AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Wojna domowa

Absolwentka Uniwersytetu Gdańskiego, doktor nauk humanistycznych. Referentka krajowych i międzynarodowych konferencji naukowych poświęconych literaturze i kulturze. Publikowała m.in. w internetowym „Dzienniku Teatralnym” oraz w miesięczniku „Teatr”. Współpracowała z Centrum Sztuki Współczesnej „Łaźnia” i Nadbałtyckim Centrum Kultury w Gdańsku. Mieszka w Gdyni.
A A A
Fot. Piotr Pędziszewski  

Walka konserwatystów z liberałami, hipsterzy, problemy młodych rodziców, (nie)tolerancja wobec szeroko rozumianej inności, gry komputerowe a psychika dziecka i nastolatka, anoreksja, wpływ koloru ścian klatki schodowej na samopoczucie jej mieszkańców, popularne seriale i „Paulo Coelho polskiego fitnessu” – wbrew pozorom to nie nagłówki artykułów w jednym z popularnych tygodników, lecz tematy, które w najnowszym spektaklu gdańskiej „Miniatury” podejmują jego twórczynie: reżyserka, Ewa Piotrowska i Roksana Jędrzejewska-Wróbel, która wraz z Małgorzatą Sikorską-Miszczuk zaadaptowała na potrzeby spektaklu książkę własnego autorstwa.

Kamienica jest z pozoru historią sąsiedzkiej zwady. Pozornie, bo konflikt mieszkańców tytułowej kamienicy to pretekst do opowiedzenia o lęku i strachu: przed innymi, ale przede wszystkim przed samym sobą i własnymi wspomnieniami. To także pretekst do pokazania, raz dowcipnie, innym razem gorzko, śmieszno-strasznego patchworku naszej codzienności.

Mieszkanie nr x, y, ź…

Żywiołowa czołówka spektaklu prezentuje wszystkich mieszkańców kamienicy „Pod Świńskim Ryjem”, którzy w wojowniczym tańcu wyśpiewują hasła jedynie słusznej, sąsiedzkiej koegzystencji. Dowiadujemy się z tej introdukcji, że ogólnosąsiedzką zgodę i szczęśliwość zapewnić może jedynie przestrzegany grafik sprzątania klatki, szanowanie ciszy nocnej, zakaz odbijania piłki o ścianę oraz niewychylanie się światopoglądowo i estetycznie poza zuniformizowaną mentalnie i wizualnie mikrospołeczność. Wspólny taniec europejskich „Aborygenów”, bojowników o ład i porządek budynku (a co za tym idzie – świata w ogóle) pokazuje jasno i wyraźnie, że mieszkańcy kamienicy stanowią jeden, świetnie działający organizm. Grafiku sprzątania i sąsiedzkiego życia pilnują oparte o poduszki strażniczki moralności i czystych ścian: „matka i gospodyni domowa” Pelagia Bełkot (Joanna Tomasik) oraz owdowiała „wielbicielka robótek ręcznych” Apolonia Prosiaczyńska (Jadwiga Sankowska). Czujne spojrzenia emerytek rejestrują wszystkie ruchy społeczności: z zadowoleniem obserwują nienaganność wykonania codziennych rytuałów (powrót z pracy do domu) i natychmiast wyłapują sygnały odchylenia ich przytulnego i bezpiecznego świata od normy (przekrzywienie się tabliczki z zakazem / nakazem). Po natychmiastowych usunięciach incydentalnie pojawiających się reprezentantów chaosu i destrukcji (wspomniana tabliczka) strażniczki rozprawiają na temat swego prawie-idealnego świata. Bo też świat kamienicy jest (w przekonaniu jej mieszkańców-niestety) tylko prawie-idealny. A prawie – jak wiadomo – robi ogromną różnicę i może wzniecić iskierkę, która da początek sąsiedzkiej apokalipsie.

Inni i walizki pełne strachu

Swędzącą krostą na gładkim ciele kamienicznej społeczności jest syn pani Prosiaczyńskiej: stary kawaler Lucjusz Prosiaczyński (Jacek Majok). Jego irytująca dla sąsiadów inność ulepiona została w spektaklu z popularnych stereotypów: Lucjusz nie ma żony i nie je mięsa. Ma za to na głowie bujną konstrukcję z dredów, a w dłoni dzierży pędzel, którym maluje abstrakcyjne „portrety wewnętrzne”. To właśnie on (jak przewidują mieszkańcy) sprowadza na społeczność kamienicy nieszczęście pod postacią (za bardzo) kolorowej Klary Kwik (Agnieszka Grzegorzewska), która Lucjuszowi przynosi miłość, a jego sąsiadom – to, co najgorsze, czyli zmiany.

Taka właśnie jest Kamienica – świetnie zagrana, oryginalna muzycznie i kolorowa, ale poruszająca tematy bardzo poważne.Pojawienie się barwnej Klary uruchamia w spektaklu lawinę, na którą jednak składają się dość zaskakujące – jak na spektakl dla dzieci – elementy. Okazuje się, że wytykający palcami inność Klary i Lucjusza sąsiedzi złością i złośliwością maskują własne lęki, których przyczyna tkwi w inności właśnie, lecz nie tej przychodzącej z zewnątrz. Tej, która ukrywa się w kątach ich wysprzątanych mieszkań, która wyziera z fotografii ich bliskich, i która stanowi wypieraną, zapominaną i niechcianą część ich własnego jestestwa. Od momentu, kiedy Klara dołącza do mieszkańców kamienicy, ta ukrywana dotychczas inność zaczyna niebezpiecznie przebijać się przez zasłony, zrzucać maski, wyłazić z cienia kątów. Inność to według twórców Kamienicy nie tylko modnie wystylizowani przyjaciele Klary, Malwina (Wioleta Karpowicz) i Rudolf (Piotr Kłudka). To wszystko to, co bliskie mieszkańcom kamienicy, a uporczywie przez nich spychane z pola widzenia. Problemy ich dzieci: pragnącej „nie jeść” Czesi Truchcikowskiej (Magdalena Żulińska) czy wyalienowanego, egzystującego w świecie gier Arnoldzika Bełkot (gościnnie Jakub Zalewski). Przede wszystkim jednak ich własna tożsamość. Pełna „plastrów na strach”, które maskują rany po poczuciu bycia innym i lęku przed tymi, którzy tej inności nie chcą za sąsiada.

Gra o tron

Konflikt, który wisi w powietrzu z powodu „nienormalności” Lucjusza, a wybucha w chwili, gdy progi kamienicy przekracza Klara, stanowi trzon fabularny spektaklu. Jednak trzon ten w drugiej części Kamienicy rozrasta się i przechodzi w kilka przeplatających się wzajemnie tematów. Wojna, która wybucha po przemalowaniu przez Klarę klatki schodowej („sraczkowatość” ścian nowa sąsiadka przykryła nieznośnym dla innych mieszkańców turkusem) jest pretekstem dla wielu bardzo zabawnych (ale i głęboko refleksyjnych) sytuacji. Nie chcąc zdradzać przygotowanych przez twórców niespodzianek i gagów, powiem jedynie, iż nobliwi i powściągliwi mieszkańcy kamienicy zamieniają się w pewnym momencie w przebiegły i zdolny do wszystkiego ruch oporu (ze swym własnym, przygrywającym na gitarze bardem!) przeciw wszelkim odchyleniom od normy. Walka z Klarą, jej mężem i dziwacznymi przyjaciółmi łączy pokolenia, dlatego też oprócz metod tradycyjnych („brzydki” napis na drzwiach) wprowadzone są do niej elementy bardzo współczesne jak nagrywanie i wrzucanie do sieci kompromitujących nową lokatorkę nagrań. Wojna, która wybucha w kamienicy, jest też polem do pokazania „mrocznych” sekretów poszczególnych bohaterów (pomimo mentalnej jednorodności, bardzo w gruncie rzeczy zindywidualizowanych) i jest przyczyną wielu przezabawnych scen (na czoło wysuwa się tu Gizela Wredziszewska – świetna rola Hanny Miśkiewicz – która pod czerwonym beretem skrywa wielkie namiętności, a także scena treningu młodego Czesia, który, jak się okazuje, wzór walki o wolność czerpie z serialowego hitu ostatnich lat).

Kamienica

Najnowszy spektakl Teatru Miniatura skojarzył mi się ze skandynawską literaturą dla dzieci, zwłaszcza z tą najnowszą, która nie obawia się łączenia zabawy i humoru z tematami najtrudniejszymi. Taka właśnie jest Kamienica – świetnie zagrana, oryginalna muzycznie (brawa dla Piotra Pawlaka) i kolorowa, ale poruszająca tematy bardzo poważne (moim zdaniem jednak odpowiednia jest dla dzieci powyżej dwunastego roku życia, a nie jak chcą twórcy – dziesiątego). I największym sukcesem twórców jest tu umiejętność połączenia w jedno spójne dzieło tych wszystkich, z pozoru mało pasujących do siebie elementów. Poważna, często nawet wręcz bolesna tematyka, która jest treścią Kamienicy, ma niezwykle interesującą oprawę scenograficzno-kostiumową, której autorką jest Martyna Dworakowska. Tył sceny zajmuje ogromnych rozmiarów, czarno-biała fotografia starego domu, a jej boki zdjęcia zniszczonych klatek schodowych. Centrum sceny zajmują pary ruchomych drzwi, które – w zależności od fabularnych potrzeb – zmieniają swe położenie. Podobną mobilnością charakteryzują się dwa fotele – początkowo zajmujące przeciwległe boki sceny, gdzie w pierwszych partiach spektaklu tworzą enklawy uzależnionego od gier Arnoldzika i ekscentrycznego Lucjusza, później zaś wielokrotnie zmieniają swe pozycje i „lokatorów”. Dopełnieniem scenografii są perfekcyjnie wyreżyserowane światła. Na uwagę zasługują kostiumy, który są przerysowanym odzwierciedleniem osobowości bohaterów, przygotowane z ogromną dbałością o każdy detal. Udział w sukcesie ma też Krzysztof Leon Dziemaszkiewicz, który znakomicie wyreżyserował ruch sceniczny.

Nawet zakończenie, które może się wydawać nieco oderwane od całego dzieła, bo wchodzące w rejony niemal metafizyczne, jest według mnie bardzo udanym finałem tej poruszającej opowieści. To wszystko jest przecież bardzo proste: na niebie jest miejsce dla każdej gwiazdy. Tej, która zasłania okno kiczowatą firanką, i tej, która go nie zasłania, a na parapecie stawia „dizajnerską” lampę z poliwęglanu.

18-12-2013

galeria zdjęć Kamienica, reż. E. Piotrowska, fot. Piotr Pędziszewski Kamienica, reż. E. Piotrowska, fot. Piotr Pędziszewski Kamienica, reż. E. Piotrowska, fot. Piotr Pędziszewski Kamienica, reż. E. Piotrowska, fot. Piotr Pędziszewski ZOBACZ WIĘCEJ
 

Miejski Teatr Miniatura w Gdańsku

na podstawie książki Roksany Jędrzejewskiej-Wróbel
Kamienica
adaptacja: Małgorzata Sikorska-Miszczuk, Roksana Jędrzejewska-Wróbel
reżyseria: Ewa Piotrowska
konsultacje dramaturgiczne: Małgorzata Sikorska-Miszczuk
scenografia i kostiumy: Martyna Dworakowska
muzyka: Piotr Pawlak
obsada: Jadwiga Sankowska, Andrzej Żak, Jacek Majok, Joanna Tomasik, Jakub Zalewski (gościnnie), Jolanta Darewicz, Jacek Gierczak, Wojciech Stachura, Magdalena Żulińska, Hanna Miśkiewicz, Agnieszka Grzegorzewska, Wioleta Karpowicz, Piotr Kłudka  
premiera: 15.12.2013

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę:
komentarze (1)
  • 2013-12-26   10:32:22
    Cytuj

    W tym spektaklu bez wątpienia czuć styl M. Sikorskiej-Miszczuk, która żongluje i bawi się kodami współczesnej kultury.Czasem nawet wydaje się, że wszystko bez wstępnej selekcji wrzuca do jednego worka. Ot taki "polski kocioł"! Mam tylko wątpliwości: czy to przedstawienie jest przeznaczone dla dzieci? Raczej dla nieco starszej widowni. Na pewno nie uczniów szkoły podstawowej, ani gimnazjum. Może więc liceum? Prędzej, ale nie bez pomocy nauczyciela, który wytłumaczy sensy, którymi Sikorska-Miszczuk zwykła operować. Przygotowywałam z młodzieżą licealną "Burmistrza", a ten przysporzył im sporo trudności. "Kamienica", choć nie jest autorstwa wspomnianej dramatopisarki, zdaje się została zbudowana, jeśli nie na tym samym, to na zbliżonym schemacie.