AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Aktorskie solo

Dożywocie, reż. Filip Bajon, Teatr Polski im. Arnolda Szyfmana w Warszawie
Fot. Marta Ankiersztejn  

W XIX-wiecznym prawie istniał zapis o dożywotnim przekazaniu krewnemu majątku ziemskiego przez jego właściciela oraz o możliwości odsprzedania przez nabywcę posiadłości osobie trzeciej. Prawo to stało się, jak wiadomo, kanwą Fredrowskiej komedii.

Leon Birbancki, hulaka i fircyk, stracił właśnie dożywocie, które ktoś sprytnie podkupił. Nieznajomym okazuje się stary Łatka, lichwiarz, który jednocześnie pełni rolę „anioła stróża” – Sylfidy (tak nazywa tajemniczego opiekuna Birbancki) wobec Leona. Pragnie on nade wszystko przedłużyć cenne, z uwagi na własne materialne korzyści, życie lekkoducha. Sprowadza do niego lekarzy, wysyła paczkę z ciepłą bielizną, śle przestrogi. Przeciwności losu skłaniają ostatecznie Łatkę do decyzji o przekazaniu dożywocia dalej – odsprzedania go przyjacielowi, Twardoszowi. Transakcja z różnych przyczyn nie może dojść do skutku. Rzecz komplikuje się, gdy do gospody, gdzie toczy się akcja, przybywa dłużnik Łatki, Orgon, wraz z córką Rózią. Orgon gotów jest wydać, a raczej sprzedać córkę Łatce w zamian za anulowanie części procentów. Jednocześnie okazuje się, że Rózia i Leon przyjaźnili się w dzieciństwie i gdy teraz nieoczekiwanie następuje ich spotkanie po latach, dawne uczucia wracają. Sytuacja sprzyja im tym bardziej, że sam Łatka, zapobiegając ryzykownej dla Birbanckiego podróży balonem, zamyka młodych w pokoju. Birbancki dowiaduje się od sługi, kto kryje się pod imieniem Sylfida. Celowo podkłada Łatce swój list do ukochanej, w którym informuje Rózię o planowanym samobójstwie, jeśli ich małżeństwo nie dojdzie do skutku. Przerażony perspektywą Łatka nie tylko odstępuje Leonowi Rózię, ale także oddaje dożywocie za połowę ceny. Miłość do Rózi z kolei tak bardzo zmienia Leona, że obiecuje on nowe, stateczne i spokojne życie.

Fredrowskie komedie, bez względu na epoki i mody, zawsze stanowiły dla teatru próbę sił, a zwłaszcza szansę dla popisu aktorskiego kunsztu. Niezależnie od inscenizacyjnego pomysłu, sprawa obsady wydaje się tu kluczowa. Niektóre kwestie wypowiadane w Ślubach panieńskich, Panu Jowialskim, Zemście czy właśnie Dożywociu znane są publiczności bez mała na pamięć. Na ważny monolog czy też dialog czeka się niecierpliwie i w napięciu, tak jak na słynną arię w operze, by przywołać chociażby scenę pisania listu z Zemsty

Kto grał w przeszłości Łatkę? Najwięksi: od Rychtera i Królikowskiego przez Solskiego, Woszczerowicza, Holoubka, Łomnickiego, po Pszoniaka. I to na ich role się chodziło. Łatkę w Polskim w przedstawieniu Filipa Bajona gra Jarosław Gajewski. Z pewnością świadom ciążącej tradycji, ale też i wolny od wypełniania wobec niej jakichś powinności czy długu (jakkolwiek w tym kontekście słowo to zabrzmi), kreśli on z powodzeniem portret nędznego spekulanta – precyzyjnie co do milimetra. Nie ma tu  mowy o nieprzemyślanym czy niedopracowanym spojrzeniu, ruchu, geście. Każde drgnienie mięśni, półgrymas, mrugnięcie okiem – znajdują motywację. Łatka w interpretacji Gajewskiego z początku jawi się niczym lis, pozornie nieszkodliwy, przyczajony. Bada, uważnie przygląda się otoczeniu, wietrzy możliwości, które pozwolą skutecznie chronić interes, ale też próbuje rozdawać karty. Łatka to człowiek o wielu twarzach i możliwościach: sprytny, przenikliwy, uniżony sługa, gdy tego wymaga chwila, potrafi udawać przyjaciela, osobę skrzywdzoną przez los; gdy trzeba – bywa troskliwy i opiekuńczy, to znów napastliwy i drapieżny; dumny i pyszny, nie znosi sprzeciwu, sam skory do knowań, wszędzie widzi spisek. W miarę rozwoju akcji jego działania zdają się nabierać gwałtowności i przyspieszenia. Nic nie może wymknąć się spod kontroli. Gorliwość w pilnowaniu majątku wydaje się graniczyć z obłędem. Błysk w oku i szalone spojrzenie dostrzec można u niego coraz częściej z biegiem zdarzeń. W drugim i trzecim akcie, gdy piętrzą się niesprzyjające okoliczności, Łatka uwija się jak w ukropie. Jest tu i tam jednocześnie, rozdarty między kolejnymi wyzwaniami. Biegiem, w podskokach, zgarbiony w pośpiesznym truchcie, to znów wyprostowany jak struna, zaskoczony czyjąś reakcją, zamiera na chwilę w zdumieniu, po to tylko by pozbierać myśli i uderzyć z podwójną siłą. Swoje ofiary, by tak rzec, łapie w locie, te zaś próbują wyrwać się z jego objęć – rzadko skutecznie. Palce potrafią liczyć, ale także tańczyć, gdy temperatura wzrasta. Lecz stan ducha odzwierciedla nie tylko mowa dłoni. Każda niemal kwestia ma przełożenie na działanie fizyczne – ręka wymierza celnie kierunek rażenia, za nią biegnie rozedrgane ciało, dwoi się i troi dla osiągnięcia celu. Za chwilę wykona zwrot albo cały obrót, by mocniej podkreślić racje. Celne znajdowanie przez Gajewskiego ekwiwalentu w ruchu dla emocji czy intencji przywodzi na myśl mistrzowską lekcję z pogranicza aktorstwa dell’ arte, znaną z wykonań choćby Ferruccio Soleriego. Trzeba przy tym zaznaczyć, że Gajewski kreuje Łatkę jako postać złożoną, równie komiczną, co tragiczną, dojmująco samotną w swoim skąpstwie i wyrafinowanej chytrości, wyzbytą empatii i uczuć, która ostatecznie przegrywa.

Szkoda, że ów czysty w rysunku i brzmieniu aktorski przekaz zostaje niejednokrotnie zmącony, lecz nie z winy Łatki-Gajewskiego. Bohater pojawia się w przestrzeni zawieszonej pomiędzy współczesnymi realiami giełdy i salonu gry jednocześnie (czy konieczna jest aż taka dosłowność, by zrozumieć sens sztuki?) a staropolskim światem. Owe nieprzystające do siebie rzeczywistości, zestawione dwa różne porządki, nie ułatwiają zadania aktorom. Wprowadzają zamieszanie, żeby nie powiedzieć – chaos. Nagie maklerki i pijani maklerzy jako goście otwierającej spektakl stypy, wyprawionej przez Birbanckiego po stracie majątku, powracają na scenę regularnie, w sytuacjach najmniej oczekiwanych. Więcej, zagłuszają z drugiego planu najważniejsze wypowiedzi pierwszoplanowych postaci, w tym przede wszystkim Łatki, jak choćby jego słynne nakłanianie Twardosza do podpisania umowy z III aktu:
ŁATKA
Jasiu, Janciu, dla miłości
Boga Ojca jedynego,
Nie nudź też tak bez litości,
Bo nim przyjdzie co do czego,
Tak udręczysz, tak utrudzisz,
Tak wymęczysz, tak wynudzisz,
Że aż krew się w żółć przemienia.
 
A tak chciałoby się go posłuchać!

10-02-2016

 

Teatr Polski im. Arnolda Szyfmana w Warszawie
Aleksander Fredro
Dożywocie
reżyseria: Filip Bajon
scenografia: Anna Wunderlich
kostiumy: Dorota Roqueplo
muzyka: Michał Lorenc
światła: Mirosław Poznański
obsada: Krzysztof Kwiatkowski, Adam Biedrzycki, Piotr Cyrwus, Marta Kurzak, Jarosław Gajewski, Szymon Kuśmider, Krystian Modzelewski, Tomasz Brzostek, Paweł Krucz, Marta Alaborska, Joanna Halinowska, Afrodyta Weselak, Piotr Bajtlik, Tomasz Błasiak, Wojciech Czerwiński, Dominik Łoś
premiera: 29.01.2016

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
trzy plus dziesięć jako liczbę: