większość, o co zaiste nietrudno, więc tą dobrą wiadomość adresuję właściwie do młodszych oraz do tej zgorzkniałej, mohikańskiej resztki starszych. Przecież wszyscy wyczekujemy dobrych wiadomości jak kanie dżdżu.

Otóż, zaczekajcie z cięciem żył przynajmniej do sześćdziesiątki. Bo nawet później, o czym niniejszym zaświadczam, może się człowiekowi wydarzyć czytelnicza środa.

15-09-2021

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę:
komentarze (1)
  • Użytkownik niezalogowany Maria Dworakowska
    Maria Dworakowska 2021-09-16   11:24:34
    Cytuj

    super