AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Małe formy ważne sprawy

KONTRAPUNKT Przegląd Teatrów Małych Form
 

Pobieżny rzut oka na najważniejsze wydarzenia tegorocznego Przeglądu Teatrów Małych Form w Szczecinie pozwalał na wyciągnięcie pochopnego wniosku, że to festiwal, którego raczej nie można ustawiać w kontrze do najbardziej docenianych dokonań teatru polskiego.

W jego programie głównym znalazły się spektakle, które niejednokrotnie były już nagradzane w innych miejscach, a równocześnie wypełniały kryterium niskiej obsady (zgodnie ze sformułowaną w regulaminie zasadą „małej formy”). Bardzo dobrze, że tak się stało, a Kontrapunkt nadal daje mieszkańcom Szczecina możliwość zobaczenia ciekawych, wyróżnionych przez fachową radę programową przedstawień. Ale szczeciński festiwal nie był – i nadal nie jest – po prostu przeglądem najciekawszych produkcji repertuarowych ostatnich sezonów. To wydarzenie daje swojej publiczności znacznie więcej; między innymi możliwość zapoznania się ze stanem offu, widowiska plenerowe, przegląd produkcji lokalnych scen (Noc Teatrów) i ciekawy, często niejednoznaczny, spektakl finałowy (w tym roku był to Kuroń. Pasja według św. Jacka Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk w reżyserii Pawła Łysaka z Teatru Powszechnego w Warszawie).

Od lat największym atutem szczecińskiego festiwalu jest jego wielowątkowość. Niezwykłe – jak na stosunkowo niskobudżetowe wydarzenie – bogactwo programu pozwala na łączenie różnych nurtów i zjawisk z obszaru sztuk widowiskowych, dlatego już na etapie planowania udziału w Kontrapunkcie warto było wnikliwie przyjrzeć się zapowiedziom, nie ograniczając się jedynie do przedstawień konkursowych. Szczególną wartością przeglądu pozostała – będąca niegdyś jego znakiem charakterystycznym, a od zeszłego roku powracająca do Szczecina ze zdwojoną siłą – praktyka łączenia prezentacji spektakli przygotowanych na scenach instytucjonalnych z produkcjami grup niezależnych. Tym razem inicjatywę Zachodniopomorskiej OFFensywy Teatralnej dopełniły spotkania i panele OFFensywy ogólnopolskiej i kwartalnika „Nietak!t”, współdziałających w praktycznym wspieraniu i promocji teatralnego ruchu offowego. Dyskusje dotyczące perspektyw działania grup niezależnych, choć toczone przy współudziale zasłużonych artystów tego nurtu, orientowane były na myślenie o przyszłości. Taka perspektywa pozwalała na przełamanie tonu nostalgiczno-wspomnieniowego i budziła nadzieję na skuteczną mobilizację, a może i ponowne odrodzenie silnego polskiego offu. Prezentowane w tym cyklu spektakle (zrealizowane głównie przez przedstawicieli Zachodniopomorskiej OFFensywy Teatralnej), choć na bardzo różnych poziomach, sprawnie wykorzystywały różne tematy i konwencje widowiskowe. Ich przegląd zaprzeczał stereotypowemu sposobowi traktowania teatralnej alternatywy, ukazując bogactwo i wielorodność stylistyk wykorzystywanych przez artystów zbyt często marginalizowanych przez teoretyków i przedstawicieli teatralnej krytyki.

Prócz kolejnej odsłony tworzonego przez szczeciński Teatr Kana cyklu dotyczącego rodziny – Projekt: Ojciec w reżyserii Mateusza Przyłęckiego (zrealizowany w dwa lata po Projekcie: Matka) – na szczególną uwagę zasłużyła Marta Grygier, występująca w monodramie kamica79 w reżyserii Artiego Grabowskiego. Spektakl zrealizowany w ramach Akademii Teatru Alternatywnego jest znakomicie zagraną, przesyconą elementami osobistego manifestu performatywnego wypowiedzią kobiety-aktorki. Wykorzystuje zarówno metaforyczne znaczenia słowa kamień, jak i materialność rzeczywistych kamieni, będących najważniejszymi rekwizytami używanymi przez Grygier. Chociaż w zakresie posiadanych środków i możliwości teatr niezależny nie może być porównywany z instytucjonalnym, spektakle takie jak ten udowadniają, że artystyczny poziom przedstawień nie zawsze zależy tylko od zainwestowanych w ich powstanie kwot. W polskim offie pracują znakomici fachowcy – nadal posiadający zapał do działania, a także talent i długoletnie doświadczenie, które pozwala mi bez wahania nazwać ich profesjonalistami. Mam nadzieję, że coraz lepsza organizacja, pomysł na „usieciowienie” i wzajemne wspieranie się twórców teatralnego offu (uzupełnione przez działania promocyjne) zwiększą nie tylko wiedzę na jego temat, ale i zakres jego docierania oraz oddziaływanie na polską publiczność. Off Kontrapunkt jest jednym z kroków w tym kierunku. Sale wypełnione po brzegi podczas prezentacji spektakli jego programu dają nadzieję na powodzenie kolejnych, podobnych inicjatyw.

Wśród wydarzeń towarzyszących Kontrapunktowi pojawił się akcent związany z performansem. Stali bywalcy festiwalu mogli zauważyć, że obecność Antoniego Karwowskiego reprezentowała tę dziedzinę twórczości znacznie skromniej, niż miało to miejsce jeszcze kilka lat wcześniej. Nie dotarły do mnie głosy krytyczne wobec tej zmiany. W tym roku w programie Kontrapunktu znalazł się także Mały Kontrapunkt. Najważniejszą częścią tego trzydniowego bloku był cykl spotkań, seminariów i warsztatów prowadzonych przez uczestników Polsko-Niemieckiego Zlotu Pedagogów i Twórców Teatru. I chociaż ich adresatami byli specjaliści – animatorzy kultury, instruktorzy teatralni, nauczyciele, pedagodzy – młoda szczecińska publiczność mogła także uczestniczyć w adresowanych do niej wydarzeniach artystycznych, między innymi w spektaklu Teatralny Plac Zabaw Jana Dormana Instytutu Teatralnego w Warszawie w reżyserii Justyny Sobczyk.

Tradycją w programie przeglądu jest włączany do niego od 11 lat tak zwany dzień berliński. Tym razem nie ograniczał się on jedynie do wizyty w stolicy Niemiec, ale wiązał się też z odwiedzinami zamku (a raczej dworku) Bröllin, gdzie działa międzynarodowe stowarzyszenie artystów, prowadzące program rezydencyjny. Grupa Grotest Maru pokazała tu, przygotowane przed niemal dwoma laty podczas Festiwalu Łódź Czterech Kultur, „widowisko kroczące” w reżyserii Ursuli Marii Berzborn zatytułowane Rewolucji 17. Wspomnienia Aurelii, z gościnnym udziałem polskich aktorów. Oparta na biograficznych wspomnieniach Aurelii Scheffel opowieść to pochwała narodowej i klasowej różnorodności przedwojennej Łodzi. W spektaklu idealizowana jest historyczna wizja zgodnego współżycia przedstawicieli różnych kultur, religii i narodowości. Różnice pomiędzy nimi miały stać się źródłem nienawiści, niezgody i prześladowań dopiero po wybuchu drugiej wojny światowej. W spektaklu zostało to zaprezentowane w taki sposób, jakby wzajemna niechęć wynikała nie tyle z wyzwolenia pielęgnowanych przez wieki różnic kulturowych i poczucia wyższości pewnych nacji wobec innych, co pochodziła z zewnątrz, pojawiając się razem z armią niemiecką. Prezentowane przez świetnych aktorów nieprofesjonalnych, ilustrowane znakomicie wykonywanymi szlagierami muzycznymi z epoki, przedstawienie zdaje się upraszczać skomplikowaną i niełatwą historię robotniczego miasta. Potrafię to po części wytłumaczyć specyfiką plenerowego widowiska. Nie wiem jednak, dlaczego to akurat zaangażowana komunistka musi wypisywać na murach antysemickie hasła?

Historyczny temat podjęty przez Grotest Maru ciekawie korespondował z wizją przyszłości opisywaną w spektaklu Unterwerfung (Uległość), opartym na głośnej książce Michela Houellebecqa. Sceny przesycone poczuciem beznadziei, a nawet nim zarażające, pozwoliły na znakomite oddanie atmosfery literackiego pierwowzoru przedstawienia. Francuski pisarz z perspektywy biernego świadka opisał futurystyczną wizję wydarzeń roku 2022, kiedy w wyniku wyborów władzę prezydencką we Francji przejmuje przedstawiciel Bractwa Muzułmańskiego. Widowisko Stephana Kimmiga rozgrywa się w – na pierwszy rzut oka – prostej, a równocześnie znakomicie wykorzystywanej scenografii Katji Haß. Jej najważniejsze elementy to zawieszony ukośnie sufit i przebijające go wąskie schody pośrodku sceny. Użycie obrotówki pozwala na oddanie bierności protagonisty, wynikającej w równym stopniu z jego niemocy, co konformizmu. Lekkość niektórych scen przeplatała się z depresyjną wymową innych. Dominujące przez cały spektakl jasne światło i pogodny, powracający motyw muzyczny ze znakomitego utworu Song for Budhanton (pochodzącego z trylogii Sad Face Happy Face Needcompany) kontrapunktowane były przez obniżający się strop i niepewność protagonisty (Steven Schaff). Wyjazdowy program Kontrapunktu był znacznie uboższy w porównaniu do lat poprzednich, jednak prezentacja Deutsches Theater okazała się bardzo ciekawą propozycją artystyczną, która – w cztery dni po pierwszej turze wyborów prezydenckich we Francji – prowokowała do refleksji na temat lęków dzisiejszej Europy i jej geopolitycznej przyszłości.

Organizatorzy Kontrapunktu zdecydowali, że jego tegorocznej edycji towarzyszyć będzie hasło „Kto ty jesteś?”. Zawiera się w nim wiele potencjalnych odniesień do tożsamości, pochodzenia czy uznawanych wartości. Jednak to bardzo ogólnie postawione pytanie wydaje się zbyt uniwersalne, żeby wnosiło cokolwiek szczególnego do rozumienia spektakli składających się na program festiwalu. Osiem spektakli zakwalifikowanych do konkursu różniło niemal wszystko, a łączył chyba tylko wysoki poziom artystyczny. W Piłkarzach Krzysztofa Szekalskiego z TR Warszawa w reżyserii Małgorzaty Wdowik ze znakomitą choreografią Marty Ziółek wykorzystane zostało doświadczenie adeptów futbolu – efekty ich pracy nad ciałem, doskonaleniem techniki i dążeniem do sportowego i finansowego sukcesu. W tle, wybijając się jednak na pierwszy plan, pojawiały się dominujące w środowisku sportowców postawy społeczne (w tym – warunkowane przez seksualność i rasę). Główne postaci sceniczne wykreowane zostały przez młodych piłkarzy (Wiktor Bagiński, Kacper Wdowik), sprawnie wykorzystujących swoje umiejętności i możliwości fizyczne. Jednak i tym razem znakomite organizacja formalna widowiska, ruch sceniczny i umiejętności wykonawców łączyły się z wrażeniem pewnych uproszczeń na poziomie treści.

Inspiracje dokumentalne pojawiły się także w opartym na reportażu literackim Marcina Kąckiego spektaklu Biała siła, czarna pamięć białostockiego Teatru Dramatycznego im. Aleksandra Węgierki. Reżyserujący go Piotr Ratajczak starał się połączyć powagę tematu podjętego przez dziennikarza „Gazety Wyborczej” z lekkością prezentacji, co doprowadziło do nieco innego rozłożenia akcentów w stosunku do pierwowzoru opisującego współczesny Białystok w perspektywie historycznej, społecznej i politycznej. Odejście od narzucającej się ideologizacji współczesnego, warunkowanego politycznie dyskursu historycznego nie ograniczyło krytycznej diagnozy opisywanych zachowań rasistowskich. I chociaż uważam, że krytyczne przesłanie tego przedstawienia mogło zostać sformułowane nieco mocniej, uniwersalizująca prezentacja wystarczyła, by budzić żywe emocje szczecińskiej publiczności. W głosowaniu widzów, decydujących o przyznaniu Grand Prix Kontrapunktu przedstawienie to tylko o włos przegrało z dowcipną Zapolską Superstar Jana Czaplińskiego, zrealizowaną w Teatrze Dramatycznym im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu.

Sukces Zapolskiej… nie był zaskoczeniem. W repertuarach polskich teatrów ciągle brakuje dobrych, realizowanych na wysokim poziomie, a przy tym pouczających komedii. Spektakl wyreżyserowany przez Anetę Groszyńską spełnił wszystkie te warunki, przybliżając widzom (nie tylko w wieku szkolnym) ludzką twarz tytułowej bohaterki. Umiejętności zespołu wałbrzyskiego teatru świadczą o utrzymującym się znakomitym poziomie tej sceny. Został on także doceniony przez jurorów konkursu, którzy za „energię, zgranie, precyzję aktorskiej pracy” przyznali aktorom z Wałbrzycha Nagrodę Promocyjną im. Kazimierza Krzanowskiego. I chociaż czasami miałem wrażenie nadmiaru dowcipnych gagów i grania „pod publiczkę” festiwalową, zachwyt widzów uważam za całkowicie uzasadniony.

Nie zaskoczył także werdykt jury, które główną nagrodę festiwalu przyznało spektaklowi Punkt zero: Łaskawe lubelskiego Teatru Provisorium w reżyserii Janusza Opryńskiego. Oparty na znakomicie napisanym tekście, wykorzystującym motywy z książki Jonathana Littella, łączył wątki mitologiczne i historyczne, ale dotykał przy tym ważnych problemów współczesności. Zwrócili na to uwagę jurorzy Kontrapunktu (Anna R. Burzyńska, Robert Talarczyk, Edwin Bendyk), w uzasadnieniu werdyktu przypominając, że „przestrzeń publiczną zaczyna zatruwać ksenofobia, język nienawiści i pogardy, a w polityce na całym świecie zaczynają odżywać projekty podszyte skrajnym nacjonalizmem i rasizmem”. Zauważyli przy tym, że Teatr Provisorium „w sposób artystycznie pełny wyraził złożoną prawdę o antropologicznych i społecznych mechanizmach tych groźnych zjawisk”. Na sukces tego spektaklu złożyło się wiele czynników; przede wszystkim – świetnie napisany scenariusz, precyzja reżyserii i znakomita praca całego zespołu aktorskiego, a zwłaszcza – brawurowa rola Łukasza Lewandowskiego.

Bardzo dobrze się stało, że w wynikach Kontrapunktowego konkursu wybór publiczności zrównoważony został przez preferencje komisji. W ten sposób uznanie zyskały dwa znakomite spektakle. I chociaż uważam, że także inne zakwalifikowane do współzawodnictwa przedstawienia prezentowały najwyższy poziom sztuki teatralnej (między innymi – podejmujący ryzykowną grę z publicznością, w pewnym momencie przełamaną przez inną konwencję, spektakl – Każdy dostanie to w co wierzy Teatru Powszechnego w Warszawie, czy tematyzujący postać teatralnego widza Drugi spektakl Marty Karasińskiej Teatru Polskiego z Poznania), całkowicie zgadzam się z ogłoszonymi wynikami konkursu.

W trakcie tegorocznego Kontrapunktu pewne wątpliwości pojawiły się tylko w kontekście dwóch znakomitych artystycznie i ważnych spektakli, prezentowanych poza konkursem, w bloku Archipelagi Teatru. Oba odnosiły się do różnych obszarów wykluczenia. Zrealizowany przez Wrocławski Teatr Lalek spektakl Po sznurku w zabawny sposób prezentował sytuację spotkania dojrzałego pisarza i błyskotliwego chłopca, którego sposób bycia, kojarzenia i prowadzenia rozmowy nie zawsze mieścił się w granicach typowych norm. To opowieść o wartościach płynących z odmienności i o sile wyobraźni. Może ona okazać się zaraźliwa, a także prowokować do odkrywania radości życia. Po sznurku to kolejny w ostatnich sezonach spektakl, który potwierdza, że teatr adresowany do młodych widzów osiąga w naszym kraju znakomity poziom.

Z kolei Nie mów nikomu Adama Ziajskiego to spektakl reprezentujący specyficzny rodzaj teatru, który od czasu sukcesów Rimini Protokoll nazywany jest teatrem ekspertów. Na scenie obok Ziajskiego pojawia się pięcioro nieprofesjonalnych aktorów (Jacek Frąckowiak, Zofia Mądra, Kazimierz Mądry, Natalia Nowak, Piotr Nowak). To osoby głuche (jedna z nich, pan Kazimierz, jest głuchy i niewidomy). Nie należy jednak – co często podkreśla autor spektaklu – określać ich słowem „głuchoniemi”. Dają tego dowody, opowiadając o swoich prywatnych doświadczeniach, prowadząc narrację i nawiązując interakcje z publicznością. Używają w tym celu języka migowego, którego tłumaczenie, dokonywane w czasie rzeczywistym (przez Dominikę Mroczek-Dąbrowską), wyświetlane jest w formie napisów. Ziajski zwraca uwagę na ograniczenia i uprzedzenia, którym jego aktorzy i wielu – dziesiątki, a może nawet setki tysięcy (podobno nie ma miarodajnych szacunków) – innych głuchych musi stawiać czoła każdego dnia. Zwraca uwagę na skalę problemu, otwarcie domagając się przyznania im statusu mniejszości językowej. W czasie półtoragodzinnego spektaklu nie milknie głośne tło muzyczne, zmuszające słyszących widzów do używania wygłuszających słuchawek ochronnych. W ten sposób Adam Ziajski stawia publiczność w położeniu swoich bohaterów. Nie mów nikomu nie tylko silnie oddziałuje na emocje, ale posiada też wartość poznawczą i niemałe walory estetyczne (sterylna scenografia i białe kostiumy; muzyka, słyszana mimo słuchawek, użycie proszku holi). To przykład znakomitego teatru opisującego znany tylko niewielu obszar otaczającej nas rzeczywistości.

Zarówno Po sznurku, jak i Nie mów nikomu, chociaż nie znalazły się w części konkursowej Kontrapunktu, sprowokowały jego jurorów do – jak to określili – „małej rebelii”. W przypadku pierwszego ze wskazanych tytułów zdecydowali się nagrodzić Piotra Gęglawę – autora tekstów wykorzystanych w scenariuszu, podopiecznego szczecińskiej Fundacji Pod Sukniami, która propaguje sztukę naiwną. Adam Ziajski otrzymał natomiast bardzo ważną Nagrodę im. Zygmunta Duczyńskiego dla Indywidualności Artystycznej Festiwalu. Jak podkreślono w uzasadnieniu werdyktu, stworzył opowieść sceniczną „dotykającą konkretu ludzkiego doświadczenia, a zarazem wyrażającą uniwersalną prawdę o złożoności międzyludzkiej komunikacji”. Zastanawiałem się przez chwilę, czy – gdyby Nie mów nikomu znalazło się w części konkursowej Kontrapunktu – jego wyniki byłyby inne? W tym momencie nie ma to już większego znaczenia, jednak sugestia jurorów skierowana do kierownictwa festiwalu wybrzmiała dość wyraźnie.

Festiwale będące przeglądem aktualnych, najważniejszych krajowych dokonań teatralnych spełniają ważną rolę kulturotwórczą w wymiarze lokalnym. Tegoroczny Kontrapunkt zaspokoił większość pokładanych w nim nadziei i oczekiwań szczecińskiej publiczności. 52. edycja przeglądu, którego dyrekcję objął w tym roku Marek Sztark, zachowała wyjątkowy charakter festiwalu, który tworzony był przez długie lata jego obecności na kulturalnej mapie Polski. Szczecin nie leży na końcu świata, czego najlepiej dowiodła tutejsza publiczność. Podczas spektakli miałem wrażenie, że cechuje ją wyjątkowa wrażliwość, inteligencja i umiejętność słuchania. A także – co ujawniło się choćby podczas angażującego widzów spektaklu Każdy dostanie to, w co wierzy Teatru Powszechnego w reżyserii Wiktora Rubina – poczucie humoru. Tacy ludzie potrafią docenić dobry teatr, a to szczególnie ważne, zwłaszcza wówczas, kiedy stawia on niełatwe pytania dotyczące naszej tożsamości, identyfikacji społecznej, polityki i religii.

17-05-2017

KONTRAPUNKT
Przegląd Teatrów Małych Form
52. edycja
Szczecin 21.04.2017 – 28.04.2017

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
jeden razy osiem jako liczbę:
komentarze (1)
  • Użytkownik niezalogowany Arek
    Arek 2017-05-19   11:00:44
    Cytuj

    "Szczecin nie leży na końcu świata". Szczecin bije pokłony i dziękuje za zauważenie go na mapie.