AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Bałuckiego lekcja tańca

Dom otwarty, reż. Krystyna Janda, Teatr Polski w Warszawie
fot. Karolina Jóźwiak  

Michał Bałucki, często traktowany protekcjonalnie, postrzegany zarówno przez sobie współczesnych, jak i potomnych jako autor scenicznych ramot, anachronicznych „dobrze skrojonych” sztuczek, wydaje się pisarzem niedocenionym. Nie mogąc unieść ciężaru bezpardonowej nagonki, stał się postacią zgoła tragiczną, niejako persona non grata wypchniętą pod presją środowiska literacko-teatralnego poza nawias epoki. Przestał się w niej mieścić, nie odpowiadał nadchodzącym trendom i wymogom. Atakowany za rzekomą powierzchowność krotochwil, wątłość intelektualną i schematyczność tracił siły twórcze, by ostatecznie przypłacić ową degradację depresją zwieńczoną dramatycznym, spektakularnym gestem.

Dom otwarty, po który sięga dziś Krystyna Janda w Teatrze Polskim, wymyka się tamtym opiniom i sądom. To nie tylko komedia łatwa i przyjemna, będąca przeglądem charakterów, ludzkich przywar i wad. Janda o tym wie – nie po raz pierwszy wystawia Bałuckiego. Zapisane w sztuce krytyka mieszczaństwa i jednoczesna diagnoza czasów, dzięki zastosowanej przez autora figurze tańca, zyskują nośność i głębsze znaczenie.

Niby nic nadzwyczajnego: żyjąca w spokoju rodzina organizuje wieczór taneczny. Otwierając w karnawale podwoje swojego domu dla obcych, przemeblowuje wnętrza, dostosowując je do potrzeb zaproszonych. Dla nich i dla własnej rozrywki, która ma przełamać nudę i jałowość codzienności, Żelscy gotowi są odłożyć na bok wygodę i przyzwyczajenia. Bal co się zowie, na którym zjawiają się także dziwacy, podejrzani osobnicy różnej maści i pochodzenia, przerasta jednak wyobrażenia gospodarzy. Ci ostatecznie niczego już więcej nie pragną, jak wrócić do punktu wyjścia – zamknąć dom i odkręcić dzwonek. W przedstawieniu znajdują schronienie za bezpieczną fasadą bordowych zasłon, w zielonym gąszczu sztucznych kwiatów.

Nie jedyna to sztuka Bałuckiego, gdzie dramatopisarz odwołuje się do motywu tańca. Wydaje się, że autor Klubu kawalerów wierzy w jego życiodajną moc i zadanie w społeczno-kulturowych i obyczajowych przemianach. W Domu otwartym owo przeświadczenie niesie między innymi wodzirej Fikalski, którego w spektaklu gra Szymon Kuśmider. Postać ekscentryczna, barwna wprowadza zamieszanie, ferment, destabilizuje „małą” rzeczywistość. Statyczności i martwocie przeciwstawia dynamikę i gotowość do działania. Nieoczywiste rozwiązania zaproponowane przez aranżera powodują zaskoczenie, konsternację, a nawet dyskomfort wśród zgromadzonych. Śmiały reformator zastanego porządku przeplata polkę z kadrylem, łączy narodowego mazura z kotylionem, ludowość z salonem, tradycję z nowoczesnością, wreszcie – urodę z niezdarnością. W interpretacji Kuśmidra Fikalski to operetkowy, egzaltowany, nieco zniewieściały, choć nieobojętny na wdzięki kobiet bon-vivant i latawiec. Jest reżyserem teatru amatorskiego, a zarazem krzewicielem wiedzy o tańcu owładnięty jego zaraźliwą pasją. Jego zdaniem taniec stanowi: „jeden z najważniejszych czynników społecznych, środek rozbudzenia życia towarzyskiego, kojarzenia związków rodzinnych; neutralny teren, na którym spotykają się i zbliżają do siebie ludzie najrozmaitszych przekonań, wyznań”.

Fikalski, który dla zrealizowania swej wizji choreograficznej potrzebuje „przestrzeni, perspektywy, światła”, to niejako porte parole Bałuckiego. Jego niema postać (Wojciech Czerwiński) zostaje, skąd inąd, słusznie wprowadzona przez reżyserkę na scenę. Zaprasza on widzów na spektakl, przygląda się mu z ciekawością, ale też z dystansem i powagą mistrza ceremonii, siedząc w zamyśleniu na proscenium. Po czym spektakl zamyka strzałem z pistoletu wymierzonym w skroń. Publiczność reaguje na ów czyn śmiechem. Podobnie na większość scen rozegranych przez aktorów z rozmachem i z wdziękiem. Jak na ironię wtedy, u progu XX wieku, tak i teraz granice między życiem i sztuką ulegają zatarciu. Mało kto spodziewa się takiego finału. Szkoda, że w przedstawieniu postać autora zostaje zaledwie dotknięta, a jego tajemnicza obecność i biografia nieobjaśnione widzom.

Michał Bałucki ginie w samobójczym akcie na krakowskich Błoniach. W tym samym 1901 roku odbywa się prapremiera arcydramatu Wyspiańskiego. Nie jest to przypadek.  

Twórca Grubych ryb, obdarzony teatralną wyobraźnią, nigdy nie skąpił aktorom materiału do tworzenia ról. W spektaklu w Teatrze Polskim artyści potrafią go wykorzystać. Powstają efektowne portrety. Trafnie przerysowane – jak Pulcheria Ewy Makomaskiej, Wicherkowski Adama Biedrzyckiego, Katarzyna Katarzyny Skarżanki czy mocno charakterystyczne – Wróbelkowski Modesta Rucińskiego, Fujarkiewicz Sławomira Grzymkowskiego, Malinowski Jakuba Kordasa, Bagatelka Maksymiliana Rogackiego, młode Ciuciumkiewiczówny (Dorota Landowska, Eliza Borowska, Marta Alaborska, Katarzyna Strączek). To znów przesadnie grubo kreślone – jak w przypadku Janiny kresowym zaciąganiem, scenicznym „ł” Anny Cieślak czy pijanego lokaja Franciszka w wykonaniu Pawła Krucza. Bohaterowie spełniają się w komicznych duetach: Kamila z Adolfem (Hanna Skarga, Ignacy Liss), Pulcheria z Wicherkowskim (Ewa Makomaska, Adam Biedrzycki), Janina z Władysławem (Anna Cieślak, Tomasz Błasiak), Telesfor z Władysławem (Henryk Niebudek, Tomasz Błasiak), Katarzyna z Ciuciumkiewiczem (Katarzyna Skarżanka, Antoni Ostrouch). Dopiero w relacji poszczególne indywidualności zyskują kompletny wyraz. Humor w dialogu ma szansę wybrzmieć.

Żywioł ruchu czyni osoby, które się z niego wywodzą, wyrażają precyzyjnie i dobitnie przy jego pomocy. Ich nacechowanie, sposób ekspresji, inspirowane są i definiowane poprzez określony krok (Pulcheria Makomaskiej, Katarzyna Skarżanki, Miecia Borowskiej, Tecia Landowskiej), wymowny, nierzadko powtarzany gest (Wicherkowski Biedrzyckiego), szczególną postawę ciała (Bagatelka Rogackiego). Widać w tym decyzje reżyserskie, niemałą pracę choreografa i samych aktorów.

W drugim akcie w układach poloneza, kadryla, polki, mazura skomponowanych przez Emila Wesołowskiego kryją się intencje, napięcia, emocje bohaterów: zazdrość, zawiść, złość, gorycz. Każdego z osobna i wszystkich razem. Tych, którzy jak kukiełki w szalonym korowodzie, z okrzykami na ustach i z balonami w rękach, w pośpiechu, nieprzytomnie „wężem”, „ulicą” wybiegają z głębi jadalni przerobionej na bawialnię ku przodowi, do saloniku. W rodzajowych scenkach, w żywej wymianie zdań dają upust fantazjom, ale i frustracjom. Pozwalają sobie na więcej niż zwykle wypada, na przekroczenie obowiązujących ram i konwenansów, na niewybredne żarty, na przepychanki na pluszowej kanapie o lepsze miejsce. Gubi się gdzieś elegancja, przepada wykwintność manier. Taniec pełni funkcję wyzwalacza pragnień i potrzeb, które dochodzą do głosu. Demaskuje wstydliwe pobudki. Na czas święta, gdy ciężkie, jaskrawe, obficie zdobione suknie niczym bombonierki łączą się z kotylionami, a pióra i kokardy we włosach dam z krakowskimi czapkami, realia zostają zawieszone. Sytuacja wymyka się spod kontroli. Zdarza się niejednokrotnie, że partnerzy do siebie nie przystają, zamiast zgodnego pas odsłania się pokraczna poza. Harmonię w parach zastępuje dysonans.

Na planie szopkowym rozgrywa się błaha intryga, a jednocześnie podskórny dramat sprzecznych oczekiwań, prowincjonalnych aspiracji, w którym słychać echo politycznych i społecznych kompromisów. Bez mała dwadzieścia lat po Domu otwartym Wyspiański stawia Wesele, w którego błędnym kole ujawniają się słabości oraz narodowe ambicje i marzenia. Niby waga sztuki inna, kaliber i skala nie te, lecz zasada jakby podobna do tej zaproponowanej przez komediopisarza: proszeni-nieproszeni goście – odmieńcy, garbaci, sepleniący kawalerowie oraz histeryczne, szpetne, niezgrabne pannice niczym zjawy we śnie obnażają niedostatki i grzeszki, w tym hipokryzję, zakłamanie i pretensjonalność domowników. Podstawiają ich naturze krzywe zwierciadło. Jedną ze szkód wyrządzonych podczas zabawy u Żelskich okazuje się zbite lustro. Oprócz tego ktoś gubi nakrycie głowy, ktoś inny się upija, ktoś obraża, ktoś obłudnie udaje grzecznego. Ktoś kogoś wyprowadza w pole, zdradza, zawodzi. Z tego wszystkiego jedna z kobiet dostaje migreny. W miasto idą niepokojące plotki i pomówienia pod adresem organizatorów potańcówki. Trochę na złość, na przekór tym, co chcą nade wszystko dobrze wypaść, lepiej się poczuć i jeszcze spodobać innym – nic z tego.

Kinetyczny wymiar (drobnomieszczańskiej) rzeczywistości i jej dwubiegunowość zawarte w sztuce dają znać o sobie w przedstawieniu. Bezruch i mobilizacja, niemoc i gwałtowność, bierność i pobudzenie, jak przeczuwa Bałucki, stanowią siłę napędową rozwoju świata. Proces ten raz otwarty, nawet w najbardziej trywialnych i pozornie lichych okolicznościach nie daje się zatrzymać.

Dobrze, że Teatr Polski ma odwagę przypomnieć i odczarować bałucczyznę.

28-02-2024

Teatr Polski w Warszawie
Michał Bałucki
Dom otwarty
reżyseria: Krystyna Janda
scenografia: Maciej Preser
kostiumy: Elżbieta Terlikowska
choreografia: Emil Wesołowski
reżyseria światła: Katarzyna Łuszczyk
opracowanie muzyczne i aranżacje: Piotr Łabonarski
obsada: Tomasz Błasiak, Anna Cieślak, Hanna Skarga, Henryk Niebudek, Ignacy Liss, Szymon Kuśmider, Adam Biedrzycki, Ewa Makomaska, Antoni Ostrouch, Katarzyna Skarżanka, Dorota Landowska, Eliza Borowska, Marta Alaborska, Katarzyna Strączek, Modest Ruciński, Sławomir Grzymkowski, Jakub Kordas, Maksymilian Rogacki, Paweł Krucz, Michał Kurek, Krystian Modzelewski, Wojciech Czerwiński
premiera: 27.01.2024

galeria zdjęć Dom otwarty, reż. Krystyna Janda, Teatr Polski w Warszawie Dom otwarty, reż. Krystyna Janda, Teatr Polski w Warszawie Dom otwarty, reż. Krystyna Janda, Teatr Polski w Warszawie Dom otwarty, reż. Krystyna Janda, Teatr Polski w Warszawie ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę:
komentarze (13)