AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Śmiesznie, ale bez szału

Extravaganza o religii, reż. Joanna Drozda, Teatr Polski w Poznaniu
Profesor Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, doktor habilitowany. Teatrolog, kulturoznawca, performatyk, kierownik Zakładu Performatyki Instytutu Kulturoznawstwa UAM. Autor, redaktor, współredaktor książek z zakresu historii teatru i teatru współczesnego, twórca wielu artykułów opublikowanych w Polsce (m.in. w „Teatrze” i „Dialogu”), a także za granicą.
A A A
fot. Łukasz Łukasiewicz  

Nowa, świecka, lokalna tradycja zapoczątkowana została w Poznaniu z górą sześć lat temu: w lutym roku Pańskiego 2016 Teatr Polski otworzył późnym wieczorem przed PT Publicznością swe wnętrza piwniczne i zaserwował nam coś, co jego komórki „piarowe” bardzo intensywnie reklamowały jako: „tingel-tangel, pantomimę, taniec, piosenki, burleskę, ciało, miłość, rozwibrowane zmysły, ”, podkreślając przy tym intensywną obecność nie tylko „orkiestry na żywo”, lecz także (a jakże) „klasyków literatury” oraz, last but not least, możliwość korzystania przez PT Publiczność z bufetu serwującego alkohol (pierwszy kieliszek gratis) i ostrygi.

Tak oto Extravaganza o miłości stała się inicjacyjnym ogniwem nowej, świeckiej, lokalnej tradycji, zaakceptowanej przez miejscową społeczność pomimo wysokiej ceny biletów oraz (jak na mój – przyznaję – niewątpliwie wysublimowany gust) przyciężkawego humoru prezentowanych na piwnicznej estradce tekstów.

Pomimo targających mną wątpliwości, zaakceptowałem ów kolejny innowacyjny pomysł PT Dyrekcji Teatru Polskiego, bo tego typu nocne, „piwniczne” przeżycia, przesycone libertyńską duchowością i lekkim posmakiem skandaliku, prowokujące brakiem zahamowań i bezpośrednim kontaktem z widzami, wypełniły istotną lukę w artystycznej ofercie Stołecznego Miasta Poznania. Potwierdziła to lokalna publiczność, „głosując nogami” (oraz portfelami).

Jedyny napad zgrozy podczas „ekstrawaganckiego” wieczoru o miłości przeżyłem na widok nieobłożonych lodem ostryg, grzejących się bezwstydnie na półmisku, grożących ewentualnym śmiałkom, którzy by odważyli się je konsumować, poważnymi zaburzeniami gastrycznymi. Na szczęście, o ile dobrze pamiętam, nikt się nie poważył na ryzykowną próbę połyku. Sam wygląd owych „atrakcji” odstręczał swą antyapetycznością.

Kolejnym ogniwem tak zapoczątkowanej poznańskiej, świeckiej teatralnej tradycji była Extravaganza o władzy (premiera: grudzień 2017), której nie doświadczyłem – bez żalu czy wyrzutów sumienia. Po niej nastąpiła czteroipółletnia przerwa, na której długość miała niewątpliwie wpływ pandemia, no i wreszcie w piątek, 6 maja 2022 roku, o godzinie 22.30 sceniczno-piwniczny tryptyk został domknięty Extravaganzą o religii.

Przystępuję od razu do omówienia kwestii najważniejszych: 1) humor tekstów, które składają się na trzecią część tryptyku jest nadal przyciężkawy, lecz mimo to widzowie-współuczestnicy i widzki-współuczestniczki bawią się całkiem dobrze; 2) ostrygi są tym razem porządnie obłożone lodem; 3) alkohol jest serwowany cały czas bezpłatnie; 4) tylko trzech aktorów z ośmioosobowej obsady jest zatrudnionych na stałe w Teatrze Polskim. Czyżby w sprawnym, wyrównanym poznańskim zespole nie dało się uzbierać ośmiorga wykonawców scenicznych na użytek trzeciej odsłony „tingel-tanglu, pantomimy, tańca, piosenki, burleski”?

Porzućmy już uwagi gastronomiczne i skupmy się na sztuce. W kwestii punktu numer cztery: nie żebym narzekał na poziom wykonawstwa scenicznego w Extravaganzie o religii – było ono bardzo mocnym „punktem dodatnim” tego widowiska. Tyle że ściąganie aktorek i aktorów nie tylko z lokalnych scen (komicznie najwyrazistsza Elżbieta Węgrzyn z Teatru Animacji oraz świetna wokalnie Katarzyna Tapek z Muzycznego), lecz z Zielonej Góry (równie znakomity śpiewaczo James Malcolm) i ze Szczecina (doskonale mieszczący się w emploi „ponurego, ogromnego draba” Mateusz Wiśniewski) grozi poważnymi konsekwencjami natury logistycznej (nie udało mi się znaleźć instytucjonalnego uwiązania dorównującej im wszystkim we wszystkim Aleksandry Samelczak, zakładam optymistycznie, że nie jest z Rzeszowa, Lublina czy Białegostoku).

Siły poznańskie reprezentowane są skromnie pod względem liczebnym, a silnie pod względem jakości wykonawstwa przez Piotra Dąbrowskiego, Jakuba Papugę i Michała Sikorskiego. (Przy okazji, na marginesie, w nawiasie, muszę sprostować mylną informację podaną w recenzji ze Śmierci Jana Pawła II: Jakub Papuga to baryton, nie tenor. Chyba że skala jego głosu jest bardzo ponadprzeciętna, co też nie jest wykluczone.)

Teraz kwestia punktu numer jeden: zastanawiające jest, że najżywsze reakcje widzów zostały wywołane nie przez „gejzery humoru” buchające obficie z wypowiadanych na malutkiej scenie  tekstów, lecz przez świetne sceny mimiczne typu „żywy obraz”, czyli – jak nam objaśniono – „obrazy uczuć religijnych”, z których najbardziej do gustu przypadł mi (oraz pozostałym widzkom tudzież widzom z soboty, 7 maja) obraz „dekapitacji” Jamesa Malcolma – trudno wyczuć, czy chodziło o Holofernesa, czy Jana Chrzciciela, mniejsza z tym.

Natomiast rozliczne „numery monologiczne i dialogiczne” wywoływały reakcje widzek i widzów, które określiłbym jako umiarkowane, nawet jeśli „podmiotami scenicznymi” owych numerów były postacie z życia publicznego, takie jak przeraźliwie pogrubiony (dosłownie, a nie w przenośni) Marek Suski w monologu Sikorskiego czy Beata Szydło wykreowana „jak żywa” przez Elżbietę Węgrzyn. Nawet postać z lokalnego, poznańskiego „Panteonu”, czyli bogini Penera – Katarzyna Tapek (kto to jest „penera” wstydzę się nawet pobieżnie wyjaśnić) albo przerażający swym wyglądem i episkopalną szczerością Episkopata (Jakub Papuga) nie powodowali, mimo nadzwyczajnej wykonawczej biegłości obojga aktorów, jakichś ponadnormatywnie ożywionych wybuchów śmiechu.

Szczery śmiech na widowni (nazwijmy go „śmiech numer dwa”) spowodowany został poprzedzającym „obrazy uczuć religijnych” meta-dialogiem dwojga nieobecnych na scenie wykonawców, którzy niby zapomnieli, że są „na fonii” (mikroporty!) i rozmawiali ze sobą „prywatnie” o – powiedzmy otwarcie – różnych codziennych „pierdółkach”. Dopiero na koniec ona przypomniała sobie, że przecież powinna była zapowiedzieć kolejny numer. „Śmiech numer dwa” był sowitą nagrodą za sprawną realizację tego „meta-pomysłu” na humorystyczno-akustyczną scenkę.

Zasadnicza wątpliwość targnęła mną natomiast gdzieś pod koniec oglądania tej trzeciej Extravaganzy, ponieważ uświadomiłem sobie z przeraźliwą trzeźwością (alkoholu nie tknąłem, samochód czekał na pobliskim parkingu), że pośród kilkudziesięciu numerów składających się na to barwne, dynamiczne widowisko, tylko kilka dotyczy głównego, tytułowego tematu, czyli religii. Owszem, na samym początku wykonawczynie i wykonawcy zaproponowali nam tematyczną ramę całości, czyli sytuację postapokaliptyczną, stwarzającą szansę na wykreowanie (cytuję) „zdrowego, uczciwego świata”, w którym „nie ma Boga, bo nie ma ludzi”. Temat „postreligijny” był potem konsekwentnie realizowany w drugiej scenie, kiedy to Elżbieta Węgrzyn zapoznawała nas z licznymi zaklęciami tudzież przekleństwami zawierającymi imiona, których nie należy wzywać nadaremno. Chodziło konkretnie o Boga, Jezusa, Matkę Boską Maryję i (tego wzywać ewentualnie można, tylko po co?) diabła. Zaraz potem jednak na scenę wtoczył się wspomniany już wyżej Suski-Sikorski, a dopiero po nim ośmioro postapokaliptycznych ocaleńców zaczęło wybierać parareligijny symbol jednoczący odnowioną ludzkość.

I tak już zostało do samego końca: po numerach nawiązujących do religijnego leitmotivu następowały numery kompletnie z nim niezwiązane lub związane ciut na siłę, jak na przykład wspomniany tu już występ bogini Penery, skoncentrowany wyłącznie na sprawach poznańsko-lokalnych, a także dwukrotne pojawienie się młodzieńca pozującego na trendsettera, kolekcjonującego lajki (James Malcolm), a później dialog Paniki z Pandemią, agresywny wobec widzów numer „coacha ogólnorozwojowego” (Mateusz Wiśniewski), który najpierw nam „nawrzucał” od wałkoni, leniów, obiboków itp., a potem nas uspokoił, prezentując chwyt psychologiczny – wykreowanie naszego „przyszłego «ja»”, które już wkrótce załatwi wszystkie nasze zaległe sprawy, a na dodatek pokryje nasze nicnierobienie ze swoich jakimś cudem zdobytych funduszy. (Nazywa się to bardzo uczenie: „prokrastynacja”).

A propos funduszy: jednym z najlepiej zagranych i odśpiewanych fragmentów spektaklu była wiązanka fragmentów piosenek z pieniądzem w tytule i w treści – od Gdybym był bogaczem ze Skrzypka na dachu, poprzez Money Make the World Go Round z Kabaretu Fosse'a i Money Pink Floydów, po Mamonę Ciechowskiego i Republiki. Jak to się ma do religii? Jakoś może się ma.

Kolejne żywe, dobrze (ale bez szału) odebrane numery to „tango jednopłciowe”, zapowiedziane perfidnie przez dwie kobiety, a brawurowo odtańczone przez dwóch mężczyzn; skojarzony z kolejnictwem występ przedstawicielek niewdzięcznego zawodu nauczycielskiego, którego „kolejowym” motywem przewodnim jest „trzy na szynach”, a także całkiem nieźle napisany, ale odebrany z umiarkowanym entuzjazmem występ niejakiej Anety (Samelczak) wyjaśniającej nader przekonująco, w duchu ponowocześnie, ekologicznie lewicowym, dlaczego żadne z tradycyjnych bóstw nie jest wystarczająco „trendy”.

Nie przekonali mnie natomiast ani wspomniani już influencer-trendsetter kolekcjonujący lajki (Malcolm), ani Episkopata (Papuga), ani przerażająca Pyra (Dąbrowski), ani afrykańska księżniczka-naciągaczka (Tapek), ani zespół najmożniejszych tego świata, chroniący się przed Apokalipsą na Marsie, ani jajko zgniecione między łopatkami Aleksandy Samelczak, będące podstawowym składnikiem „ostrygi po polsku” skonsumowanej z wódeczką przez Sikorskiego, ani nawet gołe pośladki Arcyduśpasterza (Wiśniewski), wymownie puentujące jego krótki sceniczny numer.

Czyli: owszem, było śmiesznie, ale bez szału, czasem wręcz płasko. Niemniej wyglądało na to, że wszyscy widzowie i widzki wyszli z Piwnicy pod Sceną ósmego już maja 2022, o godzinie pierwszej dziesięć wysoce usatysfakcjonowani, a poziom scenicznego wykonawstwa Extravaganzy o religii był nieprzerwanie, bezapelacyjnie wysoki.

Świecka, lokalna, teatralna tradycja trzyma się zatem nieźle.

27-05-2022

Teatr Polski w Poznaniu
Extravaganza o religii
scenariusz: Joanna Drozda, Jędrzej Burszta, Wojciech Kaniewski
reżyseria: Joanna Drozda
muzyka, kierownictwo muzyczne: Michał Łaszewicz
scenografia, kostiumy: Jola Łobacz
choreografia: Bartosz Dopytalski
reżyseria światła: Mateusz Matuszewski
obsada: Aleksandra Samelczak (gościnnie), Katarzyna Tapek (gościnnie), Elżbieta Węgrzyn (gościnnie), Piotr Dąbrowski, James Malcolm (gościnnie), Jakub Papuga, Michał Sikorski, Mateusz Wiśniewski (gościnnie)
oraz Kwartet Bardzo Męski w składzie: Michał Łaszewicz, Andrzej Iwanowski, Arkadiusz Kowalski, Piotr Trojanowski
premiera: 6.05.2022

galeria zdjęć Extravaganza o religii, reż. Joanna Drozda, Teatr Polski w Poznaniu Extravaganza o religii, reż. Joanna Drozda, Teatr Polski w Poznaniu Extravaganza o religii, reż. Joanna Drozda, Teatr Polski w Poznaniu Extravaganza o religii, reż. Joanna Drozda, Teatr Polski w Poznaniu ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
dwa plus trzy jako liczbę:
komentarze (1)