AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Makaron na uszy

Spaghetti, reż. Søren Ovesen, Teatr Baj w Warszawie, Theatergruppe Batida w Kopenhadze
Krytyk teatralny, dziennikarz. Absolwent Wydziału Wiedzy o Teatrze warszawskiej PWST. Autor książek: Teatry Warszawy 1939, Teatr Qui Pro Quo. Kochana stara buda, Teatry Warszawy 1944-45. Współpracował z czasopismami „Po prostu” i „Życiem”. Recenzent teatralny „Dziennika” i „Odry”. Współpracuje z Polskim Radiem, prowadząc audycje poświęcone współczesnemu życiu teatralnemu. Artysta fotografik.
A A A
fot. Albert Roca-Macia  

Na scenie świeżutko i naprawdę imponująco odnowionego warszawskiego Baja nowość. W prostej czarno-białej scenografii, każącej z sympatią myśleć o estetycznym powinowactwie z dekoracjami Jerzego Srokowskiego czy Bohdana Butenki do Kabaretu Starszych Panów – sztuka Sørena Ovesena w reżyserii autora.
 
Dobrą recenzencką praktyką jest powstrzymywanie się od streszczania obejrzanych dzieł, ale bywają wyjątki. Należą do nich prapremiery. Uczyńmy zatem taki wyjątek. Streszczać jednak własnymi słowami nie będziemy, lepiej uczynił to sam teatr:

Bracia August Wysoki i Beniamin Wysoki zapraszają do swojej kuchni – pokażą, jak przyrządzić idealne spaghetti. Kucharze skorzystają z przepisu znajdującego się w Starej dobrej księdze o spaghetti. „Dostali ją od wujka, który ją dostał od swojej ciotki, która dostała ją od swojego taty, który ją dostał od swojej mamy, która dostała ją od sąsiada, który ją kupił we Włoszech”. Bohaterowie mają więc idealny przepis, duże garnki, wzajemną pomoc, ale… ktoś im nabałaganił w kuchni i zasnął w samym centrum dowodzenia. A potem ciągle ich rozpraszał i opowiadał o spotkaniu z chińskim smokiem, krokodylem, zebrą, śpiewając przy tym, tańcząc i grając na instrumentach. Czy w takich warunkach braciom uda się przygotować spaghetti?

Trójka aktorów robi co może. Dwóch identycznie ubranych kucharzy krząta się wokół stołowej zastawy i tytułowego makaronu, wlewa prawdziwą wodę do prawdziwego gara, gar stawia na prawdziwym ogniu, makaron się gotuje, trzecia postać niewiadomego pochodzenia i charakteru w wypchanym watówką, pogrubiającym kostiumie śpi zrazu na scenie z garem na głowie, by potem, nie wiedzieć czemu, przechodzić przez jedną ze ścian. Jej kostium każe sądzić, że to klaun, przechodzenie przez ścianę skłania zaś ku domysłom, że to duch – rzecz pozostaje niewyjaśniona. Oto bowiem owa tajemnicza postać domaga się spaghetti, gdy wreszcie je dostaje, doprawia je ketchupem, po czym wykłada się jak długa (lub raczej gruba) na scenę. Złożona na katafalku uczynionym z kuchennych mebli nagle ożywa, grająca ją aktorka zrzuca z siebie wywatowany kostium, pozostając w czerwonej spódniczce i takimż sweterku. Na finał piosenka. Przedtem jeszcze dwie. Aktorzy śpiewają, grają na różnych instrumentach. Na scenie „gwarno, wesoło, tanecznie i oczywiście muzycznie”, a my przypatrujemy się „wszystkim figlom” – by znów odwołać się do streszczenia spektaklu przygotowanego przez teatr. O co w tym przedstawieniu chodzi, co ma nieść ta historia bez historii – dociec doprawdy trudno.

Po sześciu godzinach tego nawijania makaronu na uszy spojrzałem na zegarek. Okazało się, że minęła dopiero pięćdziesiąta i ostatnia minuta spektaklu. Symptomatyczna jest reakcja publiczności. Dzieci to najtrudniejsza publiczność. Nie kłamie. Gdy coś jej się podoba, to chętnie daje temu wyraz, często w sposób wyjątkowo spontaniczny i niesforny. Zazwyczaj szumi, tak było i tym razem. Ale był to szum niejako „obok”. Też by sobie człowiek poszumiał, gdyby nie wymóg powagi wieku zwanego „dziaderskim”. Ów wiek i już całkiem długa pamięć sprawia za to, że dorosły, obdarzony pamięcią złośliwości Słonimskiego, przypomina sobie wymyślony przez niego wierszyk parodiujący tak pojmowaną literaturę dla najmłodszych: „Kazio w górę piłkę rzuca, Zosia sobie w kącie kuca”, albo twórczość wymyślonej przez Magdalenę Samozwaniec poetki Julii Jarzębiny: „Kaszka-zasmażka na przypiecku stała, przyleciała ważka, wszystko spapusiała”.

Nie można żywić żadnych pretensji do trójki aktorów. Robią, co mogą. Śpiewają świetnie, czynią na scenie Baja wszystko, by ożywić tę teatralną martwotę przywiezioną, nie wiedzieć czemu, aż z Kopenhagi – jakbyśmy nie mieli w naszym kraju dziesiątków kilogramów lepszej i gorszej dramaturgii do natychmiastowego wykorzystania. Skargi i zażalenia należy więc kierować pod adresem kierownika literackiego, bo do niego należy odsiewanie czy może raczej – jak w tym wypadku – odcedzanie takich makaronów.

Nikt nie wymaga dziś od teatru dla najmłodszych, by w nieskończoność grał historię sierotki co gąski zgubiła, butków-szałaputków, kopciuszków, bo zmieniła się dziecięca publiczność, ma innych bohaterów – ale warto pamiętać, że autorzy tych starych bajek traktowali swoich odbiorców z powagą. I pewnie dlatego opowiadane przez nich historie zapadły w pamięć kilku pokoleń. Nie stanie się to raczej udziałem dramatu o gotowaniu spaghetti.

Arcymistrz i prawodawca naszego teatru dla najmłodszych, Jan Wilkowski, uważał, że przeznaczony dla nich teatr, choć robiony innymi środkami, powinien mieć w sobie rzetelność i odpowiedzialność tworzenia.

Tylko komu w teatrze naszych czasów potrzebne są mądrości starych mistrzów.

10-11-2021

Teatr Baj w Warszawie, Theatergruppe Batida w Kopenhadze
Søren Ovesen
Spaghetti    
przekład: Bogumiła Sochańska
reżyseria: Søren Ovesen
scenografia: Anika Nillson
muzyka: Theatergruppe Batida i Nina Foss
obsada: Marta Gryko-Sokołowska, Andrzej Bocian, Piotr Michalski
premiera: 2.10.2021

galeria zdjęć Spaghetti, reż. Søren Ovesen, Teatr Baj w Warszawie, Theatergruppe Batida w Kopenhadze Spaghetti, reż. Søren Ovesen, Teatr Baj w Warszawie, Theatergruppe Batida w Kopenhadze Spaghetti, reż. Søren Ovesen, Teatr Baj w Warszawie, Theatergruppe Batida w Kopenhadze Spaghetti, reż. Søren Ovesen, Teatr Baj w Warszawie, Theatergruppe Batida w Kopenhadze ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę: