AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Epoka lodowa w Meksyku

Trąbka do słuchania, reż. Weronika Szczawińska, Wrocławski Teatr Współczesny
Reżyser teatralny, historyk i teoretyk teatru. Profesor na Uniwersytecie Wrocławskim i w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie, absolwent Politechniki Wrocławskiej (1979) oraz Wydziału Reżyserii Dramatu krakowskiej PWST (1986). Publikuje m.in. w „Teatrze” i „Dialogu”.
A A A
fot. Natalia Kabanow  

Zgraja przebierańców wnosi na pustą scenę olbrzymi dywan zwinięty w długi rulon. Nucą pieśń pracy bez sów, jak to kiedyś robili czarni robotnicy na amerykańskich plantacjach lub dziś robią członkowie sekt religijnych. Pieśnią zarządza jurodiwa Julia Gadzina, nawiedzona skrzypaczka i autorka transowej muzyki do spektaklu. Tymczasem przebierańcy rozkładają dywan na podłodze. Zajmuje całą scenę. Ma kształt koła. Uszyto go ze skrawków innych dywanów.

Barwni przebierańcy mają na sobie kostiumy pozszywane z fragmentów innych ubrań i śmieci. Wyglądają jak bezdomni hippisi w połowie lat sześćdziesiątych na legendarnym skrzyżowaniu ulic High i Ashbury w San Francisco. Wrocławski Teatr Współczesny propaguje pełny recycling i szacun dla ekologii.

Po chwili kolorowi przebierańcy ze śpiewem na ustach wnoszą drugi rulon. To też dywan, ale grubszy. Kładą go na dywanie pierwszym. Do kilku pętli na obwodzie podczepiają sznury i wciągają drugi dywan do góry. Doszyte od spodu fragmenty ubrań i resztki materiałów zwisają teraz w dół. Scena przemienia się w różnobarwną jurtę. Rzecz dzieje się w Meksyku, stąd pewnie te pstrokate kolory, ale główna bohaterka marzy o podróży do Laponii. Więc stoi jurta.

Przebierańcy rozsadzają się na obrzeżach dywanu we własnych mansjonach lub na siedziskach. Anna Kieca i Mariusz Bąkowski stylizowanym tańcem wkraczają w ogromne ramy obrazu w tyle sceny. Zastygają w malowniczych pozach. Kieca zdaje się mrugać okiem do widowni. Bąkowski nakłada ciężki płaszcz i przypomina kościelnego dostojnika. Zadziera głowę. I tak trwają oboje, reagując na sceniczne wypadki tylko drobnymi gestami i ekspresyjną mimiką.

Przedstawienie zaczyna się zatem od inteligentnej transformacji przestrzeni scenicznej. Autorką pstrokatej jurty i ubiorów z odpadów jest Marta Szypulska, kostiumografka, scenografka i krawcowa. Szypulska, z pomocą pracowni krawieckiej, uszyła intrygujący świat zamieszkały przez czterdzieści cztery ubiory ze śmieci, które w miarę trwania przedstawienia przejmują władzę nad ludźmi.

Scenografia i kostiumy bardzo pomysłowo przekładają na język teatralny niezwykły świat powieści Trąbka do słuchania. Leonora Carrington, intelektualna rebeliantka i wszechstronnie uzdolniona artystka, napisała książkę wyjątkową. Krytycy nadali jej łatkę surrealistyczną, bo wyobraźnia autorki wzbogaca rzeczywistość o niezwykłe postaci i szalone zdarzenia. Bohaterkami powieści są sędziwe staruszki, praktyki duchowe i religijne mieszają się z terapiami, a eksperymenty alchemiczne z poszukiwaniem Świętego Graala.

Brytyjka Carrington romansowała z paryskimi surrealistami i malowała surrealistyczne obrazy, ale jej wizje i intelektualne poszukiwania wykraczały poza wszelkie ideologie, szczególnie ideologie wymyślane w XX wieku przez sławnych supersamców. W jednym z wywiadów Carrington wyznała, że nigdy nie miała czasu, żeby się stać femme-enfant, czyli „infantylną kobietką” surrealistów. Większą część życia spędziła w Meksyku.

W Trąbce do słuchania bohaterka nie potrafi zrozumieć, dlaczego właściwie o całe zło świata oskarża się Ewę. Powieść proponuje alternatywne dzieje ludzkości. To mężczyźni są infantylni i w finale powieści wywołują wojnę atomową. Ludzkość zginie i nastanie kolejna epoka lodowa. Kataklizm przetrwa kilka staruszek. Podczas szamańskiej eucharystii doświadczą one ostatecznej transformacji: staną się całe sobą, bo skosztują własnych ciał. Odnajdą Świętego Graala.  

Reżyserka Weronika Szczawińska, sławna z podejmowania odważnych, a nawet straceńczych projektów w inscenizacji powieści nazywanej surrealistyczną postanowiła powołać do istnienia surrealistyczne zdarzenie teatralne. Uwolniona z troski o logikę przekazu i tym samym z konieczności reżyserowania, surrealistycznie powierzyła spektakl aktorkom i aktorom. W tych trudnych okolicznościach niektórzy polegli.

Stawianie jurty na scenie trwa dość długo. Dopiero po dobrym kwadransie rozlegają się pierwsze słowa w spektaklu. Na środek dywanu wkracza Anna Błaut w stelażu do krynoliny. Przedstawia się publiczności. Mówi, że ukończyła dziewięćdziesiąt dwa lata, ma krótką szarą bródkę i że jest całkiem głucha. To Marian Leatherby, główna bohaterka Trąbki do słuchania. Powieść jest surrealistyczna, więc młoda aktorka nie musi się tłumaczyć ani z sędziwego wieku, ani z braku brody. Nie będzie też oczywiście udawała, że jest głucha.

Monolog młodej kobiety, wmawiającej publiczności, że jest sędziwą staruszką, mógłby być bardzo zabawny i co najmniej intrygujący, gdyby tylko aktorka odważyła się głębiej zakorzenić postać Marian we własnym ciele i głosie, a tym samym ujawnić publiczności fragment siebie. Błaut, ukryta za sztampową formą teatralną, niepotrzebnie forsuje struny głosowe. Jakby nie wierzyła w to, co robi. W rezultacie jej Marion jest bez wyrazu i bez teatralnej charyzmy.

Wielka szkoda, bo Marion, zarówno w powieści, jak i w spektaklu, jest narratorką wydarzeń. Żeby zamieszkać w świecie stworzonym przez Szczawińską i Szypulską nie wystarczy teatralnie wypowiadać słowa scenariusza. Przedstawienie testuje kreatywność aktorek i aktorów.

Krzysztof Boczkowski w mobilnym teatrze lalek wciela się w trzy postaci równocześnie: Galahada, syna Marion, jego żonę Muriel oraz ich wrednego syna Roberta. Potem objawia się jako niewidoma malarka Weronika Adams, kiedyś wzięta striptizerka, i wreszcie zanurza się w potężny kostium nieśmiałej pani Maude Somers, która tak naprawdę jest Arturem Somersem, nowojorskim antykwariuszem handlującym marihuaną.

Boczkowski potraktował książkę jak punkt wyjścia do własnych poszukiwań artystycznych. Nie tyle ożywiał czy ilustrował literackie postaci, co raczej tworzył na scenie ich zabawne, ale nade wszystko teatralnie efektowne ekwiwalenty. Powieść Carrington, uznana za jedną z najśmieszniejszych w XX wieku, znakomicie się do takich gier nadaje.

Irena Rybicka, obdarzona wspaniałym poczuciem humoru, nadaje zadziwiającą głębię gadatliwej Annie Wertz. Grą samej tylko twarzy potrafi całkowicie zapanować nad widownią. Do tego uroczo się przejęzycza. Z kolei Magdalena Taranta z desperacją eskaluje do absurdu wojenne wspomnienia francuskiej markizy Claude de Chécherelle, mieszkanki pawilonu w kształcie muchomora.

Jolanta Solarz-Szwed świetnie sobie radzi z postacią Georginy Sykes, jednej z najważniejszych i najbarwniejszych bohaterek powieści, mieszkanki namiotu cyrkowego. Dominika Probachta mieszka natomiast w igloo z kolorowych wstążek, bo gra Indiankę Nataszę Gonzales, mistyczkę, która słyszy głosy. Lina Wosik energicznie wciela się w Carmelę, przyjaciółkę, od której Marion dostaje w prezencie tytułową trąbkę do słuchania.

Największą rewelacją przedstawienia były role obu postaci z obrazu. Trąbka do słuchania to powieść szkatułkowa. W połowie przedstawienia Anna Kieca i Mariusz Bąkowski ożywiają historię z początku XVIII wieku. Kieca w brawurowej kreacji Doñy Rozalindy Alvarez della Cueva, nieokiełzanej przeoryszy klasztoru, przywołuje najświetniejsze tradycje teatru Jerzego Grotowskiego. Jej ciało eksploduje na scenie serią dynamicznych i bardzo plastycznych rzeźb, znakomicie się komponując z architekturą jurty. Jej głos wyprawia kosmiczne akrobacje, przy czym artystka nigdy nie traci kontroli nad artykulacją. To naprawdę wybitna kreacja. Kieca dowodzi, że teatr wciąż może być żywą, porywającą sztuką. Wystarczy mieć talent i odwagę.

Bąkowski równie odważnie bawi się francuskim akcentem zdemoralizowanego Biskupa Trêve-les-Frêles. Gry słowne przejmują władzę nad aktorem i modelują jego ciało w swoiste hieroglify. Mowa staje się ciałem. Fascynujące.

Ciekawym rozwiązaniem jest uwspółcześnienie doktora Gambita, głównego terapeuty i szefa przytułku dla starych kobiet o tajemniczej nazwie Źródło Braterskiego Światła. W powieści jest on „całkiem łysy, bardzo pulchny i nerwowy”. To karykatura Ormianina Georgija Gurdżijewa, sławnego w pierwszej połowie XX wieku guru, kontrowersyjnego mistrza duchowego wielu zagubionych intelektualistów i artystów.

Szczawińska powierza rolę doktora Dominikowi Smarujowi. Młody, wysportowany aktor w białym kostiumie gimnastycznym przypomina Richarda Simmonsa, który w amerykańskiej telewizji przez lata zachęcał otyłych widzów do ćwiczeń. Doktor Gambit, jak wcześniej Gurdżijew, w ramach terapii proponuje pacjentkom przytułku wykonywanie serii działań nazywanych Movements, czyli Ruchy. W przedstawieniu Smaruj, nie wiem czy świadomie, poleca starszym paniom powtarzanie ruchów, które skojarzyły mi się z Motions zalecanymi przez innego guru, Grotowskiego, w projekcie Teatr Źródeł.

Żona doktora Gambita w spektaklu przeraża nawet bardziej niż w powieści. Lekko szalona Pani Gambit w kreacji skrzypaczki Julii Gadziny przypomina chwilami Siostrę Ratched z Lotu nad kukułczym gniazdem.

Pierwsza część spektaklu przebiega w miarę wartko i płynnie, chwilami tylko aktorzy zbyt szarżują komediowe kwestie i spektakl zmienia się w kabareton. Pełnokrwiste postaci z powieści przemieniają się wówczas w jednowymiarowe karykatury. Bywa śmiesznie, ale nic więcej.

Druga część przedstawienia to co najwyżej szkic inscenizacji, jakby artystom zabrakło czasu na zbudowanie ciekawych etiud. Szamańska eucharystia nie staje się kluczową transformacją, ani nawet nie bulwersuje, a finał to teatralna porażka: aktorki siadają na dywanie w kółku, tyłem do widowni, żeby wypowiedzieć po kolei ostatnie zdania książki. Grupowa terapia w jurcie trywializuje odważną i bluźnierczą puentę powieści.

Pomimo smętnego końca przedstawienie na pewno warto zobaczyć, choćby dla kilku wybitnych kreacji aktorskich, transowej skrzypaczki, świetnych kostiumów i znakomitych gier elementami scenografii.

10-05-2023

Wrocławski Teatr Współczesny
Leonora Carrington
Trąbka do słuchania
tłumaczenie: Maryna Ochab
reżyseria: Weronika Szczawińska
adaptacja, dramaturgia, współpraca reżyserska, opracowanie muzyczne: Piotr Wawer jr
scenografia, kostiumy, światło: Marta Szypulska
kompozycje, aranżacje: Julia Gadzina
choreografia: Alicja Czyczel
obsada: Mariusz Bąkowski, Anna Błaut, Krzysztof Boczkowski, Elżbieta Golińska, Anna Kieca, Dominika Probachta, Beata Rakowska, Irena Rybicka, Dominik Smaruj, Jolanta Solarz-Szwed, Magdalena Taranta, Lina Wosik, Julia Gadzina (gościnnie)
premiera: 22.04.2023

galeria zdjęć Trąbka do słuchania, reż. Weronika Szczawińska, Wrocławski Teatr Współczesny Trąbka do słuchania, reż. Weronika Szczawińska, Wrocławski Teatr Współczesny Trąbka do słuchania, reż. Weronika Szczawińska, Wrocławski Teatr Współczesny Trąbka do słuchania, reż. Weronika Szczawińska, Wrocławski Teatr Współczesny ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
jeden razy osiem jako liczbę:
komentarze (3)
  • Użytkownik niezalogowany SAFETOTO
    SAFETOTO 2024-03-25   10:06:46
    Cytuj

    It's a game. Five dollars is free. Try it It's not an easy game ->-> 토토사이트.COM

  • Użytkownik niezalogowany seo
    seo 2024-03-13   10:15:34
    Cytuj

    I was surfing the Internet for information and came across your blog. I am impressed by the information you have on this blog. It shows how well you understand this subject.Stopping by your blog helped me to get what I was looking for. https://www.digitekprinting.com/vinyl-banners

  • Użytkownik niezalogowany SAFETOTO
    SAFETOTO 2024-03-03   08:03:49
    Cytuj

    It's a game. Five dollars is free. Try it It's not an easy game ->-> 카지노사이트.com