AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Dumna singielka

Księżniczka Turandot, reż. Ondrej Spišák, Teatr Dramatyczny m.st. Warszawy
Doktor nauk humanistycznych. Wykładowca Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina. Absolwentka Wydziału Wiedzy o Teatrze Akademii Teatralnej w Warszawie i Wydziału Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała w "Teatrze", którego była redaktorem, a także w "Dialogu" i "Więzi". Pracowała również jako sekretarz redakcji w wydawnictwie Świat Książki.
A A A
 

Publiczność, która wypełnia widownię Teatru Dramatycznego, zanim jeszcze na dobre rozpocznie się spektakl, indagowana jest przez czterech aktorów. Zachodzą drogę, zaczepiają, zadają niewygodne pytania. Te zdawałoby się mocno zgrane chwyty nadal bawią widzów. Niski, zawadiacki i wygadany Tartaglia, wysoki i flegmatyczny Pantalone, obnoszący swoją tuszę Brighella i budzący niepokój, pyszałkowaty Truffaldino wtargną potem na scenę niejednokrotnie, żeby zawiesić na chwilę historię Księżniczki Turandot i wygłaszać intermedia napisane przez Tadeusza Słobodzianka. Robią to w świetnym stylu. Autor bierze na cel przede wszystkim politykę i teatr. Na początku wsadza szpilę PiS-owi i premierowi Morawieckiemu za „miskę ryżu”, potem dostaje się kolegom po fachu z modnych warszawskich scen – Teatru Powszechnego i Nowego Teatru, w następnej kolejności jego cięty dowcip dosięga krytyków, a raczej krytyczek i teatrolożek (jedna z nich wymieniona jest z imienia i nazwiska w dość zaskakującym zestawieniu). Słobodzianek nie oszczędza reżyserów i aktorów, ale potrafi także zadrwić z samego siebie. Często trafia celnie, ale bywają też spostrzeżenia mniej błyskotliwe, do czego przyjdzie jeszcze wrócić.  


Premiera Księżniczki Turandot w nowym przekładzie Jarosława Mikołajewskiego odbyła się w ostatnich dniach września, a więc dialogi prowadzone przez postaci komedii dell’arte zgrabnie wpisywały się w retorykę przedwyborczą. Trzeba przyznać, że niektóre spostrzeżenia dyrektora Teatru Dramatycznego nic a nic nie straciły na aktualności, choć wybory za nami. Tym bardziej, że nierzadko stanowiły zarazem komentarz do motywów przewijających się w baśni Gozziego, silnie osadzonej we współczesnym kontekście przez Ondreja Spišáka.
 
Od pierwszych chwil widać też, że Spišák proponuje widzom grę z iluzją teatralną i to prowadzoną na kilku piętrach. Postaci z komedii dell’arte wprowadzają na scenę aktorów Teatru Dramatycznego, a ich nazwiska celowo zostają przerobione na włoską modłę. Zaprezentowana trupa ma przedstawić widzom baśń o chińskiej księżniczce, która ani myśli iść za mąż. Przez ponad dwie godziny oglądamy efektowne widowisko, odsyłające do różnych konwencji teatralnych. Obserwujemy również grę z tradycją wystawiania dramatu Gozziego. Dla przykładu Timur (Marcin Stępniak) – ojciec Kalafa, konkurenta do ręki okrutnej księżniczki – sprawia wrażenie wyjętego żywcem z Księżniczki Turandot Jewgienija Wachtangowa. Jego karykaturalnie długa i mocno eksponowana broda zdaje się nawiązywać do pomysłu charakteryzatorskiego wykorzystanego przez wspomnianego reformatora teatru. Tak oto w spektaklu Spišáka koncept goni koncept, aktorzy szarżują coraz bardziej i od pewnego momentu daje się odczuć, że siła komiczna kolejnych błazeńskich sztuczek i dowcipów blednie, a teatr zaczyna chwilami przywodzić na myśl kabaret. 

Jak w tych ramach mieści się historia Turandot? Jej postawa, rzecz jasna, zdaje się wpisywać we współczesną refleksję na temat feminizmu, miejsca kobiet, ich praw konfrontowanych z rzeczywistością. Dumna singielka buntuje się przeciw przeznaczeniu, które czyni zamążpójście sensem jej życia. Kontestuje nakaz przechodzenia kobiety z rąk ojca w ręce męża. Chce nacieszyć się wolnością, zanim powtórzy narzucony przez tradycję scenariusz, w którym ma realizować się jedynie jako żona i matka. Turandot odsuwa ten moment, chce jeszcze zaczekać. Jeśli ma powielać schemat, to wspólnie z mężczyzną, który będzie dla niej partnerem. Kandydatów jest wielu, ale żaden się nie nadaje. Filozoficzne pytania, padające z ust kobiety, natychmiast obnażają indolencję mężczyzn. Ale jest też druga strona medalu – wystawa trofeów Turandot, prezentowana przy wejściu do pałacu. To znaczy kolekcja ściętych głów należących do pretendentów do jej ręki, którzy nie zdołali sprostać wymaganiom księżniczki. Upiorna galeria ma odstraszać potencjalnych śmiałków, ale również w sposób spektakularny pokazuje, kto w tej rozgrywce jest górą. Jednak córka nie pozwoliłaby sobie na takie okrucieństwo, gdyby nie przyzwolenie i milcząca akceptacja ojca cesarza. Nie sposób więc uciec od pytania, czy bohaterka ma prawo posuwać się tak daleko i mordować, żeby zachować niezależność i utrzymać przestrzeń wolności?

Spišák i Słobodzianek wyraźnie dystansują się od radykalnych feministycznych postaw, dostrzegając ich karykaturalność, a także autorytaryzm. Odnoszę jednak wrażenie, że wyciągają zbyt pospieszne wnioski. Wszak temat jest trudny, budzi wiele emocji, nie poddaje się łatwym generalizacjom. Każda opinia w tej sprawie wymaga taktu i rozwagi. Dla przykładu żeńskie nazwy zawodów, obśmiewane w spektaklu, w niektórych przypadkach rzeczywiście nietrafione, są jednakże wyrazem walki o podmiotowość kobiet na obszarze języka. Silnie sformalizowana baśniowa konwencja odsłania wiele innych palących tematów, pchając spektakl w stronę publicystyki. Analogie wydają się oczywiste i pociągnięte grubą kreską, a na dodatek ograniczają inwencję aktorów, podsuwając im często wizerunki spod znaku satyry politycznej.

Agata Góral jako Turandot, jedna z najzdolniejszych aktorek swego pokolenia, usiłuje bronić postaci, ale zarazem zachowuje do niej rezerwę, uciekając się do przerysowanych min i póz, które osłabiają skomplikowane motywacje broniącej godności, wrażliwej kobiety, zmieniającej się w nieubłaganą, bezwzględną tyrankę. Henryk Niebudek jako cesarz Altum tworzy wizerunek podstarzałego i zdziecinniałego, choć niebezpiecznego władcy. Największą pasję cesarza stanowi zabawa z małpkami (skojarzenie ze współczesnym nad wyraz wpływowym parlamentarzystą i jego upodobaniem do konkretnych zwierząt domowych jest natychmiastowe). Michał Klawiter w roli Kalafa to pozornie kolejny mdły amant, który nie tylko dobrze śpiewa (w jego interpretacji fragment jednej z najpopularniejszych arii operowych Nessun dorma z Turandot Giacomo Pucciniego), ale też w ostatecznym rozrachunku stawia na swoim. Adelma (Anna Szymańczyk) i Zelima (Karolina Charkiewicz) są jak siostry bliźniaczki i przywodzą na myśl różne oblicza tej samej kobiety: jedna jest bezradna i słaba, druga silna, przebiegła i do tego bardzo zmysłowa.  

Ten wieczór należy jednak do Pantalone (Łukasz Wójcik), Brighelli (Kamil Siegmund) i Truffaldino (Mateusz Weber), a w szczególności do Łukasza Lewandowskiego w roli Tartaglii. Jest najmniejszy w tym zgranym kwartecie dell’arte, ale za to najbardziej wygadany. Usta mu się nie zamykają i nie przypadkiem to właśnie on wypowiada kluczowe kwestie. Nie ustoi w miejscu i zabawnym gestem na okrągło poprawia opadające rondo kapelusza. I jeszcze jeden ważny atut spektaklu – grający na żywo zespół o wymownej nazwie BUM BUM ORKeSTAR, który podkręca żywioł teatru. 

06-11-2019

galeria zdjęć Księżniczka Turandot, reż. Ondrej Spišák, Teatr Dramatyczny m.st. Warszawy <i>Księżniczka Turandot</i>, reż. Ondrej Spišák, Teatr Dramatyczny m.st. Warszawy <i>Księżniczka Turandot</i>, reż. Ondrej Spišák, Teatr Dramatyczny m.st. Warszawy <i>Księżniczka Turandot</i>, reż. Ondrej Spišák, Teatr Dramatyczny m.st. Warszawy ZOBACZ WIĘCEJ
 

Teatr Dramatyczny m.st. Warszawy
Carlo Gozzi
Księżniczka Turandot
przekład: Jarosław Mikołajewski
intermedia: Tadeusz Słobodzianek
reżyseria: Ondrej Spišák
scenografia i kostiumy: Szilárd Boraros
choreografia: Maćko Prusak
muzyka: Mateusz Wachowiak, Konrad Wantkych, BUM BUM ORKeSTAR
przygotowanie wokalne: Małgorzata Hauschild
obsada: Agata Góral, Henryk Niebudek, Anna Szymańczyk, Karolina Charkiewicz, Agata Wątróbska, Sebastian Skoczeń, Michał Klawiter / Otar Saralidze, Piotr Bulcewicz, Łukasz Wójcik, Łukasz Lewandowski / Robert T. Majewski, Kamil Siegmund, Mateusz Weber, Marcin Stępniak, Kamil Szklany, Jakub Szyperski
premiera: 27.09.2019

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
dwa plus trzy jako liczbę:
komentarze (1)
  • Użytkownik niezalogowany Alina
    Alina 2021-12-03   14:28:16
    Cytuj

    UWAGA: To nie AszDziennik (ani Pilne: Krystian Lupa powiedział) ___________ Pewien dyrektor teatru baaardzo nie może sobie poradzić z sytuacją, że na jego stanowisko odbędzie się konkurs. Żeby sobie poprawić mniemanie o sobie i podreperować ego, od kilku dni wysyła swoich pracowników, by łazili do Agnieszka Łabuszewska z awanturą o to, że przesunięto mu "jego" stolik o 2 metry [ROTFL] Czy naprawdę tacy ludzie powinni być dyrektorami instytucji publicznych? Czas ze sceny zejść. Albo dorosnąć w końcu. Czasy rozpieszczonych władców się kończą. Wymagamy czegoś innego. Mam nadzieje, że w konkursie na dyrektora Teatru Dramatycznego pojawią się kandydaci i kandydatki z innym, zdrowym pojmowaniem władzy. A rozpieszczone duże dzieci, chore na władze, będą miały czas na przepracowanie swoich problemów gdzie indziej - a nie na ludziach wokoło.- (Alina Czyżewska) --------- „Teatr i życie wytworne” jak napisał Maciej Nowak---------- #spoddywanupolskiegoteatru List wysłany dziś do Dyrektora Teatru Dramatycznego Tadeusza Słobodzianka. Szanowny Panie Dyrektorze, W ciągu ostatnich 4 dni wysłał Pan do mnie wielu różnych pracowników, którzy drogą ustną i telefoniczną i o różnych porach dnia kontaktowali się ze mną. Każdy z nich przekazywał mi słowa Pana ogromnego oburzenia i złości na mnie i moją klubokawiarnię Kulturalną. Podobną opinię i Pana słowa przekazała mi także moja pracowniczka, z którą rozmawiał Pan podczas swojej ostatniej wizyty w Kulturalnej. Przeanalizowałam problem i całą sytuację, proszę mnie skorygować, jeśli coś pomyliłam. W poniedziałek, 29 listopada 2021 r około godz. 15.00 przyszedł Pan z gośćmi na obiad do Kulturalnej. W rozmowie z pracowniczką Kulturalnej wyraził Pan swoje ogromne oburzenie tym, że stolik został przesunięty (co jest zgodne z prawdą – został przesunięty o około 2 m) i jest Pan zmuszony siedzieć gdzie indziej niż przez ostatnie 9 lat. Moja pracowniczka przekazała mi Pana zalecenia, cytuję za jej przekazem: „Proszę przekazać swojej szefowej, że jestem oburzony, a jeśli boi się Pani przekazać moje słowa, sam to zrobię”. Panie Dyrektorze, moi pracownicy się mnie nie boją i kelnerka bez strachu opowiedziała mi o całej sytuacji. Z pracownikami łączy mnie oczywiście zawodowa hierarchia, ale oprócz niej pracuję także nad obopólnym zaufaniem, szacunkiem i przestrzenią do dialogu i trudnych rozmów. Dbam o to szczególnie, by to nie lęk przed przełożoną był prymarnym aspektem pracy w zespole Kulturalnej. Przekazał Pan także mojej pracowniczce, że ma Pan nadzieję, że oburzenie, któremu dał Pan wyraz, nie sprawi, że od tej pory - zacytuję „Nie będziemy Panu pluć do zupy”. Panie Dyrektorze, nie znam takich praktyk. W mojej restauracji jedzenie jest przygotowywane przez profesjonalny zespół kucharzy, którzy gotują z dbałością i szacunkiem do każdego dania i każdego gościa. Traktujemy z szacunkiem każdą osobę, niezależnie od stanowiska, rasy, płci, koloru skóry, wyznania a nawet negatywnego do nas stosunku. Przy następnej Pana wizycie będzie Pan, jak zawsze, obsłużony z szacunkiem i serdecznością, bez względu na Pana stosunek do Zespołu Kulturalnej. Nie mogę niestety obiecać, że nie będziemy przesuwać stolików, nadal będziemy się starać tak układać nasza salę, by adaptować się do otaczającej nas rzeczywistości i ekonomicznie także zadbać o dobrostan Kulturalnej. Dość dawno Pana nie było, mógł Pan więc nie zauważyć, że stoliki w Kulturalnej zmieniają miejsce. (Korzystając z okazji powiem, że w pandemii i podczas 10 miesięcy lockdownu w ogóle nie udało mi się z Panem nawiązać kontaktu, choć przyznam, że życzliwa rozmowa z Dyrektorem Teatru Dramatycznego w tym ekstremalnie trudnym czasie była na wagę złota) Dopasowujemy się do aktualnej sytuacji pandemicznej, a także odpowiadamy na potrzeby gości. Drugi co do wielkości stół w Kulturalnej, na którym od 9 lat Pana kadencji jest stała rezerwacja dla Teatru Dramatycznego, także od czasu do czasu zmienia miejsce. Jest teraz przesunięty o około 2 m. Przekazywałam powyższe argumenty Pana pracownikom, jednakże ponoć nie były one dla Pana wystarczające. Po tamtym incydencie pracownicy Teatru, wykonując Pana polecenia, zaczęli przekazywać mi Pana oburzenie a także nieoczekiwane dyrektywy, które ja jako, jak mnie Pan nazywa, ajentka, powinnam spełnić. Dowiedziałam się, że mam usunąć z holu kasowego krzesła i inne artefakty, które należą do Kulturalnej i które Panu przeszkadzają. Niezwłocznie to polecenie wykonałam, nie było to łatwe - Kulturalnej nigdy nie udało się skutecznie poprosić o jakąkolwiek przestrzeń magazynową w Teatrze, która poprawiłaby komfort naszej pracy a także wygodę gości. Czy w związku z tym powinnam teraz oczekiwać innych jeszcze poleceń ze strony Dyrekcji Teatru Dramatycznego? Wezmę je pod uwagę w miarę możliwości, tylko proponowałabym wybrać drogę pisemną, mailową w ich przekazywaniu. Taka komunikacja będzie bardziej klarowna, skuteczna i mniej obciążająca dla pracowników Teatru i mnie. Panie Dyrektorze, jesteśmy w przededniu konkursu na nową Dyrekcję Teatru Dramatycznego. Zresztą ten fakt także Pan mocno podkreślił (cytuję słowa pracowniczki) „Nie zachowujcie się tak, jakbyście mnie stąd chcieli usunąć!” Przykro mi było usłyszeć te słowa. Nie mam i nigdy nie miałam wpływu na losy instytucji publicznych i ich zwierzchników. Jedno jest pewne - ani Pan, ani ja, nie wiemy jak dalej potoczą się losy i Kulturalnej i Dramatycznego. Dlatego mam ogromną prośbę, abyśmy ten czas, szefowie dwóch instytucji, Tadeusz Słobodzianek, Dyrektor Teatru Dramatycznego i ja, Agnieszka Łabuszewska - Dyrektorka Kulturalnej, spędzili w bardziej ludzkiej, życzliwej atmosferze. Być może przyjdzie nam współpracować kolejne 5 lat, któż raczy wiedzieć? I ponawiam zaproszenie do spotkania! Może teraz, gdy ludzkość pokazuje bardziej kruche oblicze, będziemy w stanie usiąść do rozmowy? Bo przez te 9 lat nie udało nam się odbyć ani jednej kompetentnej rozmowy, pomimo moich wielu prób, wymagających okoliczności i wielu projektów artystycznych, w których i Teatr Dramatyczny i Kulturalna mogły odegrać ważną dla Warszawy rolę. Wydaje mi się, że mogły nas połączyć tematy daleko bardziej ważne dla stolicy, kultury i sztuki, niż przesuwanie stolików w pandemii. Jeżeli jednak uzna Pan, że jedyną płaszczyzną, na której możemy wspólnie pracować, jest ustalenie położenia stolika z rezerwacją dla Teatru Dramatycznego, obiecuję, że w bardziej sprzyjających okolicznościach pandemicznych i ekonomicznych ustawię go tak, jak Pan sobie życzy. Serdecznie Pana pozdrawiam Agnieszka Łabuszewska