AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

(Nie)obecności. O tegorocznym Finale Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej

Finał Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej 2022, Teatr Miejski im. Witolda Gombrowicza w Gdyni
Absolwentka Uniwersytetu Gdańskiego, doktor nauk humanistycznych. Referentka krajowych i międzynarodowych konferencji naukowych poświęconych literaturze i kulturze. Publikowała m.in. w internetowym „Dzienniku Teatralnym” oraz w miesięczniku „Teatr”. Współpracowała z Centrum Sztuki Współczesnej „Łaźnia” i Nadbałtyckim Centrum Kultury w Gdańsku. Mieszka w Gdyni.
A A A
fot. Roman Jocher  

Laureatką tegorocznej Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej została Malina Prześluga. Jej znakomita sztuka Jeszcze tu jesteś konkurowała w finale z tekstami Michała Buszewicza (Edukacja seksualna), Magdy Fertacz (Tysiąc nocy i jedna. Szeherezada 1979), Mariusza Gołosza (pieśni piekarzy polskich) oraz Artura Pałygi (Sandwichman). Nad udanym finałem GND – ciekawie przygotowane czytania, interesujące rozmowy z twórcami i twórczyniami, wysoka frekwencja widowni – unosiło się jednak poczucie rozczarowania z powodu nieobecności kolejnej odsłony Festiwalu Polskich Sztuk Współczesnych R@Port.

Od kilkunastu lat oba wydarzenia – finał Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej i Festiwalu Polskich Sztuk Współczesnych R@Port – zdawały się być nierozłączne. Niwecząca zapewne (niemal) wszystkie teatralne plany pandemia koronawirusa spowodowała odwołanie R@Portu w roku 2020 i przywrócenie go rok później, ale z powodu braku funduszy w formie jedynie epizodycznej, jak określił ją Jacek Sieradzki, dyrektor programowy festiwalu. W tym roku R@Port nie odbył się. Ostatniego wieczoru, tuż po ostatnim czytaniu i przed ogłoszeniem werdyktu Kapituły GND, obejrzeliśmy I tak nikt mi nie uwierzy Jolanty Janiczak w reżyserii Wiktora Rubina. Sztuka Janiczak zwyciężyła w poprzedniej edycji gdyńskiego konkursu, a znakomite przedstawienie Teatru Fredry w Gnieźnie znalazło się w finale 28. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej. Prezentacja I tak nikt mi nie uwierzy na deskach gdyńskiej sceny była poniekąd wspomnieniem czasów, kiedy w ramach R@Portu rokrocznie oglądaliśmy najlepsze, najciekawsze wystawienia współczesnego polskiego dramatu z teatrów z całego kraju. Sprawa R@Portu, jednego z najważniejszych i najbardziej prestiżowych festiwali północnej Polski, z całą pewnością zasługuje na osobny tekst w duchu interwencyjnym, który wyjaśniłby brak dotacji dla wydarzenia o takiej historii i znaczeniu.

***
Rozpisany na trzy dni (29 września – 1 października) finał Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej prezentował sztuki stałych oraz utytułowanych bywalców i bywalczyń konkursu. Michał Buszewicz gościł w finale konkursu w 2019 roku ze sztuką Kilka obcych słów po polsku, Mariusz Gołosz z kolei był jego półfinalistą w 2017 roku (nie znajdzie cię chłopaku w tym małym mieście już nikt). Magda Fertacz zdobyła Gdyńską Nagrodę Dramaturgiczną w 2008 roku tekstem Trash Story, Artur Pałyga zaś w 2013 za tekst W środku słońca gromadzi się popiół. Sama zwyciężczyni tegorocznego konkursu poprzednią Gdyńską Nagrodę Dramaturgiczną odebrała ledwie dwa lata temu – w 2020 roku otrzymała ją za znakomitą sztukę Debil.

Czytania przygotowane zostały w tradycyjnej dla gdyńskiego wydarzenia formule: oglądaliśmy je popołudniami i wieczorami na małej scenie w foyer Teatru Miejskiego w Gdyni. Po każdej prezentacji rozmowę z autorem/autorką sztuki oraz reżyserem/reżyserką danego czytania prowadził Łukasz Drewniak. We wszystkich szkicach adaptacyjnych brał udział głównie zespół Teatru Miejskiego w Gdyni, ale też (okazjonalnie) artyści oraz artystki spoza gdyńskiej sceny.

Pieśń piekarzy polskich Mariusza Gołosza to pierwsza sztuka czytana w tegorocznym finale, wyreżyserowana przez Michała Telegę. Kiedy jeszcze mościliśmy się na widowni, naszą uwagę skutecznie przyciągał Piotr Mateusz Wach, leżący nonszalancko na ustawionym pośrodku małej sceny stole/ołtarzu w kostiumie z pończoch i pszennych bułek. Performer uśmiechający się zaczepnie i lustrujący widownię zza przeciwsłonecznych okularów wcielił się w rolę Glutenu i stanowił w scenicznej przestrzeni rodzaj mistrza ceremonii, a zarazem duchowego przywódcy dwójki głównych bohaterów – tytułowych piekarzy, których z energią zagrali Krzysztof Berendt i Maciej Wizner. Towarzyszący im Agnieszka Bała, Rafał Kowal, Elżbieta Mrozińska, Weronika Niewieśniak i Bogdan Smagacki wcielili się w pozostałe postaci dramatu, współkomponujące opowieść o pracy. O jej funkcji konstytuującej tożsamość, ale i powiązanych z nią nierozerwalnie kwestiach wyzysku i klasowych ustawień.

Michał Telega bardzo mocno zdekompletował wyjściowy tekst. To, co pozostało, potraktował – jak powiedział w rozmowie z Łukaszem Drewniakiem – nieco przekornie i wbrew wpisanym w oryginał intencjom. Finalnie obejrzeliśmy bodaj najmocniej uteatralizowane czytanie, w którym pod kostiumem, gestem, choreografią rozmyły się bardzo ciekawe fundamenty sztuki Gołosza. Umknęła też niestety jej muzyczność. Mimo starań Krzysztofa Berendta i Macieja Wiznera cały temat miłości do polskiego rapu, mocno obecny w tekście sztuki, w czytaniu wydał się jedynie fabularnym pretekstem. Wszystkie te cięcia, redukcje i transformacje zaciemniły sceniczny potencjał naprawdę ciekawego dramatu. Nie pomógł hipnotyzujący Piotr Mateusz Wach, historia zafascynowanych Molestą piekarzy chcących od świata tak niewiele (słuchać rapu i wypiekać kajzerki) okazała się być w gruncie rzeczy dość monotonna, ale przede wszystkim niczym nie zatrzymywała naszej uwagi na dłużej, nie prowokowała do dyskusji.

„Pół wieku. Świat zrobił jakiś mega wielki skok przez te pięćdziesiąt lat, a my?” – pyta tytułowy everyman Artura Pałygi, przedstawiciel „kanapkowej generacji” czterorękich opiekunów. Bohater Sandwichmana ma pięćdziesiąt lat i „próbuje przeżyć w codzienności”. Lawirując między opieką nad potomstwem a własnymi rodzicielami, w egzystencjalnym umęczeniu staje się zarówno skazaną na wykluczenia ofiarą otaczającego go świata, jak i jego oprawcą, ośmieszającym się i ośmieszanym „dziadersem”.  

Reżyserujący czytanie Karol Klugowski podkreślał wielokrotnie komunikatywność dramatu Pałygi. Nie chcąc jej rozmazać nadmierną teatralnością, autor czytania skupił się na swoistym „ukryciu” swojej pracy, oddając przestrzeń słowu. W efekcie aktorski zespół: Szymon Sędrowski w tytułowej roli i towarzyszący mu Jacek Bała, Olga Barbara Długońska, Sasza Hairulin (studium WA), Marta Kadłub, Natalia Kłodnicka (studium WA), Misia Otczak (studium WA), na ogół bardzo dobrze poradzili sobie z gorzką, poniekąd rozrachunkową intencją tekstu Pałygi, wyczuwając ironiczne niuanse i nieoczywiste przesunięcia. Dzięki tej wspólnej pracy mogliśmy bez scenicznych przeszkód poznać się z historią niebywale aktualną, ale zarazem też wychodzącą poza to, co tu i teraz, poza krajobraz nazwanych okoliczności. Jestem bardzo ciekawa losów tego dramatu, w którym do czynienia mamy z wyrazistą, znakomicie napisaną postacią – z jednaj strony zakleszczoną w zależnościach, umocowaną w społecznych schematach i tradycjach, z drugiej jednak niebywale labilną, niestałą i panicznie umykającą wszelkiej pewności.

Edukacja seksualna Michała Buszewicza miała już swoją, bardzo dobrze przyjętą, prapremierę w lutym tego roku w szczecińskim Teatrze Powszechnym. Przedstawienie wyreżyserował autor sztuki, a powstało ono – co ważne – przy udziale młodzieżowej grupy eksperckiej. Czytanie wyreżyserowane przez Zdenkę Pszczołowską pokazało dość wyraźnie, że dramat Buszewicza (z powodzeniem!) stara się wypełnić białą plamę polskiej dramaturgii – przestrzeń sztuk dla starszych nastolatków i nastolatek, dla młodzieży. Chociaż dorosły, dojrzały i doświadczony widz znajdzie w niej również bardzo wiele, przede wszystkim bezpieczny, komfortowy obszar do rozmowy na tematy odsuwane, deprecjonowane za pomocą strategii ufundowanych często na lęku.

W przestrzeni swojego dramatu Michał Buszewicz swobodnie bawi się konwencjami, prowadząc narrację raz jako półimprowizowane i półprywatne, bardzo poruszające zwierzenie aktora/aktorki, raz jako efektowną rewię, innym razem – jako przeskalowany horror. Zdenka Pszczołowska z wielką wrażliwością odczytała autorskie intencje – na gdyńskiej scenie udało się wydobyć ogromne pokłady czułości, z jaką Buszewicz traktuje swoich bohaterów/bohaterki i ich zmagania z seksualnością. Bo o tym właśnie mówi sztuka, o wszystkich nieporadnych, pokracznych, produkujących zażenowanie momentach wszystkich „pierwszych razów”. O odkrywaniu cielesności własnej i cudzej, o budowaniu granic, ale też o ich znoszeniu. W gdyńskim czytaniu Edukacji seksualnej, bardzo sprawnie łączącym testowanie, badanie samego tekstu z pierwszymi próbami ustanowienia jego teatralnych ekwiwalentów, mocno wybrzmiewa wielka potrzeba wspólnego mówienia o momentach seksualnej nieporadności, o wszystkich chwilach podbudowanych onieśmieleniem czy zażenowaniem. Duże wrażenie robią fragmenty zwierzeń twórców i twórczyń (w czytaniu udział wzięli: Monika Babicka, Martyna Matoliniec, Piotr Michalski, Rafał Kowal, Julia Stężewska (studium WA), Dariusz Szymaniak i Maciej Wizner), w tym samej reżyserki czytania czy autora oprawy muzycznej, Andrzeja Koniecznego – poprowadzone ze szczerością i dowcipem, stwarzające (co niebywale ważne i w gruncie rzeczy wcale nie częste w teatrze) przestrzeń wspólnotowości, współbycia i współdzielenia osobistych doświadczeń, często skrajnie różnych i ukrywanych na co dzień w poczuciu osobności. Jedno z najlepszych czytań tegorocznego finału GND.

Tysiąc nocy i jedna. Szeherezada 1979 Magdy Fertacz to sztuka, której teatralną adaptację również już widzieliśmy. Zachwycająca wizualnie, balansująca na granicy onirycznej baśni i porażającego dokumentu adaptacja Wojciecha Farugi w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie (marzec 2021) przez mocny pryzmat perskich opowieści przygląda się wizycie Oriany Fallaci w Teheranie i jej słynnemu spotkaniu z Ajatollahem Chomeinim, a także – w szerszym kontekście – rewolucji irańskiej z roku 1979. W gdyńskim czytaniu w reżyserii Jana Kamińskiego cały baśniowy ładunek sztuki Magdy Fertacz został właściwie wyeliminowany. Tęsknota za opowieścią, za baśniowością ujawnia się właściwie we fragmentach z chórem, który Kamiński ustawia naprzeciw widowni – mur postaci kobiecych i męskich, obleczonych w identyczne, szczelnie zakrywające niemal całe ciało muzułmańskie stroje. Grająca Fallaci Beata Buczek-Żarnecka (towarzyszą jej Jacek Bała, Olga Barbara Długońska, Tomasz Dziak (studium WA), Sasza Hairulin (studium WA), Marta Kadłub, Natalia Kłodnicka, Dorota Lulka, Elżbieta Mrozińska, Weronika Niewieśniak, Bogdan Smagacki, Grzegorz Wolf, Mariusz Żarnecki) jest właściwie cały czas w oddaleniu od tego ludzkiego muru, co bardzo czytelnie oddaje jej dystans wobec muzułmańskiej rzeczywistości.

„Chcą dla nas wszystkich dobrze. Wszystkich, nie wybranych” – niewinnych, a zarazem niebywale zatrważających słów z dramatu Fertacz nie sposób odczytywać w oderwaniu od aktualnej rzeczywistości politycznej i ograniczania praw do stanowienia o sobie, których regularnie dopuszcza się (bądź próbuje) polski rząd. Autorka w rozmowie z Drewniakiem przyznała, że tworzyła sztukę z myślą o polskim Strajku Kobiet i oglądając czytanie Kamińskiego, rzeczywiście myślimy o wydarzeniach z 2016 i 2021 roku. Ale zarazem pomysł reżysera czytania wyraźnie zaznacza temat muzułmańskiego systemu opresji, o którego wstrząsających mechanizmach mówimy w ostatnich miesiącach nadzwyczaj często. Kamiński poruszająco upamiętnia Mahsę Amini, zamordowaną przez religijnych fundamentalistów Irankę, której śmierć zapoczątkowała masowe protesty irańskich kobiet i publiczne palenie symbolizujących opresję hidżabów. Ciekawie wypada w Szeherezadzie aktorski zespół, który z wnikliwością i namysłem interpretuje poetycki, a zarazem niezwykle powściągliwy i radykalny w znaczeniu język świetnego dramatu Magdy Fertacz.

Jeżeli miałabym podjąć próbę znalezienia obszaru wspólnego dla wszystkich czytanych na gdyńskiej scenie tekstów, to z całą pewnością byłaby tym momentem kwestia (nie)obecności. U Gołosza potraktowana nieco według romantycznej i romantyzującej, wskazującej na tożsamościowe poszukiwania i ucieczki sformułowanej przez ujawnienie – „marzący jest tam, gdzie go nie ma, a nie ma go tam, gdzie jest”. U Pałygi (nie)obecność również odnosi się do egzystencjalnego statusu wiodącego bohatera. Buszewicz i Fertacz z kolei poruszają tematy, których obecność we wspólnej przestrzeni jest często pozorna, pozbawiona głębszego wglądu, oparta na powierzchownych ustaleniach i najczęściej zamykająca perspektywę wymiany myśli czy doświadczeń.

Zwycięski dramat Maliny Prześlugi ową (nie)obecność ujmuje w sposób najszerszy, a zarazem najbardziej nieoczywisty. Wstrząsająca opowieść o codzienności po samobójczej śmierci dziecka wychodzi od zdarzenia wykraczającego poza możliwości poznawcze, poza intelektualne narzędzia, rozchodząc się na szereg tematów potraktowanych z równą drobiazgowością i empatią – są nimi samotność i osobność, ale też komunikacyjność czy funkcjonowanie w polifoniczności miejskiej przestrzeni. Jury GND: Justyna Jaworska (przewodnicząca), Jacek Kopciński, Grzegorz Niziołek i Jerzy Stuhr, zwróciło uwagę na adaptacyjny potencjał dramatu, możliwość przełożenia go na rozmaite formy – przedstawienia teatralnego, ale również na przykład słuchowiska.

W świetnym czytaniu Magdaleny Miklasz grająca główną bohaterkę Agnieszka Bała (której towarzyszy, choć nie zawsze dotrzymuje aktorskiego kroku Krzysztof Berendt) jest w pierwszych scenach jednocześnie zanurzona głęboko w codzienności i rytmie otaczającej ją, wielkomiejskiej rzeczywistości, a zarazem jest wobec niej całkowicie i dojmująco osobna. Jest, ale też nie ma jej, jest permanentnie (nie)obecna, a o jej istnieniu świadczy to, co ją szczelnie otacza i osacza. Prześluga znakomicie oddała w swoim dramacie specyfikę współczesnego miasta i generowanego przez nie sposobu istnienia – kompulsywnego, rwanego, nieustannie mobilnego. Strzępki fraz, komunikacyjne wytrychy, kłębią się wokół bohaterki, która nie znajduje jednak – obezwładniona rozpaczą – żadnego zaczepienia. Sklepowe komunikaty, sąsiedzkie small talki, wszystko to zdaje się brzmieć obco i niezrozumiale, co doskonale oddane zostało w gdyńskim czytaniu.  

Prawo do własnej, autonomicznej perspektywy, prawo do własnych narzędzi wspomagających (prze)życie po stracie, wreszcie – prawo do uczuć i emocji, własnych, autorsko ustalających strategie radzenia sobie i konfrontacji z najtrudniejszym. To największa siła sztuki Maliny Prześlugi, której styl pisania charakteryzuje się niezwykłą umiejętnością oddawania – za pomocą mało znaczących, zdawałoby się, detali – szeroko rozumianej całości. Jednym zdaniem autorka kreśli całe krajobrazy, te rzeczywiste, ale i te wewnętrzne, emocjonalne. „Żałoba po śmierci dziecka jest doświadczeniem niewyrażalnym. Żeby je przeniknąć w dramacie, potrzeba ogromnej empatii, subtelności i pisarskiej precyzji. Prześluga znalazła nowatorski język, który w sposób minimalistyczny wyraża pustkę po synu, atak myśli rodzących się w głowie jego matki” – czytamy w werdykcie jury tegorocznej GND.

Jeszcze tu jesteś porusza jedną z najbardziej zaniedbanych systemowo sfer społecznych – przestrzeń opieki nad zdrowiem psychicznym najmłodszych. Wiele się w ostatnim czasie na ten temat mówi, choć głównie w kontekście nieustannych braków i zaniechań, a nie rozwiązań. Dramat Maliny Prześlugi, poza niepodważalną wartością znakomitego dzieła dramatycznego, stanowi ważny głos w tej wychodzącej dopiero z podziemia debacie.

***
Do tegorocznej edycji Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej zgłoszono 210 sztuk. Komisja Artystyczna, czyli Mirosław Baran, Anna Zalewska-Uberman i Wojciech Owczarski, wybrała z tej obfitości pięć, które, jak co roku, rozrysowują nam niejako krajobraz polskiej współczesnej dramaturgii. Efekt tego działania napawa optymizmem, zwłaszcza z powodu aktualności badanych w obrębie poszczególnych tekstów obszarów znaczeń, ich przystawalności do naszej codzienności, a zarazem ich właściwości syntetyzujących rzeczywistość. Wielka szkoda – podkreślę raz jeszcze – że nie mogliśmy przyjrzeć się temu, jak dramaturgia realizowana jest w przestrzeni konkretnych teatralnych adaptacji. I tak nikt mi nie uwierzy, świetna adaptacja znakomitego tekstu Jolany Janiczak z nagradzaną rolą Karoliny Staniec, nie wynagrodziła niestety dotkliwej nieobecności R@Portu.

28-10-2022

Finał Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej 2022, Teatr Miejski im. Witolda Gombrowicza w Gdyni, 29.09 – 1.10.2022.

galeria zdjęć Finał Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej 2022, Teatr Miejski im. Witolda Gombrowicza w Gdyni Finał Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej 2022, Teatr Miejski im. Witolda Gombrowicza w Gdyni Finał Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej 2022, Teatr Miejski im. Witolda Gombrowicza w Gdyni Finał Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej 2022, Teatr Miejski im. Witolda Gombrowicza w Gdyni ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
dwa plus trzy jako liczbę:
komentarze (1)
  • Użytkownik niezalogowany Agnieszka Górnicka
    Agnieszka Górnicka 2022-10-29   15:47:49
    Cytuj

    szczeciński Teatr Współczesny, nie Powszechny.