AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Seks, prochy, punk’n’roll

Profesor Uniwersytetu Wrocławskiego, filolog, medioznawca, wykładowca w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UWr. oraz w Akademii Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta. Autor, współautor i redaktor książek z zakresu literaturoznawstwa i medioznawstwa. Był recenzentem teatralnym, m.in. „Gazety Wyborczej” i „Dziennika Gazety Prawnej”.
A A A
Fot. Elżbieta Kozak  

Na ekranie komputera z ciemności wyłaniają się rzędy foteli. Zgiełk w głośnikach. Przebijają się pojedyncze zdania. Pomruki. Chichoty. Słychać dudniący głos prowadzącego audycję. Relacjonuje wydarzenia Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. – Za premiera Tuska wszystko bym oddał! – wykrzykuje niezidentyfikowany entuzjasta w sondzie ulicznej.

„Dwudziesta zero cztery. Tu akademickie Radio LUZ” – zapowiedź w głośnikach ucina wrzawę. „Ze sceny Wrocławskiego Teatru Współczesnego zaczynamy transmisję Radia Armageddon” – precyzuje. Widownia cichnie. Na proscenium cztery mikrofony. Obok każdego taboret. Więc coś w rodzaju stand-upu albo pielgrzymkowego konfesjonału. Za mikrofonami aktorzy, bo to słuchowisko transmitowane live – zapowiadał afisz z trupią czaszką na www.radioluz.pwr.wroc.pl.

Streaming ok, ale ekran nieco przeszkadza. Chciałoby się po prostu słuchać, bo to gatunek radiowy najbardziej klasyczny z klasycznych, lecz co chwila mimowolnie wlepiam oczy w granatowo-czerwony, mocno spikselizowany obraz, skoro żyjemy w dyktaturze kadrów. Więc zamykam oczy, otwieram. Zamykam, otwieram. To, co widzę, trochę śmieszy. Ciągnącego narrację Szymona gra kobieta, zatem od razu ironiczne skojarzenie ze studiem dubbingowym, w którym aktorki popiskują dla animowanych postaci.

Tu animków nie ma, choć jest fantom Cypriana, guru zbuntowanego pokolenia i lider ostro grającego zespołu licealistów. „Chciałem mieć zespół o nazwie Radio Armageddon” – wyznaje Gnat, jeden z muzykantów. Cyprian – cynik i mentor grupy – pomysł zaakceptował. Tak zostało. Z lawy słów dość prędko orientujemy się, że wszyscy urodzili się w 1989 roku. Nadzieja, Szymek, Gnat i Cyprian. Któregoś dnia najważniejsza postać znikła bez śladu. Niczym bohaterowie cyberpunkowych anime.

Ekran swoje: jesteśmy w teatrze. Stare konie podgrywają nastolatków. Gestem. Językiem. Kostiumem. Tekst aktorów nie wspiera w tym przeistoczeniu. Paplają i przeklinają papierem. Niewiele głębi, ot, Ten obcy zmiksowany z Ósmym dniem tygodnia, tylko pół wieku później. Wszyscy szukają Cypriana i nagrań, które miały być detonatorem systemu. System jest bliżej nieokreślony. Kostiumy na scenie sugerują hipsteryzm, scenariusz i gesty raczej postpunkowe, klimaty no future skrzyżowane z okultyzmem. Prawie widać ducha Cypriana. „W gruncie rzeczy idzie o to, by napierdalać na instrumentach” – słyszymy – „żeby zagłuszyć pustkę świata”.

Intryga z początku wciąga. Cyprian przepadł. Nagrania grupy także. To niemal kosmiczna katastrofa. Możliwe są trzy warianty zdarzeń: Cypriana zabiła policja, popełnił samobójstwo, zaginął bez wieści. Ktoś namalował srebrną czaszkę na drzewie – z iksami w oczodołach, symbol grupy. „Czaszka patrzy na mnie tymi dwoma iksami Cypriana” – intonuje Szymon. Narrator i – z minuty na minutę coraz wyraźniejszy – główny bohater. Strażnik dziedzictwa zespołu i inicjator kultu.

Słuchamy dość kliszowatej historii ludzi Radia Armageddon. Licealiści zamieszali w swojej społeczności, lecz ani w ich biogramach, ani w historii społecznej nie spotykamy niczego, co burzyłoby krew. Bunt przeciw rodzicom i nauczycielom. Pierwsze miłości. Sprzysiężenie nastolatków. Prochy, fajki. Marzenie o karierze muzycznej. Zadyma z policją. To, co Dezerter, Lady Pank czy Perfect załatwiali w dwóch, trzech piosenkach, tu brzmi przez bite półtorej godziny.

To, co Dezerter, Lady Pank czy Perfect załatwiali w dwóch, trzech piosenkach, tu brzmi przez bite półtorej godziny.Tematy niby-pokoleniowe wspiera obsesyjna metaforyka: śmierć i rak. Ciągle tu – w opowieściach dzieciaków – ktoś lub coś kona, coś lub kogoś toczy rak. Rzeczywisty i mniemany. Co chwilę odbieramy porównania ludzi i zdarzeń do stanu rozpadu i gnicia. Jakub Żulczyk dynamicznie mnoży inwektywy pod adresem życia i postaci. Aktorzy podtrzymują te zarzuty. Matka Cypriana staje przed mikrofonem w czymś co – na ekranie komputera – wygląda jak pogrzebowy wieniec włożony na głowę. Dulle Griet? Demeter? Maryla Rodowicz naszej epoki?

„Musisz się kurwa rozpłakać!” – ucina Nadzieja, dziewczyna Cypriana, jej trzy po trzy o miłości syna. „Oczywiście, że go kurwa tu nie ma!” – utrwala. „Nadziejko, to jest zły język” – nieśmiało protestuje matka. Równie ambitnie rozmawia z dzieciakami szkolna polonistka. Każdą z takich kurew i pierdoleń komentuje słodko: „Słyszałam, słyszałam!”
Aż iskry lecą ze sceny po innych, równie błyskotliwych dialogach.

Gombrowicz z Pimką poszliby na wódkę, zachwyceni życiowymi sentencjami w stylu „On wygląda jak żebrak i reklama ciuchów Diesla jednocześnie”. Albo rozbawieni uszczypliwością Gnata wobec kultury systemu: „Słuchaliśmy tego starego bladego faceta, jak on się nazywa, Dawid Bowie”. Zapamiętałem jeszcze refleksję „Wszyscy strasznie się śpieszą, żeby być jacyś” i wręcz wstrząsające moim światopoglądem: „Zawsze jest jakieś teraz”.

Popfilozofia to jednak furda. Potem i przedtem, w trakcie i na finał inscenizacji Tomasza Hynka słuchaliśmy minikoncertów. I tu dopiero trafiły się perełki godnych epoki blogów. Moralizujące w antraktach zespoły nuciły bowiem: „Wszystkie twoje zdjęcia / poszły się jebać / może ktoś mi odda memory stick”. Albo „Nieśmiało stawiam pierwszy krok / przed siebie / nie pytaj dokąd / bo nie wiem, bo nie wiem”. Były też obrazoburcze wyznania tłustego babska – karykatury Lady Gaga być może – w stylu „Nie modlę się do Pana / nie padam na kolana”, przyjęte owacyjnie przez publiczność.

Były wreszcie próbki white power w stylu: „W nas jest siła / w nas jest płomień / jeśli zgaśnie / będzie koniec” oraz transcendentalny refren: „Od kilku tysięcy lat / rozpierdalamy ten świat”. „Wyglądała tak pięknie, że chciało mi się rzygać” – powiada w pewnej chwili Szymon o byłej partnerce Cypriana. Jak się dłużej zastanowić nad tekstem Żulczyka, to mnie też. Tylko powodem nie byłby zachwyt.

20-1-2014

Wrocławski Teatr Współczesny im. Edmunda Wiercińskiego
Jakub Żulczyk
Radio Armageddon
reżyseria i muzyka: Tomasz Hynek
obsada: Aleksandra Dytko, Maria Kania, Zina Kerste, Beata Rakowska, Maciej Kowalczyk, Tadeusz Ratuszniak, Michał Szwed i zespoły: Contact, Kultura Upadła, People of The Haze, Ukryte Zalety Systemu, Zdrada Pałki
premiera: 12.01.2014

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
trzy plus dziesięć jako liczbę: