AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Sny, marzenia i lęki potwierdzone przez kota

Wąsy kota, Teatr Łapaczy Snów z Poznania
Profesor Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, doktor habilitowany. Teatrolog, kulturoznawca, performatyk, kierownik Zakładu Performatyki Instytutu Kulturoznawstwa UAM. Autor, redaktor, współredaktor książek z zakresu historii teatru i teatru współczesnego, twórca wielu artykułów opublikowanych w Polsce (m.in. w „Teatrze” i „Dialogu”), a także za granicą.
A A A
fot. Krzysztof Fabiański  

Okazuje się, że w poznańskim Teatrze Ósmego Dnia od pięciu lat regularnie pracuje grupa kilkanaściorga osób z niesprawnością intelektualną, która przyjęła dla siebie z lekka somnabuliczną nazwę Teatr Łapaczy Snów. Co więcej, z internetowej notki zamieszczonej na stronie „Ósemek” dowiedziałem się, że zespołem tym opiekuje się nie tylko posiadający wieloletnie doświadczenie w pracy z niepełnosprawnymi Konrad Szymański, lecz również aktor Teatru Ósmego Dnia Marcin Kęszycki oraz współpracująca z tym zespołem od lat osiemdziesiątych skrzypaczka Katarzyna Klebba.

Zwrot „okazuje się” został umieszczony na początku niniejszej recenzji nieprzypadkowo, bo dla mnie, osoby „od niepamiętnych czasów” obserwującej z bliska działania „Ósemek” i Lecha Raczaka, w którego przedsięwzięciach Katarzyna Klebba uczestniczyła też od dawna, wiadomość o pracy skrzypaczki oraz aktora z grupą niepełnosprawnych okazała się sporą niespodzianką. Jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy, by ich zapytać: „Marcinie, Kasiu, czy wy aby nie współpracujecie z teatrem zrzeszającym ludzi z zespołem Downa oraz innych, dotkniętych rozmaitymi deficytami?” Daję słowo: nie zdziwiłbym się, gdyby odpowiedzieli „tak”, zgadzałoby się to z ich artystycznymi pasjami oraz osobistą charakterystyką. Tyle że trzeba mi było pierwej wpaść na to, by takie pytanie zadać.

Dość jednak rozprawiania o moich własnych deficytach, pora przejść do omówienia spektaklu o intrygującym tytule Wąsy kota, zaprezentowanego kilkakrotnie w sali „Ósemek” pod koniec października 2022 roku. Wybór takiego, a nie innego tytułu objaśniony jest we wspomnianej internetowej notce: oto dwaj „łapacze snów”, Krzysztof i Maciej, mają kota, „który ostatnio zachowuje się bardzo nerwowo, być może dlatego, że swoimi wąsami – które są jak anteny – wyczuwa, że coś jest nie tak…”. Tytuł ten z całą pewnością odpowiada informacji zawartej w tejże notce, która głosi, że przedstawienie Łapaczy Snów dotyczy „lęków, które pojawiają się w wyniku obserwacji świata z perspektywy artystów i poprzez ich wrażliwość”.

Jak się pracuje z takim zespołem? Oglądając Wąsy kota, upewniłem się, iż ważne jest utrzymanie w miarę regularnego rytmu widowiska, a także upewnienie aktorek i aktorów, także już w czasie ich występu, iż wszystko idzie dobrze, nawet jeśli nastąpią jakieś drobne potknięcia i „skuchy”. A te muszą się przydarzyć, bo stres, na jaki narażeni są performerzy i performerki, jest ogromny, dalece niewspółmierny do sytuacji, w jakiej się znajdują. Ekspozycja społeczna wydaje się im tutaj wyjątkowo przytłaczająca i często tłumi sprawne powtórzenie tego, co nawet setki razy ćwiczyli na próbach, a słabo oświetlona widownia jest dla nich zapewne jakąś „czarną dziurą” lub „potworem”, plastycznie oddanym choćby w dziewiętnastowiecznych karykaturach czy w nader wymownej narracji mistrza Torcowa z Pracy aktora nad sobą.

Chyba że się mylę, bo rozważania powyższe to moje czyste spekulacje oparte na (być może nietrafnej) obserwacji tego, co działo się na scenie Teatru Ósmego Dnia 26 października 2022 roku. Nie spytałem nikogo z opiekunów artystycznych grupy, jak to jest naprawdę, od środka. Mea (recenzencka) culpa!

Myśl o pomyłce nasunęła mi między innymi taka oto obserwacja: na widowni (przynajmniej wspomnianego powyżej dnia) siedzieli głównie krewni i znajomi wykonawczyń i wykonawców, a nawet jeśli trafiła się jakaś grupka nieznajomych, to ich nastawienie wobec takiego występu było przesycone sympatią i wręcz serdecznością. Zaznaczam przy tym z całą mocą: o jakiejkolwiek pomyłce w tej ostatniej kwestii nie może być mowy.

Moje serdeczne widzowskie nastawienie wobec Wąsów kota zostało wydatnie wzmożone, gdy skonstatowałem, że spektaklowa obecność opiekunów i opiekunki Łapaczy Snów jest bardzo dyskretna i taktowna, nie odbierająca aktorkom oraz aktorom ich autonomii, a także poczucia, że są pełnoprawnymi współtwórcami przedstawienia. Bardzo ważna okazała się tu aktywność Katarzyny Klebby, cały czas performującej razem z podopiecznymi, często nadającej odpowiedni rytm poczynaniom całego zespołu bądź aktualnie liderujących solistek i solistów. Skrzypaczka czyniła to głównie za pomocą intensywnych, rytmicznych szarpnięć strun albo w ramach tradycyjnego pizzicato, albo wręcz trzymając skrzypce pod łokciem i grając na nich jak na gitarze.

Jakie sprawy powodują zaanonsowane w notce lęki aktorek i aktorów Teatru Łapaczy Snów? Dość niepokojącą informację na ten temat znajdziemy w tym samym źródle, które głosi wprost i bez ogródek, iż „przedstawienie opowiada o tym, jak aktorzy radzą sobie z wszechobecnym ostatnio poczuciem zagrożenia: pandemią, wojną, kryzysem migracyjnym, kryzysem klimatycznym”.

Poszczególne problemy symbolizowane są bardzo czytelnie przez świetnie dobrane rekwizyty: kryzys klimatyczny oddany jest na przykład przez stos plastikowych reklamówek, a jego „przezwyciężenie” to po prostu likwidacja tej hałdy plastiku zalegającej pośrodku przestrzeni gry. Kontrapunktem dla owego śmieciowiska są rośliny doniczkowe, spoczywające wpierw na krzesłach, a później unoszone przez aktorów i aktorki w radosnym tańcu. Na koniec (świetny, bardzo czytelny, wymowny pomysł inscenizacyjny) odnajdujemy je w przezroczystych „workach z tlenem”, które wspomagają oddychanie performerek i performerów.

Jedna z najbardziej przejmujących scen tego spektaklu: oto dziewczyna, która przed chwilą towarzyszyła Katarzynie Klebbie, przeciągając bardzo luźno i swobodnie smyczkiem po wszystkich czterech strunach swoich skrzypiec, teraz w skupieniu pochyla się nad doniczką pełną ziemi, sadząc w niej białe nasiona – powoli, z namaszczeniem, jedno po drugim. Zwierza się nam, że lubi zieleń i ptaki, no i że chce być... młodą parą. Z doniczką w ręce tańczy wokół stołka, pod którym spoczywa szary pluszowy kot z długimi czarnymi wąsami.

Kryzys migracyjny oddany jest z równą czytelnością przez troje podróżnych z walizkami i plecakiem. Ich „przechodniej”, „poczekalnianej” obecności z przodu sceny towarzyszy tekst o wojnie, nędzy, zburzonych domach i uchodźcach spotykanych dziś na co dzień, na przykład wśród bloków poznańskiego osiedla Lecha.

Naczelnym motywem tekstowym Wąsów kota jest rapowany przez jedną z dziewczyn dwukrotnie – w środku spektaklu i w jego finale – tekst: „Żyj na sto procent i to, co masz od życia, to doceń”. Any comments?

Finał spektaklu: zakończenia rurek od aparatów oddechowych z roślinami w środku przezroczystych worków spoczywają na twarzach wszystkich aktorów i aktorek. Cała grupa odwraca się od widzów, podchodzi do tylnej ściany i już z twarzami uwolnionymi od „tlenowo-roślinnego wspomagania” podchodzi blisko pierwszego rzędu do ukłonów. Marcin Kęszycki wywołuje każdego i każdą z nich po imieniu. Kłaniają się. Płaczą.

09-11-2022

Teatr Łapaczy Snów z Poznania
Wąsy kota
opieka artystyczna: Marcin Kęszycki, Katarzyna Klebba, Konrad Szymański
premiera: 22.10.2022

galeria zdjęć Wąsy kota, Teatr Łapaczy Snów z Poznania Wąsy kota, Teatr Łapaczy Snów z Poznania Wąsy kota, Teatr Łapaczy Snów z Poznania Wąsy kota, Teatr Łapaczy Snów z Poznania ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę: