AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Czarny róż

Figura, tor, płaszczyzna, choreografia: Marta Bury, Teatr O.de.la
fot. Rałowski.pl - fotografia & film  

Brzuch. Joanna Jaworska-Maciaszek leży na scenie w czarnej sportowej bieliźnie. Napisałbym, że nieruchomo, gdyby nie ten brzuch. Z głośników słychać jakieś etno-dęciaki i brzęczenie much. Jakby do nich właśnie się dostrajał w skurczach, zgięciach i wyrzutach – brzuch. Poza Jaworską-Maciaszek na scenie są jeszcze stare skrzynie. Z jednej z nich wyłoni się błyszcząca cekinami Olga Bury. Wszystkie kostiumy, a będzie ich wiele, łączy kolor, różni odcień. Niektóre są widowiskowe – jak falbaniasta suknia, w którą ubiorą Burą. Ciuchy leżą stertą w głębi sceny. Tancerze będą je przymierzać i zrzucać – chwilami zostając w czarnej bieliźnie, to znaczy w odsłonięciu. Róż jest tu bowiem czymś w rodzaju tarczy lub filtra, którego wpływ na znoszenie trudnych stanów emocjonalno-fizycznych badają artyści.

Jest ich troje i trzy są owe stany: Jaworska-Maciaszek melancholia, Bury histeria, Piotr Stanek wstręt. Nie personifikują, nie grają, nie przeżywają naprawdę_choć_na_scenie. Raczej sprawdzają, jak emocje wpływają na ciało, co uruchamiają, z czym się kojarzą. Jaką tworzą Płaszczyznę, na której po różnych choreograficznych Torach przemieszczają się Figury-tancerze. Odbijając się od siebie, przejmują emocje. Mimo kilku zbliżeń wydają się osobni. Powściągliwi w łączeniu sił. Trochę szkoda, że tylko raz poważyli się na częściowo synchroniczny układ, który spośród wszystkich działań ruchowych zaproponowanych w spektaklu najbliżej był tego, co zwykliśmy nazywać tańcem współczesnym. Praca z dystansem wydaje się w nowej choreografii rzeszowskiej grupy kluczowa. Oddalenia i przerwy są istotnym elementem kompozycji. Muzyka co jakiś czas znika, ale ruch w ciszy nie zamiera – trwa. Takie wybicia z narzucającego się niezauważenie rytmu oglądania działają na korzyść przedstawienia. Stymulują uwagę widza. Ocalają przed nudą i banałem.

Teatr O.de.la jest teatrem tańca, choć jego założycielka i choreografka wszystkich spektakli, Marta Bury, proponuje inny termin na to, co zwykliśmy nazywać przedstawieniem, mianowicie – obraz choreograficzny. Co więcej, według artystki sztuka rzeszowskiej formacji powinna wychodzić poza scenę. „Interpretacja widza jest dalszym ciągiem choreografii” – powie na spotkaniu po spektaklu. Odważna deklaracja. W takim bowiem wypadku, można, a nawet trzeba o Figurze, torze, płaszczyźnie powiedzieć, co się chce. Moderujący ową rozmowę krytyk od powinności się nie uchylił i cokolwiek panicznie bajdurzył o teatrze, usiłując utwierdzić siebie i przekonać innych, że to właśnie z takim zjawiskiem mieliśmy do czynienia. Znana to przykrość w choreograficznym świecie, który odwiedza przybytki dramatyczne. Opowiadał więc ów krytyk o teatralnych tradycjach pozamykanych w skrzyniach, ale też o anty-patriarchalnej rewolucji w relacjach bohaterów. Sami bohaterowie w tym wypadku to też dość odważna koncepcja. Jeden z widzów przyszedł tancerzom w sukurs i napomknął o poezji oraz sztuce abstrakcyjnej. Krytyk ze wskazówki nie skorzystał. Mówienie o teatrze tańca nie jest łatwe, ale skoro interpretacja to kontynuacja – trudna rada, nie ma wyjścia. Podziwiam wieloletnią praktykę rzeszowskich organizatorów i artystów, którzy zdołali przekonać publiczność do sensu pospektaklowych rozmów. Marta Bury nie zostawia widzów samych, wyjaśnia, podrzuca terminy i konteksty – no cóż, edukuje. Ja też z tego korzystam. Nawet jeśli bardziej interesuje mnie efekt estetyczny kompozycji na ciała i światło niż referencje do Logiki wrażeń Giles’a Deleuze’a.

Ale od postmodernizmu i tak nie ucieknę, choć łatka ta służy dziś raczej zaciemnianiu niż wyjaśnianiu. W przypadku Figury… ma jednak uzasadnienie. Szczególnie w scenach badających wstręt. Zwłaszcza tej, jakby z tradycji happeningów wziętej, gdy Olga Bury wychodzi na proscenium z siatką pełną warzyw i owoców. Jakich? Nie widzę wyraźnie, choć siedzę dość blisko. Rozpoznaję dopiero po zapachu. Scenę pokrywa lepka miazga. Skrawki miąższu i krople soku sięgnęły drugiego rzędu. Maliny i pomidory. Jeden ocalał, performerka zjada go, przystawiając do ust mikrofon. Obsceniczność dźwięku wpisuje się w audialną narrację całości. Od muzyki instrumentalnej Macieja Maciaszka (świetnej zresztą), do której brzęczą muchy, poprzez samo ich brzęczenie, aż do odpowiadających mu dźwięków wydalanych przez ludzi. Jaworska-Maciaszek, przykładając mikrofon do szyi, głośno przełyka wodę, a ja przypominam sobie, że istnieje coś takiego jak mizofonia. Z tej biologiczności artyści wyprowadzają nas w kołującą przestrzeń medytacyjnie wzbudzanych dzwonków. W ulgę. Potrzebowałem jej po tych wszystkich apoplektycznych trzęsieniach ciała, robaczywych ruchach kopulacyjnego pełzania (Stanek pod stertą ubrań). Po napięciach zamykających i odsłaniających jednocześnie – jak w bliskim działaniu Stanek i Burej, erotycznym i abiektalnym jednocześnie.

Dość trudno wprowadzić się w melancholię na zawołanie, wywołanie histerii w sytuacji spektaklu jest chyba prostsze, ale wcale nie proste – za to wstręt? No cóż, banał. A jednak. Zarówno przerywana muzyka, jak też wspomniana dźwiękowa czy choreograficzna obsceniczność – wszystko to traktowałem jako narzędzia, które ostatecznie budują efekt artystyczny, możliwy w doświadczeniu jedynie za pomocą kategorii estetycznych. Wynika to chyba z oswojenia sytuacji występu, przyzwyczajenia do granicy między performerem a widzem oraz sceną a widownią. Z przezroczystego dystansu. Do zapachu przyzwyczajony jednak nie byłem. I choć do wstrętu było mi daleko, to malinowo-pomidorowy dyskomfort czułem wyraźnie. Odruchowo zapadałem się w fotelu, próbując odepchnąć go od sceny. Zapach już zwietrzał, ale cały czas – a piszę ten tekst kilkanaście dni po obejrzeniu spektaklu – mam pod powiekami różowe cienie. A zatem filtr działa – kolor transformuje zapamiętane doświadczenie i podporządkowuje je sobie. Jest jak etykietka. Okazuje się, że przez różową sztukę, jak przez okulary, widać inaczej.

05-10-2022

Teatr O.de.la, Rzeszów
Figura, tor, płaszczyzna
choreografia: Marta Bury
scenografia: Marta Bury
kostiumy: Marta Bury, Magda Krupa
muzyka: Maciej Maciaszek
reżyseria światła: Brano Bernar
obsada: Joanna Jaworska-Maciaszek, Olga Bury, Piotr Stanek
premiera: 20.08.2022

galeria zdjęć Figura, tor, płaszczyzna, choreografia: Marta Bury, Teatr O.de.la Figura, tor, płaszczyzna, choreografia: Marta Bury, Teatr O.de.la Figura, tor, płaszczyzna, choreografia: Marta Bury, Teatr O.de.la Figura, tor, płaszczyzna, choreografia: Marta Bury, Teatr O.de.la ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
jeden razy osiem jako liczbę: