AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Wyjechali

Resztki, reż. Ewelina Marciniak, Teatr Wybrzeże w Gdańsku
Absolwentka Uniwersytetu Gdańskiego, doktor nauk humanistycznych. Referentka krajowych i międzynarodowych konferencji naukowych poświęconych literaturze i kulturze. Publikowała m.in. w internetowym „Dzienniku Teatralnym” oraz w miesięczniku „Teatr”. Współpracowała z Centrum Sztuki Współczesnej „Łaźnia” i Nadbałtyckim Centrum Kultury w Gdańsku. Mieszka w Gdyni.
A A A
fot. Natalia Kabanow  

Teatralny krajobraz w Resztkach Eweliny Marciniak w swojej najbardziej namacalnej warstwie zachwyca minimalistycznym i monochromatycznym pięknem. Sceniczna przestrzeń to biel i gładkość niosącej ją faktury, to także wielki okrąg wycięty w głębi sceny, który nienachlanie zaznacza uniwersalność i jakby archetypiczność całego widoku. Ale to sterylne, kojące wzrok piękno ma przewrotny charakter. Z jednej strony stanowi bowiem naturalne niemal tło dla narodzin osób, zdarzeń, emocji, z drugiej jednak – może być obrazem permanentnego końca, finałowego braku. Być może patrzymy na krajobraz wyabstrahowany z jakiejkolwiek obecności, wyczyszczony ze zdarzeń, uczuć, wspomnień. Być może ich już na zawsze nie ma. Wyjechali.

Najnowsze przedstawienie Eweliny Marciniak w Teatrze Wybrzeże jest adaptacją sztuki Jarosława Murawskiego, która z kolei oparta została na motywach zaczerpniętych z dwóch znakomitych powieści: Stramera Mikołaja Łozińskiego z 2019 roku oraz Wyjechali W. G. Sebalda, trzeciej z kolei w twórczości jednego z najwybitniejszych pisarzy niemieckich XX wieku, wydanej w 1992 roku. Powieść Łozińskiego opowiada losy żydowskiej rodziny Stramerów z Tarnowa, głównie na chwilę przed wchłonięciem jej przez II wojnę światową; z kolei Wyjechali to łamigłówkowy zapis życia po Zagładzie – wypełnionego nieustannym odszukiwaniem, ale i usuwaniem wspomnień, naznaczonego poczuciem nieuzasadnienia własnego bycia i dojmującego wstydu za własną obecność. Przedstawienie Marciniak łączy oba te sposoby opowiadania, spaja metody mówienia o tym, co niewyrażalne. W jej gdańskim dziele komiksowa Rywka (Magdalena Gorzelańczyk) wytwarza iskierki absurdalnej nadziei, że wujek z Ameryki zdąży, że to wszystko skończy się inaczej. A obok niej staje Max Ferber (Krzysztof Matuszewski), który nie ma już nic prócz permanentnego pragnienia niebycia i niepamiętania, który w całej swej istocie jest uczłowieczeniem abstraktu z uchodźczego, porażająco skrzywdzonego i samotnego losu.

Kiedy jeszcze mościmy się na widowni, na scenie już obecna jest Róża (Dorota Kolak). Kawiarniany stolik, przy którym zasiada bohaterka, rozbija monotonię scenicznej bieli; jej strój – elegancki i czarno-biały – upodabnia scenę z palącą papierosa Różą do fotograficznego kadru, czarno-białego zdjęcia z przeszłości, wspomnienia bezpowrotnie minionego czasu. A to przecież właśnie Róża jest tą, która ciągle i pomimo wszystko JEST, i która wywołuje duchy bliskich. Te zaś są w tym lśniącym bielą krajobrazie niczym dziecięce malunki – przeskalowane kolorystycznie (kostiumy i peruki w soczystych zieleniach, fioletach i błękitach), baśniowe, zbyt błyszczące i za bardzo ekspresyjne. Ale Róża ma tylko siedem lat i tak właśnie widzi najbliższych: ojca Rudka (Piotr Biedroń), matkę Renę (Katarzyna Dałek) czy babcię Rywkę. Ucieczka z zalanego wojną Tarnowa jest dla niej ekscytującą zamianą nudnej i powtarzalnej codzienności (szkoła!) na przygodę pełną niewiadomych. Różę ów nagły wyjazd cieszy niezmiernie, bo rodzice wreszcie się nie kłócą, a przed nią perspektywa spotkania z dawno niewidzianymi krewnymi. Tydzień bądź dwa przygody, czegoś innego, „bo dlaczego miałoby trwać dłużej?”.  

Na marginesach opowieści o rodzinie Róży krążą postaci z innego jakby porządku. O ile jednak odmienność Ferbera granego przez Krzysztofa Matuszewskiego jest niemal ewidentna, o tyle o podobne rozpoznanie nie tak łatwo w przypadku Paula (świetna i zaskakująca, performerska kreacja Wacława Zimpela, który na żywo tworzy muzykę do przedstawienia). Grany przez Zimpela nauczyciel Paul nakłada na sceniczne zdarzenia nawias ostateczności własnego doświadczenia (obsesja nieustannych, powojennych powrotów do rodzinnego kraju tylko po to, by przekonać się, że jego dom już tam nie istnieje), który to unieważnia dziecięcą romantyzację (przed)wojennego mikrokosmosu Tarnowa i czyni pamięciowe fantazje Róży scenerią pełną grozy, w której bohaterowie i bohaterki „krążą jak widma po zmaltretowanym papierze”. Zatracający siebie w kompulsywnych aktach kreacji malarz Max (Sebald, jak sam deklarował, zapełnił swoją powieść wyłącznie rzeczywiście istniejącymi postaciami, a protoplastą Ferbera jest malarz Frank Auerbach, w 1939 roku wysłany jako dziecko do Wielkiej Brytanii przez rodziców, którzy trzy lata później zostali zamordowani w Auschwitz) jest personifikacją dwóch, pozornie wykluczających się mechanizmów – wyparcia i drobiazgowego poszukiwania, które to przecież (jak z przerażeniem w pewnym momencie uświadamiamy sobie) są istotą postaci kreowanej przez Kolak.

Przedstawienie Eweliny Marciniak można potraktować jako eksperyment, ale o swoiście zwodniczym charakterze. Reżyserka wraz z pozostałymi twórczyniami i twórcami Resztek zdaje się być bowiem od początku pewna finalnej konkluzji całej pracy. One i oni wyjechali, nie powrócą już nigdy. I jakkolwiek potwornie i banalnie to zabrzmi – pozostał jedynie wyobraźniowy wysiłek, analogiczny do tego, którym w scenicznym świecie posługuje się Róża. Reżyserka się go podejmuje: miksuje odmienne pod bardzo wieloma względami narracje, próbuje języków, scenicznych środków, narzędzi. W Resztkach każda warstwa komunikacyjna jest równoważna pozostałym, ale zarazem ta ekwiwalentność nie jest równa semantycznej identyczności. Ewelina Marciniak opowiada każdym składnikiem teatralnego dzieła – słowem, ruchem, muzycznym dźwiękiem czy światłem – a ów wielogłos w każdej niemal scenie niesie uwodzącą wizualnie, dokumentalno-fantazmatyczną kombinację, która (podobnie, jak literackie dzieła Sebalda i Łozińskiego) raz zabiera nas w mrok faktów, raz w pozornie kojącą, poetycką krainę fikcji. W konsekwencji sceniczna konstrukcja ma nieregularny rytm, zmienne jest tempo poszczególnych scen, ich głośność, „zamaszystość”. I mimo że żadna z przestrzeni komunikacyjnych nie zdaje się dominować nad pozostałymi, to jednak zauważalne jest w przedstawieniu znaczenie warstwy ruchowej w bardzo dobrej (i świetnie wykonanej) choreografii Dominiki Knapik. Poszczególne historie (czy też raczej ich pamięciowe resztki) o rodzących się bądź kończących relacjach, o przyjazdach i wyjazdach, o wyzierającym zza codzienności niebezpieczeństwie (w literackim oryginale Łozińskiego czytamy, że już nie tylko w Tarnowie można usłyszeć ludzi głośno prawiących „rzeczy, których kilka lat temu nie odważyliby się pomyśleć”) zyskują dzięki temu alarmistyczną podwójność, kiedy to „niewinne” opowiastki w warstwie ruchowej pełne są znaków opresyjności, podkreśleń dominacji jednych nad innymi, gestów wyrażających lęk i oczekiwanie na zagrożenie. I na odwrót. Z tego chociażby względu Resztki wymagają od nas nieustannej czujności, zwracania uwagi na szczegóły, ale przy jednoczesnym skrupulatnym oglądzie całego krajobrazu.

Każdy fragment Resztek podszyty jest trudnym do jednoznacznego opisu i umiejscowienia niepokojem. Od tej nadrzędnej dla przedstawienia „aury” nie odbiegają oczywiście kształty poszczególnych postaci. Poczucie humoru i nadekspresywność babki Rywki, spokój i uwodzicielski rys Rutka czy komiczny pragmatyzm Nathana (Piotr Chys) – wszystkie te cechy poszczególnych charakterów w toku akcji są metodycznie zniekształcane przez pulsujące tu w każdej postaci lęki i przeczucia najgorszego. Z każdą sceną pulsujące coraz intensywniej. Nad tą podwójnością bardzo dobrze panuje aktorski zespół, spośród którego wyróżnić należy Magdalenę Gorzelańczyk, Katarzynę Dałek, Piotra Chysa i Piotra Biedronia. Do Katarzyny Dałek należy z całą pewnością najbardziej efektowna scena, w której jej Rena wyłania się zza śnieżnobiałego horyzontu i śpiewa przebój Portishead Glory Box: I’m so tired…

Opowieść o „resztkach” (pewnego świata, pewnych ludzi, pewnych losów) ma u Eweliny Marciniak formę spektaklu skonstruowanego z fragmentów, skrawków, wyimków. Składa się to wszystko na mozaikę niełatwą w odbiorze, bo podważającą jakąkolwiek linearność – czasową, lokalizacyjną, charakterologiczną. Ale ów trud wpisany jest w naturę tego przedstawienia, które ujmuje pewnością koncepcji, wizualnym pięknem (świetna architektura przestrzeni ze scenografią Marciniak i Grzegorza Layera, kostiumy Natalii Mleczak, nagrania wideo Nastazji Gonery, Tomka Gajewskiego, Piotra Krygiela, Przemka Chojnackiego i wspaniałą reżyserią świateł, za którą odpowiada Aleksandr Prowaliński) przy jednoczesnym dystansie wobec ustanawianej na scenie materii. Reżyserka bardzo konsekwentnie realizuje tutaj swój pomysł – zbudowania niemożliwej opowieści, narracji, która nie może istnieć. Resztki, teatralny esej Eweliny Marciniak, budzą skojarzenie z eksperymentem myślowym Erwina Schrödingera, w swej istocie podważającym zasadę komplementarności w opisie świata. Bohaterowie i bohaterki Resztek, ich cały świat, wszystko to jest jak kot z eksperymentu austriackiego fizyka – są równocześnie martwi i żywi. Podobnie jak biała plama, po której poruszają się w przedstawieniu. Znak dojmującego braku tych, z którymi nasza pamięć uporała się, jak zauważa reżyserka, tak szybko i za szybko. Tych, których już na zawsze nie ma. Którzy wyjechali i nie powrócą.

15-12-2021

Teatr Wybrzeże w Gdańsku
Jarosław Murawski
Resztki
reżyseria: Ewelina Marciniak
scenografia: Grzegorz Layer i Ewelina Marciniak
kostiumy: Natalia Mleczak
muzyka: Wacław Zimpel
choreografia: Dominika Knapik
wideo: Nastazja Gonera, Tomek Gajewski, Piotr Krygiel, Przemek Chojnacki
reżyseria świateł: Aleksandr Prowaliński
obsada: Dorota Kolak, Katarzyna Dałek, Magdalena Gorzelańczyk, Piotr Biedroń, Piotr Chys, Krzysztof Matuszewski, Jacek Labijak, Magdalena Boć, Wacław Zimpel
premiera: 22.10.2021

galeria zdjęć Resztki, reż. Ewelina Marciniak, Teatr Wybrzeże w Gdańsku Resztki, reż. Ewelina Marciniak, Teatr Wybrzeże w Gdańsku Resztki, reż. Ewelina Marciniak, Teatr Wybrzeże w Gdańsku Resztki, reż. Ewelina Marciniak, Teatr Wybrzeże w Gdańsku ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
trzy plus dziesięć jako liczbę:
komentarze (2)
  • Użytkownik niezalogowany Marek Kocot
    Marek Kocot 2021-12-17   10:25:52
    Cytuj

    Chodzi oczywiście o „nienachlanie”, które zaznacza uniwersalność widoku

  • Użytkownik niezalogowany Marek Kocot
    Marek Kocot 2021-12-17   10:22:27
    Cytuj

    Znów moja ulubiona literówka, nachalnie podpowiadana przez komputerowy słownik. Cześć Pamięci pań i panów korektorem i korektorów!