AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Wskrzeszony zamęt przycichłej niezgody

Fot. Karol Budrewicz  

Wycofałem się z zespołu scenarzystów piszących serial Artek. Zespół był rosyjsko-białorusko-polski, dwie autorki „stamtąd” i ja. Pracowaliśmy dla „Starmediów” (firma ukraińsko-rosyjska – więc teraz, po zerwaniu stosunków dyplomatycznych między Moskwą a Kijowem, właściwie jaka? – wyprodukowała serial Anna German). Współproducentami mieli być: pierwszy kanał telewizji moskiewskiej i TVP1.

Akcja filmu rozgrywać się miała w ‘85 roku w Moskwie, w pionierskim obozie „Artek” na Krymie i w Gdańsku. To miał być film o miłości rosyjskiego Romea i polskiej Julii.

„Miłość, skazana na śmierć przez nienawiść,
Której szał ciemny gubił dwie rodziny,
Aż śmierć jedynie mogła je wybawić:
Taką historię widz przez dwie godziny
Oglądać będzie tu, na naszej scenie;
Może uroni łzę na zakończenie”.
(William Szekspir, Romeo i Julia, Prolog, przeł. S. Barańczak)

Szesnastoletnia Grażyna, nasza Julia, przechowuje w szufladzie nocnej szafki swoją relikwię – zdjęcie Leonarda Whitinga, Romea z wielkiego filmu Franco Zeffirellego. Nie wie jeszcze, że szkolny zespół tańca współczesnego, którego jest solistką, wygra międzynarodowy konkurs, a nagrodą będzie wyjazd do krymskiego „Arteku”. Nie wie, że los (a może Królowa Mab) sprawi, że opiekunem polskiej grupy będzie tam dziewiętnastoletni Sierioża, chłopak bardzo przypominający pięknego Leonarda. Nie wie, że minie niewiele tygodni, a zajdzie w ciążę z Sieriożą, który w ten sposób naruszy wszelkie normy komsomolskiej moralności.

Ponieważ jednak wskutek splotu wypadków polityczni nadzorcy „Arteku” uświadomią sobie, że starszy brat Grażyny jest podejrzewany (i słusznie) przez polską SB o to, iż jest kurierem ukrywającego się wciąż przywódcy podziemnej Solidarności, KGB przedstawi Sierioży propozycję: wyjedzie na studia do Gdańska, spotka się ze swoją ukochaną, wejdzie do jej rodziny, ale – jako agent o pseudonimie „Artek”. Zakochany chłopak decyduje się na podjęcie gry. Nie wie jeszcze, że nie może jej wygrać.

I Polska, i Solidarność były w serialu przedstawione z wielką sympatią. Zwłaszcza na tle społeczeństwa rosyjskiego początków pierestrojki – skorumpowanego, zastraszonego, gotowego na każde niemal wiarołomstwo – to nasze prezentowało się znakomicie. Mówię tu o etapie razrabotek – bardzo szczegółowych treatmentów każdego odcinka (10-11 stron precyzyjnego opisu przebiegu akcji), które trzy miesiące temu zostały zaakceptowane przez rosyjską telewizję.

Trzy tygodnie temu spotkaliśmy się w hiszpańskim Alicante, żeby napisać dialogi.

W czasie naszej pracy Rosja podbiła Krym.
Dostaliśmy polecenie „ograniczenia scen polskich” w serialu.
Postanowiłem wrócić do Polski.
Nie wiem, jakim dalszym zmianom podlegać będzie obraz mojego kraju w serialu Artek. Wiem, że nie będę miał na nie żadnego wpływu. Podejrzewam, że pierwotna opowieść, która – jestem o tym absolutnie przekonany – mogła jedynie wzmagać wzajemne polsko-rosyjskie sympatie, może łatwo zyskać zupełnie inny wydźwięk. Czy w ogóle możliwy jest taki serial w państwowej telewizji rosyjskiej? Tej samej, która oskarża dziś Polskę i jej postsolidarnościowy rząd o szkolenie „nazistowskich i banderowskich bojówkarzy z Majdanu”?
Nie będę pracował dla telewizji, która szerzy kłamstwo, roznieca nienawiść, zatruwa swych widzów szowinistyczną gorączką.
Nie pojadę też teraz do ogarniętej nacjonalistycznym amokiem Moskwy, miasta, które lubię i w którym mam wielu przyjaciół.
Jeden z nich, dramaturg Michaił Durnienkow, został aresztowany podczas pierwszej z antywojennych manifestacji przed rosyjskim Ministerstwem Obrony. Demonstracja była nieliczna, kilkaset osób zaledwie, z których połowę OMON sprawnie zapakował do suk. Tego samego dnia przeszła ulicami Moskwy dwudziestotysięczna manifestacja poparcia dla Putina: człowieka, co żurawie latać uczy i przed Zachodem nie klęka. Gdy pochód rozwiązywał się na Patriarszych Prudach, każdy z patriotów otrzymał umówioną wcześniej stawkę – 500 rubli (obecnie 34 złote).

Wiem o tym ze skype’ów, jakie miałem z rosyjskimi przyjaciółmi. Panuje wśród nich przygnębienie. Nie widzą realnej siły, która może przeciwstawić się hulającemu dziś wielkoruskiemu szowinizmowi i imperializmowi. Ale wychodzą na antywojenne i antyputinowskie manifestacje. Piszą protesty, ryzykując wolność. (Oskarżenie Aleksieja Nawalnego o branie pieniędzy od CIA pokazuje, że czasy Breżniewa powróciły na dobre).

Wszyscy moi rosyjscy przyjaciele są pisarzami, reżyserami, aktorami. Spotkaliśmy się podczas pracy nad polsko-rosyjskimi projektami teatralnymi i filmowymi. Za każdym razem miały one budować porozumienie między naszymi narodami. I budowały.

Wspominam dziś o nich z kilku powodów. Po pierwsze, bo nic innego poza ciepłymi myślami nie mogę dla nich zrobić. Po drugie po to, żebyśmy zawsze pamiętali, że nie cała Rosja wiwatuje dziś na cześć Putina. Po trzecie, żebyśmy nie podejmowali pochopnych decyzji w sprawie projektów artystycznych z udziałem twórców rosyjskich. Jest niezmiernie ważne, by przedstawiciele tej nieksenofobicznej, nieimperialnej, a otwartej i demokratycznej Rosji mieli przestrzeń dla swobodnej wypowiedzi. Ponieważ wydaje się nieuchronne, że przestrzeni tej wkrótce zabraknie w Rosji – niech stworzy ją Polska.

24-03-2014

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
trzy plus dziesięć jako liczbę: