AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

A tam ciągle nie ma nas

Mała Piętnastka – legendy pomorskie, reż. Tomasz Man, Nowy Teatr w Słupsku
Absolwentka Uniwersytetu Gdańskiego, doktor nauk humanistycznych. Referentka krajowych i międzynarodowych konferencji naukowych poświęconych literaturze i kulturze. Publikowała m.in. w internetowym „Dzienniku Teatralnym” oraz w miesięczniku „Teatr”. Współpracowała z Centrum Sztuki Współczesnej „Łaźnia” i Nadbałtyckim Centrum Kultury w Gdańsku. Mieszka w Gdyni.
A A A
fot. Magdalena Tramer  

Mała Piętnastka – legendy pomorskie w reżyserii Tomasza Mana to przedstawienie zwracające się w kierunku największej katastrofy na wodach śródlądowych w historii powojennej Polski. Latem 1948 roku na jezioro Gardno wypłynęły dwie łódki z czterdziestoma dwoma osobami łącznie. Rejs został zorganizowany dla harcerek z Łodzi, członkiń drużyny nazywanej Małą Piętnastką. Dwadzieścia trzy dziewczynki i dwie osoby dorosłe zginęły, kiedy znajdujące się około kilometra od brzegu łodzie wywróciły się.

Scenografia Anetty Piekarskiej-Man komponuje dużą scenę słupskiego Nowego Teatru na podobieństwo sądowej sali, z potężnym stołem sędziowskim w centrum i mównicą obok niego. Kompozycję dopełniają rekwizyty: rozłożone na stole akta i harcerskie menażki. Po przeciwległej do mównicy stronie znajduje się stanowisko muzyków, ubranych w sądowe togi Cezarego Reinerta (fortepian i aranżacja utworów muzycznych) i Macieja Młócińskiego (kontrabas), którzy wykonywane na żywo utwory czytają z nut oprawionych w okładki sądowych akt. Ściana w głębi sceny służy tu za potężny ekran, na którym wyświetlane będą krótkie filmy, zdjęcia oraz ikonograficzne kolaże, dobudowujące szeregi znaczeń do wydarzeń żywego planu (autorstwa Zuzanny Piekarskiej). Te rozpoczyna czwórka postaci: zasiadające za sędziowskim stołem trzy kobiety w harcerskich mundurach (Bożena Borek, Katarzyna Pałka i występująca gościnnie w Nowym Teatrze Anna Grochowska) oraz schowany w cieniu, siedzący na stołku przy ścianie kulisy mężczyzna (gościnna rola Mariusza Bonaszewskiego).

„Lato, lato, lato czeka” – śpiewają trzy bohaterki, ustanawiając sceniczny świat, który łączy w sobie beztroskę wakacyjnych wspomnień, drobiazgowość śledztwa i powagę sądowej rekonstrukcji. Tomasz Man zwięźle i przejrzyście kreśli pierwsze zarysy swoich postaci – w inicjalnych fragmentach przedstawienia bohaterki opowiadają o okolicznościach wyjazdu na północ kraju, nad jezioro i morze. Praca autora sztuki i reżysera podparta jest tutaj gruntownym zbadaniem sprawy i dostępnych materiałów, lecz nie przekracza ona nigdy ram rekonstrukcji bardziej symbolicznej niż tej dosłownej – dość łatwo jest nam odnaleźć w przedstawionych bohaterkach realnie istniejące osoby, nie o to jednak zdaje się chodzić. „Wolność!” – wykrzykuje pewnie grana przez Katarzynę Pałkę czternastoletnia harcerka, która w wyprawie widzi okazję do beztroskiej zabawy, czerpania z okoliczności przyrody, młodości, z życia. „Obowiązek” – wyznaje z powagą jej rozmodlona przyjaciółka (Anna Grochowska), niechętnie wyjeżdżająca nad morze, nad które wyrusza, nie chcąc sprzeciwić się rodzicom. „Odpowiedzialność” – deklaruje podekscytowana wychowawczyni Małej Piętnastki (Bożena Borek), jadąca nad Gardno z dwójką ukochanych, kilkuletnich siostrzenic. Z każdej z tych mikropowieści wyłania się sielankowa wizja letniego odpoczynku, młodzieńczej przygody, nowości. Ale znakomity, skomplikowany aranż klasycznej „ogniskowej” pieśni pełen jest fragmentów niepokojących, akcentujących dobrze znane frazy w sposób nadający im niespodziewane, groźnie dwuznaczne znaczenie. „A tam ciągle nie ma nas” – śpiewają z uśmiechem harcerki i ich opiekunka. I to „nie ma” dźwięczy nam w uszach boleśnie, kiedy beztroska piosenka cichnie i zastępują ją dzikie, ponure dźwięki jeziora. Podobną drapieżność niesie fraza z innego muzycznego klasyka. „Chcesz być mną czy nie?” – pytają bohaterki, ostatecznie niejako zatwierdzając to, co nieuniknione. Katastrofę i śmierć, których nikt i nic już tutaj nie odwróci.    

„Legenda” i cały jej kulturowo-znaczeniowy bagaż zaznaczone już na poziomie tytułu przedstawienia stanowią tu rodzaj podbudowy, ale, co istotne, wykorzystanej w sposób niespodziewanie przewrotny. Nieodłączne legendzie niesamowitość, nadprzyrodzoność czy zagadkowość są tu akcentowane od początku przedstawienia. Nienachalnie, często jakby mimochodem. Wpisane są w kolażowe fragmenty obrazów wyświetlanych nad sceną, emanują z wystukiwanych przez aktorki dźwięków, z ich rwących wesołą melodię szeptów. Gest za gestem, słowo za słowem układa się na scenie narracja, która przetykana jest sugestiami o „niesamowitości” zdarzenia, które nieuchronnie nadciąga.

Równolegle do tych subtelnych, ale pełnych niebywałego napięcia zaznaczeń budowana jest opowieść bardzo „namacalna” teatralnie – z jednoznacznych komunikatów, z wyraźnych gestów, z rekwizytów. Każda z bohaterek snuje własną historię, własne wspomnienie tamtych lipcowych dni, w które autobus pełen roześmianych, zaaferowanych daleką wyprawą dziewczynek turlał się nad morze. Spocone buzie śpiących siostrzenic, zielony różaniec, papierosy i podkradziona mamie czerwona szminka. Za duże trampki. Źle naciągnięte ścianki namiotu i polowe łóżka. Bardzo dobry tekst Tomasza Mana wypełnia zarysowane postaci emocjami, biograficznymi urywkami. Wychowawczyni harcerek chce miłości i wdzięczności, przede wszystkim od uwielbianych siostrzenic, które traktuje z nieadekwatną do swojego wieku niedojrzałością – dwie dziewczynki to „laleczki” do przytulania i głaskania, które złoszczą ciotkę, gdy manifestują swoją odrębność i potrzeby. Starsza harcerka chce smakować własną młodość ze wszystkimi jej możliwościami, błędami. Rozedrgana, głośna dziewczyna bez ogródek deklaruje skupienie przede wszystkim na sobie i swoich marzeniach, choćby najbardziej infantylnych i egotycznych. Pali papierosy za namiotem, zaczepia wiejskich chłopców, buntuje się przeciw starszym. Nie ma w niej jednak złości, jakiejś skrajnej niechęci, jest rozbawienie, dystans, sprzeciw wobec „nudy”. Młodsza harcerka jest z pozoru jej całkowitym przeciwieństwem. „Ułożona”, spełniająca oczekiwania dorosłych, cicha i skupiona na egzystencjalnej „produktywności”. Jak blisko jej jednak do wiecznie głośnej przyjaciółki, zauważamy dość szybko. To ta sama pogoń za marzeniami, to samo – choć maskowane – czerpanie z młodzieńczej chwili. Ta młodzieńczość, witalność, całe to rozmarzenie bohaterek wynikające i z ich osobowościowych kształtów, ale też i ze specyficznych okoliczności (nowe miejsce, lato, swoiste „zawieszenie” w wyjątkowości wakacyjnego czasu) podkreślane są intensywnie w pierwszej połowie przedstawienia po to, by w tej drugiej skonfrontować je gwałtownie z mrokiem niewyobrażalnej tragedii. Chwila napęczniała śmiechem, pretensjonalnością i hedonizmem kontra pustka wieczności.

Tę pustkę, tę symboliczną ciemność wprowadza na scenę postać Mechanika (Bonaszewski), w pierwszych fragmentach przedstawienia skurczonego na niewielkim stołku, z niewidoczną twarzą kręcącego w palcach białą bibułkę papierosa. Jego figura otwiera zarazem plan historyczny opowiadanych zdarzeń, jego polityczny kontekst. Mechanik jest przesiedleńcem, ukrywającym się przed władzą z powodu narodowowyzwoleńczej przeszłości. Znakomita rola Mariusza Bonaszewskiego buduje tę postać jako cynicznego paranoika, w każdym, najmniejszym nawet zdarzeniu upatrującego „winy komuchów”. Egzystencjalne „przyczajenie” bohatera, jego podejrzliwość i odmowę nawiązywania ze światem (absolutnie wrogim w jego przekonaniu) jakiejkolwiek życzliwej relacji czytamy już na poziomie jego cielesności, którą Bonaszewski poruszająco obrazuje – przykurczeniem ciała, nieustannym pochyleniem, unikaniem wzrokowego porozumienia, permanentnym grymasem rozczarowania na twarzy i szepcząco-syczącym tonem głosu. Dlatego tak porażająco, tak potwornie smutno w kontekście całego zdarzenia rysuje się obszar, który łączy roześmiane harcerki i przyczajonego w cieniu cynika. Tym wspólnym terytorium jest marzenie o byciu gdzie indziej, niż się jest w namacalnej rzeczywistości. U Mechanika – daleko od Gardna, tam, gdzie nikt go nie aresztuje, gdzie będzie żył dostatnio z małym dzieckiem i ciężarną żoną. To, że nigdy do tego nie dojedzie, wiemy od pierwszych słów Mechanika, który od początku jawi się jako postać zeznającego oskarżonego (powtarzane „mówię”, „pytam”, jak podczas zeznań policyjnych czy sądowych). Oskarżonego, winnego i skazanego, co do tego też nie mamy raczej wątpliwości.

Fragment przedstawienia opowiadający o ostatnich godzinach na lądzie pulsuje napięciem potęgowanym z minuty na minutę, ze słowa na słowo i z gestu na gest (szalenie ważna i świetnie opracowana jest tu warstwa ruchowa z mocnym tempem, zmienna i gwałtowna). Wszystkie postaci krążą wokół własnej osi, wokół siebie nawzajem, a ich opowieści konwulsyjnie się przeplatają, wspólnie malując obraz upalnego dnia, podczas którego wszystko poszło w najgorszym kierunku. W kierunku, gdzie kończy się wszelka niesamowitość i zagadkowość, gdzie legenda i legendarność zostają wyparte przez obdarte z wszelkiej tajemnicy i metafizyki gesty ludzkie. Chwilę wcześniej, w metateatralnym (osadzonym również mocno w poetyce teatru absurdu) fragmencie odegrania przez dziewczęta legendy o nieugiętej Wandzie i złym Niemcu, otrzymaliśmy ów moment finałowej katastrofy odbity w krzywym zwierciadle. I ta scena jest ostatnią, w której wyczekiwana przez nas (bo przewrotnie zapowiadana od pierwszych scen!) „legendarność” pojawia się. I zarazem okrutnie unieważnia samą siebie, a ujawniając własną fasadowość – rozbraja się i demaskuje „prawdę” o niewyobrażalnej katastrofie, która nigdy nie była niczym innym ponad splot dyktowanych chciwością, bezmyślnością i egoizmem decyzji żywych ludzi.

Przyznam szczerze, że do najnowszej produkcji słupskiego teatru początkowo zniechęcił mnie jej tytuł. Za długi, zbyt „projektowy”, niezręcznie „roboczy” w przypadku tego świetnego, wielopoziomowego przedstawienia. To już kolejny raz, kiedy Dominik Nowak, dyrektor Nowego Teatru, sięga po wątki lokalne, które rozpisane w ramach znakomitego teatralnie pomysłu rezonują mocno poza specyfikę czasu i miejsca. W przypadku Małej Piętnastki do czynienia mamy z przedstawieniem bardzo umiejętnie splatającym kilka poetyk, kilka narracyjnych formuł. Nie ma tu właściwie słabych momentów. Ryzykowna decyzja wkomponowania w strukturę spektaklu utworów muzycznych i nadania im funkcji dramaturgicznej udała się i opłaciła. Wielka tu zasługa pracy aranżacyjnej Cezarego Reinerta, ale też i znakomitego wykonania utworów przez Katarzynę Pałkę i Annę Grochowską (Bożena Borek podczas fragmentów śpiewanych wyraźnie usuwa się w cień), obdarzonych niesamowitym talentem wokalnym. Kolejny obszar, który składa się na sukces całości, to praca aktorska całego zespołu, ze świetną, zapadającą głęboko w pamięć, pełną trudnych ambiwalencji i jeszcze trudniejszych emocji rolą Mariusza Bonaszewskiego na czele. Wreszcie sam pomysł na teatralną opowieść o niewyrażalnym i niewyobrażalnym, łączący dosłowność i życzeniowość, namacalność i to, co nieuchwytne. Koncept nieustannie zwrócony w stronę swoich bohaterek, które rozpoczynają tę historię i ją kończą. Dziewczynek i kobiet, harcerek. Małej Piętnastki.

08-03-2023

Nowy Teatr w Słupsku
Tomasz Man
Mała Piętnastka – legendy pomorskie
reżyseria, muzyka: Tomasz Man
scenografia: Anetta Piekarska-Man
wizualizacje: Zuzanna Piekarska
aranżacja utworów muzycznych: Cezary Reinert
muzyka na żywo: Cezary Reinert (fortepian), Maciej Młóciński (kontrabas)
obsada: Katarzyna Pałka, Bożena Borek, Anna Grochowska (gościnnie), Mariusz Bonaszewski (gościnnie)
premiera: 17.12.2022

galeria zdjęć Mała Piętnastka – legendy pomorskie, reż. Tomasz Man, Nowy Teatr w Słupsku Mała Piętnastka – legendy pomorskie, reż. Tomasz Man, Nowy Teatr w Słupsku Mała Piętnastka – legendy pomorskie, reż. Tomasz Man, Nowy Teatr w Słupsku Mała Piętnastka – legendy pomorskie, reż. Tomasz Man, Nowy Teatr w Słupsku ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę:
komentarze (4)
  • Użytkownik niezalogowany SAFETOTO
    SAFETOTO 2024-03-27   09:53:51
    Cytuj

    It's a game. Five dollars is free. Try it It's not an easy game ->-> 온라인카지노.COM

  • Użytkownik niezalogowany SAFETOTO
    SAFETOTO 2024-03-05   05:38:40
    Cytuj

    It's a game. Five dollars is free. Try it It's not an easy game ->-> 카지노사이트.com

  • Użytkownik niezalogowany mischiefromp
    mischiefromp 2023-06-19   10:01:09
    Cytuj

    The essay is informative and well-written. I've finally made it to your webpage dumb ways to die

  • 2023-06-06   08:59:04
    Cytuj

    The essay is well-written and packed with information. I've arrived to your website. Retro bowl is the perfect game for the armchair quarterback to finally prove a point.