AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Zrzędność i przekora: Moje ABC…

Fot. Karol Budrewicz  

Na początek stosowna piosenka: „Już lat dwadzieścia pięć/ powoli, dzień po dniu/ rozkwita nam ojczyzna/ jak pęk czerwonych róż”.

Młody czytelnik moich lirycznych zwierzeń może się łacno omylić, biorąc te słowa za pean, który ktoś w przypływie entuzjazmu albo w pijanym widzie napisał na 25. rocznicę odzyskania przez nasz kraj wolności. Ale starsi czytelnicy nie dadzą się zwieść. Owszem, jest to piosenka okolicznościowa, ale stworzona dla uczczenia zgoła innego jubileuszu, który obchodziliśmy w roku 1969. Przypadała wtedy również 25 rocznica – tyle że powstania Polski Ludowej. Piosenek wysypało się co niemiara, między innymi nieco już zapomniany Wiktor Zatwarski śpiewał żwawego walczyka z refrenem: „Srebrne wesele…  rodzince strzeliło dwadzieścia pięć lat!”. Natomiast szlagier, którym otworzyłem mój felieton, wykonywali Halina Frąckowiak i Wojciech Gąssowski wraz z grupą ABC. Zdobyli nagrodę na Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu.

Dobywam te relikty z pamięci, żeby sprawę postawić jasno: ćwierćwiecze ojczyzny obchodzę po raz drugi, bo w dwu ojczyznach przyszło mi żyć. Pierwsza nazywała się Polska Rzeczpospolita Ludowa i w pewnym momencie – mianowicie w 1989 roku – przeszła do historii; na jej miejsce pojawiła się druga, która nosi nazwę Rzeczpospolita Polska i na razie trwa, a ja wraz z nią. Nie ukrywam, że RP zasadniczo, choć krytycznie akceptuję; niemniej moje uczucia (sentymenty?) ulokowane są w PRL. Powód prosty: w PRL spędziłem dzieciństwo i młodość; z pierwszymi latami RP wszedłem w smugę cienia, który z każdym rokiem powiększa się i mrocznieje. Oczywiście w okresie 1989-2014 miałem wiele przeżyć, także teatralnych, tyle tylko, że z biegiem lat jakby ich ubywało. W każdym razie im bliżej dzisiejszych czasów, tym mniej chętnie garnę się do rzeczy nowych i coraz mniejszą dla nich przejawiam ciekawość.

Dopóki jednak cokolwiek pamiętam, postanowiłem, wzorem moich znakomitych kolegów, dać próbkę bardzo osobistego bilansu. Maciej Nowak i Jacek Zembrzuski z okazji 25-lecia RP sporządzili listę dwudziestu pięciu najważniejszych ich zdaniem przedstawień, przyjmując zasadę: jeden tytuł – jeden reżyser. Bardzo lubię rygory, które utrudniają życie i prowokują do inwencji (np. mój ukochany Perec napisał całkiem obszerną powieść, w której ani razu nie używa litery e). Żeby nie powtarzać konceptu MN i JZ, narzuciłem sobie inny reżim, mianowicie ułożyłem alfabetycznie nazwiska reżyserów, przypisując każdemu z nich przedstawienia, które powstały po 1989 roku i pozostawiły w mojej pamięci jakiś ślad. Nie tworzę, rzecz jasna, przyczynku do najnowszej historii teatru polskiego, lecz składam do kupy okruchy wspomnień, kierując się całkowicie subiektywnym spojrzeniem i nie szczędząc niekiedy odrobiny prowokacji. Oto więc moje Abecadło 1989-2014:
     
AXER Erwin Komediant i U celu Bernharda, Miłość na Krymie, Wdowy  i Ambasador Mrożka. (Że Mrożek miał w Axerze niezrównanego interpretatora, to wiemy. Ale Bernhard też – to Axer, a nie Lupa, wprowadził go do polskiego teatru, i to już w 1976 roku! Poza tym klasa sama dla siebie).

BARANOWSKI Henryk…tak chcę Tak, Zamek (Zmarłego niedawno Henryka mało kto w Polsce doceniał; był artystą tyleż wybitnym, co niespełnionym – i na pewno jednym z najoryginalniejszych w naszym niepospolitym przecież teatrze. Jego wariacje na temat Joyce’a i Kafki oglądałem w teatrze Szwedzka 2/4 – świetnym, a też jakby zapomnianym…)

CIEPLAK Piotr – Zachwycił mnie już toruńskim Żołnierzem królowej Madagaskaru; potem przyszła wrocławska Historyja o chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim… i kilkanaście innych porywających przedstawień, z których wybieram Wyprawy krzyżowe, Kubusia P., Słomkowy kapelusz, Król umiera, czyli ceremonie.

DEJMEK KazimierzDialogus de Passione, Sen pluskwy, niedokończony Hamlet (Dla mnie KD jest do dziś bardzo ważną postacią – w jakiś sposób kluczową w powojennej historii naszego teatru. Po 1989 roku nie potrafił się odnaleźć – wymienione spektakle stanowiły bardziej dramatyczny rozrachunek z samym sobą niż czysto artystyczne osiągnięcie.)
 
ENGLERT Maciej – Powinien w końcu zaadaptować dla sceny powieść Coopera Ostatni Mohikanin…; tymczasem pamiętam o jego Letycji i lubczyku, Wieczorze Trzech Króli, Czego nie widać, Martwych duszach, Tangu, Wniebowstąpieniu, Naszym mieście…

FIEDOR MarekMatka Joanna od Aniołów, Niewinni (Jest lojalnym czytelnikiem i ma dobry gust literacki.)

GRZEGORZEWSKI Jerzy – W zasadzie wszystko, zarówno ze Studia, jak i z Narodowego i Starego. Nie spotkałem w dotychczasowym życiu większego artysty teatru. (Jeśli można zacytować kwestię z filmowej klasyki: „Idzie u mnie pierwszym numerem”.)

H7 vel Horst Leszczuk, vel Horst d’Albertis, vel Brokenhorst vel Sylwia Torsh, czyli Grzegorz Jarzyna w wielu wcieleniach – Cudowne dziecko. Był najmłodszym reżyserem, któremu daliśmy nagrodę Swinarskiego. Dobrze wspominam jego Magnetyzm serca, Bzika tropikalnego, Iwonę, księżniczkę Burgunda, Uroczystość. (Ostatnio nie słychać, żeby odnosił sukcesy…)

IRENA JunBallady i romanse, Pan Tadeusz, Biesiada u hrabiny Kotłubaj, Filozofia po góralsku. (Irena jest wielką aktorką, w jej interpretacji nawet rozkład jazdy pociągów stałby się poematem; czasami bywa też reżyserką i w tej roli nie mniej ją uwielbiam… i niech mi wybaczy alfabetyczny żarcik)

JAROCKI JerzyŚlub, Pułapka, Płatonow, Kasia z Heilbronnu, Grzebanie, Błądzenie, Kosmos. (Jarockiego raczej ceniłem i podziwiałem, niż lubiłem. Ale Ślub ze Starego T. uważam za majstersztyk absolutny.)

KILIAN Jarosław Balladyna, Pastorałka, Sen nocy letniej, Zielona Gęś. (Trochę Piotruś Pan, a trochę Piekielny Piotruś. Poza tym inteligent, a to już wielka rzadkość.)

LUPA KrystianBracia Karamazow, Kalkwerk, Lunatycy, Wymazywanie. (Gdybym dorzucił Marzycieli z 1988 roku, miałbym kompletny zestaw arcydzieł – coś w rodzaju The Best of Lupa. Tego, co KL uprawia (wyprawia?) w teatrze od jakichś dziesięciu lat – wszystkie Persony i inne androny – nie akceptuję i nie oglądam.)

ŁYSAK Paweł Shopping & Fucking, Ogień w głowie (Nie znam innych reżyserów na Ł; poza tym w ten sposób uwzględniam również nowe zjawiska w teatrze…)

MĄDZIK LeszekWrota, Szczelina, Tchnienie, Odchodzi. (LM nie używa słów, to i ja nie będę ględził).

NAZAR KrzysztofDrzewo, Król umiera, czyli ceremonie, Mizantrop, Marat-Sade (Jak wielu, umarł za wcześnie i raczej niedowartościowany tak, jak na to zasługiwał. Uwagę na KN zwróciłem dzięki Jurkowi Koenigowi, który się z nim przyjaźnił i bardzo go cenił.)

OPRYŃSKI JanuszOgrody, Z nieba przez świat do samych piekieł, Współczucie, Ferdydurke, Bracia Karamazow. (Trochę mnie Janusz zaskoczył, gdy z wybitnego lidera alternatywnego przeistoczył się – z bardzo dobrym skutkiem – w reżysera „dramatycznego” – no ale prawdę mówiąc pociąg do dobrej literatury miał już w okresie Provisorium, za co zresztą ten teatr bardzo, ale to bardzo ceniłem)

ÓSEMKI, czyli Teatr Ósmego Dnia – Ziemia niczyja, Tańcz, póki możesz, Sabat, Szczyt, Arka, Czas kobiet, Teczki. (Łączy nas więcej niż teatr. Przyjaźń.)

PRUS Maciej Nie-Boska komedia, Ryszard III, Krzesła, Juliusz Cezar, Król Lir, no i opery. (Już niemłody, ale ciągle zdolny. Bardzo lubię jego inscenizacyjną ascezę.)

RAU KrzysztofGianni, Jan, Johann…, Wakacje smoka Bonawentury. (W zasadzie nie zajmowałem się nigdy teatrem uprawianym przez lalkarzy, ale od czasu do czasu zdarzało mi się obejrzeć coś takiego, że mi szczęka opadała. Teatr Zusno ¾ był takim przypadkiem.)

STANIEWSKI WłodzimierzCarmina Burana, Metamorfozy, Elektra. (Gardzienice to jednak była moja fascynacja: krótka, bo krótka, ale wielka.)

TOMASZUK Piotr Polowanie na lisa, Turlajgroszek, Merlin, Klątwa, Ofiara Wilgefortis. (Piotr usadowił się na rubieżach, a ja już nie podróżuję. Ale jego dawniejsze spektakle intensywnie zapadły mi w pamięć.)

UMER MagdaZimy żal, Big Zbig Show (Był taki Teatr Rampa; bardzo nam umilał pierwsze lata wolnej Polski, między innymi za sprawą widowisk Magdy.)

WARLIKOWSKI Krzysztof Oczyszczeni, Krum, Anioły w Ameryce. (KW był ostatnim reżyserem, z którym chciało mi się wadzić. Parę razy boleśnie go atakowałem – za Poskromienie złośnicy na przykład – ale parę razy mnie zachwycił. Powiedzmy, że do kółka adoratorów KW nie należę, ale raczej mu sprzyjam. Ostatnich jego rzeczy nie znam.) 

ZEMBRZUSKI JacekMoskwa-Pietuszki, Bash, Zwarcie. (Temat na niewielkie opowiadanie; od dawna noszę się z zamiarem, żeby o JZ coś napisać. O jego przedstawieniach można coś mniemać albo i nie mniemać, ale on sam jest postacią, bez której nie wyobrażam sobie historii naszego życia teatralnego, zarówno zresztą w RP, jak i w PRL – a znam JZ od 1978 roku. W 1981 roku debiutowałem w „Teatrze” omówieniem pierwszej wersji Moskwy-Pietuszek, które to deliryczne arcydzieło Wieniczki Jerofiejewa JZ wystawił w Teatrze NZS PWST. Widziałem też inne jego przedstawienia z lat 80-tych, ale tu przecież nie tylko o przedstawienia chodzi. Wkrótce ukaże się książka JZ o Teatrze Ósmego Dnia…

16-06-2014

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę: