Ogniowkurw
Heksy, reż. Monika Pęcikiewicz, Teatr Polski w Podziemiu

fot. Natalia Kabanow
Teatr Polski w Podziemiu pokazuje Heksy w Piekarni. Brzmi to konspiracyjnie, jakby Ruscy na Polskę już najechali. „Piekarnia” to nazwa własna Centrum Sztuk Performatywnych Instytutu Grotowskiego we Wrocławiu. Heksy, od niemieckiego wyrazu „die Hekse” („czarownica”), to tytuł głośnej powieści Agnieszki Szpili, pisanej na ogniokurwie. Szpila wściekle walczy z patriarchatem. Teatr Polski w Podziemiu to kolektyw artystek i artystów teatru, założony w mrocznych czasach nowożytnego średniowiecza.
Wchodzę na widownię. Przede mną zieje pusta przestrzeń Piekarni. Snują się po niej aktorzy. Rozpoznaję Andrzeja Kłaka. Przemyka też Michał Mrozek. Ich łatwo rozpoznać. Jest także studentka Akademii Sztuk Teatralnych (AST) Anastazja Kowalska. Powinna teraz pisać pracę magisterską. Wybrała Podziemie.
Chyba się zaczyna. Muzyka narasta. Aktorki i aktorzy rzucają się ślizgiem na scenę. W programie przeczytałem, że Szpila sama zrobiła adaptację powieści i wykorzystała własne improwizacje z koleżanką aktorką. Mam złe przeczucia. Niewiele z tych ślizgów rozumiem. Muzyka jest świetna, ale we mnie narasta wkurw… powoli, ale narasta.
Na szczęście pojawia się Anna Ilczuk. Gasi mój ogniowkurw. Jest znakomita. Gra Szajbel, szefową wielkiego koncernu paliwowego, kluczową postać w powieści. Wreszcie daje się cokolwiek pojąć z działań scenicznych. Kłak gra jej kalekiego męża.
Nie udało mi się przebrnąć przez książkę Szpili w całości. Znam tylko fragmenty. Wsysały mnie jej porywające obrazy. Z każdą próbą czytania patriarchat nabrzmiewał we mnie całą straszliwą historią kobiet. Próbowałem jakoś zrzucić z siebie odpowiedzialność, ale wtedy zamieniałem się w kobietę. To mnie jeszcze bardziej przerażało. Dziki język Szpili wyrzucał mnie w kosmos.
Tymczasem w Piekarni Ilczuk jako Szajbel zamknięta jest w klatce. Tu nawiedzają ją kabaretowi rodzice: Janka Woźnicka podwyższona koturnami i rewelacyjny, jak zawsze, Michał Opaliński. Tworzą razem malowniczą kompozycję. Potem mąż Szajbel odmawia żonie seksu. Trudno mu się dziwić. Jej propozycje erotycznych rozkoszy są raczej ekstremalne. Z późniejszej sceny zresztą wynika, że facet jest uzależniony od pornografii. Ale mogłem coś pokręcić.
W książce zdesperowana Szajbel ostatecznie gasi żądzę w kontakcie z fallicznym drzewem. Eko-seks nie wyzwala jej z ideologii patriarchatu. Wciąż potrzebuje fallusa. Być może Szajbel, w przeciwieństwie do Szpili, nie czytała późnych rozpraw Michela Foucaulta. Pamiętam, że podczas kulturoznawczych studiów Agnieszki w Uniwersytecie Wrocławskim, sporo rozmawialiśmy o koncepcji „technologii siebie”.
Foucault podczas narkotycznych halucynacji w Death Valley uznał ostatecznie własną seksualność. Był radykalnym sadomasochistą. W artykułach i wykładach zaczął propagować seks wolny od biologii jako narzędzie konstruowania własnej tożsamości. Każda osoba powinna tworzyć siebie jak dzieło sztuki, a nade wszystko kreować rozkosz seksualną.
W powieści Heksy eko-feministki z XVII wieku, czyli członkinie eko-sekty Ziemistych, umieszczają w swoich waginach rośliny, albo szukają ukojenia pocierając łechtaczkami o mech. Nie uwolnią się nigdy od biologii. Patriarchat jak klątwa zatruł ich ciała.
Po scenach Ilczuk jako szefowej koncernu paliwowego całkiem się pogubiłem. Nie zauważyłem, kiedy z Szajbel przemieniła się w Mathilde. Tymczasem akcja spektaklu cofnęła się do XVII wieku. Opaliński i Mrozek nałożyli bogate kostiumy kościelnych dostojników. Przestałem śledzić akcję, bo nie umiałem powiązać kolejnych scen w sensowną narrację. Skupiłem się na podziwianiu wybitnego chwilami aktorstwa.
Świetna Justyna Janowska odegrała porażającą scenę opętania, jak w najlepszych spektaklach Grotowskiego. Drgała widowiskowo i ofiarnie padała na betonową podłogę. Aktorska perełka w stylu Księcia Niezłomnego. Żałowałem, że trwało to tak krótko.
Potem Ziemiste zaglądały sobie w krocza i malowniczo turlały się ze schodów. Zachwyciła mnie Anastazja Kowalska. To jedna z bardziej utalentowanych studentek, z którymi zetknąłem się w AST. Anastazja z dużą brawurą przepuszczała przez siebie nieokiełznane teksty Agnieszki Szpili. Proponowała aktorstwo zadziwiająco, jak na jej młody wiek, dojrzałe i uduchowione.
W spektaklu pojawiła się jeszcze jedna z moich magistrantek w AST, Katarzyna Wuczko, która właśnie skończyła pisać pracę dyplomową. Badała sytuację młodych osób po szkole teatralnej w obliczu współczesnych wyzwań. Jako aktorka w Heksach musiała się mierzyć z niemniejszymi wyzwaniami. Szpila w swej prozie nie bierze jeńców.
Teatr Polski w Podziemiu to już drugi zespół teatralny mierzący się z Heksami. Wcześniej Teatr Dramatyczny w Warszawie poległ w konfrontacji z powieścią. Agnieszka Szpila oficjalnie odmówiła udziału w premierze, wywołując lawinę dramatycznych zdarzeń. Monika Strzępka, reżyserka warszawskich Heks, odwołała premierę, a wkrótce potem musiała się pożegnać z dyrektorskim stołkiem.
We Wrocławiu katastrofy nie było, ale też nie powstało teatralne arcydzieło. Reżyserka Monika Pęcikiewicz i autorka adaptacji Agnieszka Szpila nie zdołały przełożyć ogniowkurwu książki na teatr. Nie jestem pewien, czy to właśnie autorka powieści, opętana własną prozą, powinna robić teatralną adaptację swojego dzieła.
W książce Szpila dzikim językiem buduje wspaniałe, wielopoziomowe obrazy. W spektaklu brakuje porywających wizji. Tekst na scenie, zredukowany do obsceny, ani nie szokuje, ani nie bulwersuje. Potwierdza tylko dominację patriarchatu.
Ziemiste w spektaklu nie tworzą alternatywnej utopii, to raczej grupa zagubionych dziewczyn bez żadnej sprawczości. Przypominały mi uczestniczki parateatralnych eksperymentów sprzed pół wieku, uznanych ostatecznie przez Grotowskiego za błąd w sztuce. Wrocławskie Ziemiste nie zagroziły władzy mężczyzn, paradujących po scenie w pysznych kościelnych szatach, nie inspirowały do wyrazistej, antypatriarchalnej interpretacji spektaklu.
Po przedstawieniu pozostał mi ogniowkurw na zmarnowaną okazję. Przez trzy i pół godziny wybitne osoby aktorskie marnowały talenty i czas w marnym przedstawieniu. A podobno spektakl miał być jeszcze dłuższy. Reżyserka w ostatniej chwili skróciła dzieło o godzinę…
Teatr Polski w Podziemiu
Heksy
Reżyseria: Monika Pęcikiewicz
Dramaturgia i adaptacja (z wykorzystaniem fragmentów improwizacji autorstwa Agnieszki Szpili i Anny Kłos): Agnieszka Szpila
Scenografia i kostiumy: Karolina Benoit i Grzegorz Więckowski
Wizualizacje – reżyseria i art direction: Sebastian Pańczyk
Muzyka: Stefan Węgłowski
Choreografia: Aleksandra Grącka-Baczyńska
Ruch sceniczny: Bartłomiej Gąsior
Reżyseria światła: Wojciech Puś
Wizualizacje 3d: Bartłomiej Szlachcic
Zdjęcia: Kuba Czapczyński
Produkcja wizualizacji: Anna Pietkun
Asystenci reżyserki: Michał Opaliński i Dagmara Antoniszyn
Obsada: Anna Ilczuk, Justyna Janowska, Andrzej Kłak, Anastazja Kowalska, Michał Mrozek, Piotr Nerlewski, Michał Opaliński, Janka Woźnicka, Katarzyna Wuczko
Premiera: 21 marca 2025, Centrum Sztuk Performatywnych Instytutu Grotowskiego
Heksy, reż. Monika Pęcikiewicz, Teatr Polski w Podziemiu
Oglądasz zdjęcie 4 z 5