AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Wariacje za mało enigmatyczne

Absolwentka Uniwersytetu Gdańskiego, doktor nauk humanistycznych. Referentka krajowych i międzynarodowych konferencji naukowych poświęconych literaturze i kulturze. Publikowała m.in. w internetowym „Dzienniku Teatralnym” oraz w miesięczniku „Teatr”. Współpracowała z Centrum Sztuki Współczesnej „Łaźnia” i Nadbałtyckim Centrum Kultury w Gdańsku. Mieszka w Gdyni.
A A A
Fot. Anna Dembińska  

Maria Arnadottir, reżyserka Wariacji enigmatycznych, pierwszej w sezonie 2013/2014 premiery w Teatrze im. Aleksandra Sewruka w Elblągu, wzięła na swój warsztat opowieść o złożonej strukturze – pełną niuansów, niejednoznaczności, napięć, fabularnych zwrotów.

Sensem wariacji jest wielokrotne przetworzenie danego tematu i powiązanych z nim motywów, przy czym temat ów może być wytworem własnej inwencji, może stanowić zapożyczenie z działa innego lub też zaczerpnięty może być ze źródła „uniwersalnych przejawów kultury”. W przypadku Wariacji enigmatycznych Erica-Emmanuela Schmitta dociekanie źródła pochodzenia tematu jest mało istotne. Najważniejsze są tu transformacje, którym został on poddany, najistotniejsze jest tu to, iż – jak w przypadku muzycznych wariacji – dominantą dramatu francuskiego autora jest nieustanne przeobrażanie się trzonu dzieła, jego rytmiki, tonacji, dynamiki, barwy, polifoniczności. Maria Arnadottir, reżyserka Wariacji enigmatycznych, pierwszej w sezonie 2013/2014 premiery w Teatrze im. Aleksandra Sewruka w Elblągu, wzięła na swój warsztat opowieść o złożonej strukturze – pełną niuansów,  niejednoznaczności, napięć, fabularnych zwrotów. Taki wybór dał jej spektaklowi bardzo solidne podstawy, na których mogła powstać intrygująca teatralna konstrukcja. Tak się jednak nie stało.

Abel Znorko (Lesław Ostaszkiewicz) jest pisarzem, filozofem, laureatem Nagrody Nobla. Jest przy tym mizantropem i grubianinem. Erik Larsen to dziennikarz prowincjonalnej gazety, w interpretacji Tomasza Czajki – głupawy wesołek. Mężczyźni spotykają się na odludnej wyspie, położonej gdzieś na obrzeżach Skandynawii, którą samotnie zamieszkuje Znorko. Powodem spotkania jest ostatnia, inna niż poprzednie, książka noblisty, będąca w swej istocie publikacją kilkunastoletniej korespondencji Znorko i kobiety, o której istnieniu nie wspomina żadna z biografii pisarza. Już pierwsze chwile tego niecodziennego spotkania (Znorko jest niechętny dziennikarzom, od wielu lat nie zgadza się na rozmowy z prasą) wyraźnie pokazują, że do żadnego wywiadu nie dojdzie. Pisarz nieustannie podważa wagę kierowanych w jego stronę pytań, jawnie drwi ze swego rozmówcy, obnaża jego niedoświadczenie, niewiedzę, prowincjonalność. Jednocześni pławi się wręcz w swej intelektualnej przewadze nad adwersarzem, zapisując ostentacyjnie wypowiadane przez siebie pseudofilozoficzne sentencje. Robi wszystko, aby Larsen opuścił jego dom, kiedy jednak upokorzony i rozwścieczony dziennikarz chce odejść, Znorko mu na to nie pozwala. To, co następuje potem, stanowi rodzaj misternej, intelektualno-emocjonalnej gry pomiędzy dwoma mężczyznami, z których żaden nie okazuje się być tym, kim zdawał się być w inicjalnej partii spektaklu. Bo Wariacje enigmatyczne to w swej istocie ciąg kreacyjno-destrukcyjnych aktów. Znorko i Larsen zmuszają się wzajemnie do weryfikacji własnych – z pozoru okiełznanych – światów, burząc ich pozorną tylko nieodwracalność i odkrywając co rusz połacie nowych, nieznanych dotąd przestrzeni. Przy czym obaj uświadamiają sobie, że te dwie, tak odległe od siebie przestrzenie, łączą się. Więcej – uświadamiają sobie, że najważniejsze w ich biografiach fragmenty świata są jedną, wspólną dla nich obu ziemią.

Największym problemem spektaklu Marii Arnadottir jest to, iż ten fascynujący, wibrujący emocjami dialog jest co rusz tłamszony ciężarem niepotrzebnych gestów, nadekspresyjnej, slapstickowej momentami gry aktorskiej, archaicznych chwytów reżyserskich i przytłaczającej scenografii.

Przestrzeń sceny to w spektaklu Arnadottir pudło, które udaje, że ma udawać skandynawski salon. Jako że Znorko jest pisarzem, w pudle tym piętrzą się stosy książek. Choć akurat określenia „piętrzą się” i „stosy” są tu nadużyciem, biblioteka filozofa liczy książek mniej więcej tyle (z naciskiem na mniej), co biblioteka „statystycznego Kowalskiego”. A jako że Znorko jest laureatem Nagrody Nobla, na jednym z „piętrzących się stosów” krzyczy do widza grzbiet z napisem „Sienkiewicz” (!). Mniemam, iż to zabieg celowy, jest to bowiem jeden z niewielu grzbietów, które da się odczytać z pozycji widza. Ta zupełnie nieprzekonująca przestrzeń powoduje to, co ma niejako kontynuację w sposobie gry aktorskiej – chwyta opowieść Schmitta w sztywne ramy „przedstawienia”, nie pozwala jej wydostać się poza przestrzeń teatralną, filozoficzną podmiotowość zamienia w przedmiot bezrefleksyjnej rozrywki.

Dialog Znorko i Larsena to nieustanne zrzucanie kolejnych masek, obwarowane kalejdoskopem emocji. Obojętności, niechęci, wściekłości, goryczy, smutku, tęsknoty, wreszcie – miłości i bezbrzeżnej tęsknoty. Grający pisarza Lesław Ostaszkiewicz przez większą część spektaklu bardzo dobrze radził sobie z pokazaniem postaci zasiedziałej w skorupie ograniczających przeświadczeń: o własnej wyższości nad innymi, nieomylności, o byciu kreatorem swojej i cudzej biografii. Ostaszkiewicz na ogół płynnie i wiarygodnie przechodził z jednej emocji w drugą, grana przez niego postać miała wielowymiarową konstrukcję, w której przeciwstawne z pozoru elementy układały się w sugestywną całość. Pewny siebie, ironizujący i zdystansowany wobec rzeczywistości słynny filozof przepoczwarza się w ciągu jednego wieczoru w postać na poły martwą, która jednakże – paradoksalnie – dopiero po takiej przemianie była gotowa udać się do świata żywych. Trudne zadanie ukazania człowieka, którego życie okazało się być w dużej mierze iluzją – po części stworzoną przez samego siebie, po części narzuconą – udało się. Wieczór z Erikiem Larsenem był dla Abla Znorko najistotniejszym w jego życiu i Lesław Ostaszkiewicz potrafił ukazać wagę tego spotkania.

Szkoda, że towarzyszący Ostaszkiewiczowi na scenie Tomasz Czajka swój pomysł na postać Larsena oparł głównie na szeregu nadekspresywnych gestów, okrzyków i wybuchów śmiechu. W konsekwencji Erik Larsen w elbląskich Wariacjach enigmatycznych to postać bardzo jednowymiarowa, wręcz nieautentyczna. W kluczowych dla spektaklu momentach, kiedy okazuje się, że większą część swego życia „dziennikarz” poświęcił Ablowi Znorko, Czajka ogranicza się do mrużenia bądź wytrzeszczania oczu, co w kontekście biografii jego bohatera daje momentami efekt wręcz karykaturalny. W dramacie Schmitta Erik Larsen jest w zasadzie kimś na kształt demiurga, z pozoru daje się wciągnąć w grę, której w rzeczywistości sam jest twórcą. Obserwując Larsena w interpretacji Tomasza Czajki, trudno jest uwierzyć, iż był on kreatorem wysublimowanej mistyfikacji, w którą bezgranicznie uwierzył Znorko. W pierwszych partiach spektaklu Larsen jawi się jako mało rozgarnięty pismak – i takim, niestety, pozostaje aż do końca.

Choć spektakl Arnadottir rozpisany jest na dwóch aktorów, bohaterów mamy w nim trzech. W początkowych partiach dzieła ten trzeci to jedynie inicjały, które dialog pomiędzy Ablem a Erikiem napełnia ciągiem zaskakujących znaczeń. Z tych znaczeń wyłania się postać kobiety, poprzez którą połączyły się biografie odległych od siebie mężczyzn: niepozornego Erika i budzącego podziw otoczenia Abla. Ostaszkiewicz i Czajka mieli przed sobą trudne zadanie – wykreowania na scenie trzeciego bohatera, determinującego w zasadzie istnienie dwóch pierwszych. Ukochana Erika i Abla powstaje w spektaklu ze skrawków wspomnień, rozmów, listów, przede wszystkim jednak – z projekcji pragnień, tęsknot i fantazji obu mężczyzn. Nie wiadomo do końca, które warstwy malowanego podczas długiej rozmowy obrazu nauczycielki literatury miały odzwierciedlenie w rzeczywistości, a które należały do sfery życzeniowego scenariusza pisarza i „dziennikarza”. W spektaklu Marii Arnadottir ten szczególny akt kreacyjny – stworzenie poprzez słowo trzeciego bohatera, nie do końca się udał. Postać H.M., ukochanej Erika i Abla, wyłania się kilkukrotnie dość wyraźnie, jednak przez większą część spektaklu przygniata ją ciężar uwypuklanej nadmiernie sensacyjno-komediowej warstwy całej opowieści. Zresztą ten zabieg – przesadne skupianie się na humorystycznych partiach dramatu (w dziele Schmitta ów humor ma wymiar raczej ironiczny) – to jeden z większych błędów reżyserki. W konsekwencji trudna do jednoznacznego zdefiniowania, naznaczona tajemnicą postać H.M. jawi się często jedynie jako rodzaj prowincjonalnej femme fatale.

Mając za podstawę bardzo dobry, intrygujący fabularnie dramat Schmitta, Maria Arnadottir mogła zbudować dobry spektakl. Gęsta semantycznie opowieść Schmitta nie potrzebuje ozdobników, naddatków. Kluczem do sukcesu jest w tym przypadku raczej oszczędność w środkach, formie. Oglądając elbląskie Wariacje enigmatyczne, miało się wrażenie, jakby reżyserka pragnęła za wszelką cenę zrealizować spektakl „ku pokrzepieniu serc”. Z dramatu Schmitta wyłania się także i mroczny obraz człowieka, który jednakże w spektaklu Arnadottir został niemal całkowicie zignorowany i zakamuflowany przez prostą melodramatyczność. W finale dramatu Schmitta okazuje się, że ukryty w wariacjach temat to w istocie kilka tematów, które zlewają się ze sobą, łączą i rozdzielają, razem zaś tworzą trudną do uchwycenia w znaczeniowe ramy całość. Owa całość nie stanowi podanej na tacy, filozoficznej „prawdy”, jest raczej czymś na kształt propozycji, pewnego wariantu świata. Nie musimy go przyjmować, ale dzięki spotkaniu Abla Znorko i Erika Larsena możemy mu się przyjrzeć. Szkoda, że Maria Arnadottir utrudniła ten ogląd, nie pozwalając nam na swobodną optykę, tak jakby ta miała kolidować (unieważniać wręcz!) możliwość zaistnienia autorskiej wizji dramatu Schmitta.

10-10-2013

galeria zdjęć Wariacje enigmatyczne, reż. M. Arnadottir, fot. Anna Dembińska Wariacje enigmatyczne, reż. M. Arnadottir, fot. Anna Dembińska Wariacje enigmatyczne, reż. M. Arnadottir, fot. Anna Dembińska Wariacje enigmatyczne, reż. M. Arnadottir, fot. Anna Dembińska ZOBACZ WIĘCEJ
 

Teatr im. Aleksandra Sewruka w Elblągu
Eric-Emmanuel Schmitt
Wariacje enigmatyczne
przekład: Barbara Grzegorzewska
reżyseria i opracowanie muzyczne: Maria Arnadottir
scenografia: Tatiana Kwiatkowska
obsada: Tomasz Czajka, Lesław Ostaszkiewicz
premiera: 21.09.2013

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę:
komentarze (2)
  • Użytkownik niezalogowany zax
    zax 2013-10-13   12:11:18
    Cytuj

    Trafna i rzetelna recenzja! Aktorstwo Tomasza Czajki jest rzeczywiście prymitywne.Myślę, że recenzentka potraktowałaby bardziej stanowczo tę postać gdyby widziała inne "dokonania" tego aktora. Tak było we wszystkich "kreacjach", w których widziałam tego wykonawcę...bo chyba nie aktora.

  • Użytkownik niezalogowany fretka
    fretka 2013-10-10   19:28:38
    Cytuj

    A moim zdaniem postać Tomasza Czajki jest bardzo dobrze wykreowana. Jeżeli miałabym porównywać obie postaci to nie wiem, którą mogłabym uznać za lepszą. Jedynym moim zastrzeżeniem jest właśnie wspomniany "Sienkiewicz" i kilka innych drobiazgów tego typu, na przykład przy marynarce była widoczna metka z firmą. Ja ze spektaklu wyszłam zadowolona :)