AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Niechęć do pralinek

Głowa w piasek, reż. Maria Seweryn, Teatr Polonia w Warszawie
Doktor nauk humanistycznych, krytyk teatralny, dziennikarz. Absolwent Wydziału Wiedzy o Teatrze warszawskiej PWST. Autor książek: Teatry Warszawy 1939, Teatr Qui Pro Quo. Kochana stara buda, Teatry Warszawy 1944-45. Współpracował z czasopismami „Po prostu” i „Życiem”. Recenzent teatralny „Dziennika” i „Odry”. Współpracuje z Polskim Radiem, prowadząc audycje poświęcone współczesnemu życiu teatralnemu. Artysta fotografik.
A A A
fot. Karolina Kural-Sadowska  

Niby wszystko się tu zgadza: akcja toczy się wartko, czasami nawet wedle najlepszych reguł rządzących farsą, widzowie – wśród nich piszący te słowa – wybuchają śmiechem, jednak Głowa w piasek Matta Murraya  w Teatrze Polonia ma w sobie coś… dziwnego.

Przedstawienie Marii Seweryn przyprawia o konfuzję. Zazwyczaj bowiem, śledząc akcję i perypetie postaci, musimy dokonać jakiegoś wyboru: kogoś polubić, być po jego stronie, utożsamić się z tą postacią, a inne znielubić, znienawidzić, odrzucić. Głowa w piasek jest zaskakującym odstępstwem od tej zasady. Przyznam się, że oglądając przedstawienie i słuchając tego, co mają do powiedzenia trzy występujące postaci, wciąż próbowałem którąś polubić: pisarkę z kryzysem twórczym (no bo w założeniu kreatywna, nowocześnie myśląca, wyrozumiała dla swojego syna, wychowująca go, jak potrafi najlepiej), jej przyjaciółkę, kobietę wyzwoloną od obyczajowych przesądów, zarabiającą na życie obnośną sprzedażą czekoladek „z niespodzianką”, umilających życie łasuchom i ludziom strapionym, a w gruncie rzeczy niespełnioną emocjonalnie ofiarę złych relacji w rodzinnym domu, i tę trzecią – niby poukładaną gospodynię domową, strażniczkę domowego ogniska, poświęcającą siebie dla robiącego błyskotliwą karierę męża, co to w domu koszule złożone wedle określonego porządku, jagnięcina na czwartą po południu i ani minuty później, wierzącą (kółko katolickie przy parafii ma w niej oddaną członkinię). Próbowałem otóż przymierzyć się z sympatią do każdej z tych trzech scenicznych postaci – i nic. Nieudana pisarka razi życiowym rozmamłaniem, w dodatku myśli z jej ostatniej książki, jak i te, które usiłuje zapisać jako materiał do nowej, swoją głębią coś za bardzo kojarzą się z przemyśleniami zawartymi w literaturze produkowanej przez Paula Coelho. Postać wyzbyta obyczajowych przesądów jakoś nie wzbudza sympatii i to nawet nie stosowanym słownictwem (bośmy już niejedno w życiu słyszeli, a i sami czasem używamy go dla dania stosownej miary w ocenie rzeczy tego świata), jej bujne życie obyczajowe zostawmy na boku, nie nasza to w końcu sprawa, ale odstręcza swoimi dość… bezpośrednimi manierami, bo jest jednak pewna różnica pomiędzy życiowym wyluzowaniem a nieokrzesaniem. W dodatku… czemuś trudno zaprzyjaźnić się z osobą zajmującą się rozprowadzaniem narkotyków, nawet jeśli ukrytych w czekoladkach. A jak polubić trzecią postać, bigotkę z jedyną ambicją, jaką jest ta nieszczęsna jagnięcina na czwartą po południu. Jest niewolnicą domowego tyrana, kontrolującego ją na każdym kroku męża. Ta „kura domestica” w dodatku szpieguje własnego syna, czyta jego listy! Nawet jej „bunt”, chwila wyzwolenia po przypadkowym spożyciu owej czekoladki faszerowanej wesołymi grzybkami – to będzie budowa namiotu z koców. To było jedyne życiowe marzenie. „A dobrze ci tak, babo” – myślimy sobie. Bo nie jest ona żadną ofiarą „patriarchatu”, jej los wynika z jednego: braku jakichkolwiek życiowych aspiracji, a pewnie z nikłego umysłowego poziomu. A może niechęć do zaprzyjaźnienia się z tymi osobami wynika z tego, że – jak to mówił Ludwik Lawiński w Qui pro Quo – „pomiędzy nami jest za duża różnica płci”? Próbowałem podstawić w miejsce tych trzech pań – trzech facetów. Jakby tu polubić twórczego impotenta, nieudanego pisarza, rockmana niezdolnego do napisania nowej piosenki, dilera narkotyków, w dodatku chełpiącego się kolejnymi erotycznymi podbojami czy męża-pantoflarza, na którego w domu czeka jakaś nowoczesna Ksantypa, gotowa do zrobienia piekła w podejrzeniu o zdradę? Też by się tych postaci polubić nie dało. Jedyne dwie postacie, które można polubić, współczuć im matek i życzyć prawdziwego szczęścia, to dwaj nastolatkowie, synowie nieudanej pisarki i domowej kury. Ich związek jest w tej sztuce jedyną sympatyczną rzeczą – ale są niestety postaciami, o których tylko tu się mówi. Autor poskąpił nam ich obecności, zostawiając nas za to w towarzystwie trzech dysfunkcyjnych osób.

Tak jak wątpliwości budzi ten „zestaw towarzyski”, podobne rodzi konstrukcja sztuki Murraya przywodząca na początku na myśl rozciągnięty cokolwiek ponad miarę skecz i pomysł, by o zwrocie akcji decydowała owa czekoladka nafaszerowana narkotykami, dająca domowej kurze chwilę wolności i zapomnienia, nawet jeśli ta wolność może wzbudzać tylko politowanie. Zabieg autora jest bowiem dosyć łatwy i jest to droga „na skróty” – zamiast stopniowego negliżu psychologicznego postaci, skarmić ją halucynogennym grzybkiem i hulaj dusza, piekła nie ma! Inną jest sprawą, że właściwie tylko to pozwoliło Magdalenie Stużyńskiej, odtwórczyni roli tej zahukanej pani domu, na zbudowanie postaci wielowymiarowej, kobiety wycofanej, ugrzecznionej, przez której zachowanie przebija na początku życiowa rezygnacja, a potem nagle eksplodującej narkotykowym szaleństwem, chwilami euforii przeplatanej atakami paniki, bo w domu jagnięcina, bo mąż, gdzie telefon, którego utrata urasta nagle do rozmiarów apokalipsy. Tych możliwości nie miały Weronika Książkiewicz, owa rozmamłana życiowo pisarka, i Paulina Holz, która rozrywkową dilerkę czekoladek z rozweselającym nadzieniem zagrała na granicy scenicznej szarży (kilka razy jednak tę granicę przekraczając).

Jeśli coś w człowieku pozostaje po obejrzeniu tej tragikomedii – to nawet nie sprawa „kwestii kobiecej”, podjęta zresztą w tekście zamieszczonym w programie przedstawienia, ponieważ jest ona tutaj – powtórzmy – paradoksalnie rzeczą całkowicie drugorzędną. Dzień po premierze udałem się po zakupy. Bez pożądania, za to podejrzliwie popatrywałem na pudełko pralinek umieszczone tuż przy kasie.

Z czekoladkami nic nie wiadomo. A cukier szkodzi.

24-05-2023

Teatr Polonia, Warszawa
Matt Murray
Głowa w piasek
przekład: Elżbieta Woźniak
reżyseria: Maria Seweryn
scenografia i kostiumy: Zuzanna Markiewicz
reżyseria światła: Rafał Piotrowski
obsada: Paulina Holtz, Weronika Książkiewicz, Magdalena Stużyńska
premiera: 3.05.2023

galeria zdjęć Głowa w piasek, reż. Maria Seweryn, Teatr Polonia w Warszawie Głowa w piasek, reż. Maria Seweryn, Teatr Polonia w Warszawie Głowa w piasek, reż. Maria Seweryn, Teatr Polonia w Warszawie Głowa w piasek, reż. Maria Seweryn, Teatr Polonia w Warszawie ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
trzy plus dziesięć jako liczbę:
komentarze (2)
  • 2023-09-04   21:14:19
    Cytuj

    For providing such a fantastic page, many thanks! I stumbled into a website that will serve my needs well. The reports in its substance are both enjoyable and significant. Find this Diet Drops

  • Użytkownik niezalogowany quordle
    quordle 2023-05-29   10:46:57
    Cytuj

    Everyone ought to read what you've written because it contains a wealth of knowledge that can help them become more open-minded. I am extremely appreciative of that. quordle