AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

TÄNZERIN

VALESKA VALESKA VALESKA VALESKA, reż. Dominika Knapik, Fundacja Performa
Doktor nauk humanistycznych, krytyk teatralny, członek redakcji portalu „Teatralny.pl”. Pisze dla „Teatru”, kwartalnika „nietak!t”, internetowego czasopisma „Performer” i „Dialogu”. Współautor e-booka Offologia dla opornych. Współorganizuje Festiwal Niezależnej Kultury Białoruskiej we Wrocławiu.
A A A
fot. Natalia Kabanow  

VALESKA VALESKA VALESKA VALESKA - nie będę ukrywał, ten długi, pisany samymi wielkimi literami bez znaków interpunkcyjnych tytuł jakoś nie wzbudzał we mnie większych emocji. Nie porywał i nie przekonywał. Trudno mi nawet powiedzieć, skąd się brał ten opór i sceptycyzm. Przypuszczałem jednakże, że po seansie w Studio na Grobli Instytutu im. Jerzego Grotowskiego, gdzie miała miejsce prapremiera przedstawienia w koncepcji, reżyserii i choreografii Dominiki Knapik, mogę diametralnie zmienić zdanie. Tak się właśnie stało. Teraz uważam, że VALESKA VALESKA VALESKA VALESKA to wyjątkowo trafny wybór nazwy dla tak nietuzinkowego projektu Fundacji Performa. W tym akurat przypadku potrafię podać kilka tego powodów.

Tytuł ten bowiem, gdy zaczynam się nad tym zastanawiać, ujawnia się jako błyskotliwa i wielopoziomowa zabawa semantyczna. Przede wszystkim w sposób oczywisty wskazuje na główną bohaterkę spektaklu - Gertrudę Valeskę Samosch (1892-1978), bardziej znaną jako Valeska Gert. Czterokrotne zaś powtórzenie nazwiska niemieckiej tancerki i aktorki o żydowskich korzeniach odwzorowuje pomysł na cztery Valeski na scenie w wykonaniu Danieli Komędery-Miśkiewicz, Dominiki Wiak, Moniki Witkowskiej oraz Dominika Więcka. Czyli BYTOM BYTOM BYTOM BYTOM, bo każdy z nich ukończył Wydział Teatru Tańca bytomskiej filii Akademii Sztuk Teatralnych im. St. Wyspiańskiego w Krakowie. Pewien wigor i ekspansywność zapisu da się natomiast powiązać z tym, że taniec artystki-samouczki wywodził się nurtu ekspresjonistycznego. Jest też w tej VALESCE VALESCE VALESCE VALESCE coś z poetyki starych afiszy filmowych. Valeska, chociaż zdążyła zagrać u Felliniego i Fassbindera, do panteonu gwiazd kina nigdy nie należała, lecz należeć by - wydają się dopowiadać twórcy -powinna. Oczywiście, gdybyśmy żyli w tym najwspanialszym ze światów, gdzie zawsze oddaje się sprawiedliwość prawdziwemu talentowi.

Przedstawienie Knapik jest więc, niewątpliwie, swego rodzaju eksperymentem. Sama przestrzeń prezentacji jego wyników ma w sobie coś z laboratorium - ascetyczna, pusta, tylko że zamiast tradycyjnej bieli utrzymano ją w kruczej czerni, ledwie zaznaczając jej umowne granice umieszczonymi w rogach balonikami, również koloru czarnego. Z tyłu zawieszono ekran, a gdzieś z boku umieszczono stojak z mikrofonem. Tyle. W sam raz dla grupowych i solowych choreografii. Twórcy jednak zapraszają nas nie na kolejny spektakl taneczny, tylko, jak czytamy w notce programowej, do „instalacji performatywnej w przestrzeni na styku kabaretu, cyrku, kinderbalu i wystawy w galerii sztuki nowoczesnej”.

W rzeczy samej, każdy z wymienionych elementów bez większego trudu odszukamy w tym trwającym ciut ponad godzinę przedstawieniu. Więcej, wyliczankę należałoby pociągnąć dalej, jako że nasza czwórka, ubrana w wyraziste czarno-białe kostiumy, sięga również po teatr formy. Narzucona na kolano peruka i namalowana flamastrem na udzie buzia zamieniają się w jeszcze jedną Valeskę. W kolejną czwórkę udzielających wywiadu Valesek, potrafiących zabłysnąć indywidualnością w odpowiedziach na tak banalne pytania, jak: Dlaczego Pani tańczy? Znajdziemy tu również elementy pantomimy, makabreski czy wykładu performatywnego. Mechaniczny głos z offu, zacinający się i zapętlający, chętnie zagaduje publiczność, opowiada i bawi, imitując mowę otwierających usta performerów. Osobną, chociaż świetnie splecioną z całością, narrację tworzą nagrania przygotowane przez Wolfganga Machera. A wszystko to przesiąknięte jest duchem groteski, który powrócił w naszych czasach jako reakcja na, jak nazywał to Marcin Buber, kolejną „epokę bezdomności”. Na początku XXI wieku człowiek znowu „żyje w świecie jak na otwartym polu, nie mając niekiedy nawet czterech palików do rozbicia namiotu”. Jest więc gęsto, bardzo gęsto.

W ten sposób spektakl próbuje nadążyć za jakże licznymi obliczami swojej bohaterki, która swobodnie i pewnie poruszała się między sztukami, sięgając po taniec, satyrę polityczną, śpiew, pantomimę czy poezję awangardową. Była performerką w czasach, gdy nikt jeszcze o performansie nie słyszał. W swoich prowokacyjnych - chociaż stopnia tej prowokacyjności nie potrafimy dzisiaj w pełni docenić - tańcach solowych śmiało podejmowała tematy tabuizowane. Uprawiała coś na kształt artystycznej socjologii czy ucieleśnionej krytyki kultury. Wyjątkowo trafnej i piekielnie aktualnej.

W tym samym tempie przedstawienie podąża za swoją bohaterką geograficznie (Berlin, Zurych, Nowy Jork...) i chronologicznie – od dzieciństwa, kiedy bawi się lalkami, „dopóki nie odkrywa, że nie żyją”, przez założenie własnego kabaretu „the Kohlkopp” (Główka kapusty), po spotkanie z Brechtem, tłumaczącym tancerce, że uprawia nic innego, jak teatr epicki. Nie jest to jednak prosta, linearna opowieść, mająca na celu naszkicować sylwetkę tancerki. W wywiadzie przedpremierowym reżyserka nieprzypadkowo zwraca uwagę na brak języka, za pomocą którego należy opowiadać o tak niebywałych postaciach jak Valeska.

Autorka scenariusza Patrycja Kowańska dodaje: „Istnieje w sztuce luka, w której ona się znajduje, o której większość ludzi nie ma pojęcia. Sama nie zdawałam sobie sprawy z rozmiaru tej luki, (…) ze skali tego przemilczenia”. Performans Valeski Pauza, podczas którego weszła na scenę sali kinowej i znieruchomiała na czas zmieniania szpuli filmowej, był przecież gestem równie nieoczywistym i radykalnym, co awangardowe eksperymenty Duchampa, Malewicza czy Cage’a. Stąd gdzieś w środku tego eksperymentu odnajdziemy coś dobrze znanego, a mianowicie trop artystki niezrozumianej, odrzucanej, a później najzupełniej niezasłużenie, boleśnie zapomnianej. Zapomnianej, zresztą, do dziś. Nie bez znaczenia pozostaje też fakt, że mówimy o artystce właśnie, a nie o artyście. Wątek feministyczny jest w spektaklu ewidentny, lecz nie dominuje całości. Wielką zaletą VALESKI... jest sprawność w żonglowaniu różnymi tematami i poetykami. Stąd w tle tej herstorii nie zabrakło również Historii przez wielkie „H”. Biedy i rozgoryczenia społeczeństwa niemieckiego po przegranej pierwszej wojnie światowej, rewanżystowskich nastrojów i dojścia do władzy partii nazistowskiej, cenzury i antysemityzmu, które zmusiły bohaterkę do emigracji do Stanów Zjednoczonych...

Poza tym twórców nie interesuje sama wycieczka w dwudziestowieczne dzieje tańca. Chcą mówić o „współczesnej, niestabilnej rzeczywistości” oraz o tym, jakie miejsce w niej może/powinna zajmować sztuka. Robią to, znowuż, na kilka sposobów i w kilku wymiarach. Przede wszystkim zbliżając się do Valeski z perspektywy własnego doświadczenia i własnej wrażliwości, w pełni świadomi dzielącego ich dystansu czasowego. Nikt tu nie udaje, że dochodzi do pełni przeistoczenia się. Nie o to chodzi. Znacznie ciekawszą jest szczera próba zmierzenia się ze żmudnym i niepewnym procesem rekonstrukcji jej prac na podstawie nagrań, zachowanych partytur lub jedynie zdawkowych opisów. Przepuszczenie tego przez własne ciała. Po drugie, w ciągu spektaklu artyści wygłaszają monologi we własnym imieniu. Najlepiej zapamiętałem gorzko-śmieszne żale Dominika Więcka, któremu, ze względu na jego delikatną, androginiczną urodę, proponują „grać same syrenki”. W każdym natomiast z podobnych zwierzeń słychać było niepewność, zmęczenie i liczne wątpliwości. Cóż, taniec współczesny, którego pionierką była Valeska, wciąż pozostaje marginesem. Zajęciem dla większości niezrozumiałym, dziwnym, hermetycznym i wymykającym się konwencjom. Tancerz to wciąż trochę taki freak, które to słowo kręciło mi się na języku przez cały spektakl.  

Valeska w jednym z zaimprowizowanych wywiadów zwierzy się, że wolałaby, aby pochowano ją na polu kukurydzy. Pociąga ją eschatologiczna wizja przeistoczenia się w chleb. Rzecz jasna, z następną konsumpcją. Tymczasem o śmierci wybitnej artystki dowiedziano dopiero kilka dni po jej odejściu, gdy policja wyważyła drzwi jej mieszkania. Na zafundowanym przez rząd niemiecki nagrobku (tzw. Ehrengrab, czyli grave of honor) nie wybito lat życia nieboszczki. Zamiast tego pod zapisanymi kursywą imieniem i nazwiskiem widnieje się jedno jedyne słowo: TÄNZERIN. Również samymi wielkimi literami.

25-01-2023

Fundacja Performa
VALESKA VALESKA VALESKA VALESKA
koncept, reżyseria, choreografia: Dominika Knapik
scenariusz i dramaturgia: Patrycja Kowańska
reżyseria światła, wideo: Wolfgang Macher
muzyka: Doministry Dominik Strycharski
asystent choreografki, kostiumy: Dominik Więcek
obsada: Daniela Komędera-Miśkiewicz, Dominika Wiak, Dominik Więcek, Monika Witkowska
prapremiera: 25.11.2022

 

Produkcja spektaklu dofinansowana była przez Narodowy Instytut Muzyki i Tańca w ramach programu własnego Zamówienia choreograficzne 2022, finansowanego ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

galeria zdjęć VALESKA VALESKA VALESKA VALESKA, reż. Dominika Knapik, Fundacja Performa VALESKA VALESKA VALESKA VALESKA, reż. Dominika Knapik, Fundacja Performa VALESKA VALESKA VALESKA VALESKA, reż. Dominika Knapik, Fundacja Performa VALESKA VALESKA VALESKA VALESKA, reż. Dominika Knapik, Fundacja Performa ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
trzy plus dziesięć jako liczbę: