AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Przyjemne kobiece objęcia

Genialna przyjaciółka, reż. Ewelina Marciniak, Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie
fot. Natalia Kabanow  

Genialną przyjaciółką nazywają pewnie w Teatrze Starym Ewelinę Marciniak, bo po sukcesach w niemieckojęzycznych teatrach pospieszyła z odsieczą narodowej scenie w Krakowie. O odsieczy można mówić, ponieważ zwłaszcza po źle ocenianej Operze za trzy grosze, Genialna przyjaciółka w reżyserii Marciniak może być pierwszym od dawna przebojem Starego.

Przymiotnika „genialny” wobec spektaklu bym nie nadużywał, nie mamy bowiem do czynienia z przedstawieniem autorskim, autonomicznym. Włoska powieść, jeśli operować językiem sieci sklepów, to marketingowy pewniak. Jedna z najsłynniejszych książek ostatniej dekady o dwóch przyjaciółkach z przedmieścia Neapolu, ich dojrzewaniu i wchodzeniu w dorosłość, zagwarantowała osobie kryjącej się za pseudonimem Ferrante miejsce wśród stu najbardziej wpływowych postaci magazynu Time.

Sławę książki wzmocnił i zmonetyzował serial HBO. Oczywiście z terminem „pewniak” też nie ma co przesadzać. To, że różnie może być, udowodniła wcześniej inscenizacja Weroniki Szczawińskiej, która eksponując swój „arcynowoczesny” styl, skutecznie odstręczyła od adaptowanej prozy. Tymczasem Marciniak słynie ostatnio z udanych adaptacji nawet rozległych powieści. Inscenizacja Króla Twardocha w Thalia Theater w Hamburgu zapewniła jej Der Fausta, najbardziej prestiżową nagrodę teatralną w Niemczech, a także zamówienia spektakli opartych na noblowskich Księgach Jakubowych Olgi Tokarczuk również w Thalia Theater oraz Cierpieniach młodego Wertera Goethego w Deutches Theater w Berlinie. Później było zaproszenie na Festiwal Salzburski i inscenizacje Wagnera w Szwajcarii. Marciniak udowodniła więc, że potrafi redagować rozległe teksty wprowadzane na scenę, co nie znaczy, że krakowski spektakl oparty na adaptacji Małgorzaty Czerwień i jej dramaturgii, nie mógłby trwać krócej niż 3 godziny 40 minut.

Można też do tego czasu doliczyć etiudy przed ostatnim gongiem i rozpoczęciem fabuły. Marciniak nie kryje bowiem za kurtyną tego, co złoży się na piękno spektaklu. To częściowo skąpana w świetle, a trochę ukryta w cieniu hopperowska scenografia Natalii Mleczak, w której Karolina Staniec jako Raffaella Cerullo, Lili, czeka na przyjście swojej przyjaciółki i narratorki Leny (Anna Paruszyńska-Czacka). Przemierzając przestrzeń mieszkania-bombonierki, żali się, że dla jej partnera najważniejszy pomimo ulicznego hałasu za oknem jest widok na Wezuwiusza. Publiczność widzi go na wieńczącej scenę panoramie. A potem obserwuje, jak skrywane za uśmiechami kobiet emocje związane z emancypacją znajdują ujście niczym lawa ze stożka wulkanu.

Marciniak traktuje chronologię powieści niezobowiązująco, kierując się kryterium interesujących ją problemów. Pomija motyw zaginięcia przyjaciółki, co w książce staje się powodem wspomnień. Pokazuje zwrotne punkty dojrzewania bohaterek. Obie aktorki grają znakomicie, transformując z dziewcząt w nastolatki i dorosłe kobiety. W dawnej szkole widzimy je w jednolitych sukienkach-mundurkach, zaś Małgorzata Zawadzka w epizodzie szalonej nauczycielki mocnymi i plastycznymi gestami przeniosła jednowymiarową postać w skalę 3D.

Wszystko w tym spektaklu jest dobrze odrobioną reżyserską i aktorską lekcją, zaś w najlepszych scenach świetne rzemiosło zmienia się w sztukę. Powieściowa narracja nigdy nie jest pozostawiona samej sobie, tylko nasycona atrakcyjnym dla oka teatrem. Monologi i dialogi są wzmacniane ironiczną gimnastyką (to w szkole), zabawną symultaniczną choreografią Ramony Nagabczyńskiej oraz pełnym wdzięku ogrywaniem ruchu obrotówki. Przede wszystkim zaś interwencjami reżyserki i adaptatorki, które opowiadaną historię wielokrotnie wyposażają w postdramatyczne komentarze: bohaterki mówią, o czym jest pokazywana scena, a o czym nie jest i nie będzie.

Na marginesie książki Ferrante Marciniak i Czerwień piszą też historię mężczyzn z życia przyjaciółek. To ojciec Lili, grany przez Juliusza Chrząstowskiego – pragmatyczny szewc wątpiący w sens edukacji córki, a także jej empatyczny brat w ujęciu Krystiana Durmana. Interpretacje męskich postaci opatrzone zostały feministycznym przesłaniem. Mężczyźni przedstawiają się jako ofiary własnej przemocowości i zaborczości, zaś Marciniak niczym saperka na naszych oczach rozminowuje pole minowe męskości w dawnym stylu. Chrząstowski ma do zagrania monolog pięćdziesięcioletniego dziadersa i ośmiela się do zwierzeń. Choć jego bohater nie lubi kawy na wegetariańskim mleku, podoba mu się, gdy młoda barmanka mówi do niego po imieniu, bo jest już przecież w wieku, gdy trzeba odwiedzać „doktora Paluszka” i monitorować prostatę.

Przemocowego narzeczonego Stefano z rodziny wędliniarzy, który chce się zmienić, lecz nie potrafi, gra Michał Majnicz w stylu znanej z jego dorobku męskiej histerii. W roli osiedlowego macho z lepiej sytuowanej familii cukierników, który wykorzystuje dziewczęta, imponując im przejażdżkami kabrioletem – oglądamy Adama Nowojczyka. Z kolei Nino (Łukasz Stawarczyk) nie wywiązuje się z danej Elenie obietnicy publikowania na łamach lewicowej gazetki, co daje okazję do ironicznych uwag na temat „lewicy latte” oraz żartów z dyżurnych lewicowych tematów.

Jest też monolog Wacława Zimpela. Kompozytor wychodzi z roli muzyka akompaniującego na żywo aktorkom i aktorom. Ubrany w czarną suknię, w damskich pantoflach na obcasach mówi o relacjach geja z przyjaciółkami. Juliusz Chrząstowski wchodzi też w dialog z ekipą techników sceny, bo bez nich nie byłoby przecież przedstawienia. Nikt nie został pominięty, potraktowany przemocowo – każda grupa ma swój udział i głos w spektaklu.

Efekt jest taki, że choć Marciniak eksponuje trudne tematy z życia dziewcząt i kobiet – spektakl ogląda się przyjemnie, a to nie przypadek. Manifestem kobiecej czułości jest przytulanie się obu bohaterek w strojach topless. A kiedy w czasie jednego z „intermediów” aktorki i aktorzy schodzą ze sceny na widownię i zwierzają się na temat tego, co sprawia im przyjemność – dopytują też, jakie są w tej kwestii upodobania publiczności.

Przyjemność w drugim akcie sprawi na pewno scena wyprawy na plażę, gdy Anna Paruszyńska-Czacka mówi monolog o skoku w morze i pływaniu w nim, ubrana w kąpielowy kostium i przechodząc po fotelach, między widzami na środek widowni. Reflektor oślepia nas jak neapolitańskie słońce. Są też sceny tańca i włoski szlagier podany z ironią wobec polskich fascynacji Włochami i włoską kuchnią.

Wobec takiego programowo przyjemnego spektaklu właściwie nie wypada formułować żadnych krytycznych uwag, łatwo bowiem o zarzut przemocowości. Poprzestanę więc na jednym delikatnym spostrzeżeniu, mając nadzieję, że zostanie przyjęte jako odpowiedź na zadane przez twórców pytanie, co mi sprawia przyjemność.

Myślę, że intrygująco wyreżyserowany i grany spektakl nie musi być przewidywalny w swoim przesłaniu, zbieżnym z tym, co proponuje wiele słabszych lub wręcz słabych poprawnych politycznie przedstawień w naszym kraju. Kobiety i na to z pewnością znajdą sposób, by układać feministyczny i antyprzemocowy alfabet w nowe, oryginalne zdania, sceny i widowiska.

Taki jest z pewnością finał, na który Marciniak zaprasza do foyer. Słoneczna apenińska aura sceny, ale też klimat superprodukcji ustępują szarościom holu, gdzie dwie główne bohaterki opowiadają dwa kobiece losy. Jedna idzie na studia, druga przeżywa pierwsze małżeńskie problemy, między innymi poronienie. Mieliśmy trzyipółgodzinne teatralne święto, a w ostatnich dziesięciu minutach wektor opowieści kieruje nasz wzrok w ponury korytarz-labirynt Sceny Kameralnej z perspektywą na liszaje Starowiślnej.

Reżyserka zdaje się mówić: opowiedziałam wam o pięknych i trudnych sprawach, najpiękniej i najlepiej jak umiałam, ale na tym moja rola się kończy, was zaś czekają trudne wybory w polskiej rzeczywistości. Miejcie siłę zmieniać ją na lepsze.

05-04-2023

Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie
Genialna przyjaciółka
na podstawie powieści Eleny Ferrante
przekład: Alina Pawłowska-Zampino, Lucyna Rodziewicz-Doktór
scenariusz i dramaturgia: Małgorzata Czerwień
reżyseria: Ewelina Marciniak
scenografia i kostiumy: Natalia Mleczak
muzyka: Wacław Zimpel
choreografia: Ramona Nagabczyńska    
reżyseria świateł: Szymon Kluz
obsada: Juliusz Chrząstowski, Krystian Durman, Ewa Kaim, Michał Majnicz, Adam Nawojczyk, Aleksandra Nowosadko, Anna Paruszyńska-Czacka, Karolina Staniec (gościnnie), Łukasz Stawarczyk, Małgorzata Zawadzka
premiera: 17.03.2023

galeria zdjęć Genialna przyjaciółka, reż. Ewelina Marciniak, Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie Genialna przyjaciółka, reż. Ewelina Marciniak, Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie Genialna przyjaciółka, reż. Ewelina Marciniak, Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie Genialna przyjaciółka, reż. Ewelina Marciniak, Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę:
komentarze (4)
  • Użytkownik niezalogowany SAFETOTO
    SAFETOTO 2024-03-27   07:43:24
    Cytuj

    It's a game. Five dollars is free. Try it It's not an easy game ->-> 토토사이트.COM

  • Użytkownik niezalogowany SAFETOTO
    SAFETOTO 2024-03-04   09:36:42
    Cytuj

    It's a game. Five dollars is free. Try it It's not an easy game ->-> 온라인카지노.com

  • Użytkownik niezalogowany Magdalena
    Magdalena 2023-12-14   19:37:47
    Cytuj

    Przyjemny spektakl? Nie wiem,wytrzymałam z trudem godzinę. Rynsztokowy język nie jest niczym uzasadniony i niepotrzebny w takim nasileniu. Znam dobrze książkę zarówno w wersji polskiej jak i włoskiej, jest wspaniałą,klimatyczną chociaż bolesną historią. Spektakl jest wulgarny, chciałaby zrozumieć, w jakim celu stosuje się taki rynsztok w Teatrze-podobno- Narodowym.

  • Użytkownik niezalogowany somewhatprice
    somewhatprice 2023-04-05   10:56:06
    Cytuj

    Simply state what you need and end the email shortly after snake game