AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Widma wracają

Noc kruków, reż. Waldemar Raźniak, Polska Opera Królewska w Warszawie
Muzyk i polonistka, w latach 50. XX w. aktorka Teatru na Tarczyńskiej i Teatru Poezji UW, później wieloletnia nauczycielka muzyki w Szkole Podstawowej nr 15 w Warszawie, profesor Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina i publicystka „Ruchu Muzycznego”. Doktor habilitowana nauk humanistycznych, autorka książek o teatrze muzycznym i polskich artystach. Publikowała też w „Teatrze”, „Dialogu”, nowojorskim „Przeglądzie Polskim”,„Pamiętniku Teatralnym”. Współpracuje z ISPAN i z Teatrem Wielkim – Operą Narodową.
A A A
fot. Karpati&Zarewicz  

Przywoływanie Guślarza, bieg czarnych mężczyzn, krew na bieli, lilie i sznur, ruch batuty, dziki stukot kołatek, jęki skrzypiec, głos trąbki, świdrujący śpiew; chłopiec w kasku – padał, wstawał i znowu padał; jasna kula księżyca puchła i bladła w spłaszczeniu. Gdzie to wszystko się działo? Na scenie Polskiej Opery Królewskiej w Łazienkach, w nowym dziele operowym Zygmunta Krauzego Noc kruków.

Krauze to operowy rekordzista spośród współczesnych kompozytorów polskich. Zaczął od Gwiazdy według Helmuta Kajzara (1981), potem sięgał po Wyspiańskiego (Balthazar), Gombrowicza (Iwona, księżniczka Burgunda), Corneille’a (Polieukt), Różewicza (Pułapka). Napisał Olimpię z Gdańska (o Stanisławie Przybyszewskiej) i operę familijną Yemaya – Królowa Mórz. Wszystkie opery wystawiano, nie tylko w teatrach polskich, ale również w Niemczech i we Francji. Librecistką Yemayi była Małgorzata Sikorska-Miszczuk – zdobyła wcześniej uznanie jako autorka libretta znakomitej Czarodziejskiej góry (wg Tomasza Manna) Pawła Mykietyna. W operze familijnej Krauzego przedstawiła losy chłopca, którego świat uległ zniszczeniu, a uratowała go Królowa Mórz – wcielenie utraconej mamy. Wojna w naszym sąsiedztwie nadała okrutny kontekst tej baśni. Teraz oboje autorzy znaleźli kulturowy i literacki kontekst dla Nocy kruków. Żyjemy obecnie w Roku Romantyzmu, a Maria Janion już dawno ogłosiła, że romantyzm w nas, Polakach, wiecznie tkwi. Że pamięć strat, cierpień, mroków i niepotrzebnych śmierci nie chce nas opuścić. I właśnie te polskie widma we współczesnej operze wróciły.

Wróciły też symboliczne dla Romantyzmu mickiewiczowskie wersy. Teatralny program zamieścił druk libretta i objaśnienia autorki, że inspiracją dla niej były Ballady i romanse (wydane dwieście lat temu!) oraz Dziady. Nad sceną wyświetlał się cały tekst, a i soliści wykazali się dbałością o dykcję. Czyli z trzech stron dochodziły słowa/cytaty: „To lubię”, „Zamknijcie drzwi do kaplicy”, „A kysz, a kysz”, „Rośnij kwiecie wysoko, jak pan leży głęboko”. Zjawiły się dwie okrwawione postaci: Pani i Pan z ballady Lilie. I Krysia-Upiór z ballady Rybka w szacie z wodorostów śpiewała-wołała: „Hej kruki, sowy, hej orlice/ Puśćcie mnie tu pod kaplicę”. Panna i Pan Kruk powitali widzów lśniącą smolistością piór, śpiewem fascynowali też. Do duchów dołączyły postaci współczesne – dziewczyna Karusia/Kara i jej chłopak Jasiek. On to zabity motocyklista, a jednocześnie tajemnicze Widmo z końca drugiej części Dziadów.

Ponieważ opera dotyka problemu, jak człowiek dzisiejszy radzi sobie z przeszłością historyczną i osobistą, na najważniejszą osobę Nocy kruków wyrosła Kara. Małgorzata Trojanowska w tej roli dobrze gra i śpiewa, lecz w grzecznej bluzeczce i spódniczce słabe miała szanse na teatralne zaistnienie w otoczeniu sugestywnej plastycznie fantastyki. Wciąż zakochana w umarłym mimo sprzeciwu nieczułej Matki wraz z Jaśkiem wyruszała na poszukiwanie Śmierci. Elementy codzienności – obchodzone imieniny, stolik, filiżanki – nie przekonywały do życia, raczej raziły w całej tej scenerii. A Śmierć, piękna i dziewczęca, wychodziła młodym na spotkanie. Ale ślub z nią oznaczał przecież opuszczenie tego świata. Przerażenia Kary nie złagodziły słowa Chóru, że „nie zabraknie niczego, chleba, wina, łąk zielonych i strumieni”. Chociaż – w tym właśnie momencie nieustanny dotąd ruch osób, barw, błysków i dźwięków uległ uspokojeniu, Chórzyści nie zmieniali już miejsc, tylko złączyli się w miękki wielogłos, frazy smyczków popłynęły czule, rozległy się orkiestrowe dzwony.  

Opera jest krótka, jej dziesięć scen trwa około godziny. W swej narracji muzycznej i dramaturgicznej utrzymuje niesłabnące napięcie, co moim zdaniem, stanowi atrybut dobrej opery. Cechuje ją też energia i różnorodność brzmień. Krauze zawsze był zaskakujący w pomysłach, wkładał kamienie do fortepianu (Stone Music) i grał w rękawiczkach (Gloves Music). Z instrumentem w dłoniach spacerował po sąsiadujących pomieszczeniach i za nim chodzili słuchacze. W Nocy kruków poprzestał na źródłach dźwięku należących do świata muzyki. Powrotom Guślarza towarzyszyła lira korbowa, dawny instrument bardów; muzycy grający na dętych drewnianych zmieniali je czasem na delikatne okaryny. W orkiestrowych interludiach rodził się niespodzianie rytm tanga (w okresie międzywojennym tango przywarło do polskich scenek muzycznych), a giętkie kroki tancerzy wspierały akordy grane na rozstrojonym (tak, tak!) pianinie.

Polska Opera Królewska kultywująca tradycje oper mozartowskich, barokowych i staropolskich, coraz śmielej wkracza w operową współczesność. Zamawia nowe dzieła u polskich kompozytorów. Z opóźnieniem spowodowanym pandemią wystawiła w wersji online udanego Hioba Krzesimira Dębskiego (zob. mój tekst na Teatralnym Opera o cierpieniu); teraz w ramach lipcowego Festiwalu POK dochodzi w Teatrze Stanisławowskim do premiery scenicznej Hioba. W minionym roku w radiowym Studio im. Witolda Lutosławskiego artyści POK prawykonali Ars Moriendi – Requiem Giocoso, znakomitą operę na solistów chór i orkiestrę Tomasza Opałki; tyle wręcz porażającej dramatycznej siły, tyle niezwykłych dźwięków w perkusji i w śpiewie dawno w muzyce współczesnej nie słyszano. Obecnie tę nową operową triadę dopełniła tak interesująca Noc kruków Krauzego. Wszystkie trzy utwory mówią o rozpaczy, grozie i śmierci... A uważa się, że opera to sztuka oderwana od rzeczywistości. No nie – ona ma własne, bardzo emocjonalne środki, aby być zwierciadłem czasu, w jakim żyjemy.

27-07-2022

Polska Opera Królewska w Warszawie
Zygmunt Krauze
Noc kruków
libretto: Małgorzata Sikorska-Miszczuk
kierownictwo muzyczne: Dawid Runtz
reżyseria: Waldemar Raźniak
scenografia, reżyseria świateł: Katarzyna Borkowska
ruch sceniczny: Sara Kozłowska
przygotowanie Zespołu Wokalnego: Jakub Szafrański
obsada: Małgorzata Trojanowska, Marta Boberska, Aleksandra Klimczak, Dorota Lachowicz, Andżelika Wiśniewska, Małgorzata Bartkowska, Sylwester Smulczyński, Witold Żołądkiewicz, Robert Szpręgiel, Paweł Michalczuk
Zespół Wokalny Polskiej Opery Królewskiej, Orkiestra Polskiej Opery Królewskiej
premiera: 2.07.2022

galeria zdjęć Noc kruków, reż. Waldemar Raźniak, Polska Opera Królewska w Warszawie Noc kruków, reż. Waldemar Raźniak, Polska Opera Królewska w Warszawie Noc kruków, reż. Waldemar Raźniak, Polska Opera Królewska w Warszawie Noc kruków, reż. Waldemar Raźniak, Polska Opera Królewska w Warszawie ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
trzy plus dziesięć jako liczbę: