AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Skowyt samotności w ulotności chwil

Doktorant w Zakładzie Performatyki Instytutu Kulturoznawstwa UAM. Autor artykułów naukowych poświęconych tematyce teatru tańca, widowisk sportowych oraz performatycznych aspektów cielesności.
A A A
Piotr Nykowski  

Yvonne Rainer w tekście Kilka retrospektywnych uwag na temat tańca na 10 i 12 materacy (...)1 rozpisała działania, które pozwoliły jej odpowiedzieć na pytanie, czym jest taniec, na obszar tytułowego rekwizytu. W tekście tym amerykańska przedstawicielka post-modern dance umieściła swój słynny no manifesto, w którym poprzez negację wszystkiego, co oznaczało do tamtej pory taniec, określiła swój stosunek do niego.

Oglądając kolejne sceny, rozgrywane pomiędzy przesuwanymi materacami-parawanami w spektaklu Hotel Misery deLuxe – koprodukcji szczecińskiej Kany i praskiego Krepska, uświadomiłem sobie, że do mej głowy jak bumerang powraca pytanie o to, czym jest teatr. Akcja spektaklu, czyli kilka scenek, jakie rozgrywają się wewnątrz ustawionych pionowo materacy, odbywa się niemal bez tekstu. Jeśli pominiemy kilka zdawkowo wypowiedzianych do telefonu słów, możemy stwierdzić, że aktorzy pozostają niemi. Ciszę w spektaklu wypełniają muzyka, ruchy, spojrzenia i gesty. Przed oczami widza przepływają ruchome obrazy, na które składają się działania aktorów, doskonale zaaranżowana, ruchoma scenografia Andrei Szakál i piękna świetlna oprawa Kauri Klemelä.

Spektakl „zbudowano” zgodnie z ideą hotelu. Tytułowe miejsce naznaczone jest piętnem wielu przelotnych działań i zdarzeń, które nigdy nie wyszły poza obszar czterech hotelowych ścian. Hotel Misery deLuxe to miejsce, które na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się niczym szczególnym, a w jego obszarze koncentrują się z pozoru zwykłe i przeciętne momenty ludzkiej egzystencji. Połączone siły zespołów Kany i Krepska biorą pod lupę codzienne zdarzenia, przyglądają się im z bliska i „wchodzą im pod skórę”. Wynikiem tej obserwacji jest wydestylowana samotność, która wyziera z wnętrza wykonywanych czynności. Linnea Happonen na scenie szczecińskiej Kany zatrzymała na moment drobne, ulotne chwile, dzięki czemu mogła skupić się na detalach ludzkich działań. Zabieg ten został zrobiony po mistrzowsku, a jego efekt sprawia piorunujące wrażenie.

Większość scen rozgrywana jest przez aktorów i aktorki w pojedynkę, a jeśli dochodzi do kontaktu między postaciami, to przebiega on w taki sposób, jakby nie dostrzegało się drugiej osoby. Randka dwojga ludzi granych przez Linneę Happonen i Jiřiego Zemana odbywa się z zawiązanymi oczami. Oboje są skupieni bardziej na sobie niż na współtowarzyszu. Zeman nalewa złocistego trunku tylko do swojego kieliszka i nie dostrzega, że Happonen nie dostała nawet kropli. Kiedy aktorzy w kolejnej odsłonie znajdują się już w łóżku i mają odsłonięte oczy, nadal nie patrzą na siebie. Zwróceni w kierunku telewizora, zapychają sobie nawzajem usta jakimś sypkim produktem, nie widząc, że druga osoba ma już dość. Finałem takiego „współdziałania” musi okazać się (po raz kolejny) samotność – tym razem bardziej dostrzegalna, bo rzeczywista i namacalna. Happonen i Zeman są tak skupieni na sobie samych, że nie zauważają swojego podobieństwa, a przecież nawet ich ubrania uszyte zostały z tego samego materiału. Dostrzeżoną dopiero po jakimś czasie utratę partnera symbolizuje jedna z ostatnich scen, w której spod marynarki osamotnionego Zemana wypadają i rozsypują się po podłodze guziki. Aktor dodatkowo odrywa jeden z nich z męskiej strony marynarki, na której był on umocowany, i przyszywa go na stronie żeńskiej, gdzie znajdują się dziurki do zapięcia.

Surrealizm scen przeplatany jest momentami bardzo codziennymi, oczywistymi i na wskroś życiowymi. Nasze nie-współ-granie między sobą i brak jakiegokolwiek współ-działania w kontaktach międzyludzkich dobrze metaforyzuje scena tańca Dariusza Mikuły, Piotra Starzyńskiego i Jiřiego Zemana. Każde ciało w tańcu jest całkowicie niezsynchronizowane; aktorzy poruszają się niczym boje na wzburzonym morzu, wychylając się w innym kierunku. Reżyserka ponadto zasugerowała, że nawet jeśli ludzie są do siebie podobni i zachowują się podobnie, to i tak nie potrafią tego dostrzec; tak jak Jiři Zeman, Dariusz Mikuła i Karolina Sabat, którzy są umieszczeni w trzech osobnych pokojach i nie widzą, że ich ruchy są identyczne. Happonen nawet przez moment nie wypuszcza tematu samotności z rąk. Każda ze scen jest nią przepełniona po brzegi. Surrealizm, który jest znakiem rozpoznawczym języka teatralnego Krepska, jedynie pogłębia efekt wyobcowania. Nawiasem mówiąc, ten ulatniający się ze sceny i wchodzący w moje nozdrza smutek nie pozwolił mi na zrozumienie otaczających mnie widzów, którzy co jakiś czas wybuchali rechotliwym śmiechem.

Taniec Karoliny Sabat, w trakcie którego odsłoniły się jej nie dwie, ale trzy nogi, to tylko zapowiedź tego, co wydarzyło się w kolejnej scenie z udziałem tej aktorki – scenie porodu. Był to poród niezwykły, ponieważ widz zobaczył wystającą spod spódnicy aktorki słuchawkę telefoniczną – jeden z mocniej eksponowanych w tym spektaklu rekwizytów. To z tej właśnie słuchawki Sabat zadzwoniła do portiera – Piotra Starzyńskiego i poprosiła o muzykę, dzięki czemu po raz kolejny scenę wypełniły mistrzowsko skomponowane przez Mayima Alperta bluesowo-jazzowe dźwięki, stworzone w taki sposób, by być tłem dla wszystkich (mocno uwypuklonych w spektaklu) momentów, w których człowiek czuje się samotny. Telefon to urządzenie, które rozpoczęło oddalanie się od siebie rozmawiających ze sobą ludzi. To jeden z tych elementów rzeczywistości, który, mimo że zaprojektowany, by ludzi do siebie nawzajem zbliżyć, rozdzielił ich bezpowrotnie. Nie mamy już potrzeby, żeby być razem, ponieważ otaczamy się przedmiotami, które „przywołują” nam drugiego człowieka. Tę bezsilność braku bezpośredniego kontaktu, choćby podzielenia się dobrym żartem z kimś, kto jest obok, najlepiej kwituje szaleńczy śmiech do słuchawki Piotra Starzyńskiego. 

Hotel Misery deLuxe to miejsce, w którym dzieje się wiele surrealistycznych zdarzeń – a to wyskakujące z szafki kobiece nogi, które rozsypują z metalowego pojemnika róże; a to wychodzący z tej samej szafki korpus Bibianny Chimiak, która wyciąga z rewolweru różowe pióra. Surrealizm tych scen przeplatany jest momentami bardzo codziennymi, oczywistymi i na wskroś życiowymi. To właśnie dzięki temu ciekawemu zestawieniu scen mogłem dostrzec takie szczegóły, jak wzrok siedzącej w fotelu i palącej spokojnie papierosa Karoliny Sabat patrzącej z potwornym obrzydzeniem na Dariusza Mikułę. Ten wzrok mówił więcej niż milion słów. Widz uzmysłowił sobie, że poród pokojówki, którą grała Sabat, to efekt zalotów właściciela hotelu (Mikuły). Tragedię tych zalotów oraz ich konsekwencji wyraża jedno spojrzenie sugestywniej opowiadające historię niż niejeden dramat.

Swoisty warkocz spleciony w Hotelu Misery deLuxe z surrealizmu i codzienności dowodzi, że nasze życie, które w większości składa się z tych przyziemnych momentów, pełne jest nieoczywistych gestów i zachowań. To właśnie skala „brudu” naszej codzienności czyni wiele zdarzeń surrealistycznymi. Dokładnie oddaje to spotkanie w restauracyjnej kawiarni pomiędzy wdową (Bibianna Chimiak) a skrywającym swe oblicze pod przeciwsłonecznymi okularami mężczyzną granym przez Piotra Starzyńskiego. W scenie tej nie ma nic z subtelności randki Zemana i Happonen. Nie ma tutaj żadnych ukrytych i niewidocznych zamiarów. Ona, kobieta opuszczona przez męża musi zarobić na utrzymanie, a on szuka towarzyszki na góra jedną noc. Efekt tego spotkania będzie jednak identyczny jak w przypadku Zemana i Happonen. W kolejnej scenie ona grać będzie w szachy sama ze sobą, przy czym jedna strona szachowych figur to kieliszki wódki, których zawartość po zbiciu kieliszków z pola ląduje w przełyku Chimiak. Po wypiciu kolejnego strzemiennego aktorkę „pochłania” coraz bardziej biała koszula, w którą jest ubrana – zapewne pamiątka po nim.

Rozpisanie działań na materace, najbardziej podstawowe wyposażenie każdego hotelu, pozwoliło Yvonne Rainer określić, co oznacza w jej słowniku termin taniec. Myślę, że podobnie jest ze mną. Działania pomiędzy materacami w Hotelu Misery deLuxe odsłoniły przede mną to, co w teatrze doceniam najbardziej. Moje teatralne credo zbudowane jest na przekonaniu, że teatr na moment zatrzymuje i powiększa ulotne chwile naszego życia. Nie muszą to być momenty ważne, przełomowe, ponieważ piękno teatru ujawnia się również (a może zwłaszcza?) w tych szarych i zwykłych fragmentach naszej rzeczywistości, na które normalnie nie zwrócilibyśmy uwagi. To właśnie takie pojmowanie teatru pozwoliło Kanie i Krepsku zamknąć w Hotelu Misery deLuxe przelotne chwile i dać nam, widzom fantastyczne studium ludzkiej samotności.

Spektakl ten pozwolił mi również zrozumieć, dlaczego ze wszystkich form performansów w kulturze najbardziej pociąga mnie teatr tańca. Jest to forma teatru uwypuklająca pracę ludzkiego ciała i gestu, które w wielu innych rodzajach i gatunkach teatralnych dają się łatwo przesłonić paplaniną tysięcy słów dobiegającą ze sceny. Gest w moim przekonaniu wyraża o wiele więcej niż słowo, stąd też ten „niemy” spektakl pokazał w bardzo stylowy sposób, jak bardzo to, co szare i zwykłe, jest istotne i znaczące. Marvin Carlson w swojej książce Performans udowodnił, że teatr od początku XX wieku rozpoczął rehabilitację dionizyjskiej tradycji ucieleśnionej w takich widowiskach, jak: cyrk, pantomima, taniec, akrobatyka czy burleska. Hotel Misery deLuxe to doskonałe potwierdzenie tezy Carlsona, że teatr dionizyjski, skupiający się nie na tekście, lecz na ciele i ruchu, jest w XXI wieku (nadal!) laboratorium ludzkich zachowań.

16-12-2013


1 Yvonne Rainer, Kilka retrospektywnych uwag na temat tańca na 10 osób i 12 materacy pt. Fragmenty pewnych sekstetów, prezentowanego w Wadsworth Atheneum w Hartford w stanie Connecticut oraz w Judson Memorial Church w Nowym Jorku w marcu 1965 roku, „Performer”, nr. 5, http://www.grotowski.net/performer/performer-5/kilka-retrospektywnych-uwag-na-temat-tanca-na-10-osob-i-12-materacy, [dostęp: 07.12.2013].

galeria zdjęć Hotel Misery deLux, fot. Piotr Nykowski Hotel Misery deLux, fot. Piotr Nykowski Hotel Misery deLux, fot. Piotr Nykowski Hotel Misery deLux, fot. Piotr Nykowski ZOBACZ WIĘCEJ 

Teatr Kana i Krepsko Theatre Group
Hotel Misery deLuxe
menedżer recepcji: Linnea Happonen
pokojówka: Andrea Szakál
muzyka hotelowa: Mayim Alpert
elektryk hotelowy: Kauri Klemelä
obsługa hotelowa: Bibianna Chimiak, Linnea Happonen, Dariusz Mikuła, Karolina Sabat, Piotr Starzyński, Jiři Zeman
inni współpracownicy sezonowi: Janina Chimiak, Barbara Cieśluk, Grygierowie, Philip Holm, Agnieszka Miluniec, Krystyna Mruk, Ville Niska, Maciej Osmycki, Patrik Sedlák, Lukáš Teklý, Tony Wallius, Piwnica Kany
premiera: 6-7.12.2013

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
trzy plus dziesięć jako liczbę: