AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Pewnego razu w Chioggi

Awantura w Chioggi, reż. Edward Wojtaszek, Teatr Polski im. Arnolda Szyfmana w Warszawie
Doktor nauk humanistycznych. Wykładowca Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina. Absolwentka Wydziału Wiedzy o Teatrze Akademii Teatralnej w Warszawie i Wydziału Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała w "Teatrze", którego była redaktorem, a także w "Dialogu" i "Więzi". Pracowała również jako sekretarz redakcji w wydawnictwie Świat Książki.
A A A
fot. Karolina Jóźwiak  

Patelnia, Trzepaczka, Kluska – takie, między innymi, przezwiska noszą bohaterki Awantury w Chioggi. Zaczynam właśnie od nich, bo gdy siedziałam na widowni Teatru Polskiego, nie dawała mi spokoju myśl, że dziś przydomki te wydają się dyskusyjne. W ślad za nimi idą portery pyskatych i kłótliwych kobiet w obecnych czasach ocierające się o krzywdzące stereotypy. Pewni widzowie mogą mieć z nimi problem, a nawet poczuć się urażeni. Tak, jak profesorka Monika Płatek, która nie kryjąc irytacji, poruszyła ten temat podczas dyskusji po spektaklu. Reżyser Edward Wojtaszek podzielił jej wątpliwości. Tłumaczył, że nosił się z zamiarem dodania, na przykład, krytycznego songu. Potem jednak odszedł od tego pomysłu. Wyjaśnił również, że dyrekcja teatru postawiła na wersję tradycyjną.  

Intencja, żeby nie poprawiać Carlo Goldoniego i nie opatrywać go przypisami, wydaje się jak najbardziej słuszna. Awantura w Chioggi to zręcznie skonstruowana i pomyślana XVIII-wieczna komedia. Jednak reżyser, przystępując do realizacji, powinien rozstrzygnąć kilka ważnych kwestii. Dlaczego sięgnął po ten utwór akurat dziś? Z jakich powodów zamierza go obecnie wystawić? Jakie treści straciły na aktualności i należy tekst poddać skrótom? Szczerze mówiąc, po obejrzeniu spektaklu w Teatrze Polskim, nie znajduję odpowiedzi na te pytania.

Goldoni skupia się na temacie godności prostego człowieka i pokazuje obraz społeczności żyjącej w zgodzie z rytmem natury, wspólnoty, która – mimo przejściowych zawirowań –potrafi powrócić do harmonii. Mieszkanki i mieszkańcy Chioggi kłócą się z banalnych powodów, wszczynają scysje niewspółmierne do powodu, boczą się na siebie, potem godzą się, dopóki ktoś znów nie rozpocznie awantury o nic. Pytanie, czy dla współczesnego widza perspektywa ta wydaje się interesująca? Mam wątpliwości. Inny problem to tłumaczenie Jerzego Jędrzejewicza z 1953 roku, które nie przystaje do rzeczywistości. Trzeba dziś zastanowić się, jak podejść do Awantury w Chioggi, żeby tekst stał się ciekawy dla obecnego widza. I nie chodzi o to, żeby aktorki występowały w rolach męskich, a aktorzy grali postaci kobiece.

Awantura w Chioggi należy do późnych utworów Goldoniego i autor odchodzi w nim od konwencji dell’arte. Przygląda się człowiekowi, który już nie potrzebuje maski, żeby zaistnieć na scenie. Przeciwnie, zrzuca ją, ujawniając twarz i pokazując przenikające ją emocje. Tymczasem w przedstawieniu role budowane są na jednym pomyśle. Koncepty te niczym maski odrzucone przez Goldoniego, który komedię typów zastąpił komedią charakterów, redukują postaci do wpisujących się w ramy umowy schematów. Dla przykładu Tomasz Błasiak (Antonio) prowadzi rolę, obniżając wyraźnie głos, co ma stać się źródłem komizmu. Paweł Krucz (Titta-Nane) robi groźne miny i ochoczo sięga po nóż, gotowy do bójki. Szymon Kuśmider (Padron Fortunato) mówi gwarą, co w zamyśle mieści się w ramach komedii dialektalnej, jaką jest Awantura w Chioggi, sęk w tym, że rola-samograj, która powinna rozbawić do łez największego ponuraka, wcale nie śmieszy. Najwięcej wątpliwości budzi jednak postać Koadiutora w wykonaniu Krzysztofa Kwiatkowskiego. Wydaje się przeszarżowana, opata na pociągniętych zbyt grubą kreską gagach i przerysowanej mimice. Dodajmy, że prawdopodobnie jest ona alter ego Goldoniego, będącego urzędnikiem sądowym w Chioggi. Dobrze wypada natomiast Adam Biedrzycki jako Vincenzo. Aktor nie ucieka się do groteskowych chwytów, ale stara się pokazać charakter postaci. Scena korumpowania Koadiutora, nieobecna w tekście, przypomina lazzi i jest jedną z lepszych w spektaklu. Udany epizod tworzy Leszek Bzdyl, odpowiedzialny również za ruch sceniczny. Jego Woźny sądowy włóczy się po scenie, taszcząc potężną kolumnę, wprowadzając klimat rodem z teatru absurdu. Dziwi mnie natomiast, że Jakub Kordas (Canocchia), którego pamiętam w bardzo dobrych rolach Płatonowa i Malvolia w spektaklach Akademii Teatralnej w Warszawie, nie pierwszy raz otrzymuje marginalne zadanie sceniczne. Myślę, że temu młodemu aktorowi należy dać szansę na zagranie czegoś więcej.

W przypadku wizerunków kobiet trudno wskazać ich cechy charakterystyczne. W spektaklu pokazany jest jednorodny obraz zbiorowości żeńskiej, która żyje w zgodzie, ale wystarczy błahy powód, żeby koronczarki zaczęły obrzucać się obelgami i szarpać za włosy. Aktorki ogrywają zachowania włoskich kobiet, ich gestykulację, mimikę, sposób bycia, poruszania się i mówienia. Popisowa scena przesłuchania chioggianek przez Koadiutora wydaje się mocniejszym punktem przedstawienia. Sprytna Checca (Bernadetta Statkiewicz) okręca go sobie wokół palca. Libera (Katarzyna Strączek) udaje głuchą, więc wyprowadza z równowagi urzędnika sądowego. Temperamentna Orsetta (Hanna Skarga) pogłębia jego frustrację. W rezultacie wykończony bezskutecznym dochodzeniem Koadiutor odsyła Pasquę (Katarzyna Skarżanka) oraz Luciettę (Dorota Bzdyla), co spotyka się z ich gwałtownym sprzeciwem.

U Goldoniego mechanizm komedii napędzany jest zatem przez charaktery postaci, w spektaklu zredukowane do typów dell’arte. Inny punkt zapalny stanowi rzucona pewnego razu plotka, która rozprzestrzenia się błyskawicznie i determinuje życie mieszkańców Chioggi. Wywołuje ona istne trzęsienie ziemi. Rozdzieli kochające się pary, poróżni sąsiadki i sąsiadów. W finale wszystko wróci jednak do normy – zwaśnieni narzeczeni będą się czule obejmować i całować, a koronczarki rozmawiać jak na początku. Społeczność ponownie odnajdzie właściwy dla niej niespieszny, leniwy rytm.

Scenografia i kostiumy Weroniki Karwowskiej oddają klimat włoskiego portowego miasteczka. Chioggia nazywana jest małą Wenecją. Nie jest to obraz całkiem realistyczny, domy zdają się lekko pochylone. Rzeczywistość drży w posadach pod wpływem emocji bohaterów, na które wpływa również zdradliwy wiatr sirocco. Nie rozumiem tylko, dlaczego bohaterowie obrzucają się sztucznymi rybami jak w baśni dla dzieci. W finale z chaosu wyłania się porządek, a bohaterowie na powrót mogą poświęcić się codziennym zajęciom. Tak oto z małej chmury wielki deszcz, a raczej ulewa, po której wychodzi słońce. Przewidywalność i cykliczność zachowań gatunku ludzkiego układa się w prawdę o człowieku. Czy wystarczy ona jednak, żeby utrzymać uwagę dzisiejszej publiczności?

29-06-2022

Teatr Polski im. Arnolda Szyfmana w Warszawie
Carlo Goldoni
Awantura w Chioggi
przekład: Jerzy Jędrzejewicz
reżyseria: Edward Wojtaszek
scenografia i kostiumy: Weronika Karwowska
muzyka: Tomasz Bajerski
reżyseria światła: Karolina Gębska
projekcje: Jagoda Chalcińska
ruch sceniczny: Leszek Bzdyl
obsada: Tomasz Błasiak, Katarzyna Skarżanka, Dorota Bzdyla, Paweł Krucz, Przemysław Wyszyński, Szymon Kuśmider, Katarzyna Strączek, Hanna Skarga, Bernadett Statkiewicz, Adam Biedrzycki, Krystian Modzelewski, Krzysztof Kwiatkowski, Leszek Bzdyl, Jakub Kordas
premiera: 26.05.2022 

galeria zdjęć Awantura w Chioggi, reż. Edward Wojtaszek, Teatr Polski im. Arnolda Szyfmana w Warszawie Awantura w Chioggi, reż. Edward Wojtaszek, Teatr Polski im. Arnolda Szyfmana w Warszawie Awantura w Chioggi, reż. Edward Wojtaszek, Teatr Polski im. Arnolda Szyfmana w Warszawie Awantura w Chioggi, reż. Edward Wojtaszek, Teatr Polski im. Arnolda Szyfmana w Warszawie ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
trzy plus dziesięć jako liczbę: