AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Rytuały w XXI wieku – sto lat po premierze

Doktorant w Zakładzie Performatyki Instytutu Kulturoznawstwa UAM. Autor artykułów naukowych poświęconych tematyce teatru tańca, widowisk sportowych oraz performatycznych aspektów cielesności.
A A A
Próba do spektaklu, Fot. Maciej Zakrzewski  

Najnowszy spektakl firmowany przez Polski Teatr Tańca – Architektura światła to efekt współpracy choreografki Pauliny Wycichowskiej i kompozytora PRASQUALA. Zaprezentowane w hali MP2 Międzynarodowych Targów Poznańskich przedstawienie jest trzecią z czterech części projektu operowego Orlando PRASQUALA. Składają się nań: Architektura ciemności, Architektura miłości, Architektura światła oraz Architektura wieczności.

Spektakl, który widzowie mogli po raz pierwszy obejrzeć w miniony weekend w Poznaniu, jest pierwszą zrealizowaną częścią tego projektu, który autor planuje zakończyć do 2018 roku. Tytułowy bohater przedstawienia, efekt pracy reżyserki światła Katarzyny Łuszczyk, najciekawiej zaprezentowany jest w pierwszej scenie spektaklu: snop białego światła rzucanego na tancerzy (Andrzej Adamczak, Artur Bieńkowski) tworzy na ścianie ich cień, stając się niejako ich partnerem w tańcu.

Leitmotivem, który pozwolił tu zintegrować choreografię i muzykę, były rytuały, ze szczególnym uwzględnieniem rytuałów oczyszczenia. Paulina Wycichowska, jak sama się przyznała, inspiracji szukała w: Nocy ciemności św. Jana od Krzyża, Księdze o Podróży Nocnej do Najbardziej Szlachetnego Miejsca Ibn Arabiego, Czekając na Godota Samuela Becketta oraz w buddyjskiej mantrze Om Mani Padme Hum. Celowo przywołałem te źródła, ponieważ ich zbiór dość dobrze pokazuje zamysł twórców spektaklu, aby uczynić z niego coś na wzór uniwersalnego tekstu kultury na temat rytuałów w XXI wieku; bez podziału na religie, z mocnym wymieszaniem tradycji właściwym dla epoki globalnej wioski. W oparciu o taką inspirację powstała choreografia, która miała być autonomicznym dziełem złączonym z muzyką autorstwa PRASQUALA.

Choreografię skonstruowano na zasadzie przeplatania scen solowych scenami zbiorowymi, gdzie tancerze pełnią rolę chóru. Każdy z solistów przechodził w trakcie spektaklu rytuał oczyszczenia, co zaznaczono zmianą stroju, a dynamika tańca rosła wraz z rozwojem akcji. Stąd początkowe partie były niemal chodzone, by później zmienić się w nieco energiczniejszą formę powtarzanych przytupnięć, jednak jeszcze wyraźnie „nietanecznych”, aż do finału, w którym dynamika ruchu osiągnęła szczyt. Tak skonstruowana choreografia bardzo dobrze oddawała ideę rytuału, w którym moment graniczny, moment przejścia często osiąga się poprzez stopniowe dynamizowanie ruchu. Każda z solówek, która przecinała główną akcję, wykonywana była w zupełnie innym, właściwym dla danego tancerza stylu.

Z fragmentów tańczonych osobno pozostał mi zdecydowanie w pamięci pokaz Kariny Adamczak-Kasprzak. Jako jedyna spośród wszystkich artystek i artystów przywołała na myśl obraz transu i momentu przejścia, które są istotą rytuałów oczyszczenia. Jej ruch – czasem wręcz spazmatyczny – przypominał słynny Taniec wiedźmy Mary Wigman. Był to też jeden z nielicznych momentów tego widowiska, gdy muzyka rzeczywiście pomagała tancerzom. Wijąca się w konwulsjach Adamczak-Kasprzak, którą otaczało trzech muzyków w czerwonych koszulach grających na puzonach, to jedna z mocniejszych i bardziej wyrazistych scen Architektury światła.

Ciekawa była też solówka Kornelii Lech, w której rozebrana do naga tancerka wykonywała szereg figur, prezentujących ciało w bardzo nienaturalnych, statycznych, mocno odczłowieczonych pozach.

Leitmotivem, który pozwolił tu zintegrować choreografię i muzykę, były rytuały, ze szczególnym uwzględnieniem rytuałów oczyszczenia. Niestety tak wyrazistych momentów, których widz mógłby oczekiwać po spektaklu inspirowanym rytuałami, nie było tu zbyt wiele. Warta odnotowania jest jeszcze scena, w której wszyscy tancerze poruszali się w rytm podawany przez czterech perkusistów, zmieniających co sekwencję swoje stanowiska rozlokowane wokół czterech narożników widowni. Siła wybijanego rytmu wraz ze zbiorową choreografią (która jedyny raz w tym spektaklu pokazała niemałe umiejętności i technikę tancerzy Polskiego Teatru Tańca) potrafiły przyciągnąć ucho i oko widza na dłużej. Sekwencja tańczona była zbiorowo na zasadzie wspólnego powtarzania tych samych kroków. Tancerze, rozlokowani w równych i niezbyt dużych odstępach, przywodzili na myśl ruch jednego, spójnego organizmu. Siłą tej sceny była możliwość odniesienia jej do rytuału. Wszyscy biorący w niej udział tancerze stawali się jednością, tworząc tym samym nową jakość, którą uzyskali dzięki oczyszczającej, rytualnej, „magicznej” mocy. Niestety tak mocnych scen było w choreografii Wycichowskiej jak na lekarstwo, przeważały te monotonne i mało interesujące. 

Wart odnotowania jest fakt, że do współpracy przy powstawaniu spektaklu zaproszono projektantkę kostiumów, Paulinę Plizgę. Stroje dzieliły się na dwa typy: pierwszy (jak dla mnie dużo bardziej pociągający) to zestaw habitów, identycznych dla każdego tancerza i każdej tancerki, w których wykonywano sceny zbiorowe. Siwa, długa, ascetyczna szata, zakończona kapturem była niezwykle intrygująca ze względu na to, iż okrywała ciała tancerzy od stóp do głów. Teatr tańca, który mocno eksploatuje ciało, często korzysta z jego nagości. Na użytek leitmotivu, jakim jest rytuał, można było wybrać łatwiejszą drogę i je odsłonić. (W przypadku tego spektaklu – pisałem o tym już wyżej – moment nagości, całkowicie zresztą uzasadnionej artystycznie, pojawia się tylko w jednej ze scen, kiedy konieczne było pokazanie zbioru odczłowieczonych figur, którego nie dałoby się pokazać pod tak szczelnym przykryciem). Wybrano drogę trudniejszą i zaprezentowano ciała odziane w jednoczęściowy kostium zakrywający je szczelnie od stóp do głów.

Po rytuale przejścia każdy z tancerzy otrzymywał swój zindywidualizowany strój, a wszystkie one utrzymane były w charakterystycznym dla Plizgi stylu – asymetrycznym, postrzępionym, patchworkowatym. Nowy kostium nadał tancerkom i tancerzom nową, konkretną tożsamość przynależną im po rytuale przejścia. Tak uszyte kostiumy przywoływały na myśl świat prehistoryczny, w którym obrzędy inicjacyjne były czymś powszechnie celebrowanym; świat, w którym nie dominowała harmonia, jednolitość i symetria, lecz linia krzywa, postrzępiona, złączona z wielu fragmentów.

Nie posiadam muzycznego wykształcenia, trudno więc jest mi pisać o jakości wykonania muzyki przez orkiestrę składającą się ze studentów Akademii Muzycznej w Poznaniu. Jednak nawet dla mnie wyraźne było inspirowanie się w Architekturze światła tradycją awangardową (w rozumieniu awangardy przyjętym od początku XX wieku), a ściślej takimi technikami, jak: aleatoryzm, dodekafonia czy punktualizm. Na konferencji prasowej PRASQUAL stwierdził, że nie interesują go dźwięki, które jest sobie w stanie wyobrazić, ale te, które są dla niego niewyobrażalne. Właśnie w tym celu wprowadził on orkiestrę w ruch. Dzięki temu zabiegowi widz mógł oglądać np. w finale spektaklu pochód nie tylko tancerek oraz tancerzy, ale i kroczących po balkonie solistów: trębacza (Nathan Plante) i sopranistkę (Chelsey Schill) czy dosłownie biegających wokół widowni perkusistów.

Jeśli spoglądać na kompozycję PRASQUALA z perspektywy takiej, z jakiej on sam chciałby ją widzieć, czyli „niewyobrażalności”, to nasuwają mi się dwie uwagi. Po pierwsze, jeśli rzeczywiście dzieło to ma być wywrotowe i awangardowe, to o jego ewentualnej wielkości przekonają się dopiero potomni. Obecnie, jak ma to zazwyczaj miejsce w przypadku dzieł nowatorskich, powstające w ramach eksperymentu dźwięki z Architektury światła dają się raczej odkryć jako te, których nikt sobie do tej pory nie wyobrażał właśnie dlatego, że nie były one zbyt atrakcyjne z punktu widzenia odbiorcy.

Po drugie, wyczułem jednak w tym wszystkim potworną „ściemę”: wciskano mi w uszy coś, co miało być nowe, wyprzedzające ducha czasu, ba – dotąd w ogóle trudne do wyobrażenia (bo tak zrozumiałem wypowiedź PRASQUALA podczas konferencji prasowej), a odnosiłem wrażenie, że podobne rzeczy w muzyce kompozytorzy robią już od dawna.

Kiedy dzisiaj, w stulecie premiery Święta wiosny, słucha się muzyki PRASQUALA i ogląda choreografię Wycichowskiej, które uchodzić chcą za nowatorskie, a jednocześnie nawiązywać mają do rytuałów, to trudno jest nie czynić bezpośredniego odniesienia: zaprezentowane w 1913 roku Święto wiosny – choreografa Wacława Niżyńskiego z tancerzami Baletów Rosyjskich Diagilewa poruszającymi się w takt muzyki Igora Strawińskiego – wywołało w Paryżu ogromne wzburzenie, zarówno w środowisku krytyków, jak i odbiorców. Czy duet Wycichowska i PRASQUAL to współczesna wersja duetu Niżyński – Strawiński? Zapewne oboje chcieliby, aby tak było, jednak różnica pomiędzy tymi dwiema parami twórców jest zasadnicza: Strawiński i Niżyński stworzyli dzieło, którego istotę stanowił rytuał – to on przyświecał całej wizji artystycznej, która, jak się okazało, była bardzo nowoczesna i początkowo trudna do zaakceptowania przez środowisko przywykłe do klasycznie pojmowanego baletu. W przypadku Wycichowskiej i PRASQUALA odniosłem wrażenie, że rytuał to jedynie wymówka, która niby upoważniła ich, aby stworzyć coś, co w zamyśle miało być nowatorskie, a przez to poruszające widownię. Niestety, obserwując reakcje widzów, doszedłem do wniosku, że chyba tej nowatorskości nie dostrzegli zbyt wiele, a i wzburzenia nie okazano wcale a wcale. Nawet najmłodsza obserwatorka Architektury światła – siedząca na krześle obok mnie kilkuletnia dziewczynka, której ojciec musiał tłumaczyć: „dlaczego na scenie jest mgła?” („żeby wprowadzić nas w odpowiedni nastrój”) lub „dlaczego spektakl się jeszcze nie rozpoczął?” („ponieważ artyści tak mają, że muszą się spóźnić”)  – nie wydawała się być niczym zszokowana. Podzielała ona raczej zdanie siedzących za moimi plecami matematyków (jak sami siebie nazwali) i równie głośno jak oni dawała w trakcie spektaklu wyraz znużeniu „nowością”, z którą przyszło się nam wspólnie zmierzyć w ten piątkowy wieczór.

25-11-2013

galeria zdjęć Architektura światła, chor. P. Wycichowska, fot. Maciej Zakrzewski Architektura światła, chor. P. Wycichowska, fot. Maciej Zakrzewski Architektura światła, chor. P. Wycichowska, fot. Maciej Zakrzewski Architektura światła, chor. P. Wycichowska, fot. Maciej Zakrzewski ZOBACZ WIĘCEJ
 

Polski Teatr Tańca
Architektura światła
choreografia: Paulina Wycichowska
muzyka, ruch muzyków w przestrzeni i kierownictwo muzyczne: PRASQUAL
scenografia, kostiumy: Paulina Plizga
muzycy: Chelsey Schill (sopran), Nathan Plante (trąbka), PRASQUAL (dyrygent) wraz z orkiestrą złożoną ze studentów Akademii Muzycznej w Poznaniu
obsada: Andrzej Adamczak, Karina Adamczak-Kasprzak, Urszula Bernat-Jałocha, Artur Bieńkowski, Agnieszka Fertała, Kornelia Lech, Guillermo Millan Merida, Paweł Malicki, Daniel Stryjecki
miejsce prezentacji: Międzynarodowe Targi Poznańskie – Hala MP2

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
trzy plus dziesięć jako liczbę: