AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Przecież (nie) każdy powinien lubić słodkie

Nasz mały PRL, reż. Monika Janik-Hussakowska, Nowy Teatr w Słupsku
Absolwentka Uniwersytetu Gdańskiego, doktor nauk humanistycznych. Referentka krajowych i międzynarodowych konferencji naukowych poświęconych literaturze i kulturze. Publikowała m.in. w internetowym „Dzienniku Teatralnym” oraz w miesięczniku „Teatr”. Współpracowała z Centrum Sztuki Współczesnej „Łaźnia” i Nadbałtyckim Centrum Kultury w Gdańsku. Mieszka w Gdyni.
A A A
fot. Magdalena Tramer  

„W PRL-u zawsze, na koloniach, w barze mlecznym, w stołówce, słodzili bez pytania. Bo przecież każdy powinien lubić słodkie. Tak zapamiętałem Polskę Ludową: system, który wie lepiej od ciebie, co lubisz” – czytamy u Izabeli Meyzy i Witolda Szabłowskiego. Wydana dziesięć lat temu książka Nasz mały PRL opisuje osobliwy eksperyment, który Meyza i Szabłowski prowadzili przez sześć miesięcy – para próbowała odtworzyć realia życia z początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Przez pół roku egzystowali w M3 z trwałą, wąsami i maluchem (jak ogłasza podtytuł ich książki), a wynikające z tego tymczasowego stanu refleksje skrzętnie notowali. Złożyły się one na książkę zabawno-smutną, tak nostalgiczną, jak i swoiście rozrachunkową. Monika Janik-Hussakowska, adaptująca Nasz mały PRL na scenę słupskiego Nowego Teatru, skupiła się głównie na potencjale rozrywkowym refleksji Meyzy i Szabłowskiego, nie rezygnując jednak z wpisanego w nie (retro)smutku.

Pozorność tego narzuconego odgórnie „przecież każdy powinien lubić słodkie”, o którym wspominają Meyza i Szabłowski, wypunktowana zostaje już w pierwszych fragmentach przedstawienia. Bo systemowa uniformizacja udała się tylko połowicznie – w rzeczywistości pozapropagandowej PRL jako jednorodna kraina nigdy nie istniał, a zamiast wymarzonej przez władze „wspólnoty” mieliśmy do czynienia z galaktyką osobnych mikroświatów, z których każdy urządzony był i zorganizowany inaczej. W przedstawieniu znakiem tego PRL-owskiego kosmosu jest osiedle z wielkiej płyty, które w scenografii Barbary Guzik (także autorki kostiumów, należy podkreślić – znakomitych) obejmuje całą głębię sceny, a sceniczne deski zamalowuje uliczną sztuką tamtych czasów – rozrysowanymi kredą polami gry „w klasy”, czyli figurami geometrycznymi i liczbami. Dopełnieniem scenicznego pejzażu jest usytuowane z boku sceny podwyższenie dla muzyków (występujący na żywo zespół gra muzykę opracowaną przez Cezarego Reinerta), opatrzone świecącym ciepłym blaskiem neonem „Opole”. W takim krajobrazie eksperymentować będą Iza (Monika Bubniak) i Witek (Igor Chmielnik), których początkowo oglądamy we współczesnych, minimalistycznych strojach. Zawarta przez nich umowa – pół roku życia „w PRL-u” na potrzeby dziennikarskiej pracy Witka – wygodne, monochromatyczne ciuchy zmienia szybko na poliestrowe „owersajzy” z lat osiemdziesiątych, nieporadnie udające wyluzowaną elegancję i zwieńczone wąsami oraz trwałą.

Już pierwsze fragmenty przedstawienia, pokazujące transformację Izy i Witka, mają wartki, prowadzony równo przez większość scenicznych zdarzeń rytm, skrzą się inteligentnym humorem i sprawnie wprowadzają na scenę całą narrację. Bohaterów w przemianie wspomagają bliscy. Rodzice (Bożena Borek i Krzysztof Kluzik) radzą, co zrobić, aby najwierniej zbliżyć się do minionych czasów, i to oni pierwsi formułują nadrzędne dla eksperymentu spostrzeżenie: PRL był w każdym domu inny, mimo iż system bardzo starał się wyeliminować wszelką różnorodność. Sceptycznie do pomysłu nastawieni są znajomi Izy i Witka (Katarzyna Pałka i Wojciech Marcinkowski), którzy podważają pomysł przetrwania bez telefonu komórkowego czy zbilansowanego jadłospisu. Jednak para głównych bohaterów pozostaje nieugięta i decyduje się na przeprowadzkę do „swojego PRL-u”, co przypieczętowane zostaje pojawieniem się na scenie tureckiego dywanu, kompletu wypoczynkowego z ławą i meblościanki na wysoki połysk. Ta ostatnia pełnić tu będzie funkcję swego rodzaju portalu, przez który wchodzić będą na scenę przybysze z poprzedniego wieku. Wcielać się w nich będą Bożena Borek, Krzysztof Kluzik i Wojciech Marcinkowski. Ich głosy będą radzić, podpowiadać, komentować, ale przede wszystkim – wspominać. PRL-owską codzienność i wszystkie ówczesne lifehacki, pomagające przetrwać czasy, kiedy to miętowy Ludwik był płynem o mnogości zastosowań, a papier toaletowy – dobrem niemal luksusowym.

Monika Janik-Hussakowska (na co dzień etatowa aktorka Nowego Teatru, ceniona i nagradzana) stworzyła przedstawienie, które z całą pewnością stanie się repertuarowym hitem słupskiej sceny. A na ten sukces pracuje bardzo dobrze pomyślana (i przemyślana) struktura przedstawienia, łącząca w sobie widowiskowość i rozrywkę z refleksją i krytycznym ujęciem wybranego tematu. Pisząc najkrócej, reżyserka błyskotliwie zagrała na strunach naszych (re)sentymentów, ale i uruchomiała gdzieś na marginesach muzycznych hitów, na obrzeżach wspomnień ówczesnych zjawisk z obszaru obyczajowości – a perspektywy czasu po prostu szalenie zabawnych – gorycz PRL-owskiej codzienności. Jej przedstawienie czerpie z dobrodziejstw ciekawego reportażu Meyzy i Szabłowskiego, nie bojąc się jednocześnie odchodzić od niego na rzecz swojej autorskiej opowieści o PRL-u, której język jest przyjemnie eklektyczny i w tej formule bardzo konsekwentny.

Przeflancowani w realia lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku Iza i Witek przeprowadzają nas przez kolejne obszary ówczesnej codzienności, która (jak łatwo zapomnieliśmy) znacząco różniła się od dzisiejszego tu i teraz. Bohaterowie i bohaterki przedstawienia opowiadają o życiu towarzyskim, o zakupach, o gotowaniu, wakacjach. Istotną sprawą staje się tu kwestia kobieca: miesiączkowanie, dbanie o swój wygląd, ale też i funkcjonowanie w jawnie patriarchalnym porządku świata. W tej opowieści bardzo ważne role pełnią postaci drugoplanowe, z których każda wprowadza i oprowadza Izę oraz Witka po PRL-owskich zaklętych rewirach, zaś sama architektura tych podróży zbudowana jest z muzycznych przebojów z epoki, reminiscencji filmowych i telewizyjnych, powidoków archiwalnych sytuacji. Najważniejsze z nich są z pewnością fragmenty muzyczne, którymi Janik-Hussakowska opowiada (czy też dopowiada) przygody Izy i Witka. Większość z nich ma bardzo efektowny scenicznie kształt – Co mi Panie dasz Bajmu staje się ścieżką dźwiękową domówki, Parostatek Krzysztofa Krawczyka wprowadza na scenę prawdziwego „Malucha”, zaś Boskie Buenos Maanamu jest… rewiowym protest songiem „babci klozetowej”. Ten ostatni wykonany jest przez postać graną przez Wojciecha Marcinkowskiego, krzyżującą „kobietę pracującą” Ireny Kwiatkowskiej z telewizyjnego hitu Jerzego Gruzy z „Marysią” Wojciecha Pokory z kultowej komedii Stanisława Barei. Marcinkowski, kreując te postać, wykorzystał w pełni swój potencjał komediowy, dokładając jednocześnie ogromny dystans wobec szeregu znaczeń, które jego postać ewidentnie przywołuje i na które dyskretnie wskazuje. Finalnie zbudował postać przyjętą przez publiczność z ogromną sympatią i entuzjazmem, który chwilami dawał o sobie znać gromkimi brawami. Nie mniej udane kreacje stworzyli Bożena Borek i Krzysztof Kluzik, ta pierwsza udanie przywołując postać ówczesnej „Perfekcyjnej Pani Domu”, czyli Ireny Gumowskiej, zapomnianej już dzisiaj autorki licznych poradników i audycji life stylowych. Oboje budują postaci pełne humoru, ciepła, oparte na mądrości życiowej wynikającej pewnie w sporej mierze z osobistych doświadczeń tamtych lat. Bardzo dobrze wypadła też Katarzyna Pałka – chyba najciekawsza wokalnie, wnosząca swoją rolą pewną drapieżność i buntowniczość. Na tle całej czwórki postać pary głównych bohaterów wydaje się często pozbawiona scenicznej energii, mało przekonująca w rolach dociekliwych eksperymentatorów społecznych. Osobną kwestią są fragmenty śpiewane – w większości z nich lepiej prezentują się (w gruncie rzeczy słabsi wokalnie) odtwórcy i odtwórczynie ról drugoplanowych niż pierwszoplanowi Iza i Witek. Wygrywa tu bowiem nie warsztat, ale zabawa i umiejętność zaproszenia do niej widowni.

„Nie wiedzieliśmy, za czym powinniśmy tęsknić” – tłumaczą Izie i Witkowi postaci niepotrafiące zrozumieć dyskomfortu w obcowaniu z biedą i bylejakością. Przecież te można (trzeba!) jakoś oswoić, przemeblować, przekombinować, załatwić im trochę ulepszeń. I kolejna „nauka”, którą przywożą z PRL-u Iza i Witek to ta o wspólnotowości i potrzebie relacji społecznych. Tych, które nie zapełnią magicznie pustych półek sklepowych, ale z pewnością pozwolą przyjemniej spędzić czas w kolejce do nich. Ta pewnie naiwna konstatacja w przedstawieniu Moniki Janik-Hussakowskiej nabiera – wcale nie pozycjonując się w kontrze do komediowej formuły – bardzo poważnego kształtu.

04-05-2022

Nowy Teatr w Słupsku
Izabela Meyza, Witold Szabłowski
Nasz mały PRL
adaptacja i reżyseria: Monika Janik-Hussakowska
scenografia i kostiumy: Barbara Guzik
opracowanie muzyczne: Cezary Reinert
opieka wokalna: Monika Bubniak
obsada: Monika Bubniak (gościnnie), Igor Chmielnik, Wojciech Marcinkowski, Bożena Borek, Krzysztof Kluzik, Katarzyna Pałka (gościnnie)
premiera: 2.04.2022

galeria zdjęć Nasz mały PRL, reż. Monika Janik-Hussakowska, Nowy Teatr w Słupsku  Nasz mały PRL, reż. Monika Janik-Hussakowska, Nowy Teatr w Słupsku  Nasz mały PRL, reż. Monika Janik-Hussakowska, Nowy Teatr w Słupsku  Nasz mały PRL, reż. Monika Janik-Hussakowska, Nowy Teatr w Słupsku ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
dwa plus trzy jako liczbę: