AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Wariactwa Mozarta

La finta giardiniera – Rzekoma ogrodniczka, reż. Jitka Stokalska, Polska Opera Królewska w Warszawie
Muzyk i polonistka, w latach 50. XX w. aktorka Teatru na Tarczyńskiej i Teatru Poezji UW, później wieloletnia nauczycielka muzyki w Szkole Podstawowej nr 15 w Warszawie, profesor Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina i publicystka „Ruchu Muzycznego”. Doktor habilitowana nauk humanistycznych, autorka książek o teatrze muzycznym i polskich artystach. Publikowała też w „Teatrze”, „Dialogu”, nowojorskim „Przeglądzie Polskim”,„Pamiętniku Teatralnym”. Współpracuje z ISPAN i z Teatrem Wielkim – Operą Narodową.
A A A
fot. J. Budzyński  

Gdy znękani wariactwami, jakie w życiu naszym czyni covid, wybraliśmy się do Łazienek i sprawdzeni termometrami, spisani, zamaskowani zasiedliśmy w rozrzedzeniu na krzesłach, ławach, w lożach wychłodzonej naszą długą nieobecnością widowni Teatru Stanisławowskiego, najpierw otworzyliśmy uszy na Uwerturę, a po rozsunięciu kurtyny rozwarliśmy oczy, by dziwić się wariactwom Mozarta. Po warunkowym i częściowym zniesieniu obostrzeń sanitarnych, Polska Opera Królewska pospiesznie wystąpiła z premierą trzyaktowej Mniemanej/Rzekomej/Fałszywej Ogrodniczki, czyli La finta giardiniera. To jedna z najdziwniejszych oper Mozarta, skomponowana przez niego w wieku lat osiemnastu. Ci, którzy zżymają się na operę, że gatunek absurdalny, mogą mieć tu używanie, bo w Ogrodniczce wszystko się miesza, trudno pojąć, kto kim jest i kogo udaje, po co wchodzi na scenę i czemu z niej schodzi, dlaczego każdy kieruje miłość ku niewłaściwej osobie, łączy się w pary i zaraz rozstaje. Znaczy wszystko się miesza oprócz muzyki, bo Mozart nie odpuszcza żadnej nutki. A ponieważ cechą stylu Mozarta jest ciągłe migotanie chiaroscurojasno/ciemno – dyrygent David Runtz czujnie z orkiestrą migotał głośno-cicho, oświetleniowcy (Maciej Igielski i Piotr Rudzki) światło zmieniali w mrok i odwrotnie, a w ślad za nimi postępowali śpiewacy, odpowiednio regulując natężenie głosów.  

Dwojgu głównym bohaterom przyszło grać postaci nieoczywiste. Tytułowa ogrodniczka Sandrina (dla potwierdzenia tego zajęcia chwyciła na chwilę konewkę) to w istocie markiza Violante, która ukrywa się w przebraniu przed zazdrosnym kochankiem. Iwona Handzlik obdarzyła swą Sandrinę sopranem równym, miękkim, jedwabistym – w mej opinii zachwycającym, co urzekło już w pierwszej smutnej arii o niesprawiedliwym losie. Ale kiedy w akcie II jeszcze w białej sukience i szarym fartuszku Sandrina ujawniała na krótko tożsamość markizy, Handzlik śpiewała już inaczej, jakby ostrzej i krócej. Zadbał o to oczywiście Mozart, tak właśnie prowadząc melodykę fraz. Później w olśniewająco strojnej sukni markizy przez połowę aktu III na zmianę przyciągała i odpychała kawalera Belfiore’a; nie szczędziła dramatyzmu, niemal szeptu, wokalnego i osobistego uroku. Ów Belfiore, tenże zazdrośnik, początkowo w sposób klasycznie komediowy zalecał się do kapryśnej Armindy, potem przejawiał nieustającą ciekawość, kim w istocie jest Sandrina, i choć tajemnicze rzeczy działy się wokół niego, nie tracił naturalności scenicznych zachowań ani prowadzenia głosu, z czym, jak zwykle, przystojny tenor Jacek Szponarski nie miał problemu.

Ich komparsów Mozart pomieścił w zastanych konwencjach operowych. Pyszałkowatą i bezwzględną Armindę doskonale oddała drobna Agnieszka Kozłowska, wyrażając jej charakter w mocnych ariach. Ruchliwa i złośliwa pokojówka Serpetta znalazła swe odbicie u srebrzystogłosej Julity Mirosławskiej. Debiutujący w zespole młody tenor Maciej Gronek w pełni się odnalazł w typowej dla włoskiej buffa roli starszego niebiednego, co to żenić się umyślił z młodą, tutaj – stosownie zabawnego burmistrza Anchise. Roberta/Narda, ni to sługę, ni kuzyna, ni ogrodnika, odtwarzał ze swobodą Robert Szpręgiel; miał swój popis, gdy na prośbę Serpetty ukazywał zaloty po włosku, francusku i angielsku. Postać Ramira, jego męski chód i odpowiednio nisko brzmiące wyznania, przejęła doświadczona Anna Radziejewska: on jedyny nie śmieszył, tylko cierpiał i kochał, aż w finale mógł chwycić Armindę w ramiona. Bywalcy dawnej Warszawskiej Opery Kameralnej i jej Festiwali Mozartowskich pamiętają być może w tej roli Dariusza Paradowskiego, jego emocjonalny sopran, oszalałe z miłosnej rozpaczy oczy i fioletowe, drżące pióra kapelusza (kreacja przetrwała na szczęście w nagranej płycie CD i na fotografiach). Taki Ramiro był dominującą osobą w tamtym przedstawieniu, co najlepiej świadczy o tym, jak łatwo przestawiać dramaturgiczne funkcje postaci w tej operze. Winą za fabularny w niej zamęt komentatorzy obciążają libretto, z tym że na dobrą sprawę nie ma pewności, kto je napisał. Pojawiają się różne nazwiska, zwykle ze znakiem zapytania.

Mozart zaś komponował Ogrodniczkę, bez wahań czerpiąc z gotowych klisz i chyba tworząc nowe. Zdarza się więc, że śpiewane słowa wzywają do akcji instrumenty z orkiestry, kotły, albo fagot czy waltornie – a taka praktyka tak zwanych arii koncertujących kojarzy się z barokiem. Anchise i Serpetta to gotowe figury Pantalone i Kolombiny z jeszcze dawniejszej komedii dell'arte, w zręcznym Roberto niektórzy dopatrują się też typu Pulcinelli. Na koniec każdego aktu postacie zbiegały się ku proscenium, by łączyć głosy w mały chór – Mozart najwidoczniej ćwiczył tu finałowe ansamble, z których później zasłynął. Czołowa para miała w akcie II dwie wielkie solowe sceny zagubienia i obłędu – czyż nie odbywa się tu skok Mozarta do teatru romantycznego? No, a te wszystkie, co się plączą „postacie sceniczne w poszukiwaniu autora” – przecież to żywcem cofnięty w wiek osiemnasty Luigi Pirandello! Reżyserka Jitka Stokalska swoim ustawieniem spektaklu jeszcze tę różnorodność zwielokrotniła. Zaczęło się grzecznie – widokiem ogrodu strzeżonego przez czterech czarnych milczących kamerdynerów, lecz gdy projekcja (Marek Zamojski) przybliżyła pałac, jego mur okazał się ułudą, ukazując nie wnętrze, ale baśniowy pejzaż. Czasem wjeżdżały na scenę ściany komnaty i wnoszono parę mebli, tylko zaraz wracały różne obrazy zieleni – raz nawet ogrodową ziemię dziobały fantastyczne, śnieżnobiałe ptaki.

Wszystko to razem składało się na coś, co można by nazwać interaktywną sztuką kina. Gdy zdezorientowany Belfiore tonął w ciemnościach nocy, po niebie mknęły groźne chmury i wielkie płaty śniegu spadały na horyzont, scenę i widownię, to nagle następowało muzyczne i świetlne rozjaśnienie, każdy płat zmieniał się w kwiat, na twarz Belfiore'a wracał uśmiech. Wśród skał nocą błąkali się wszyscy, ustrojeni wówczas w czarne romantyczne peleryny z kapturami. Czwórka czarnych mimów nie raz chwytała ciemno lśniącą materię i jej kołysaniem imitowała wicher albo fale unoszące statek. Chwyt rodem ze starego teatru splatał się z nowszym, w dźwiękach spisanych niegdyś przez Mozarta instrumentaliści i śpiewacy emanowali szczęściem, że oto, choćby przez jeden wieczór, mogą muzykować dla ludzi na żywo obecnych, patronował temu półnagi król sportretowany na suficie jego teatru o murach otoczonych teraz chmurą wirusów – podobno wśród parkowych drzew nie tak drapieżnych, jak gdzie indziej. Takie przedstawienie wmieszane w otaczającą nas rzeczywistość, to też jest czyste wariactwo. Ale jakże piękne, gdy migoczą kolory sceny, brzmi śpiew i dobiegają głosy instrumentów, dążąc do złożenia takiej całości, jaką stworzył niedościgniony Mozart.

10-03-2021

Polska Opera Królewska w Warszawie
La finta giardiniera – Rzekoma ogrodniczka
opera buffa w trzech aktach
muzyka: Wolfgang Amadeusz Mozart
libretto: Giuseppe Petrosellini
kierownictwo muzyczne: Dawid Runtz
reżyseria: Jitka Stokalska
scenografia: Marlena Skoneczko
ruch sceniczny: Alisa Makarenko
obsada: Rafał Żurek / Maciej Gronek, Olga Pasiecznik / Iwona Handzlik, Sylwester Smulczyński / Jacek Szponarski, Tatiana Hempel-Gierlach / Agnieszka Kozłowska, Jan Jakub Monowid / Anna Radziejewska, Marta Boberska / Julita Mirosławska, Witold Żołądkiewicz / Robert Szpręgiel, Sławomir Jurczak, Rafał Karnicki, Jerzy Klonowski, Maciej Jan Kraśniewski. Także: Rafał Żurek, Olga Pasiecznik, Sylwester Smulczyński, Tatiana Hempel-Gierlach, Anna Wierzbicka, Jan Jakub Monowid, Marta Boberska, Witold Żołądkiewicz
Orkiestra Polskiej Opery Królewskiej, klawesyn: Dagmara Dudzińska / Krzysztof Trzaskowski
premiera: 13, 14.02.2021

galeria zdjęć La finta giardiniera – Rzekoma ogrodniczka, reż. Jitka Stokalska, Polska Opera Królewska w Warszawie <i>La finta giardiniera – Rzekoma ogrodniczka</i>, reż. Jitka Stokalska, Polska Opera Królewska w Warszawie <i>La finta giardiniera – Rzekoma ogrodniczka</i>, reż. Jitka Stokalska, Polska Opera Królewska w Warszawie <i>La finta giardiniera – Rzekoma ogrodniczka</i>, reż. Jitka Stokalska, Polska Opera Królewska w Warszawie ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
dwa plus trzy jako liczbę: