AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Zdejmujemy bezpieczną zasłonę

Głosy nowej Białorusi, reż. Łukasz Kos, Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy
fot. Karol Budrewicz  

Początek Głosów nowej Białorusi, premierowej produkcji Teatru im. Heleny Modrzejewskiej, brzmi przekornie wobec polityki legnickiej sceny i w kontekście samego spektaklu. „Znów nakładamy teatr na głowę jak bezpieczną zasłonę …” – mówi Helena (Magda Biegańska), postać wyjęta z innego legnickiego przedstawienia zrealizowanego przez Łukasza Kosa.

Chodzi o spektakl Fanny i Aleksander, opowieść Ingmara Bergmana o ludziach, dla których świat sceny stał się schronieniem, ucieczką, bezpiecznym azylem.

Brzmi to przekornie, bo tym razem, nie po raz pierwszy w Legnicy, mamy do czynienia z rozdarciem tej kurtyny, z rezygnacją z umowności, z pożegnaniem z metaforą. Z sytuacją, w której teatr bierze rozbrat z literaturą i postanawia mówić głośno, dobitnie, konkretnie, surowym językiem, który nie pomieści wiele więcej od wyliczanki nagich faktów. A kiedy spektakl staje się manifestem, głosem w najsłuszniejszej sprawie – demokracji, wolności, poszanowania ludzkiej godności – wchodzimy na grząski grunt. Wiadomo bowiem, gdzie można znaleźć dobre chęci w nadmiarze.

Jako recenzentka po obejrzeniu Głosów nowej Białorusi jestem w kropce. Politycznie, społecznie i zwyczajnie, po ludzku, podpisuję się pod tym spektaklem-manifestem z pełnym przekonaniem i obiema rękami. Próbując jednak spojrzeć na efekt pracy Łukasza Kosa, zespołu Modrzejewskiej i zaproszonych do projektu artystów z dystansu, okiem teatralnego widza, umiarkowanie zaangażowanego w to, co się dzieje u naszych sąsiadów, ba! średnio zainteresowanego polityką, jestem pełna obaw. Czy Głosy wywołają odruch słusznego sprzeciwu i oburzenia wobec działań reżimu Łukaszenki, ale i nadziei na zmianę, czy może raczej znużenia?

Dlaczego, mimo że z natury jestem optymistką, obstawiam to drugie? To, co w spotkaniu z widownią świadomą, zainteresowaną rewolucją, sekundującą jej uczestnikom, będzie zaledwie lekko uwierać w dramaturgii tej opowieści, w zderzeniu z publicznością, dla której Głosy będą być może pierwszą lekcją najnowszej historii Białorusi, może okazać się przeciwskuteczne. A przecież zwłaszcza tu ważne jest, żeby mówić także (a może przede wszystkim) do tych nieprzekonanych.

Tekst Andrieja Kuriejczyka, który ze sceny Modrzejewskiej wybrzmiewa w tłumaczeniu Roberta Urbańskiego, to bardziej reportaż, którego autor oddaje głos bohaterom, niż pisany na scenę dramat. Poza jedną sytuacją: przesłuchania aktywistki Pаliny Szarendy-Panasiuk (Magda Biegańska) przez sędziego (Paweł Palcat), nie ma tu interakcji między postaciami. Zamiast nich mamy relacje, mówiąc ściśle – dziewiętnaście relacji, wybranych spośród siedmiuset, brzmiących w większości jak zapis wyjęty z milicyjnego protokołu przesłuchań. Data, godzina, miejsce zdarzenia, opis, jak doszło do zatrzymania, jakie zastosowano represje. Czasem tylko w tę wyliczankę suchych faktów wkrada się, jak u poety Anatola Kudłasiewicza (Paweł Wolak), element diagnozy sytuacji w Białorusi czy skierowanego do widzów wolnościowego przesłania, jak u dyrygentki Maryi Kalesnikowej (Ewa Galusińska) czy stających przed sądem studentek: Kasi Budźko (Zuza Motorniuk) i Jany Arabiejki (Magda Skiba).

Można odnieść wrażenie, że Kuriejczyk nie tylko nie poddaje tych relacji żadnym literackim zabiegom, co jest zgodne z konwencją teatru dokumentalnego, której Głosy są bliskie, ale też celowo czyści relacje swoich bohaterów z wszelkiej emanacji emocji, wychodząc z założenia, że nagi, surowy zapis faktów przemówi silniej do świadomości odbiorcy. Efekt tego oddziaływania w dużym stopniu zależy jednak od tego, kto tym odbiorcą jest i w jaki sposób wchodzi w relację z tekstem – czy jest jego czytelnikiem, słuchaczem audycji, w której nagrania zostałyby wykorzystane, widzem filmowego dokumentu, w którym ogląda na ekranie bohaterów wydarzeń, czy teatralnego spektaklu, gdzie relacja zostaje poddana interpretacji aktora. A nawet talent najwyższej próby i cały arsenał środków mogą okazać się tu niewystarczające, żeby zrównoważyć siłę dokumentu, wznieść wagę tych opowieści na jakiś nowy poziom.

W dodatku pierwotny tekst Kuriejczyka został na potrzeby legnickiej realizacji rozszerzony po to, żeby na scenie mógł stanąć cały zespół teatru. Domyślam się, że tym razem celem nie było – jak w wielu wcześniejszych realizacjach – samo danie możliwości wyjścia na scenę każdej z aktorek i każdemu z aktorów, co w mieście monoteatralnym, jakim jest Legnica, staje się najzwyczajniej w świecie warunkiem przetrwania zespołu. Wydaje się, że równie istotna była dla nich możliwość zamanifestowania solidarności z ofiarami reżimu Łukaszenki – stąd obecność na scenie nie tylko aktorów, ale też występującego już wcześniej w spektaklach Modrzejewskiej inspicjenta Mariusza Sikorskiego, debiutującej w tym spektaklu Marii Przybyło, która na co dzień prowadzi teatralny bufet, czy Kamila „Wallace” Walesiaka, który odpowiada za wideo do Głosów. Ta wielogłosowość, bogatsza niż w pierwotnym zamierzeniu, skutkuje jednak tym, że w spektaklu, który trwa dwie godziny z małym okładem, powtarzają się wątki, a niektóre historie są do siebie tak bliźniaczo podobne, że wzajemnie się znoszą – tak jest na przykład z wyżej wspomnianymi relacjami biorących udział w protestach studentek, które czytają przed sędziowskim składem swoje oświadczenia.

Na to wyzwanie – lakonicznego, surowego języka, powracających wątków, statycznej z założenia sytuacji scenicznej reżyser Łukasz Kos reaguje, sprawiając, że widz staje się świadkiem powstawania filmu dokumentalnego o ofiarach reżimu, mniej lub bardziej zaangażowanych uczestnikach białoruskiej rewolucji, którzy ponieśli realne i bolesne konsekwencje udziału w niej. Mamy więc operatora kamery (Kamil „Wallace” Walesiak), lektorkę (Olga Mysłowska), której głos wprowadza na scenę kolejne postaci, nawet tworzoną na żywo ścieżkę dźwiękową (Polpo Motel: Olga Mysłowska, Daniel Pigoński). Mamy wyświetlane na umieszczonym z boku sceny ekranie twarze prawdziwych bohaterów tych historii i krzesło, na którym siadają kolejno grający ich aktorzy. Mamy duży ekran w tle, pozwalający zobaczyć zbliżenia ich twarzy, uchwycić to, co ukrywa się między słowami: oburzenie, strach, niepokój, nadzieję i zniechęcenie. Tylko na krótki moment scena zamienia się w salę sądową, na krótko też kamera opuszcza ją, żeby wejść w kulisy – odnajdując tam, w miejscu przeznaczonym dla suflera, inżyniera Ramana Zoricza (Mariusz Sikorski), a dalej, w garderobie aktywistkę Wolhę Pauławę (Gabriela Fabian) i dziennikarkę Marynę Zołatawą (Maria Przybyło).

Aktorzy robią, co mogą, żeby zdynamizować dramaturgię – element humoru i dystansu do tej niewesołej opowieści wprowadzają Paweł Wolak jako showman Kudłasiewicz czy Katarzyna Dworak w roli dziennikarki Julii Słuckiej – w jej opowieści widać reporterskie zacięcie, skupienie na konkretach składających się na codzienność aresztowanych opozycjonistek. Mateusz Krzyk wchodzi w rolę przedsiębiorcy Aleksieja Bieriezinskiego, który dla swoich podwładnych zawsze, bez względu na okoliczności, ma naręcze tulipanów i piosenkę na ustach. Mikałaj Statkiewicz (Bogdan Grzeszczak), polityk z konkretnym, długim stażem, opowiadając, śmieje się nerwowo, a dla nas wszystkich jest jasne, że jest to gorzki śmiech, śmiech przez łzy. Poruszający jest Paweł Palcat w finale jako aktywista Witold Aszurak, który w maju tego roku zmarł na skutek nieludzkich warunków panujących w karcerze kolonii nr 17 w Szkłowie – ze sceny słyszymy jego list do matki, który brzmi dojmująco, jakby autor był świadomy, że jest to ostateczne pożegnanie. Na granicy intymnej rozmowy z widzem, osobistego zwierzenia mini-kreacje udało się stworzyć aktorkom Modrzejewskiej: Gabrieli Fabian, Aleksandrze Listwan (programistka Maryna Karabanowa), Małgorzacie Urbańskiej w roli matki przypadkowego uczestnika protestu. Z drugiej strony mamy równie silnie oddziałującą rolę Magdy Biegańskiej (Szarenda-Panasiuk) – jej bohaterka staje przed sądem zacięta, zbuntowana, zdecydowana stawić opór wobec reżimu na każdym jego poziomie.

Jak zatem widać, materiału pozwalającego odpalić na scenie legnickiego teatru bombę nie brakowało. A chociaż nie chcę tu zabrzmieć jak nieszczęsny cesarz z Amadeusza, strofujący kompozytora: „Za dużo nut, panie Mozart”, to jestem przekonana, że gdyby oprzeć konsekwentnie spektakl na podobnych kontrastach, rezygnując z niektórych, szczęśliwie nie tak licznych wątków, mielibyśmy gwarancję, że zda on też egzamin w konfrontacji z mniej świadomym widzem, który do teatru nie przyniesie wspierających białoruską opozycję flag i nie poczuje podczas owacji atmosfery politycznego wiecu, za to wyjdzie z niego z przekonaniem, że kłopot z Białorusią nie kończy się na konflikcie wokół naszej wschodniej granicy, że za nią trwają procesy, którym warto uważnie się przyglądać i które warto wspierać. Że – wreszcie – Europa to system połączonych naczyń, a w Głosach łatwo zobaczyć przestrogę w postaci widma dyktatury, które i u nas niebezpiecznie majaczy na horyzoncie.

26-11-2021

Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy
Andriej Kuriejczyk
Głosy nowej Białorusi
tłumaczenie: Robert Urbański
reżyseria: Łukasz Kos
scenografia i kostiumy: Paweł Walicki
wideo: Kamil „Wallace” Walesiak
muzyka na żywo: Polpo Motel – Olga Mysłowska, Daniel Pigoński
obsada: Bartosz Bulanda, Zuza Motorniuk, Ewa Galusińska, Aleksandra Listwan, Rafał Cieluch, Bogdan Grzeszczak, Gabriela Fabian, Mateusz Krzyk, Katarzyna Dworak, Jan Kowalewski, Paweł Wolak, Małgorzata Urbańska, Jakub Klimaszewski, Magda Biegańska, Magda Skiba, Paweł Palcat, Mariusz Sikorski, Łukasz Kos, Kamil „Wallace” Walesiak, Maria Przybyło.
premiera: 13.11.2021

galeria zdjęć Głosy nowej Białorusi, reż. Łukasz Kos, Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy Głosy nowej Białorusi, reż. Łukasz Kos, Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy Głosy nowej Białorusi, reż. Łukasz Kos, Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy Głosy nowej Białorusi, reż. Łukasz Kos, Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
dwa plus trzy jako liczbę:
komentarze (2)
  • Użytkownik niezalogowany Magda Piekarska
    Magda Piekarska 2021-12-02   11:49:44
    Cytuj

    Za nic nie ryzykowałabym takiego stwierdzenia - Modrzejewska ma w repertuarze jeden z najlepszych spektakli ostatnich sezonów - "Fanny i Alexandra", ma też zaangażowany społecznie i politycznie manifest, jakim są "Głosy". Oba wyszły spod ręki tego samego reżysera - w pierwszym wypadku miał do dyspozycji znakomity scenariusz Bergmana, w drugim tekst w zasadzie reporterski, niezwykle trudny do adaptacji. W pierwszym przypadku powstało - nie zawaham się użyć tego słowa - arcydzieło, mimo historycznego kostiumu bardzo zanurzone w naszym tu i teraz, mówiące o tym, jak bardzo potrzebujemy w trudnych czasach bezpiecznego schronienia, jakim jest teatr, czy mówiąc szerzej - sztuka. W drugim - na scenie pojawił się silny protest, głos solidarności z represjonowanymi Białorusinami, który jednak z powodów wymienionych w recenzji, obawiam się, że dotrze i przekona przede wszystkim tych już przekonanych. Tyle. Zdecydowanie za mało, żeby snuć tezy o obniżce lotów.

  • Użytkownik niezalogowany AK
    AK 2021-12-01   15:09:34
    Cytuj

    Można pomyśleć, że niedostatek tego spektaklu to to, że nie pomaga Polakom w uświadomieniu sobie zagrożeń wynikających z kierunków sprawowania obecnych rządów w Polsce (majak na horyzoncie). Zmarnowano możliwość aktywowania następnej porcji gniewu - tym razem - "mniej świadomego widza"; ten świadomy już w "Niebie" dostał swoją porcję bodźców. Ale nie wiadomo, czy przeniósł to, co widział na scenie, na własne doświadczenie i zdolność dostrzegania majaków na horyzoncie. Czy Modrzejewska obniża loty?