AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Przekleństwa niewinności

DOMówka, Joanna M. Czajkowska, Magdalena Agata Wójcik, Sopocki Teatr Tańca
Absolwentka Uniwersytetu Gdańskiego, doktor nauk humanistycznych. Referentka krajowych i międzynarodowych konferencji naukowych poświęconych literaturze i kulturze. Publikowała m.in. w internetowym „Dzienniku Teatralnym” oraz w miesięczniku „Teatr”. Współpracowała z Centrum Sztuki Współczesnej „Łaźnia” i Nadbałtyckim Centrum Kultury w Gdańsku. Mieszka w Gdyni.
A A A
fot. Anna Kłosowska  

Trwający sezon przyniósł nam kolejne odsłony (post)pandemicznego teatru. Już za nami (oby!) czasy pierwszych spektakli „onlajnowych”, gorączkowych i pulsujących lękiem przed nieznanym, tworzonych często na poły chałupniczo. Z jednej strony próbujących na bieżąco komentować aktualną rzeczywistość, z drugiej – usilnie starających się przekonać widownię, że „jeszcze będzie przepięknie”. Obecnie przyszedł czas na teatr, który odbija w sobie czas izolacji, materializując w ramach scenicznej przestrzeni obszary, z którymi mierzyli się w „twardym” lockdownie twórcy i twórczynie, które uruchamiały się w momencie nagłego odcięcia od sceny i widowni, które z jakichś względów właśnie wówczas domagały się uwagi. Takim przedstawieniem jest bez wątpienia DOMówka Sopockiego Teatru Tańca, wspólne dzieło Joanny Czajkowskiej i Magdaleny Agaty Wójcik.

Zapis tytułu spektaklu zwraca uwagę semantyczną podwójnością. „Domówka” pobrzmiewa spontanicznością, swoistą umownością, beztroską i tymczasowością. „Dom” z kolei ustanawia krąg znaczeń wywiedzionych z fundamentalnej symboliki: dom to źródło, początek i macierz, to obszar pierwotnej kreacji, przestrzeń, wewnątrz której dane kształty, formy i sensy dopiero konstytuują się. Czajkowska i Wójcik bardzo sprawnie łączą w swoim dziele oba te, tak różne chwilami, porządki. A w zasadzie „łączą” nie jest tu chyba najszczęśliwszym określeniem powziętych tu działań. Bardziej adekwatne byłoby „bawią się”, bo obie artystki ujmują wszystko to, co dzieje się w uruchomionej przez nie przestrzeni scenicznej, w znaczący nawias (auto)ironii, ale też i wspomnieniowej niepewności; przekonania, że to, co podejmują w swojej narracji, może być w dużej swojej mierze jedynie zmanipulowanym przez pamięć i sentymenty powidokiem. Obie twórczynie rezygnują w DOMówce z typowych dla Sopockiego Teatru Tańca intelektualnych rozważań, krytycznych obserwacji czy kontekstualnych poszukiwań na rzecz podróży w głąb – pamięci, własnej biografii, swoich wywiedzionych z dzieciństwa fantazji i fantazmatów.

DOMówka posiada zaskakująco gęstą, jak na estetykę przedstawień Sopockiego Teatru Tańca, scenografię. Magdalena Adamowska szczelnie zabudowała boki i głębię sceny ścianami, które wraz z drobniejszymi elementami scenografii: konikiem na biegunach, piętrzącymi się stosami pluszaków, kolorowymi plakatami, tworzą tu pokój o ewidentnie dziewczyńskiej proweniencji, a dodatkowo w mocno wyczuwalnym klimacie ostatnich lat ubiegłego wieku. Panujący na scenie półmrok, rozjaśniony punktowo ciepłym blaskiem domowych lamp, tworzy tu aurę przytulności, ale też i swoistego napięcia, które skutecznie podsyca znakomita, jak zawsze nieoczywista muzyka Mariusza Noskowiaka, kompozytora od lat współpracującego z Sopockim Teatrem Tańca. Jest to napięcie trudnego do określenia oczekiwania na coś (kogoś?), co być może zburzy ten nadto cukierkowy krajobraz. Ten pierwotny dla DOMówki obraz, miks pastelowej beztroski i jeszcze niewidocznego, ale już potencjalnie dojmującego mroku – a wszystko to w aurze energii określającej się dopiero, plączącej się między dziewczyństwem a kobiecością – skojarzyło mi się bardzo mocno z popkulturowymi i poniekąd kultowymi obszarami pierwszego dziesięciolecia obecnego wieku. Literatura Jeffreya Eugenidesa, popularny i nowatorski blog kilkunastoletniej wówczas Tavi Gevinson, wczesna twórczość Lany del Rey – wszystkie te zjawiska to właściwie patchworkowe konstrukcje ufundowane na rozmytych, trudnych do jednoznacznego scharakteryzowania wycinkach, które jednak łączy wspólny motyw inicjacyjnej, dziewczyńskiej podróży; wędrówki i transgresji w jednym, próbowania siebie w kulturowej roli i przyglądania się temu, co owe próby wyłaniają. Łączy je także podobny zamysł estetyczny – fascynacja przeskalowaną codziennością, skupienie na niedoskonałym, często kampowym wręcz detalu czy zachwyt sztuką naiwną, także ostentacyjnie przebrzmiałą.

W takim, pełnym podskórnych niedopowiedzeń krajobrazie scenicznym wyłaniają się bohaterki DOMówki: dziewczyn(k)a w krótkiej spódniczce i adidasach (Magdalena Agata Wójcik) oraz lalka o sztywnych ruchach, z ciemnymi pasmami kręconych włosów i w koronkowej minisukience (Joanna Czajkowska). Obie postaci zdają się poniekąd badać rzeczywistość, w której przyszło im się znaleźć. A może raczej przypominać? Na to drugie wskazuje bowiem pełna ciekawości eksploracja spowitego półmrokiem pomieszczenia i reakcja na zastane elementy. W tych fragmentach przedstawienia ruch Czajkowskiej i Wójcik jest delikatny, spokojny, badający. Nie ma w nim jeszcze relacyjności, jest osobny, także nieco nieporadny. Zmienia się to w momencie, gdy obie postaci zaczynają siebie dostrzegać. Najpierw pojawia się spojrzenie, za nim idzie gest – początkowo drobny, ostrożny, zdystansowany. Za chwilę jednak coraz odważniejszy, mocniejszy, głębszy.

Czajkowska i Wójcik podjęły współpracę nad DOMówką na początku pandemii. Jak same mówią – nieoczekiwane zamknięcie i oddzielenie od teatralnej, tanecznej codzienności wytworzyło silną refleksję nad tematem własnej pracy i jej korzeni. Towarzyszyła jej kontemplacja metod i doświadczeń, ale też i swoista weryfikacja jej podstaw, a także pierwszych momentów. Ta refleksja zaczęła krążyć wokół rozmaicie odmienianego tematu „domu”. „Gdzie jest dom? Czy dom jest tam, skąd pochodzimy, gdzie wyrośliśmy i dokąd, być może, jeszcze czasem wracamy? A może tam, gdzie uwiliśmy sobie samodzielnie gniazdo? Na chwilę lub na dłużej? Jak pochodzenie i dom rodzinny wpływają na tożsamość artystyczną, na język ruchu, który kreujemy dla nas samych bądź dla zespołu?” – czytamy w programie do przedstawienia. Współpraca obu artystek sama w sobie stanowi rodzaj powrotu – Czajkowska i Wójcik pracowały razem w latach 2012-2015 w Sopockim Teatrze Tańca. Joanna Czajkowska, współzałożycielka STT i jego dyrektorka, działała bardziej na gruncie choreograficznym; Magdalena Agata Wójcik, obecnie mieszkająca i pracująca poza granicami Polski, głównie we Włoszech, tworzyła w głównej mierze jako tancerka. DOMówka ponownie łączy te dwie twórczynie, siłą rzeczy uruchamia więc wspomnienia, ale też – przede wszystkim – konfrontuje ze sobą odmienne formy i metody pracy, inną poetykę tańca. Pierwsze fragmenty przedstawienia, w których oglądamy je w serii bardzo wolnych, kontemplacyjnych wręcz momentów, wyraźnie zderzają ową odmienność i niemal automatycznie prowokują myślenie nad możliwością jej pogodzenia. Kilka następnych chwil przedstawienia udowadnia, że ten mariaż jest nie tylko możliwy, ale i niezwykle interesujący.

W DOMówce Czajkowska i Wójcik nieustannie zmieniają role, a tę kalejdoskopowość warunkuje nadrzędna dla przedstawienia koncepcja – powrotu do czasów dzieciństwa, najwcześniejszej młodości. Artystki kilkukrotnie zmieniają kostiumy: dresy, piżamy, kostium do baletowych ćwiczeń, i brutalnie demontują sceniczną przestrzeń tak dosłownie, jak i na poziomie metaforycznym. Przytulna, ale i pierwotnie nieco dwuznaczna przestrzeń staje się kontekstem dla niezwykle zróżnicowanej choreografii, która zarówno w warstwie znaczeń, jak i w samym ruchu chętnie operuje ironią, nawet dowcipem, ale równolegle do przejmujących, czasem niezwykle dosadnych tonów serio. DOMówka to szereg bardzo udanych scen w duecie – najciekawszą z nich jest, według mnie, zupełnie zaskakujący fragment dekonstruujący wieczorną czynność mycia zębów. Obie bohaterki ujawniają w nim łączącą je bliskość, pozawerbalne porozumienie, ale też zawierają nuty dziecięcej, prostodusznej w gruncie rzeczy rywalizacji. To choreografia oparta na cielesnej bliskości, ale też – co ciekawe i wizualnie efektowne – swoistej zażyłości z otoczeniem nie-ludzkim, z przedmiotem. Zresztą DOMówka w całej swej strukturze bardzo wyraźnie używa w swoich choreografiach rekwizytu – jest nim konik na biegunach, ale też drewniane łyżki czy dziecięca lalka. Ta ostatnia zresztą wpisana jest w najlepszy, najbardziej przeszywający fragment przedstawienia, w którym Magdalena Wójcik wykonuje bardzo mocną ruchowo, szybką choreografię z użyciem lalki właśnie. W tym fragmencie oglądamy półnagą, ubraną jedynie w piżamowe spodnie bohaterkę, która tuli zabawkę niczym żywe dziecko, przykłada lalkę do piersi, ale też traktuje ją bardzo siłowo – ściska, podrzuca z impetem. W tej świetnej scenie otrzymujemy zresztą swego rodzaju popis możliwości tanecznych Magdaleny Wójcik, artystki, której technika ma wyraźnie sportowy rys i której niezwykła sprawność ujawnia się w gwałtownej choreografii pełnej biegu i skoków.

W pierwszym odbiorze przedstawienia taniec Joanny Czajkowskiej wydaje się być wobec tańca Wójcik w całkowitej opozycji, nie jest tak jednakże do końca. Dyrektorka Sopockiego Teatru Tańca, choreografka i tancerka, która obchodziła niedawno dwudziestopięciolecie pracy artystycznej, jest w znakomitej formie, a jej taniec, choć oparty na strukturach bardziej delikatnych, zawiera równie mocny ładunek intensywności i realizowany potencjał totalnego zawładnięcia sceniczną przestrzenią. Co ciekawe, Joanna Czajkowska pracuje tutaj na ruchach jawnie wyprowadzających ciało z klisz mimicznych czy gestycznych, poniekąd sprzeciwiający się jakiemukolwiek dyscyplinowaniu, ale czyniący to poprzez swego rodzaju strategię subwersywną – w przesunięciach i krytycznym oglądzie w obrębie własnych tradycji i artystycznych nawyków.

Niespełna godzinne, ale bardzo pojemne znaczeniowo przedstawienie łączy w sobie szeregi znaków, doświadczeń, emocji. W DOMówce wyeksponowane, ekspansywne wobec zajmowanej przestrzeni ciała tancerek opowiadają poruszającą historię swoich początków, tłumacząc zarazem swoją obecność tu i teraz, w takim, a nie innym kształcie. To przedstawienie dynamiczne, zaskakujące narracyjnie, odważne estetycznie. To świetny mariaż dwóch ścieżek artystycznej twórczości, dwóch odmiennych poetyk tańca, wreszcie – dwóch odmiennych biografii kobiecych. Narracja zaskakująca choreograficznie i semantycznie, także w kontekście dotychczasowej twórczości Joanny Czajkowskiej i Sopockiego Teatru Tańca.

05-11-2021

Sopocki Teatr Tańca
DOMówka
koncept, choreografia i wykonanie: Joanna M. Czajkowska, Magdalena Agata Wójcik
kostiumy i stylizacja: Joanna M. Czajkowska
scenografia: Magdalena Bąbel Adamowska
muzyka: Mariusz Noskowiak
światła: Mateusz Gierc
premiera: 9.10.2021

galeria zdjęć DOMówka, Joanna M. Czajkowska, Magdalena Agata Wójcik, Sopocki Teatr Tańca DOMówka, Joanna M. Czajkowska, Magdalena Agata Wójcik, Sopocki Teatr Tańca DOMówka, Joanna M. Czajkowska, Magdalena Agata Wójcik, Sopocki Teatr Tańca DOMówka, Joanna M. Czajkowska, Magdalena Agata Wójcik, Sopocki Teatr Tańca ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę: