AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

JOB, JOB, JOB…

 

14 marca w kameralnej przestrzeni katowickiego Teatru Korez odbyła się premiera JOB-a. Niewielka widownia tego teatru i scena nieoddzielona od niej ani rampą, ani kurtyną, tworzą idealną przestrzeń komunikacji dla profesjonalnych artystów. Amatorów stawiają jednak przed nie lada wyzwaniem, pozbawiając ich choćby ochrony w postaci oddalenia od widzów, pozwalającego zatuszować niektóre niedostatki warsztatu aktorskiego (wszak szczególnie widoczne w formach kameralnych), kostiumów czy masek.

A JOB, o którym mowa, to przedstawienie teatru amatorskiego – Teatru Bezscenni, któremu Korez udzielił gościny. W dodatku Teatr Bezscenni wyraźnie stawia na aktorstwo. Samo przedstawienie, absolutnie ascetyczne scenograficznie, buduje jedynie gra czterech amatorek (skądinąd studentek lub niedawnych absolwentek różnych kierunków uniwersyteckich) i Grzegorza Norasa – także autora scenariusza i reżysera. Nie sposób nie przypomnieć, że jest on również wytrawnym animatorem teatralnym. Od wielu lat pracuje z dziećmi, młodzieżą, studentami w ramach rozmaitych projektów różnych organizacji, w tym własnego Klubu Osobowości Twórczej.

Poprzednią realizację Teatru Bezscenni, nad którym Noras sprawował artystyczno-pedagogiczną kuratelę –  Babcię na pielgrzymce (premiera 12 grudnia 2009 r.), nazywano „hitem geriatrycznym”. Notabene była ona kontynuacją wcześniejszych przedstawień ze starością w roli głównej: Babci i Einsteina oraz Babci. Starość prezentowała przewrotnie, wbrew jej stereotypowym ujęciom, a z dużą dozą fantazji i różnogatunkowego humoru: od niewinnego żartu począwszy przez parodię, a na satyrze skończywszy.

Wydaje się, że tematu i jego dramaturgicznego rozwinięcia nie powstydziłby się żaden z teatrów profesjonalnych. Tym razem reżyser wraz ze swoim zespołem, niemal identycznym jak poprzednio, wzięli na kanwę młodość, przedstawioną przez obrazy wyjęte z życia czterech świeżo upieczonych absolwentek różnych kierunków uniwersyteckich. „Pani magister” to fraza, która niczym leitmotiv przewija się przez całe przedstawienie, nabierając coraz to nowych odcieni znaczeniowych. Najpierw wymawiana jest przez bohaterki z odczuciem niedowierzania, ulgi, dumy, nadziei, niepokoju. W trakcie przedstawienia, w miarę prezentowania ich konfrontacji z rynkiem pracy – przedstawicielkami HR-u, pracodawcami i pracobiorcami – fraza „pani magister” coraz częściej jest wypowiadana ze zdziwieniem, zawodem, rozczarowaniem, poirytowaniem. Zabraknie tylko wściekłości, mogącej zwiastować bunt lub chociażby jakąś rebelijkę. Nie będzie też ani szczypty autoironii, świadczącej o zdrowym stosunku przedstawianych postaci do siebie, swoich wczorajszych decyzji edukacyjnych i dzisiejszych – zawodowych.

Zainscenizowana przez Teatr Bezscenni konfrontacja absolwentek uniwersytetu z rynkiem pracy bezlitośnie, ale zarazem komediowo – żartobliwie i tylko w niektórych miejscach parodystycznie albo groteskowo obnaża ich emocjonalną i praktyczno-techniczną bezradność w środowisku pracy. To przedstawienie o prawdziwych problemach tysięcy absolwentów studiów uniwersyteckich, o hiperdewaluacji uniwersyteckiego dyplomu, o bardzo złożonych przyczynach (o których rzecz jasna w założonym stylu nie da się opowiedzieć), utrzymuje się w poetyce szczególnie bliskiej Norasowi, krzyżującej teatr komedii z kabaretem.

Całość skomponowana jest z epizodów (obrazów, numerów), a każdy z nich można by opatrzyć roboczym tytułem Jeden dzień w pierwszej pracy absolwentki uniwersytetu, wyjąwszy prolog i epilog. Kolejne epizody przynoszą bohaterkom doświadczenie nieadekwatności przygotowania do zadań wyznaczanych przez pracodawców, profesjonalnej bezbronności wobec wymagań pracobiorców, skazania na działania z góry obliczone na brak jakiejkolwiek efektywności, upokorzenia przez oferowanie pracy niewymagającej jakichkolwiek kwalifikacji.

Jest w tym wszystkim i statystyczna prawda , i komiczne przerysowanie. Może chwilami jest ono za duże, za jaskrawe, jak np. epizod z instruktorką fitness skazaną na geriatryczne klientki. (Ach, ta nostalgiczna tęsknota za babciami z poprzednich spektakli!) W większości scen uniknięto jednak farsowego przerysowania, a do najlepszych partii, najbardziej wyważonych jeśli idzie o referowanie podjętego tematu i komizm, niewątpliwie należy epizod z młodą psycholożką próbującą siły akademickiego instrumentarium na zamkniętym oddziale psychiatrycznym i scena w call center, w której absolwentki uniwersytetu zmieniają się w śmieszno-straszny chór wyrobniczek marketingu bezpośredniego.

W całym przedstawieniu, pomimo powagi tematu i kojarzonych z nim problemów, nie brakuje też komizmu słownego, sytuacyjnego, czy związanego z przedstawianiem typowych postaci. Choć zdecydowanie dominuje komizm słowny. Predylekcję reżysera do dowcipu słownego widać już w samej nazwie teatru, która wypowiedziana niezbyt starannie albo napisana z niewinną literówką zmienia „teatr bezscenny” w „teatr bezcenny”. Widać tę skłonność też w odautorskim komentarzu do tytułu przedstawienia, zamieszczonym w programie. Tytułowy JOB jest tu przedstawiany jako skrót, który można rozszyfrować na najróżniejsze sposoby, a między innymi, jako Jedenaście Oberwań Boków i Jak Osłodzić Banalność, ale też jako Jestem Orłem Bezdyskusyjnym, Ja Osoba Bezcenna, czy wreszcie jako Jedenaście Obrazów Bezsensowności, Jedna Odsłona Bezrobocia, Jak Ogarnąć Byt, Jak Ogarnąć Bizsnes czy Job twoja… Pewnie każdy z uczestników przedstawienia znalazłby jeszcze inne rozwinięcia tytułowego skrótu. Doszukałby się skojarzeń z kultowymi albo sobie tylko znanymi tekstami, albo na przykład z praktykami owych rozlicznych agencji pracy żyjących z przetwarzania, selekcjonowania, leasingowania, outsourcingowania cudzych kwalifikacji zawodowych.

Wydaje się, że tematu i jego dramaturgicznego rozwinięcia nie powstydziłby się żaden z teatrów profesjonalnych. Co do ich zaprezentowania to oczywiście trzeba tu przyjąć taryfę ulgową, aczkolwiek uczciwie należy powiedzieć, że w niektórych miejscach wykonawczynie naprawdę zaskakiwały naturalnością, w innych plastycznością stworzonych typów. Dużym atutem ich ról jest to, że mogą je tworzyć bezpośrednio, w oparciu o własne emocje, doświadczenia, wiedzę. Tym samym przedstawienie nabiera walorów przekazu nieomal osobistego.

31-03-2014

 

Teatr Bezscenni z Katowic
JOB – Jedenaście Odsłon Beznadziei
scenariusz i reżyseria: Grzegorz Noras
obsada: Judyta Siudzińska, Anna Wilaszek, Joanna Wilaszek, Hanna Kostrzewska, Grzegorz Noras
premiera: 14.03.2014

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę:
komentarze (1)
  • Użytkownik niezalogowany Iwona
    Iwona 2014-04-01   22:21:59
    Cytuj

    Ja Oczywiście Byłam i ucieszyłam się, że Bezsceni zrobili coś nowego i okazuje się, że na tak dobrym poziomie jak wszystkie cztery Babcie. Może kiedyś dorobią się własnej sceny, czego życzę im i ich fanom .