AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Tragiczny dar bogów

Antygona, reż. Jakub Čermák, Teatr Dramatyczny im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu
Doktor nauk humanistycznych, krytyk teatralny, członek redakcji portalu „Teatralny.pl”. Pisze dla „Teatru”, kwartalnika „nietak!t”, internetowego czasopisma „Performer” i „Dialogu”. Współautor e-booka Offologia dla opornych. Współorganizuje Festiwal Niezależnej Kultury Białoruskiej we Wrocławiu.
A A A
fot. Tobiasz Papuczys  

W dniu, gdy oglądam Antygonę w Teatrze Dramatycznym w Wałbrzychu, w Ukrainie od ponad tygodnia trwa wojna. Między stronami konfliktu zaczęły się już pierwsze pertraktacje, ale wciąż brakuje porozumienia odnośnie losu rosyjskich żołnierzy poległych na terytorium kraju, który – jak spodziewano się na Kremlu – zostanie podbity w ciągu kilku dni i bez większych strat. Zamiast tego setki martwych ciał czekają na coś, co przypominałoby „normalny” pogrzeb. Czy się doczekają? Paralele z obecną, nową rzeczywistością mogą więc narzucać się same. Niemniej jednak spektakl młodego, debiutującego w Polsce czeskiego reżysera Jakuba Čermáka nie zamierza ich przeprowadzać. W swym zamyśle i estetyce daleki jest od konkretnych społeczno-politycznych realiów. Zresztą, był jeszcze przygotowywany w ogólnym wówczas przeświadczeniu, że do czegoś tak okropnego, wbrew wzrastającemu napięciu, nie dojdzie. A doszło.

Przedstawienie zaczyna się od sugestywnego obrazu pojedynku między Eteoklesem i Polinejkesem, który trwa jeszcze, zanim zajmiemy miejsca na widowni. Mateusz Flis i Wojciech Marek Kozak, obaj w obcisłych czarnych szortach, w nakolannikach, wyglądają na zawodników MMA czy jakichś innych sztuk walki z minimalną ilością zasad. Mocują się ze sobą długo, w skupieniu i całkiem dosłownie. Widzimy wysiłek ich ciał, słyszymy ich ciężkie oddechy. Lecz kreowany na scenie świat mimo sporej dawki podobnej przemocy fizycznej funkcjonuje na innych niż realizm zasadach. W innym rejestrze i w innej poetyce. Przekonamy się o tym, kiedy, pojawiwszy się w głębi sceny, Tejrezjasz streści nam genezę tej bratobójczej walki. O dramatycznych wydarzeniach, w wyniku których pod siedmioma bramami Teb stanęło siedmiu wodzów innych plemion, opowiada on, uderzając w tony epickie i wzniosłe. Jednocześnie jego połyskujący strój i migocące czerwonym światłem okulary imprezowe sprawiają, że zamiast czcigodnego ślepego wieszcza przypomina raczej postać z niskobudżetowego filmu science-fiction.

Podobny esencjonalizm i skrótowość sprzężone z groteską i kiczem cechują wiele aspektów wałbrzyskiego przedstawienia; w tym scenografię Martiny Zwyrtek. Po lewej stronie sceny artystka umieściła stosy wieńców pogrzebowych. Po prawej – kilka, przez większą część spektaklu ukrytych pod narzutkami, solidnych mebli. Z tyłu – podest i spuszczane z nadscenia ekrany/zasłony, dzięki którym (oraz technologii greenscreen) pogrzeb ciała Polinika przypominać będzie niepokojący teledysk z nieskomplikowanym, pulsującym wzorem w psychodelicznych kolorach. Głównym zaś elementem tej zarazem umownej i symbolicznej przestrzeni jest przemieszczające się na kółkach rusztowanie, do którego jeszcze powrócę.

Podążając wytyczonymi przez reżysera tropami, autorka adaptacji, Paulina Dobosz, mocno okroiła tekst. Wycięła z niego partie tradycyjnie kojarzonego z tragedią grecką chóru i śmiało pominęła niektóre dialogi. Pozostała przy tym w zasadzie wierna oryginałowi, sprawiając jednocześnie, że jego język w spektaklu tylko z rzadka pobrzmiewa czymś rzeczywiście archaicznym i pradawnym. Bardziej niż antyk słychać w nim Szekspira. Nie przez przypadek. Kiedy grająca Antygonę Irena Sierakowska w czarnej sukni żałobnej przygląda się swym ubranym na biało krewnym – jak gdyby nigdy nic celebrującym skromne rytuały rodzinnego obiadu – wręcz emanuje przykrym przeświadczeniem, że „jest coś chorobliwego na duńskim dworze”. Z drugiej strony, zamiast długo nad tym reflektować, skora jest do działania. Zresztą Čermák nie zamierza zbytnio rozbudowywać psychologii tej, która „współkochać przyszła, nie współnienawidzić”. Nie wiem, czy to w ogóle było możliwe i zasadne w tak pomyślanej inscenizacji.

Jądrem wałbrzyskiego spektaklu nie jest bowiem konflikt tragiczny rozumiany jako zderzenie dwóch racji, dwóch porządków, które wchodzą ze sobą w nierozstrzygalny spór. Przede wszystkim dlatego, że trudno nam uwierzyć w obowiązującą, wręcz zniewalającą moc boskiego prawa, którym motywuje swoje zachowanie tytułowa bohaterka. Tych odwiecznych norm, o których w Królu Edypie tenże Sofokles napisze, że „nie wydała ich na świat śmiertelna natura ludzi i nigdy nie ułoży ich do snu zapomnienie”. Kosmos wałbrzyskiego przedstawienia zdaje się być odarty z podobnej hierarchii. Stąd Antygoną Sierakowskiej włada w pełni zrozumiała dla współczesnego widza miłość do brata, poczucie niesprawiedliwości i niezgody. Bo i decyzja Kreona zabraniająca pochówku Polinejkesa wygląda tu bardziej na kaprys, osobisty wybryk lub rodzaj miałkiej zemsty niż na okrutną, lecz uzasadnioną interesami Teb decyzję męża stanu. Jest w tym też, zważywszy na powtarzalne odruchy nowego władcy, aby dotknąć, poczuć na języku cudzą krew, rodzaj sadystycznej perwersji.

Kreon w wykonaniu grającego gościnnie Piotra Czarnieckiego władzę dostaje przez przypadek i od samego początku za rzekomą stanowczością próbuje ukryć strach i niepewność osoby pozbawionej prawdziwego szacunku i twardego kręgosłupa moralnego. Reżyser ukazuję tę postać – zresztą jak i cały świat znany nam z dzieła Sofoklesa – w innej, zmniejszonej niemalże do karykatury skali. Nie jako rozsądnego, chociaż nieco swawolnego przywódcę, tylko niezbyt zaradnego ojca rodziny, którą ta cała wojna zastaje zupełnie znienacka. Do poległych w niej braci „domownicy” wychodzą w szlafrokach, z odmładzającymi maseczkami na twarzach albo w strojach kąpielowych. Jakby niechcący i jedynie na chwile opuścili błogie królestwo hedonizmu i prywatności. Widok martwych ciał ich szokuje, bowiem z tak drastyczną rzeczywistością przyzwyczajeni są – jak większość z nas – obcować za pośrednictwem ekranów swoich telewizorów czy smartfonów. Zresztą Strażnik Czesława Skwarka, cwaniaczek i hipster, nie omieszka cyknąć sobie z ciałami poległych selfie, nie wywołując tym niestosownym gestem większego oburzenia pozostałych.

Znajdzie się w wałbrzyskiej Antygonie kilka innych naprawdę intrygujących pomysłów. W pamięć zapada błyskotliwa scena pochówku Eteoklesa. Ciało poległego znajduje ostatni spoczynek w szklanym sarkofagu wmontowanym we wspomniane już rusztowanie. Żeby dopełnić rytuału, cała rodzina ubiera okulary ochronne, potrząsa puszkami z farbą w sprayu i pokrywa je złotą powłoką. Wyeksponowane w ten sposób zostaje tam przez cały niemalże spektakl. Będzie świątynią, mauzoleum, a jednocześnie stołem, na którym dworzanie spożywają posiłek. Trudno o dosadniejszy komentarz na temat kultu umarłych bohaterów. Oryginalną wydała mi się również wizja Hadesu, gdzie zmarli toczą pozagrobowy swój żywot w jakiejś rozpustnej, ścierającej wszystkie tabu i umowności orgii. Później w notce programowej przeczytałem, że „Čermák, założyciel artystycznej grupy Depresyjne Dzieci Pragną Pieniędzy działającej w Pradze, w swojej pracy wykorzystuje klasyczne tematy i teksty, badając tematy cielesności i queeru”. Zgadza się. Stąd też chyba nie należy się dziwić genderowej transformacji Tejrezjasza, zresztą zaczerpniętej z mitu, zgodnie z którym został on przemieniony w kobietę. Podobno nie z własnej woli.

Pomimo szeregu jaskrawych rozwiązań plastycznych, dodatkowo wzmocnionych muzyczno-ironicznymi akcentami w postaci takich niezawodnych hitów jak I will survie Glorii Gaynor oraz Everybody loves somebody Deana Martina, wałbrzyskie przedstawienie może pozostawić z poczuciem niedosytu. Półtoragodzinny spektakl nie zawsze utrzymuje odpowiednie tempo, niektóre sceny niepotrzebnie się dłużą, a najważniejsze – wydaje się mu brakować wyrazistego klucza interpretacyjnego. Czegoś, co miałoby niezbicie uzasadnić potrzebę i sens sięgnięcia po tekst dobrze znany i mocno osadzony w światowej i polskiej kulturze.

Dla mnie za dowód tego poniekąd służył wielce zastanawiający finał. Przywodził na myśl zdanie z oryginalnej przeróbki historii Antygony, należącej do pióra Jeana Anouilha: „Wielkie smutne uspokojenie spada na Teby i na pusty pałac, w którym Kreon zaczyna właśnie swoje czekanie na śmierć”. Kreon – skulony niczym embrion w „macicy” pustej już szklanej trumny, przerażony biegiem wydarzeń, których stał się bezpośrednim sprawcą – staje się wcieleniem lekcji, którą jak najszybciej należy nam wszystkim przyswoić. Jeszcze nie tak dawno chełpiliśmy się nadejściem końca historii i powszechnym triumfem demokracji, następującą racjonalizacją życia politycznego, niewątpliwym prymatem ogólnoludzkich wartości, lecz raz po raz okazuje się – i tu spektakl najboleśniej rezonuje z rzeczywistością – że był to rodzaj myślenia życzeniowego. Chorych na władzę, gotowych za wszelką cenę pomnażać ją dla niej samej, wciąż nie brakuje. Na różne sposoby uzasadniają oni własne dążenia, lecz prawda jest taka, że w ostateczności realizują własne zachcianki i „widzimisię”. Powodują nimi osobiste kompleksy i urojenia. Nie do końca zaś obchodzi ich, że droga do tych celów usłana będzie trupami. A tym bardziej, gdzie, jak i czy w ogóle owe trupy będą pochowane. Więcej, mało kogo z nich czeka los Kreona. Ostateczną świadomość tej otchłani, w której się pogrążyło, należy uznać za okrutny, lecz cenny, iście tragiczny dar bogów.

01-04-2022

Teatr Dramatyczny im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu
Sofokles
Antygona
przekład: Kazimierz Morawski
reżyseria: Jakub Čermák
adaptacja i opracowanie tekstu: Paulina Dobosz
scenografia i kostiumy: Martina Zwyrtek
muzyka: Petra Horváthová
ruch sceniczny: Adam Mašura
obsada: Angelika Cegielska, Irena Sierakowska, Irena Wójcik, Piotr Czarniecki [g], Mateusz Flis, Wojciech Marek Kozak, Czesław Skwarek, Dariusz Skowroński, Wojciech Świeściak
premiera: 4.03.2022

galeria zdjęć Antygona, reż. Jakub Čermák, Teatr Dramatyczny im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu Antygona, reż. Jakub Čermák, Teatr Dramatyczny im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu Antygona, reż. Jakub Čermák, Teatr Dramatyczny im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu Antygona, reż. Jakub Čermák, Teatr Dramatyczny im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę: