AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Widowisko

Historyja o chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim, reż. Jarosław Gajewski, Teatr im. Juliusza Osterwy w Lublinie, Ośrodek Praktyk Teatralnych „Gardzienice”
fot. Marta Zbańska  

Zmartwychwstały Jezus, cały na biało, przekazuje apostołom Ducha Świętego. „To, gdy rzekł, tchnął na nie…”. Grupa uczniów, siedzących przy rybacko przystrojonym rusztowaniu, wzdycha na pojedyncze uderzenie bębna. Kilka sekund zachwytu. Nie nad pomysłowością reżysera, kunsztem aktora, fantazją scenografa czy sprawnością muzyka. Nad teatrem. Przestrzenią sztuki, nie religii.

Czy taki podział ma sens? Pytam nie dlatego, że w przypadku najsłynniejszego polskiego misterium, jakim jest Historyja o chwalebnym zmartwychwstaniu Pańskim, religijny wymiar to rzecz bezsporna. Przeciwnie, wydaje się, że oczywistą jest raczej taka teza: w polskim teatrze współczesnym nie ma miejsca na kanoniczną nabożność. A jednak lubelska inscenizacja XVI-wiecznego tekstu Mikołaja z Wilkowiecka, grana na tydzień przed Wielkanocą, nie uchyla się od wymiaru religijnego. Na dodatek niczego nie dekonstruuje i nie aktualizuje (proszę sobie wyobrazić, że nie ma tu nawet krytyki antysemityzmu). Zgodnie z pierwotnym sensem misterium artyści wystawiają znaną opowieść, przypominają i objaśniają ewangeliczną historię. Po to by widza nasycić, a to nie to samo, co po kaznodziejsku ubogacić. Dlatego nie ma w lubelskim spektaklu patosu, a jest groteska. Widowisko. Gdy trzeba przejmujące, gdy trzeba jarmarczne. Spadający w osobliwym slow-motion strażnicy grobu, niewybredny i rubaszny Aptekarz Ruben lub wjeżdżający na podwyższeniu jasełkowy Piłat (w obydwu rolach Marek Szkoda) czy też odpustowo błyszczące kostiumy (Anna Adamek) Aniołów – to ledwie kilka kadrów z katalogu sowizdrzalskiej uciechy. Ustępujących zresztą rozmachem i kiczem scenom w piekle – jakby z XIX-wiecznej melodramy wyjętym.

To, że Jarosław Gajewski reżyseruje spektakl wyjątkowy, było jasne na długo przed premierą. Wszystko przez obsadę, którą stanowią reprezentanci dwóch zespołów: Teatru im. Juliusza Osterwy w Lublinie i Ośrodka Praktyk Teatralnych „Gardzienice”. Instytucje te dzieli ledwie kilkadziesiąt kilometrów, ale jeśli przyjąć nie geograficzną, a artystyczną miarę – dystans jest znacznie większy. Teatr dramatyczny i wierny autorskiej metodzie ośrodek praktyk teatralnych. Szacowna miejska scena i awangardowa legenda wyrosła ze sprzeciwu wobec teatru miasta. Bunt chyba wyparował, ale czy kooperacja z Osterwą to rzeczywiście gwóźdź do trumny kontrkulturowych idei? W swojej ponad czterdziestoletniej historii zdarzały się „Gardzienicom” spotkania z artystami teatru dramatycznego. Krzysztof Globisz i Andrzej Seweryn grali gościnnie w ich spektaklach, ale – no właśnie – spektakle były ich, to znaczy reżyserował je Włodzimierz Staniewski. Tym razem oglądamy „Gardzienice” bez Staniewskiego. Jak wielka jest różnica?

Obydwa zespoły grają po swojemu – nie próbują się nawzajem gonić, ani siebie samych przekraczać. Efekt jest znakomity. Spójrzmy na niewiasty: Jowita Stępniak jako Maria Magdalena – silna, cokolwiek powściągliwa współczesna kobieta. Obok niej zwiewnie roztańczona Joanna (Beata Passini) i jak ze średniowiecznych polichromii zdjęte: Maryja Jacobi (Anna Maria Dąbrowska) oraz Maria Salome (Joanna Holcgreber-Gołaj). W choreografii gardzienickich aktorek jest coś z ożywiania ikon praktykowanego w legendarnym Żywocie protopopa Awwakuma. Wyrazistość gestów i mimiki, doskonale znana także z późniejszych przedstawień, wyróżnia wszystkich gardzienickich aktorów. Śmielej w konwencję teatru dramatycznego wkracza jedynie Mariusz Gołaj. Jego dojrzałość znakomicie pasuje zarówno do Annasza, jak i Abrahama, ale prawdziwą siłę uwalnia w roli Apostoła Piotra. Gołaj, przekraczając gardzienicką groteskę, dochodzi do miejsca, w którym spotyka zmierzającego z przeciwnej strony Wojciecha Rusina. Młody aktor z zespołu Osterwy gra Chrystusa powściągliwie, spokojnie, chwilami nieomal w bezruchu, operując jedynie donośnym głosem. Ograniczenie aktorskich chwytów pozwala wyróżnić tego, kto winien być wyróżniony.  

Lubelska Historyja… to przykład poważnego potraktowania tradycji. Żadne to zaskoczenie, jeśli pamiętać, że Gajewski z tego rodzaju repertuarem mierzył się już kilkukrotnie w warszawskiej Pracowni Staropolskiej. Historyk teatru Patryk Kencki, pełniący obowiązki dramaturga, to kolejny gwarant sumiennego podejścia do sprawy. Podobnie jak odpowiedzialna za muzykę Maria Pomianowska, której stylizowane na muzykę dawną kompozycje (wykonywane na żywo wraz z zespołem) stanowią ogromny walor spektaklu. Jak się do tej grupy fachowców od dawnej Polski mają teatralni badacze antycznej cheironomii z „Gardzienic”? Proponuję inne pytanie: czy jakikolwiek polski teatr ma więcej do powiedzenia w sprawie ożywiania tego, co zamierzchłe? Rekonstrukcja i odczytywanie to zresztą w lubelskim spektaklu podstawowy pomysł inscenizacyjny. Wszystko dzieje się bowiem we wnętrzu drewnianej świątyni (scenografia – Marek Chowaniec), gdzie grupa konserwatorów w świetle czołówek odnawia polichromie. Pomysł to bardzo lubelski. W gotyckiej kaplicy św. Trójcy na tutejszym zamku podziwiać można unikatowe (bo bizantyńsko-ruskie) XV-wieczne freski mistrza Andrieja. W tym jeden szczególnie fascynujący, o wyraźnej teatralnej proweniencji – przedstawiający Chrystusa i igrców. I choć kaplica jest murowana, a teatralny kościółek drewniany (a to tylko początek różnic, z których można by wysnuć osobny esej), to dostrzegam tu wyraźne połączenie.

Jego aspektem jest także wielowarstwowość. Teoretycznie wszystko widać na pierwszy rzut oka. Zarówno akcję misterium, jak i kościelny fresk odczytujemy z łatwością, uzbrojeni w znajomość religijnych toposów. Podobnie ze scenografią, w której łatwo identyfikujemy opartą na piętrach hierarchię i odwołania do mansjonów. Oczywiście archaiczne języki – czy to malarski, czy literacki – stanowią pewne utrudnienie, ale teatr przychodzi z pomocą i pokazuje to, co w pierwszej chwili niezrozumiałe. Jednakże można do sprawy podejść od innej strony, zdobyć się na wysiłek i zanurzyć w trudnym tekście. Wtedy ujawni się jego złożoność. Dostrzeżemy średniowieczny rdzeń, renesansowe wpływy, ale także aspekty rodem z – uczciwszy uszy – współczesnego teatru krytycznego. Kapłani żydowscy są bowiem u Mikołaja z Wilkowiecka tytułowani „biskupami”. Ahistoryzm, gdy go przesunąć z marginesu w centrum, otwiera drogę do krytyki Kościoła (na przykład w duchu Wielkiego Inkwizytora z Braci Karamazow). Z takimi skojarzeniami i interpretacjami trzeba się jednak uwijać i podejmować je na własną odpowiedzialność. Spektakl jest zwarty i skoncentrowany na opowieści. Nie ma w nim miejsca na tego rodzaju przewrotki interpretacyjne.

Twórcy dbają jednak o zachowanie kontaktu między wczoraj a dziś. Sceniczne polichromie ożywają i porywają badaczy, którzy nie tyle wcielają się w kolejne postacie misterium, co swoim znikaniem robią im miejsce. Świat archaicznej opowieści nie unieważnia współczesności w sposób ostateczny. Z żywych już Annasza (Mariusz Gołaj) i Kajfasza (Marcin Mrowca) bierze miarę jeden z konserwatorów – nie zauważając, że ma do czynienia z ciałem, a nie sylwetką. Jedyną osobą, która zdaje sobie sprawę z istnienia obydwu płaszczyzn, jest Chrystus (nie przerywając ewangelicznej akcji, przywołuje ruchem ręki jednego z badaczy). Sceny te wydają się dla interpretacji kluczowe – zmartwychwstanie dzieje się w każdym z czasów, każdy czas mieści w sobie jego konsekwencje – ale w akcji scenicznej pełnią rolę niuansów. W tym porządku mieści się jeszcze jeden zabieg: rezurekcja rozsuwa ścianę, zza której wpada jasne światło. W pewnym momencie nabiera delikatnych, pastelowych barw. U dołu żółtej, u góry niebieskiej. Sakralny kontekst sprawia, że gest ten nabiera większej mocy niż znane ze scen całego kraju machanie flagami Ukrainy.

Poszanowanie tekstu i troska o staropolszczyznę nie przekreślają uniwersalnego wymiaru opowieści. I nie ma większego znaczenia, czy spojrzymy na nią jak wierni, czy jak widzowie. Śpiewane na finał wielogłosowe Alleluja ma ogromną moc bez względu na nasz stosunek do Dobrej Nowiny. A, no właśnie, szkoda, że tego śpiewania nie zmieściło się w Historyji… więcej. Chyba, że to nie koniec, i „Gardzienice” zostaną w staropolszczyźnie na dłużej?

27-04-2022

Teatr im. Juliusza Osterwy w Lublinie, Ośrodek Praktyk Teatralnych „Gardzienice”
Mikołaj z Wilkowiecka
Historyja o chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim
reżyseria: Jarosław Gajewski
dramaturgia: Patryk Kencki
scenografia: Marek Chowaniec
kostiumy: Anna Adamek
kompozycje i opracowanie muzyczne: Maria Pomianowska
ruch sceniczny i współpraca reżyserska: Katarzyna Anna Małachowska
obsada: Tomasz Bielawiec, Anna Maria Dąbrowska, Jolanta Deszcz-Pudzianowska, Paweł Ferens, Mariusz Gołaj, Joanna Holcgreber-Gołaj, Marcin Jan Mrowca, Kamila Janik, Beata Passini, Wojciech Rusin, Jowita Stępniak, Marek Szkoda, Magdalena Zabel, Jan Zórawski
premiera: 07.04.2022

galeria zdjęć Historyja o chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim, reż. Jarosław Gajewski, Teatr im. Juliusza Osterwy w Lublinie, Ośrodek Praktyk Teatralnych „Gardzienice” Historyja o chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim, reż. Jarosław Gajewski, Teatr im. Juliusza Osterwy w Lublinie, Ośrodek Praktyk Teatralnych „Gardzienice” Historyja o chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim, reż. Jarosław Gajewski, Teatr im. Juliusza Osterwy w Lublinie, Ośrodek Praktyk Teatralnych „Gardzienice” Historyja o chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim, reż. Jarosław Gajewski, Teatr im. Juliusza Osterwy w Lublinie, Ośrodek Praktyk Teatralnych „Gardzienice” ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
trzy plus dziesięć jako liczbę: