AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Nie-cała historia

Kobieta i życie, reż. Gosia Dębska, Teatr im. J. Słowackiego w Krakowie, Teatr Śląski im. St. Wyspiańskiego w Katowicach
Doktorantka w Katedrze Teatru i Dramatu Uniwersytetu Jagiellońskiego, krytyczka teatralna, kuratorka. Publikuje w „Didaskaliach” i „Dialogu”.
A A A
fot. Bartek Barczyk  

Kiedy po raz pierwszy zapala się światło nad sceną, widzimy ściśnięte na niedużej wersalce cztery osoby – trzy kobiety i jednego mężczyznę (Alina Chechelska, Anna Lemieszek, Antoni Milancej, Agnieszka Przepiórska). Są w różnym wieku, ale nie da się na tej podstawie jednoznacznie stwierdzić, jakie łączą ich relacje. Na poziomie materialnym łączy ich ogromny sweter z wieloma otworami na głowy i wieloma rękawami. Wszyscy są w niego ubrani. Nie wiadomo, czy wdziergali się w niego, czy wplątali, czy zrobili to przez przypadek, czy z rozmysłem. Zanim światło na scenie zgaśnie po raz ostatni, znów zobaczymy ich razem, ale teraz stojących w zwartym szyku, połączonych wspólnym przekonaniem. Mówią o siostrzeństwie, które nie ma nic wspólnego z więzami krwi, i o tym, że kiedy wyjdą protestować przeciwko ograniczaniu praw kobiet do decydowania o swoim ciele i życiu, nie będą szły same.

Tytuł spektaklu wyreżyserowanego przez Gosię Dębską na podstawie tekstu Maliny Prześlugi to Kobieta i życie. Osobność kobiety – traktowanej jako figura, a nie konkretna osoba – i życia – ciągu wydarzeń, nad którymi większą władzę wydaje się mieć społeczeństwo niż ona sama – jest przez twórczynie podkreślana od samego początku. W przedstawieniu będącym koprodukcją krakowskiego Teatru im. Juliusza Słowackiego oraz katowickiego Teatru Śląskiego im. Stanisława Wyspiańskiego z życia wyplata się opowieść, która może być opowieścią o narratorce, ale może być też opowieścią zupełnie o kimś innym, a nawet zostać przechwycona przez jeszcze inną osobę. To opowieść polifoniczna, bo łączą się w niej głosy bohaterki (bohaterek?), jej partnerów i członków rodziny, ale też polityków wypowiadających się na temat życiowych powinności kobiet (rodzić dzieci, zacząć jak najwcześniej!) i fragmenty kulturowych scenariuszy, od których realizacji bardzo trudno jest odstąpić. To biografia jednocześnie niekompletna – bohaterka raz po raz sygnalizuje trudność odnalezienia głosu własnego „ja”, które mogłoby nadać tej historii spójność – jak i nadmiarowa, rozpadająca się pod naporem uruchamianych jednocześnie narracji.

Oglądając spektakl, zastanawiałam się, jak daleko będzie sięgał ten nie-biograficzny projekt Prześlugi. Czy jeżeli narracja zaczyna się od narodzin bohaterki, to zakończy się na jej śmierci? Okazało się, że nie. Kiedy rozstajemy się z nią w ostatniej scenie, jest już dojrzała, ale nie jest stara. O ile koncentracja na wybranych okresach życia kobiety sama w sobie nie jest problemem, o tyle w spektaklu, który jednoznacznie wyraża ambicję przedstawienia szerokiego spektrum kobiecego doświadczenia, brak perspektywy najstarszego pokolenia wywołuje pewien opór. Jedno z podstawowych oskarżeń, jakie Prześluga i Dębska stawiają patriarchalnej kulturze i patriarchalnemu społeczeństwu, dotyczy ich wykluczającego charakteru. Jednocześnie w swoim spektaklu maskują wykluczenia i pominięcia, które mają wyraźny wpływ na przedstawianą w nim opowieść. Twórczynie nie uciekają od stawiania społecznych diagnoz – mówią o tym, że ciała kobiet są kontrolowane przez władzę i poddawane dyktatowi promowanych w mediach modeli piękna, kobiety od najmłodszych lat stają się ofiarami przemocy seksualnej, a środowiska domowe są przestrzeniami reprodukowania seksistowskich stereotypów i wpajania dziewczynkom wstydu i podległości. O ile trudno nie zgodzić się z tymi rozpoznaniami, to wydaje się, że na obecnym etapie rozwoju myśli feministycznej i jej obecności w polskim teatrze dramatycznym warto byłoby ostrze krytyki wbijać z mniejszą energią w postaci reprezentujące figury „pierwszego chłopaka”, „księdza”, „obleśnego wujka”, a z większą precyzją i siłą w instytucje i struktury, które z dyskryminacji kobiet czerpią władzę i kapitał. Publiczność śmieje się, widząc księdza terroryzującego dziewczynki w konfesjonale, bo scenka takiego terroryzowania rozegrana jest jako komiczna anegdota. Co jednak stałoby się, gdyby ze sceny wprost wypowiedzieć oskarżenie wobec Kościoła Katolickiego? Przemówienia prawicowych polityków przedstawione w formie rewiowych numerów bawią, ale co by się stało, gdyby wprost oskarżyć osoby, które na nich głosowały, o obecną sytuację kobiet w Polsce? Co by się stało, gdyby zapytać pozostałe osoby o to, gdzie na liście priorytetów wybieranych przez nich przedstawicieli są zabezpieczenia antydyskryminacyjne i antyprzemocowe?

W pewnym momencie, oglądając na scenie Agnieszkę Przepiórską, miałam wrażenie, że irytuje ją łatwość, z jaką publiczność swoim rozbawieniem zmienia każdą scenę w komedię. Stereotypy mają to do siebie, że u jednych wywołują opór, a u innych spokojny uśmiech – nic nas przecież tak nie uspokaja, jak to, co dobrze znamy. Tekst Prześlugi jest przewrotny – wiersz nadaje mu lekkość, a temat gorycz. Jednak mechanika spektaklu Dębskiej nieustannie neutralizuje tę gorycz, która doprowadzona do wrzenia, nie mając szansy zamienić się w złość, zamienia się najwyżej w smutek.

Pewien problem w odbiorze spektaklu stanowi również widoczny w nim brak konsekwencji formalnej. Obecne w tekście wzmianki o śpiewaniu sugerują, że w formułę Kobiety i życia wpisana jest musicalowa lub quasi-musicalowa forma. Aktorzy krakowsko-katowickiej produkcji przez większość czasu jednak po prostu wypowiadają tekst. Z czasem ilość „numerów” muzycznych się zwiększa, a na końcu widzimy rozbudowane sekwencje oparte na śpiewie i ruchu (za muzykę odpowiedzialny był Ignacy Zalewski, a za choreografię Tomasz Graczyk). Ta transformacja formalna nie wzmacnia jednak sensów spektaklu, a przez to wydaje się być raczej aktem poddania się reżyserki materiałowi niż próbą świadomego kształtowania go. Z kolei wizualna strona spektaklu (za scenografię i kostiumy była odpowiedzialna Anita Piotrowska) przystaje do pewnych części utworu Prześlugi, ale z innymi nie rezonuje. Najbardziej wyrazistym elementem scenografii jest zawieszona nad sceną kolorowa sieć, która koresponduje z włóczkowym kostiumem noszonym przez Alinę Chechelską. Włóczka kojarzy się z figurą robiącej na drutach mamy lub babci, ale ma też swój niepokojący aspekt – to, co może ogrzewać i dawać poczucie bezpieczeństwa, może też krępować ruchy i „gryźć”. Włóczka sprawdza się więc świetnie jako materialna metafora domu, ale w Kobiecie i życiu brakuje czegoś, co mogłoby stać się metaforą sfery publicznej, w istotny sposób kształtującej bohaterkę i będącej kontekstem jej działań.

Wyobrażam sobie, że mój sceptyczny odbiór wynika z tego, że nie należę do grona widzek i widzów, z myślą o których powstał spektakl Kobieta i życie. Być może został on stworzony dla tych, którzy szerokim łukiem omijali feministyczne produkcje Jolanty Janiczak i Wiktora Rubina i z dezaprobatą potrząsali głowami na wieść o tym, co działo się na scenie w Klątwie Olivera Frljicia. Dla tych, którzy powinni zrozumieć dziejące się obecnie przemiany obyczajowe, ale szok nie jest strategią artystyczną, która mogłaby im w tym pomóc. Rozumiem konieczność różnicowania treści w związku z tym, do kogo są one adresowane, a jednocześnie jest mi trochę żal, bo przecież ta dziewczyna, którą jest bohaterką w pierwszych scenach spektaklu, to mogłabym być ja. Prześludze udało się uchwycić nie tylko powierzchowny koloryt, ale też sytuacyjną prawdę dorastania i życia kobiet w potransformacyjnej Polsce. Jednocześnie jednak straciła z oczu część tego doświadczenia, a część ta z całą pewnością wpływa na to, że obecnie kobiety są w stanie solidarnie gromadzić się w geście oporu i sprzeciwu wobec działań władzy i zapewniać siebie nawzajem, że nigdy nie będą szły same. Najdotkliwsze w Kobiecie i życiu było dla mnie to, że inni (bez względu na płeć) są w stanie jedynie szkodzić bohaterce. Że przeżywając trudy awansu, niechcianej ciąży i nieszczęśliwych związków, nie ma wokół siebie innych dziewczyn, innych kobiet. Jednym z podstawowych celów ruchu feministycznego jest tworzenie sojuszy i sieci wsparcia, które z czasem mogłyby stać się na tyle silne, by nie tylko amortyzować skutki patriarchalnego systemu, ale też go zmieniać. Tych sojuszy nie da się opowiedzieć w formie anegdot ani znanych schematów opowiadania. Co by się stało, gdyby ze sceny opowiedzieć właśnie o nich?

08-03-2023

Teatr im. J. Słowackiego w Krakowie, Teatr Śląski im. St. Wyspiańskiego w Katowicach
Malina Prześluga
Kobieta i życie
reżyseria: Gosia Dębska
scenografia i kostiumy: Anita Piotrowska
muzyka: Ignacy Zalewski
choreografia: Tomasz Graczyk
reżyseria światła: Emil Lipsk
obsada: Alina Chechelska, Anna Lemieszek, Antoni Milancej, Agnieszka Przepiórska
premiera: 13.01 2023 (Katowice), 3.02.2023 (Kraków)

galeria zdjęć Kobieta i życie, reż. Gosia Dębska, Teatr im. J. Słowackiego w Krakowie, Teatr Śląski im. St. Wyspiańskiego w Katowicach Kobieta i życie, reż. Gosia Dębska, Teatr im. J. Słowackiego w Krakowie, Teatr Śląski im. St. Wyspiańskiego w Katowicach Kobieta i życie, reż. Gosia Dębska, Teatr im. J. Słowackiego w Krakowie, Teatr Śląski im. St. Wyspiańskiego w Katowicach Kobieta i życie, reż. Gosia Dębska, Teatr im. J. Słowackiego w Krakowie, Teatr Śląski im. St. Wyspiańskiego w Katowicach ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę:
komentarze (2)
  • Użytkownik niezalogowany SAFETOTO
    SAFETOTO 2024-03-27   09:53:58
    Cytuj

    It's a game. Five dollars is free. Try it It's not an easy game ->-> 온라인카지노.COM

  • Użytkownik niezalogowany SAFETOTO
    SAFETOTO 2024-03-05   05:38:50
    Cytuj

    It's a game. Five dollars is free. Try it It's not an easy game ->-> 카지노사이트.com