AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Wirus gender na Dzikim Zachodzie

 

Premiera Końca świata w Deer’s Hill City była skazana na sukces. Duet Marii Wojtyszko i Jakuba Krofty, opromieniony świeżym zwycięstwem w Ogólnopolskim Konkursie na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej, wydawał się repertuarowym pewniakiem. Rumieńców przedsięwzięciu dodawały zapowiedzi, że w westernowym sztafażu będzie mogła się przejrzeć jeleniogórska socjeta. Niestety, choć w spektaklu strzela się gęsto, cel, do którego mierzyli twórcy, okazał się kompletnie chybiony.

Maria Wojtyszko jest nadzieją polskiej komedii. Potrafi w lekki sposób pisać o sprawach śmiertelnie poważnych, czego dowodem był nagrodzony Sam, czyli przygotowanie do życia w rodzinie, zrealizowany razem z Kroftą we Wrocławskim Teatrze Lalek. Spektakl o nastolatku, który próbuje ułożyć sobie świat na nowo po rozwodzie rodziców, łączył liryzm, wyrozumiałą ironię i celność obserwacji z ciekawie skonstruowaną narracją. Młoda dramatopisarka potrafi zrobić użytek z językowych klisz, umie bawić się stereotypami i budować mięsiste typy ludzkie. Jej teksty są przy tym pełne empatii. Wojtyszko po prostu lubi swoich bohaterów i lekką ręką rozgrzesza ich ze słabostek. Jej śmiech, nawet jeśli przetacza się przez fronty gorących ideologicznych sporów, raczej rozbraja, niż jątrzy.

Tak też zapowiadał się Koniec świata w Deer’s Hill City. Tekst, anonsowany jako komedia feministyczna, rozprawia o problemach emancypacji, lokując je w mateczniku stereotypów płci, czyli w westernie. Właściwie trudno o lepszy koncept, by pokazać, jak wirus kobiecych aspiracji, wzmocniony sukcesem wyborczym czarnoskórego prezydenta, doprowadza do rozpadu męskiego ładu. Bo Deer’s Hill City – jak każda szanująca się dziura na Dzikim Zachodzie – to patriarchalna twierdza. Po okolicy szwendają się pijani kowboje, w saloonie dzielnie wypracowują zysk pyskate dziwki, nobliwa szeryfowa rozsyła melancholijne uśmiechy, a miejscowy bankier impotent realizuje kompensacyjne fantazje seksualne przy pomocy przedstawicielki bezrobotnej inteligencji. Oczywiście, przez westernowe dekoracje niedyskretnie prześwitują swojskie markety, knajpy i podwórka. Angielskie nazwy miast są maską, pod którą w dosłownym przekładzie kryją się dwie siostrzane i bliskie widzom miejscowości: Jelenia Góra i Kamienna Góra. Skojarzeń lokalnych – zamierzonych bądź nie – jest zresztą więcej. W nieodległym Karpaczu znajduje się westernowe miasteczko rozrywki, należące do miejscowego radnego Jerzego Pokoja. Można więc powiedzieć, że upodobanie do zabaw w Dziki Zachód należy do site-specific.

Ale świat wymodelowany przez Wojtyszkę i Kroftę chce być raczej Polską w pigułce. Jest kryzys, burdelmama wypełniająca PIT-y uskarża się na wysokie podatki od umów o dzieło, młodzi wykształceni z niewielkich ośrodków bezskutecznie poszukują pracy. Trwa bezruch, który nawet malowniczemu pieśniarzowi-przybłędzie odbiera talent do rymowania. Meksykanin Jorge, zupełnie pozbawiony południowego temperamentu, wyje więc pieśni o rozlazłej nudzie egzystencji na dusznym zadupiu, skąd w poszukiwaniu lepszego życia wyniosły się nawet sepy. Pieśni te w pełni odzwierciedlają kondycję duchową obywateli, pogrążonych w gnuśnej apatii.

Świat wymodelowany przez Wojtyszkę i Kroftę chce być raczej Polską w pigułce. W zapyziałym światku patriarchalnego skansenu pojawiają się jednak oznaki zmian. Mężczyźni mają wyraźnie dość swoich ról i nie za bardzo chce im się walczyć ze złem, na skutek czego w spektaklu długo nie pada żaden trup. Za to kobiety miewają niebezpieczne aspiracje: jedne przyznają otwarcie, że lubią seks, inne – odkrywają w sobie talenty rewolwerowców. Są też bardziej złożone dramaty płci. W miasteczku pojawia się funkcjonariuszka prezydenta, która z premedytacją uśmierciła swą kobiecość w kanciastych kształtach garsonki, by zostać bytem wyższej kategorii, czyli bezpłciowym zwierzęciem polityki. Do Deer’s Hill City dociera bowiem fatum w postaci kampanii wyborczej. A ponieważ polityka budzi demony, rozchodzą się wieści, że banda Braci D, dowodzona przez Krwawą Mamę, szykuje zamach. To naturalnie mobilizuje do działania mieszkańców miasteczka, którzy nie chcą mieć kłopotów. Cóż z tego, skoro jedyny płatny morderca w okolicy, który mógłby zlikwidować wojowniczą matkę wraz z potomstwem, od dawna już nie trafia do celu, a ponadto tkwi unieruchomiony we własnym ogródku przez syna, ćwiczącego gesty ojcobójstwa. Ostatecznie problem rozwiązuje beczka whisky i dochodzi do konfrontacji wyleniałego rewolwerowca, zwanego Ponurym Jimem, z szefową gangu. Żeby było zabawniej, starcie sił dobra i zła przeradza się w awanturę rodzinną, bo przeciwnicy okazują się byłymi małżonkami o burzliwej przeszłości. Ponieważ ojciec rodziny się rozpił, jego bandycki fach musiała przejąć matka, w czym okazała się zresztą znacznie lepsza, stając się ostatecznie prawdziwym postrachem okolicy. Na ścieżkę emancypacji wkracza też szeryfowa, która – odkrywszy w sobie talent wyborowego strzelca – dokonuje w finale długo wyczekiwanej masakry. W scenie rozegranej w rytmie slow motion trup ściele się gęsto i wielokrotnie, choć mimo to nikt nie ginie. Ciągu spustoszeń mentalnych w głowach obywateli miasteczka dopełnia ostatecznie pojawienie się czarnoskórego prezydenta. Dla starych wyg z dzikich prerii to szok, dla młodych wykształconych – światełko nadziei, że być może ów urząd zdobędzie kiedyś kobieta. Nadzieja jednak szybko gaśnie, zdmuchnięta cynicznym rechotem prezydenta. Kwestia kobieca najwyraźniej będzie musiała poczekać na swoją kolej.

Spektakl wychwytuje zabawne paradoksy rewolucji obyczajowej; sęk w tym, że przenicowując stereotypy, brnie w oczywistości. Kwestie odwrócenia ról społecznych, schematów walki płci, uwikłanych we freudowskie aluzje, a nawet subtelne pastisze równościowej frazeologii pojawiające się w postulatach młodych wykształconych, brzmią tu jak publicystyczne klisze. Finał, który miał być pewnie ironicznym spojrzeniem na uczestników obu stron wojny starego z nowym, razi nieznośnym dydaktyzmem. Do końca nie jest jasne, jakie poglądy polityczne ma Krwawa Mama i dlaczego właściwie planuje zamach na prezydenta. Jest rasistką czy może pragnie pomsty za niedolę kobiet pracujących? Rozumiem, że baśń feministyczna ma swoje priorytety, ale mord polityczny powinien mieć jakiś motyw.

Spektakl wychwytuje zabawne paradoksy rewolucji obyczajowej; sęk w tym, że przenicowując stereotypy, brnie w oczywistości. Nie wypaliła też westernowa konwencja. Owszem, Tadeusz Wnuk jako Ponury Joe zabawnie celebruje tandetny patos zapijaczonego herosa prerii. Anna Ludwicka-Mania błyskotliwie kreśli metamorfozę dobrze ułożonej panienki w kreatywną pracownicę burdelu, paradującą po scenie w kostiumie kaktusa. Marta Łącka robi należyte wrażenie w roli idealnie wypranego z jakichkolwiek cech płci „człowieka prezydenta”. Nie uchyla to jednak wrażenia, że pastiszowa forma na większej części zespołu leży jak źle skrojony kostium. Podczas piosenek śpiewanych przez Jorgego cała reszta ansamblu nie za bardzo wie, co ze sobą zrobić. Niejasna jest też funkcja wulgaryzmów, jakimi okraszono tekst. Jednak klasyczny western to gatunek hiperpoprawny obyczajowo, może więc miał to być dokument współczesnej polszczyzny użytkowej z okolic Karkonoszy. Jakkolwiek by nie było, trzeba stwierdzić, że brzydkie słowa w ustach jeleniogórskich aktorów, najwyraźniej tym skrępowanych, brzmią pretensjonalnie i nieprzekonywająco.

Głównym problemem spektaklu jest jednak to, czy poza sympatycznymi żartami na dobrze już znany temat o coś w ogóle w nim chodzi. Jeśli miała to być łagodna kpina z heroicznych póz Europy Środkowej, w której co i rusz wybuchają strzelaniny i mordobicia, to śmiech zamienia się w grymas, bo za miedzą trwa już prawdziwa wojna. Jeśli zamierzano opowiedzieć historię lokalną, to wątpliwe, by ujrzeli się w niej mieszkańcy Jeleniej Góry i okolic. Teatr Norwida od lat nie ma szczęścia do dialogu z miastem. Dyrekcja Bogdana Kocy ignorowała ten temat całkowicie, a szefujący teatrowi wcześniej Wojciech Klemm wychodził z założenia, że przeciętny jeleniogórzanin widzi za oknem te same obrazki, co w TVN 24. Otóż nie zawsze tak jest.

Jelenia Góra ma swoje własne problemy, których – jak dotąd – nie widzi teatr. W minionym sezonie dyrektor Piotr Jędrzejas zaryzykował wystawienie adaptacji reportażu Filipa Springera Miedzianka, opisującego historię miasteczka w Rudawach Janowickich, które zniknęło z powierzchni ziemi. Spektakl wywołał gorącą dyskusję na temat poniemieckiego dziedzictwa i polskiego udziału w jego dewastacji. Tamto zdarzenie miało też dość gorzki, symboliczny wymiar, bowiem Jelenia Góra przeżywa dziś dramat, który – choć w innej skali i z innych powodów – przypomina los Miedzianki. Otóż to piękne miasto u stóp Karkonoszy w niepokojącym tempie się wyludnia. Pustoszeją dzielnice, spadają ceny mieszkań, na miejscu zostają głównie emeryci. Poza budżetówką nie za bardzo jest tu z czego żyć, więc miasto powoli wymiera. Jeleniogórscy młodzi wykształceni nie rozpoznaliby się w Końcu świata w Deer’s Hill City, bo ich zwyczajnie już tam nie ma. Uciekli do większych miast, szukają szczęścia za granicą albo właśnie siedzą na walizkach. Życie jest gdzie indziej.

8-10-2014

galeria zdjęć Koniec świata w Deer’s Hill City, reż. Jakub Krofta, Teatr im. C. K. Norwida w Jeleniej Górze Koniec świata w Deer’s Hill City, reż. Jakub Krofta, Teatr im. C. K. Norwida w Jeleniej Górze Koniec świata w Deer’s Hill City, reż. Jakub Krofta, Teatr im. C. K. Norwida w Jeleniej Górze Koniec świata w Deer’s Hill City, reż. Jakub Krofta, Teatr im. C. K. Norwida w Jeleniej Górze ZOBACZ WIĘCEJ
 

Teatr im. C. K. Norwida w Jeleniej Górze
Maria Wojtyszko
Koniec świata w Deer’s Hill City
reżyseria: Jakub Krofta
scenografia: Jana Bačová Kroftová
muzyka: Michał Górczyński
obsada: Elwira Hamerska-Kijańska, Magdalena Kępińska, Anna Ludwicka-Mania, Elżbieta Kosecka, Iwona Lach, Marta Łącka, Małgorzata Osiej-Gadzina, Bogusław Kudłek, Robert Dudzik, Jacek Grondowy, Andrzej Kępiński, Piotr Konieczyński, Robert Mania, Jacek Paruszyński, Bogusław Siwko, Tadeusz Wnuk
premiera: 27.09.2014

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę:
komentarze (1)
  • Użytkownik niezalogowany normalny
    normalny 2014-11-30   21:56:25
    Cytuj

    Jedno z tego wszystkiego jest dobre.Ceny mieszkań spadają.