AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Fantazjuję, więc jestem

Baron Münchhausen dla dorosłych, reż. Maciej Wojtyszko, Teatr Narodowy w Warszawie
Doktor nauk humanistycznych. Wykładowca Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina. Absolwentka Wydziału Wiedzy o Teatrze Akademii Teatralnej w Warszawie i Wydziału Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała w "Teatrze", którego była redaktorem, a także w "Dialogu" i "Więzi". Pracowała również jako sekretarz redakcji w wydawnictwie Świat Książki.
A A A
fot. Krzysztof Bieliński  

Kłamca, kpiarz, mistyfikator, niepoprawny fantasta czy może szaleniec? Kim jest właściwie Baron Münchhausen – bohater dramatu Macieja Wojtyszki? Każdy z wymienionych epitetów do niego pasuje, a jego wizerunek zależy od percepcji osoby, z którą ma do czynienia. Żona Münchhausena Jakobina wpisuje się w konwencję kreowaną przez męża i jako lojalna partnerka pomaga mu wciągać innych w niestworzone historie, wymyślane przez niego pasjami. To właśnie ona zawiadamia dzieci, że ich ojciec umarł. Kiedy Emilia i Ernest przybywają do podupadającego rodzinnego zamczyska, nie wydają się zaskoczeni perspektywą rychłego pogrzebu ukochanego rodzica. Pytają natomiast z pretensją, który to raz zostały osierocone przez tatę? Czy jest to ponury żart, chęć zwrócenia na siebie uwagi, pretekst, żeby spotkać się z dorosłymi dziećmi, czy może sposób na ożywienie nijakiej, bezbarwnej egzystencji? Łatwo się domyślić, że Baron żyje i ma się dobrze. Wbiega w doskonałym humorze i serdecznie wita się z córką i synem.

Wojtyszko napisał Barona Münchhausena dla dorosłych w dużym stopniu z myślą o Janie Englercie. Jego Münchhausen jest młody duchem, nie chce dorosnąć, broni się przed nudą i pragnie naprawić świat poprzez fantazję, przekraczając granice wyobraźni. Zaskakuje, wprawia w osłupienie innych, drażni, irytuje otoczenie, ale w ten sposób zaznacza swoje istnienie. Biega po scenie niczym rozbrykane dziecko, informuje, że wystrzeli się z armaty i poleci na kuli, bawi się z wnukiem, pokazując mu, że istnieje sfera, której nie da się pojąć rozumem, a kiedy trzeba, stawia opór systemowi. Czasem trudno zgadnąć, kiedy żartuje, a kiedy mówi serio, ale jeśli zakłada maskę błazna, to po to, aby w zawadiackiej formie przekazać coś ważnego. Dla Münchhausena życie to teatr, a zatem udawanie jest esencją jego egzystencji. Skoro tak, jest to również dramat o sile aktorstwa i teatru, posiadającego zdolność stwarzania równoległych światów i wprowadzania w nie widzów.

Jakobina (świetna rola Ewy Wiśniewskiej) wydaje się nieco oderwana od ziemi, zagubiona i roztargniona, ale stoi murem za swym burzącym schematy mężem. Życie u jego boku, choć bywa uciążliwe, jest jednak fascynującą przygodą. Potwierdzają to także dzieci: Emilia (Patrycja Soliman) i Ernest (Hubert Paszkiewicz), którzy z nostalgią wspominają niebanalne, zwariowane zabawy z rodzicami. Teraz Münchhausen w ten sam sposób bawi się z wnukiem Fryderykiem Schillerem juniorem i przekonuje go, że można wznieść się ponad świat realny, jeśli się naprawdę tego chce. Tomasz Miller (Grzegorz Kwiecień) jest urzędnikiem, oddelegowanym do wyegzekwowania od Münchhausena zaległych podatków, ale sytuacja wymyka się spod kontroli. Henryk Kramer (Ireneusz Czop), czyli prokurator krajowy elektoratu Hanoweru, w długim czarnym płaszczu ze skaju, jest personalizacją bezwzględnej władzy. Jego pomysł torturowania kobiet odsyła do praktyk wymierzonych w jednostki najsłabsze i bezbronne.  

Nie ulega wątpliwości, że spektakl Teatru Narodowego, choć jego forma jest lekka, nabiera dziś nowych znaczeń. Rzeczywistość wkracza w przestrzeń sztuki i zmienia jej odbiór. Kiedy Münchhausen mówi, że był na wojnie, to ciarki chodzą po plecach. Englert wymownie zawiesza głos, robi dłuższą pauzę, patrzy w stronę publiczności, jakby każdego z osobna chciał objąć wzrokiem, do każdego przemówić. Słowo „wojna”, odmieniane teraz przez wszystkie przypadki, ma namacalny wymiar. Codziennie oglądamy obrazy piekła, które w dwudziestym pierwszym wieku zgotowano na ziemi: rozdarte przez ból matki, płaczące nad zwłokami swoich dzieci, próbujących schronić się przez bombardowaniami cywilów, iluzoryczne korytarze humanitarne, bo zamiast ratować ludzi, wystawiają ich na pewną śmierć, okaleczone mury budynków, obrócone w zgliszcza miasta. Za chwilę bohater dodaje – „Może być koniec świata…”. Englert ponownie akcentuję tę kwestię, potem zapada cisza. Mogę się założyć, że gdyby premiera miała miejsce przed wybuchem rosyjskiej agresji, zdanie to nie zrobiłyby na publiczności wrażenia. Wyobrażam sobie śmiech i delikatne poruszenie na widowni. Dziś wypowiedź Münchhausena brzmi jak niepozbawiona cech prawdopodobieństwa groźba.

Wojtyszko konfrontuje postawę marzyciela i awanturnika z założeniami epoki oświeceniowej, której fundamentem jest wiara w rozum. Münchhausen ustawia się w kontrze do tej wizji świata. Padają nazwiska tak wybitnych umysłów jak: Gottfried Wilhelm von Leibniz, Wolter czy Immanuel Kant. Muszę przyznać, że podczas spektaklu przyszła mi do głowy jeszcze jedna refleksja. Dramat Wojtyszki nasunął mi skojarzenia z Wzorcem dowodów metafizycznych autorstwa zmarłego niedawno Tadeusza Bradeckiego. Bohaterem tego tekstu jest właśnie Leibniz, w mniejszym stopniu jako postać historyczna, w większym wymiarze jako typ myśliciela reprezentującego tendencję nowożytnej myśli filozoficznej, któremu towarzyszy optymizm poznawczy i przeświadczenie, że źródłem dobra jest właśnie rozum. Bradecki pokazuje słabe punkty jego koncepcji.

Autor Monadologii twierdził również, że nasz świat jest najlepszy z możliwych, to znaczy taki, w którym suma dobra przewyższa masę zła. Na naszych oczach proporcje te ulegają zachwianiu w zderzeniu z absurdalną, irracjonalną, barbarzyńską wojną wywołaną przez jednego człowieka. Jest on źródłem realnego zła, jakim u Bradeckiego są władcy absolutni, zaś u Wojtyszki prokurator, który miażdży jednostki wolne, niepokorne, myślące niestandardowo. Jego strategia ponosi jednak klęskę w zderzeniu z osobowością i sprytem Barona. Münchhausen ucieka w fantazję, daje się ponieść sile imaginacji, żeby nadać kształt rzeczywistości, której harmonia się kruszy. A co najważniejsze, nie poddaje się i przyjmuje, że nawet w najbardziej krytycznej sytuacji potrafi sam siebie wyciągnąć z bagna za włosy.

13-04-2022

Teatr Narodowy w Warszawie
Maciej Wojtyszko
Baron Münchhausen dla dorosłych
reżyseria: Maciej Wojtyszko
scenografia: Wojciech Stefaniak
kostiumy: Martyna Kander
muzyka: Irina Blokhina
reżyseria światła: Karolina Gębska
obsada: Jan Englert, Ewa Wiśniewska, Patrycja Soliman, Hubert Paszkiewicz, Grzegorz Kwiecień, Ireneusz Czop
premiera: 5.03.2022

galeria zdjęć Baron Münchhausen dla dorosłych, reż. Maciej Wojtyszko, Teatr Narodowy w Warszawie Baron Münchhausen dla dorosłych, reż. Maciej Wojtyszko, Teatr Narodowy w Warszawie Baron Münchhausen dla dorosłych, reż. Maciej Wojtyszko, Teatr Narodowy w Warszawie Baron Münchhausen dla dorosłych, reż. Maciej Wojtyszko, Teatr Narodowy w Warszawie ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę:
komentarze (2)
  • Użytkownik niezalogowany baronowa
    baronowa 2022-04-23   03:15:02
    Cytuj

    Wojtyszko sam to taki Baron Münchhausen (przeczytajcie jego ostatni felieton o Róży). Więc trafił swój na swego. Ale reżysersko to położył.

  • Użytkownik niezalogowany Anna
    Anna 2022-04-15   05:51:21
    Cytuj

    Wojtyszko to reżyserski grafoman.