AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Dmuchane żaby

Pułapka, reż. Krzysztof Babicki, Teatr Miejski w Gdyni
Absolwentka Uniwersytetu Gdańskiego, doktor nauk humanistycznych. Referentka krajowych i międzynarodowych konferencji naukowych poświęconych literaturze i kulturze. Publikowała m.in. w internetowym „Dzienniku Teatralnym” oraz w miesięczniku „Teatr”. Współpracowała z Centrum Sztuki Współczesnej „Łaźnia” i Nadbałtyckim Centrum Kultury w Gdańsku. Mieszka w Gdyni.
A A A
fot. Roman Jocher  

Mały Franz (Krzysztof Berendt) tuli się lękliwie do troskliwej piastunki Józi (Elżbieta Mrozińska). I opowiada o żabach – nadmuchiwanych przez wsadzane „w dupę” słomki i w swoim monstrualnym rozdęciu zmieniające się w latające smoki. Scena, którą reżyserujący Pułapkę Krzysztof Babicki rozgrywa na oszklonym podeście zawieszonym w głębi teatralnej przestrzeni, zawiera w sobie całą intensywność wpisanej w dramat Tadeusza Różewicza podwójności. Oto błoga chwila niewinnej czułości staje się wstydliwym momentem spowiedzi, dziecięca zabawa zaś – gestem bezmyślnego okrucieństwa. A żabie ciało jest jednocześnie upodloną, bolesną do granic cielesnością i reprezentacją nagle objawiającej się, groźnej potęgi.

W tej żabie mały Franz widzi swoje przyszłe losy. „Rozedrze mnie jak żabę” – przywołuje drżącym głosem postać Ojca (Grzegorz Wolf), który mocuje tożsamość syna w pułapce niezbywalnego statusu „zwierzęcia ofiarnego”, nadmuchanego w sadystycznej zabawie płaza. Statusu, którego dotkliwość nie pozwala wyjść w kontaktach z innymi ludźmi poza granice własnego „ja”. Stojący przed obliczem Ojca dorosły Franz (Piotr Michalski) nie jest w stanie wyszeptać już nic ponad ów obciążony wielością powinności i oczekiwań zaimek.

Gdyńska Pułapka jest kolejną pracą Krzysztofa Babickiego z dramatem Różewicza (pierwsze przedstawienie reżyser zrealizował blisko czterdzieści lat temu w Teatrze Wybrzeże), tekstem będącym jednym z najznakomitszych w dwudziestowiecznej dramaturgii polskiej, a u swych fundamentów stawiającym postać i twórczość Franza Kafki. Tym razem (i na szczęście!) reżyser odszedł niemal zupełnie od próby (prze)czytania Pułapki w porządku realistycznym – gdyńska adaptacja wydobywa niepokojącą, a zarazem skrajnie bolesną podwójność dramatu, w którym biografia zapowiada historię i na odwrót, w którym nieustannie jest „coś/ktoś” obok, który wreszcie, jak napisał przed laty Janusz Majcherek, „zmierza do ściany śmierci”. U Babickiego dwuwarstwowość całej opowieści przenika niemal każdy poziom scenicznego świata: od kostiumów (stylizowane na stroje z epoki, świetne projekty Hanny Szymczak) po swoistą dwubiegunowość poszczególnych aktorskich kreacji. Podwójność ta widoczna jest już od pierwszych scen, w których widzimy mieszczańską rodzinę Franza Kafki: demonstracyjnie obrażonego Ojca, małomówną i bierną Matkę (Beata Buczek-Żarnecka) oraz trzy siostry, milczące i w bliźniaczych sukienkach (Martyna Matoliniec, Marta Kadłub, Weronika Nawieśniak). Bohater jest zakleszczony w tym bolesnym, wrogim świecie, a jednocześnie przygląda mu się z zewnątrz. Tyle tylko, że to „z zewnątrz” wcale mnie ma dla niego statusu przestrzeni bezpiecznej, przewidywalnej. To kolejna pułapka – nakręcana przymusem tworzenia, wypowiadania siebie przy jednoczesnym poczuciu niewystarczalności i nieadekwatności słowa. Tę chybotliwość i niespójność Franza doskonale wyczuwa Ojciec. W znakomitej interpretacji Grzegorza Wolfa raz przywodzi on na myśl drapieżcę, który wywęszy ofiarę po pojedynczej kropli krwi, a innym razem przywołuje postać upierdliwego, zgnuśniałego mieszczucha. Oba oblicza Ojca najchętniej zwracają się w kierunku Franza – nieprzystającego, niewystarczającego, niepotrafiącego opowiedzieć siebie, a zarazem tak irytująco konsekwentnego w podejmowanych nieustannie próbach mówienia. Skazanego na kolejne ciosy, które Ojciec zadaje ostrymi niczym noże z sennego koszmaru słowami.

Sceniczna przestrzeń w scenografii Marka Brauna jest ponura, ciemna i skromna – stanowią ją pojedyncze meble (rodzinny stół, łóżko, szafa), z których część ma mobilny charakter. W tej ciemności, surowości miejsca i przedmiotów dzieją się losy bohaterów i bohaterek Pułapki, z których każdy i każda jest swego rodzaju egzemplifikacją losów Franza, ale też i personifikacją jego lęków. Od narzeczonej Felicji (Agnieszka Bała) począwszy, jej „wilgotną otwartą jamę ustną, szereg zębów i ruchliwy język” Franz widzi bowiem jako potworną pułapkę – cielesność, która go odstręcza, brzydzi, a bez obecności której obyć się nie może. Ciało, cielesność jest u Babickiego istotnym tematem – potraktowane jako potrzask, jako źródło cierpienia, bólu, brzydoty. Jako natarczywy, żarłoczny obiekt. Jak brzemienne ciało Szewcowej (Elżbieta Mrozińska); zwaliste, obleczone w biedę ciało Józka (Szymon Sędrowski) czy unieruchomione, posadzone w inwalidzkim wózku ciało syna Grety (Krzysztof Berendt). Nie mniej przerażające są ciała doskonałe w swoich kształtach – podskakujące na brzegu łóżka niczym pastelowa piłeczka, nonszalanckie ciało Felicji (Agnieszka Bała) czy zapraszające do bliskości ciało Grety (Monika Babicka). Piękne czy szpetne, wszystkie niosą bezwzględnie poniżenie i lęk.

Krzysztof Babicki, zgodnie z literackim oryginałem, luźno plecie ze sobą wyimki z biografii Kafki, przepuszczone przez filtry z twórczości pisarza i z naddatkiem klątwy historii. To wszystko mieli się na scenie, przenika, towarzyszy sobie. Raz niczym w karnawałowej zabawie, za chwilę – jak w najgorszym, najbardziej okrutnym koszmarze. Franz każe najlepszemu przyjacielowi (w roli Maksa Broda Dariusz Szymaniak) palić swoje dzieła, a płomienie tej osobistej tragedii zapowiadają ogień Zagłady. Apokalipsa pojawia się na horyzoncie nagle, ale – co porażające – nikogo nie dziwi i nie napotyka na żaden opór. Zabawa z siostrami w ciuciubabkę kończy się zniknięciem dziewcząt, a przygłupawy pomocnik fryzjera zamiast myć włosy – brutalnie przesłuchuje. Obraz błyszczących zębów roześmianej Felicji transfiguruje się w wizję złotych zębów w koszach. Przez okno szewskiego zakładu widać maszerujące oficerki, a skulone kobiece ciała idą ścieżką bez powrotu. Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość spotykają się, dialogują ze sobą, dookreślają siebie. Niewinne z pozoru zdarzenie przepoczwarza się w katastrofę. I na odwrót.

Najnowsza, gdyńska adaptacja Pułapki zbudowana jest na przeświadczeniu, że figura Franza stanowi rodzaj lustra odbijającego inne losy i historyczne sytuacje. To lustro przyjmuje i oddaje, czasem wyostrzając, niekiedy zniekształcając. Reżyser bardzo dobrze oddaje na scenie tę nieregularność (poszczególnych tożsamości, miejsc, czasu), przedstawienie bywa gwałtowne i głośne (napięcie podbija ilustracyjna muzyka Marka Kuczyńskiego), ale jest też czasem z premedytacją spowolnione, jakby zamarznięte, niczym odtwarzana w spowolnieniu filmowa taśma. Babicki chętnie zatrzymuje swoje postaci, zakleszcza je w unieruchomieniu, w pułapkach chwilowego letargu. Ale i pozwala im na moment wybuchać ekspresją – w chromym, konwulsyjnym tańcu ujawnia się Ojciec; w wirującej zabawie zatraca się na chwilę Franz. Reżyser chętnie korzysta z wpisanego w tekst Różewicza humoru – rodzina Szewca (Rafał Kowal) to rodzaj surrealistycznego, zbiorowego alter ego dystyngowanej rodziny Franza; a fragment z Fryzjerem (Bogdan Smagacki) udanie odbija absurdy Procesu czy Zamku.

Krzysztof Babicki po raz kolejny powrócił do Pułapki i jest to powrót udany – przemyślany, weryfikujący wcześniejsze doświadczenia, przesuwający wypracowane akcenty, bardzo dobrze korzystający z potencjału aktorskiego zespołu. Chociaż w interpretacji Babickiego postać Ojca nie jest wiodącą (co w adaptacjach teatralnych dramatu Różewicza zdarzało się nadzwyczaj często), to jednak kreujący ją Grzegorz Wolf niemal całkowicie włada gdyńską sceną – budując skomplikowaną, budzącą podziw i grozę postać, jedną z najlepszych, jakie w ostatnich latach możemy oglądać na trójmiejskich scenach. Bardzo dobrze postać Franza poprowadził Piotr Michalski. Aktor poddał się niejasnej, celowo zaburzonej czasowości tekstu, jego wszystkim „pułapkom”, przeskalowaniom. Stworzył postać głęboko osobną, a zarazem bezpowrotnie spętaną z resztą świata. Bardzo dobrze wypadły drugoplanowe role Elżbiety Mrozińskiej, Szymona Sędrowskiego, Dariusza Szymaniaka czy Macieja Wiznera. Swój przejmujący fragment świetnie zbudowała Monika Babicka w roli oszukanej, przede wszystkim przez los, Grety.

W finałowej scenie obok buzującego ogniem piecyka siada Duszyczka (Nikita Matsiuk). W tym piecu Franz chce spalić swoje dzieła, w tym piecu spłonęły trzy siostry w identycznych sukienkach. W tym piecu płonie świat – chciałoby się rzec, patrząc na siedzące na gdyńskiej scenie ukraińskie dziecko. I znów pamięć wraca do pierwszych fragmentów przedstawienia, w których chłopiec opowiada o nadmuchiwanych brutalnie żabach. Ofiarach, które nic i nikogo nie odkupiły. Zwierzętach ofiarnych, które w ostatnich konwulsjach dziecięca, bezradna wobec zła wyobraźnia przemienia w groźne smoki.

18-05-2022

Teatr Miejski w Gdyni
Tadeusz Różewicz
Pułapka
reżyseria: Krzysztof Babicki
scenografia: Marek Braun
kostiumy: Hanna Szymczak
muzyka: Marek Kuczyński
ruch sceniczny: Katarzyna Migała
obsada: Piotr Michalski, Dariusz Szymaniak, Grzegorz Wolf, Beata Buczek-Żarnecka, Marta Kadłub,. Martyna Matoliniec, Weronika Nawieśniak, Agnieszka Bała, Monika Babicka, Olga Barbara Długońska, Elżbieta Mrozińska, Rafał Kowal, Bogdan Smagacki, Mariusz Żarnecki, Agata Moszumańska, Krzysztof Berendt, Szymon Sędrowski, Jacek Bała, Maciej Wizner, Nikita Matsiuk (gościnnie)
premiera: 7.05.2022

galeria zdjęć Pułapka, reż. Krzysztof Babicki, Teatr Miejski w Gdyni. Pułapka, reż. Krzysztof Babicki, Teatr Miejski w Gdyni. Pułapka, reż. Krzysztof Babicki, Teatr Miejski w Gdyni. Pułapka, reż. Krzysztof Babicki, Teatr Miejski w Gdyni. ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
jeden razy osiem jako liczbę: