AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Wtedy się przygotuj

Gęsi – ludzie – łabędzie, reż. Alaksandar Harcujeŭ, Niezależna Grupa Teatralna „Kupałowcy”
Doktor nauk humanistycznych, krytyk teatralny, członek redakcji portalu „Teatralny.pl”. Pisze dla „Teatru”, kwartalnika „nietak!t”, internetowego czasopisma „Performer” i „Dialogu”. Współautor e-booka Offologia dla opornych. Współorganizuje Festiwal Niezależnej Kultury Białoruskiej we Wrocławiu.
A A A
fot. materiał Teatru  

Fake news, koronawirus, kryptowaluta, lockdown, zagrożenie klimatyczne, niebinarność, postprawda - wszystko to określenia, które w ostatnich latach przodowały w plebiscytach na tak zwane słowo roku. Patrzę na nie razem i wydaje mi się, że gdyby w podobny sposób wybierano cytaty najtrafniej charakteryzujące nastroje i atmosferę początku trzeciej dekady XXI wieku, jednym z nich z pewnością byłaby wypowiedź Lawrenca Petera „Yogiego” Berry. Nie żyjący już legendarny amerykański baseballista z charakterystyczną dla siebie lakonicznością i poczuciem humoru pewnego razu oznajmił, że „przyszłość nie jest już taka, jak kiedyś”. Było to jakiś czas temu, ale wygląda na to, że dopiero teraz uświadamiamy sobie, do jakiego stopnia miał rację. W rzeczy samej - nie jest. Oj, nie...

Przypomina mi się bestseller izraelskiego historyka Yuvala Harariego Homo deus. Krótka historia jutra, we wstępie autor zapewnia, że cywilizacja ludzka poradziła sobie z trzema swymi głównymi zagrożeniami: wojną, epidemią i głodem. Książka została wydana w 2015 roku. Nie powiem, że wydarzenia ostatnich lat zadają ostateczny kłam powyższym deklaracjom, ale ponowna ich lektura ma w sobie posmak jakieś wyjątkowo gorzkiej (post)ironii. No i czego w tej sytuacji możemy być pewni? Jakiej przyszłości?

Tym ważniejszą i bardziej odpowiedzialną misją sztuki staje się snucie - ku naszej przestrodze, przede wszystkim -jej kolejnych wizji. Podobnych tym, którą w swojej monumentalnej i wielowątkowej powieści Psy Europy przedstawił współczesny białoruski pisarz i tłumacz Alhierd Bacharewič. Zaadaptowaną wersję jednej sześciu wchodzących w jej skład nowel wyreżyserował były dyrektor artystyczny Białoruskiego Teatru Dramatycznego Alaksandar Harcujeŭ. Wraz z Niezależną Grupą Teatralną „Kupałowcy” - tworzącymi na uchodźstwie aktorami Narodowego Akademickiego Teatru im. Janki Kupały w Mińsku - stworzył poruszającą, piekielnie aktualną i tragikomiczną anty-utopię Gęsi – ludzie – łabędzie.

Rzecz dzieje się w 2049 roku. W przyszłości, której słowem-kluczem jest degradacja. Degradacja, jak piszą sami twórcy, „języka, kultury, moralności i technologii”. A więc przyszłość bez przyszłości i przeszłości. Bezczas. Stąd też mieszkańcy maleńkiej wsi Białe Rosy 13 wyglądają na zestaw postaci, który nazbyt dobrze znamy z Tutejszych Janki Kupały. Bo Białorusini w tak wyobrażonym 2049 roku znowu stali się owymi „tutejszymi” - mieszkańcami zachodnich ziem ogromnego Imperium Rosyjskiego czy też Rosyjskiego Reichu. Tymi, którym nie pozostawiono ani historii, ani tożsamości, ani możliwości decydowania o własnych losach. Totalną prowincją. Umysłową i duchową. Kolonią, na której metropolia z upojeniem ćwiczy się w przemocy fizycznej i symbolicznej, „obłaskawiając” poddanych „przywilejem” dostarczania jej kolejnych porcji „mięsa armatniego”. Od sceny hucznego, z wznoszeniem górnolotnych toastów, pożegnania jednego z takich świeżo upieczonych rekrutów zaczyna się spektakl.

Ten niegrzeszący inteligencją i elokwencją chłop (komunikuje się z otoczeniem, odmieniając zdanie: „A ja z dębu nasrałem!”) w brawurowym wykonaniu Michasia Zuja ma trafić na południową granicę niby-to-ojczyzny. Albo też wschodnią. Zresztą, nieważne, bo do końca nie wiadomo nawet, gdzie owe granice tak naprawdę przebiegają. Rozmiary powstałego po urywkami wspomnianej katastrofie atomowej mocarstwa doprawdy przerażają. Podczas zaimprowizowanego quizu geograficznego dowiadujemy się, że w jego skład wchodzą takie nowe-stare miasta jak Pekinsk czy Stambulsk. W symbolicznym zaś środku Reichu - o czym przypomina miejscowy nauczyciel, każąc uczniom w kółko przepisywać i recytować Jeźdźca miedzianego Aleksandra Puszkina - znajduje się „gród Piotrowy”, czyli Sankt Petersburg. Miasto, w którym znowu zasiadł Imperator. Bo – „Jak to, bez Imperatora!” – będzie się dziwił Milczek, szesnastolatek o czystym sercu, narrator i nasz przewodnik po tym zwariowanym świecie, znajdując artefakty świadczące o tym, że Białoruś niegdyś była republiką.

Nadeszło więc Nowe Średniowiecze, o którym pisał rosyjski filozof Nikołaj Bierdiajew. Powróciło jednak, zgodnie z przenikliwą uwagą innego wielkiego myśliciela, w postaci farsy. Postapokaliptycznej tragifarsy, w której ubrani w jakieś retrofuturystyczne łachmany mieszkańcy Białych Ros 13 polują na pandy, mieszkają wśród krajobrazu z bel słomy i anten satelitowych. Faszerowani tanią propagandą, bezwolni, gotowi są pokornie usługiwać przybyszom z Moskwy w śnieżnobiałych frakach. Takim, jak major Łabędź (Mikałaj Stońka), który prowadzi śledztwo w sprawie ukrywającego się gdzieś w okolicach szpiega.

Gęsi – ludzie – łabędzie to jedna wielka, pełna cytatów, aluzji i odniesień, intertekstualna zabawa. Roi się w niej od licznych urywków kultowych utworów muzycznych. W oryginalny sposób ograne zostają też motywy z baśni Cudowna podróż Selmy Lagerlöf . Wspomniany Milczek (wzruszający Alaksandar Kazieła) jest taką grzeczną wersją Nilsa Holgerssona. Mieszka z bezrękim ojcem (Ihar Sihoŭ) i marzy o tym... aby się zmniejszyć. Stać się tak małym, żeby móc uczepić się szyi swojej ulubionej gąski i wraz z nią odlecieć daleko, daleko. W finale mu się to udaje, lecz ucieczka ta - podczas której przekonuje się, jaki ten świat jest wielki i wspaniały, jak inny od tego wszystkiego, do czego próbowano go przekonać - nabiera znamion eschatologicznego niemalże pocieszenia. Zwłaszcza że nad całością ciąży wzywająca o pomstę tragedia białoruskiego sierpnia 2020 roku, jak też piekło toczącej się w Ukrainie wojny, przywołane, między innymi, figurą żołnierza-marudera przemierzającego scenę z telewizorem pod pachą.

Spektakl Harcujeŭa potrafi więc wprawić w zadumę, ale też rozśmieszyć. Dzięki zaś wyjątkowemu przepływowi energii między publicznością a aktorkami i aktorami jest żywy, wciągający i angażujący. Niemniej jednak salę opuszczałem z myślą, że wypadałoby już przestawić akcenty, zmienić tonację, styl, a najważniejsze – zacząć prowadzić innego rodzaju dialog z białoruską publicznością. Dialog krytyczny, zaczepny. Nie tylko wzbudzający słuszny gniew i łzy wzruszenia, lecz potrafiący uwierać i kwestionować utrwalone narracje. Sztukę „ku pokrzepieniu serc”, romantyzującą zryw narodowy, powinien równoważyć dogłębny, wielowymiarowy, niełatwy namysł nad tym, dlaczego nie przełożył się on na rzeczywistą zmianę władzy w Białorusi. Nad granicami indywidualnej i zbiorowej za to odpowiedzialności. Wreszcie nad niebezpieczeństwami masochistycznego upajania się statusem ofiary, który grozi wyuczoną bezradnością.

Nie wiem, czy takie spektakle z równą łatwością zbierałyby pełne sale i kończyłyby się frenetycznymi oklaskami na stojąco. Byłby to jednak prawdziwy sprawdzian dla Białorusinów - czy potrafią przyglądać się sobie w krytycznym zwierciadle sztuki. W jednym z wywiadów Bacharewič mówił o tym tak: „Jestem przekonany, że nikt nie ma obowiązku być bohaterem. Nikt nie ma obowiązku być odważnym. Absolutnej większości ludzi przytulnie jest mieszkać w tym świecie, który oni sami sobie wymyślili i zbudowali. Lecz skoro już otworzyłeś książkę... Wtedy się przygotuj. Będzie boleć, będzie straszno i, być może, dowiesz się o sobie czegoś bardzo nieprzyjemnego. I tylko od ciebie zależy, czy nazwiesz to prawdą”. Tą książką, rzecz jasna, może (powinien?) być też teatr.


PS Szczerze dziękuję Fundacji „Za Wolność Waszą i Naszą”, Stowarzyszeniu Białoruski Związek Solidarności, Teatrowi Polskiemu, wszystkim organizatorom i sponsorom za możliwość oklaskiwania wspaniałych białoruskich artystów we Wrocławiu. Dziękuję także Teatrowi im. Juliusza Osterwy w Lublinie, gdzie spektakl miał swoją premierę.

28-09-2022

Niezależna Grupa Teatralna „Kupałowcy”
według II części powieści Psy Europy Alhierda Bachareviča
Gęsi – ludzie – łabędzie
reżyseria: Alaksandar Harcujeŭ
scenografia: Alaksandra Kanarska
muzyka: Eryk Arłou-Šymkus
światła: Mikałaj Surkoŭ
obsada: Alaksandar Kazieła, Ihar Sihoŭ, Aleh Harbuz, Valancina Harcujeva, Kaciaryna Javorskaja, Alaksandar Harcujeŭ, Michaś Zuj, Andrej Drobyš, Eryk Arłoŭ-Šymkus, Alaksandar Zielanko, Siarhiej Čub, Zoja Biełachvościk, Mikałaj Stońka
premiera: 17.06.2022

galeria zdjęć Gęsi – ludzie – łabędzie, reż. Alaksandar Harcujeŭ, Niezależna Grupa Teatralna „Kupałowcy” Gęsi – ludzie – łabędzie, reż. Alaksandar Harcujeŭ, Niezależna Grupa Teatralna „Kupałowcy” Gęsi – ludzie – łabędzie, reż. Alaksandar Harcujeŭ, Niezależna Grupa Teatralna „Kupałowcy” Gęsi – ludzie – łabędzie, reż. Alaksandar Harcujeŭ, Niezależna Grupa Teatralna „Kupałowcy” ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
trzy plus dziesięć jako liczbę: