AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Czerniucha

Kruk z Tower, reż. Robert Latusek, Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi
Pracownik Instytutu Kultury Współczesnej UŁ, redaktor miesięcznika „Dialog”.
A A A
fot. Greg Noo-wak  

Krukiem z Tower Teatr Jaracza nawiązuje do tych spektakli, które latami budowały jego repertuarowy kręgosłup: od angielskiego nowego realizmu, po rosyjski psychologizm w stylu Kolady. Nie każdy ma zaparkowany na scenie wehikuł czasu i tym bardziej nie każdy umie go uruchomić.

Dlatego też łatwo wskazać powód wystawienia tego dramatu białoruskiego dramatopisarza, Andrieja Iwanowa (ur. 1984): jest nim nie tyle chęć ukłonu w stronę sztuki dramatopisarskiej (o czym za chwilę), ile pragnienie wyciągnięcia ręki w stronę najwierniejszej publiczności Jaracza. Widzowie ci dostaną bowiem zamkniętą opowieść o ubranym w uwspółcześniony kostium, ale mimo wszystko ponadczasowym problemie, wyrażoną językiem raz to dosłownym, raz symbolicznym. Po śmierci ojca matka (Ewa Audykowska-Wiśniewska) nie umie znaleźć wspólnego języka z dorastającym synem (Mateusz Czwartosz). By dowiedzieć się, co kryje się w głowie Kostii, kobieta postanowi stworzyć fałszywy facebookowy profil i „zaprzyjaźnić” się z chłopakiem. Będzie się układało, póki prawda nie wyjdzie na jaw. Reżyserujący ten tekst Robert Latusek sprawnie balansuje na granicy realizmu i skonwencjonalizowanej przypowieści. Jego aktorzy raz to zdają się zupełnie pochłonięci problemami swoich bohaterów, raz to wchodzą w czytelną grę z publicznością: mówią do nas, jakby szukali zrozumienia albo po prostu potrzebowali kogoś, by się wyżalić. Precyzyjna gra nastrojem (zwykle jest ponuro, ale nie raz i nie dwa aktorzy rozświetlają mroki tekstu puszczeniem oka do sali) ma swój rytm i pozbawiona jest pretensjonalności. Prościutka scenografia Katarzyny Zbłowskiej (dom jest jak klatka, z której Kostia będzie chciał uciec – niczym ptak szukający wolności) jest zaś dla tych, którzy od teatru domagają się metafor.

Ale też – bez zbędnych rewerencji pod adresem twórców tego spektaklu – należy zaznaczyć, że wyciskają z tekstu Andrieja Iwanowa wszystko, co da się wycisnąć, a nawet sporo dodają: spektakl jest lepszy od dramatu, za co autor powinien być Jaraczowi naprawdę wdzięczny. Napisany w 2012 roku Kruk z Tower nie jest bowiem utworem wielkiej wagi, a przede wszystkim ciąży na nim piętno czasu, w którym go pisano. Już w chwili swojego powstania był późnym powidokiem po opisujących transformacyjną beznadzieję kameralnych sztukach paradokumentalnych o problemach zwykłych ludzi mieszkających w dawnym ZSRR. Z drugiej – jest w nim odziedziczone po angielskiej dramaturgii przełomu stuleci, zalewającej wówczas niemal wszystkie postkomunistyczne sceny, pełne dobrej woli przekonanie, że teatr to miejsce oddawania głosu dwóm stronom („a ty widzu decyduj, kto tu miał rację”). Dziś i jedno, i drugie trąci myszką. Zhardział i teatr, i problemy. Empatię wobec bohaterów zastąpił gniew wobec świata; pragnienie debatowania o tym, kto ma rację – wskazywanie źródeł zła (czy nam się to podoba, czy nie).

Rzecz jasna generalizuję: jakbym nie dostrzegał, że nie ma jednego teatru i jednej publiczności. Dostrzegam, dlatego już w pierwszych zdaniach zaznaczyłem, że ten spektakl będzie miał swoją publiczność. Tak jak swoją publiczność wciąż ma – czy ja wiem – Piaskownica Michała Walczaka (napisana jeszcze dekadę wcześniej), sztuka w jakimś sensie podobna do Kruka z Tower, bo też poświęcona problemom dorastania i rodzinnym waśniom; sztuka o bohaterach, którzy za skorupą gniewu kryją psychikę o strukturze mimozy; utwór pisany podobnym atramentem wiary w skrywaną dojrzałość nastolatków; dramat, którego język… zestarzał się wystarczająco, by dziś brzmiał sztucznie, ale jeszcze za mało, by był samowystarczalną gwarą.

Z jakimś współczuciem, choć i nieskrywanym podziwem, patrzyłem i słuchałem, jak świetny na scenie Mateusz Czwartosz ogrywa wszelkie wciórności napisane dekadę temu i niewiele później przełożone na polszczyznę, która dziś trąci myszką. „Niech spada na bambus!” – krzyczy Kostia. Albo: „Spiknijmy się”; „Walę sobie kapucyna”; „Zmiękła ci rura?”; „Wsio zajechane”. Ja wiem, że myślimy, że takim językiem mówią młodzi, ale… nie mówią (i nie mówili w chwili, gdy powstawał przekład, motyla noga!). A przywołuję te frazy z Kruka z Tower, bo one dobrze ilustrują ową nieszczerość, która kryje się za tekstem. Niby wszyscy chcą dobrze, niby wsłuchujemy się w problemy dorastających nastolatków, niby chcemy im oddać głos. Niby interesuje nas młode pokolenie.

Ale potem i tak, w imieniu tego młodego pokolenia, przemawia kręgosłup tradycji z wehikułu czasu.

28-01-2022

Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi
Andriej Iwanow
Kruk z Tower
przekład: Bożena Majorczyk
reżyseria: Robert Latusek
scenografia i kostiumy: Katarzyna Zbłowska
muzyka: Waldemar Osiecki
reżyseria światła: Olaf Makiewicz
obsada: Ewa Audykowska-Wiśniewska, Mateusz Czwartosz
premiera: 14.01.2022

galeria zdjęć Kruk z Tower, reż. Robert Latusek, Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi Kruk z Tower, reż. Robert Latusek, Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi Kruk z Tower, reż. Robert Latusek, Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi Kruk z Tower, reż. Robert Latusek, Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę:
komentarze (1)
  • Użytkownik niezalogowany Ania
    Ania 2022-02-03   04:57:18
    Cytuj

    Dlaczego u Drewniaka nie można dodawać komentarzy? To nie fair wobec innych. Dlaczego WY felietoniści się godzicie na taki przywilej Łukaszka – może on pisać co mu ślina na język przyniesie, bez obawy, że ktoś w jakikolwiek sposób skontruje jego debilizmy.