AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Chaos chwilami tylko kontrolowany

Opowieści z Wielkich Bloków, reż. Marta Streker, Wrocławski Teatr Lalek
Reżyser teatralny, historyk i teoretyk teatru. Profesor na Uniwersytecie Wrocławskim i w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie, absolwent Politechniki Wrocławskiej (1979) oraz Wydziału Reżyserii Dramatu krakowskiej PWST (1986). Publikuje m.in. w „Teatrze” i „Dialogu”.
A A A
fot. Natalia Kabanow  

Główna bohaterka jest krnąbrną dziewczynką o imieniu Weronika. Matka nie daje sobie z nią rady. Ojca nie ma w domu, bo wyjechał zarabiać pieniądze. Jest lato, dzieci nie chodzą do szkoły. Samotna matka pracuje. Bywa nadopiekuńcza, czemu zresztą trudno się dziwić, bo jej córeczka różni się jednak od rówieśników, jest głucha. Mogliby jej na podwórku nie zaakceptować, a nawet skrzywdzić. Więc matka na córkę wrzeszczy z tego nadmiaru troski.

Dziewczynka uwielbia koszykówkę i nie rozstaje się z piłką. Kiedy więc matka idzie do pracy, płaci sąsiadce Serafinie, żeby się jej córeczką zaopiekowała i nie puszczała jej na podwórko. Sąsiadka zachowuje się dziwnie. Nie lubi dziewczynki. Nagle zaczyna śpiewać. Zresztą nieźle. Kiedy przychodzi chłopak z pizzą, Serafina zmusza go, by porozmawiał z głuchą Weroniką.

Potem sąsiadka namawia Weronikę na gigant. Kiedy matka znowu musi iść do pracy i chce zostawić córkę u sąsiadki Serafiny, ta nie otwiera drzwi, choć jest w domu. Zdesperowana matka zostawia Weronikę samą w mieszkaniu. Dziewczynka wie, co ma robić: mocuje do plecaka piłkę, do środka wsadza plastikowy miecz i ucieka. Tyle zrozumiałem. Potem zaczynają się schody.

Weronika na gigancie natyka się na trzy postaci, które grają w karty. Mają na sobie puchowe kurtki z kapturami i ogony smoków. Najpierw sugerują, że są roztoczami, potem jednak mówią, że roztoczami się żywią. Gubię się coraz bardziej. Sąsiadka przestaje być sąsiadką, a zamienia się w ducha. Stwory najpierw boją się Weroniki, potem ją akceptują. Wszyscy poddają się nawzajem terapii. Używają do tego chyba profesjonalnych testów, bo moja żona, terapeutka, dziwnie się nagle ożywia. Ja niewiele rozumiem. Postaci używają trudnych terminów. Potem wybucha pożar. Zjawia się jeszcze smok w postaci animowanego ogona i wielkiego łba z ruchomym okiem. Smok jest cudny.

Dziewczynka obok mnie na widowni bardzo się wierci i wciąż pyta mamy, o co chodzi. Ja też się wiercę i pytam żony. Nikt nie wie. Na szczęście pod koniec spektaklu matka i sąsiadka śpiewają bardzo ładną piosenkę. Przez chwilę robi się miło.

Od początku przedstawienia całą scenę i pierwsze rządy zasnuwają dymy o dość intensywnym zapachu. Scena pożaru przypomina atak Rosji na Ukrainę. Mam nadzieję, że na widowni nie siedzą dzieci z Ukrainy, bo spektakularne obrazy pożogi i nieco przerażające odgłosy wybuchów mogłyby boleśnie ożywić wojenne traumy, od których uciekły. Rozglądam się, czy jakieś dziecko nie potrzebuje pomocy. Widzę, że widzowie z tylnych rzędów ukradkiem czmychają z teatru.

Tymczasem stwory w puchowych kurtkach nie przestają wrzeszczeć. Dopiero w finale wszyscy zaczną się obejmować i wyznawać sobie przyjaźń. Nawet matka utuli córkę i przestanie krzyczeć. Zrobi się cicho. Widzowie, którzy nie zdołali ewakuować się wcześniej, z ulgą zaklaszczą. Na scenę wejdzie dyrektor Krofta i podziękuje twórcom za przedstawienie. Aktorzy nieśmiało wzniosą flagę Ukrainy.

Przedstawienie trzeba koniecznie zobaczyć dla Anny Makowskiej-Kowalczyk. Gwiazda Wrocławskiego Teatru Lalek daje istny popis nowoczesnej sztuki aktorskiej. Nie gra, ale po prostu jest. Najpierw jest sąsiadką Serafiną, a potem duchem (chyba sąsiadki). Przechadza się po scenie. Tańczy. Coś tam mruczy pod nosem. Czasem zaśpiewa piosenkę. Wychodzi. Za chwilę wraca. Nie można od niej oderwać oczu. Jej intensywna obecność sceniczna hipnotyzuje. Przewrotne reality show na żywo. Makowska-Kowalczyk pozostaje sobą, choć kreuje wyrazistą postać w spektaklu.

Fascynującą partnerką, a raczej kontrą do Makowskiej-Kowalczyk, dojmująco prawdziwą, jest Dominika Kozłowska, głucha aktorka w roli głuchej dziewczynki. Wielka szkoda, że ta utalentowana artystka musi uczestniczyć w tak banalnym przedsięwzięciu. Teksty w spektaklu rażą grafomanią.

Na scenie panuje wielkie zamieszanie. Dużo ruchu. Już na początku aktor i aktorka udają, że grają w koszykówkę. Chwilami sceniczny chaos całkowicie wymyka się możliwościom zrozumienia. Dzielny zespół maszynistów uwija się raźno po scenie przez cały spektakl. Obracają atrapami dwóch mieszkań, opuszczają i podnoszą ekran, wpychają i wypychają metalową konstrukcję z neonami; no i dymią. Straszliwie dymią. Siedziałem w pierwszym rzędzie. Ledwo te dymy przetrwałem.   

Dopiero po powrocie do domu na stronie teatru przeczytałem streszczenie spektaklu. Teraz wiem, co to przedstawienie chciało mi opowiedzieć. Trochę za późno.

16-03-2022

 

Wrocławski Teatr Lalek
Opowieści z Wielkich Bloków
tekst i dramaturgia: Ewa Mikuła
reżyseria: Marta Streker
scenografia: Katarzyna Leks
kostiumy: Julia Kosmynka
muzyka: Maciej Zakrzewski
światło / projekcje:  Klaudia Kasperska
inspicjentka: Agnieszka Drobna
tłumaczenie PJM: Elżbieta Resler, Madi Rostkowska, Izabela Wielgus
obsada: Kamila Chruściel, Marek Koziarczyk, Dominika Kozłowska (gościnnie), Anna Makowska-Kowalczyk, Piotr Starczak (gościnnie)
premiera: 5.03.2022

galeria zdjęć Opowieści z Wielkich Bloków, reż. Marta Streker, Wrocławski Teatr Lalek Opowieści z Wielkich Bloków, reż. Marta Streker, Wrocławski Teatr Lalek Opowieści z Wielkich Bloków, reż. Marta Streker, Wrocławski Teatr Lalek Opowieści z Wielkich Bloków, reż. Marta Streker, Wrocławski Teatr Lalek ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
trzy plus dziesięć jako liczbę: