AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Możliwość wyspy

Absolwentka Uniwersytetu Gdańskiego, doktor nauk humanistycznych. Referentka krajowych i międzynarodowych konferencji naukowych poświęconych literaturze i kulturze. Publikowała m.in. w internetowym „Dzienniku Teatralnym” oraz w miesięczniku „Teatr”. Współpracowała z Centrum Sztuki Współczesnej „Łaźnia” i Nadbałtyckim Centrum Kultury w Gdańsku. Mieszka w Gdyni.
A A A
Fot. Dominik Werner  

Wyspa Iwo Vedrala zasypana jest śmieciami. Plastikowymi, tanimi, tandetnymi. Szybko niszczejącymi, lecz niezniszczalnymi znakami powierzchownego i tymczasowego „kurortowego” szczęścia.

Dmuchany krokodyl, maszyna do gier, plastikowe leżaki – symbole chwilowego raju all inclusive, w którym wszystko ulega odwróceniu; gdzie elegancki mężczyzna w perfekcyjnie odprasowanej koszuli usługuje milcząco spoconemu, roznegliżowanemu zakładnikowi bezchmurnego nieba. Wyspa Iwo Vedrala to wspomnienie tego raju – wyblakłe, odrapane, walające się po piasku niczym zgubiony plażowy klapek. To imitacja tego fałszywego raju – sztuczna jak fototapeta z Hawajami.

Na tej smutnej, martwej wyspie lokuje Vedral swoich dziwacznych bohaterów – wyciętych z XVIII-wiecznych komedii Pierre’a de Marivaux służących, damy, panów, dziewczęta i młodzieńców. Każe im odgrywać kolejne spektakle: komedie o początku świata, będące jednocześnie absurdalnymi tragediami o jego końcu.

„Co się z nami stanie na tej przeklętej wyspie?”

Iwo Vedral sięgnął po mocno zapomnianego Marivaux i na podstawie trzech jego tekstów – Wyspy niewolników, Sporu i Triumfu miłości – stworzył spektakl, którego problematyka skupia się wokół tematu uwięzienia. W różnych jego wymiarach. Reżyser, który pracował nad tekstami Marivaux bez pomocy dramaturga, podzielił przedstawienie na trzy przenikające się wprawdzie wzajemnie, lecz o dość wyraźnie zaznaczonych granicach części. Grane są one bez przerw, co ma istotny wpływ na rytm przedstawienia, jego specyficzne „staczanie się w otchłań”. Pierwszą z trzech części Wyspy Marivaux otwiera scena pomiędzy zmanierowanym Ifikratesem (Marek Tynda) a jego sługą, zwanym pogardliwie „Ej” (Krzysztof Matuszewski). Od razu mocno zaznaczony został plan znaczeń, po którym poruszać się każe swoim bohaterom reżyser. Po pierwsze – kostium, rola, maska. Po drugie – umowność i iluzyjność świata i jego mieszkańców. Po trzecie zaś – wspomniany wcześniej temat uwięzienia, który Vedral rozpatruje w swoim spektaklu w wielu kontekstach, począwszy od jego czysto fizycznego, cielesnego wariantu, na utopijności bezprawia skończywszy.

Ifikrates i Ej trafiają na wyspę niewolników, którzy przejmują władzę nad kastą panów. Bity i znieważany służący ochoczo podchwytuje panujące na wyspie zwyczaje i ogłasza się panem – przejmuje kostium swego władcy i ciemiężyciela wraz ze wszystkimi jego atrybutami. Szybko jednak okazuje się, że pod względem brutalności uczeń przerósł mistrza. Para Ifikrates i Ej ma na wyspie swój lustrzany niemal, choć żeński odpowiednik. To dystyngowana Frozyna (Anna Kociarz) i jej służąca Kleantis (Katarzyna Figura). W ich przypadku jednak przemoc, która ujawnia się ze zdwojoną siłą po zamianie kostiumów, ma wymiar psychiczny. Prostaczka Kleantis, wulgarnie plując przeżuwanymi kęsami jedzenia, wyrzuca z siebie niby bezładne potoki słów. Niby, bo szybko okazuje się, że ostrą kreską odmalowują one bezlitosny w swym demaskatorstwie obraz Frozyny jako próżnej i głupiej kokietki-uwodzicielki, powierzchownej, pretensjonalnej i egzaltowanej.

Pierwsza część spektaklu Iwo Vedrala pokazuje, jak w warunkach „sztucznego raju” rodzi się przemoc. A właściwie pokazuje absurdalnie błędne koło – przemoc bowiem nie znika w momencie uwolnienia się od niej. Ej i Kleantis, uwięzieni niegdyś, teraz mają możliwość porzucenia ciemiężycieli i odejścia z więzienia. Nie korzystają z niej. Pozostają w przestrzeni niewoli, wrastają w nią jeszcze głębiej.

„To najbardziej odległe i dzikie miejsce w świecie”

Wyspę Marivaux należy zobaczyć chociażby ze względu na świetną Dorotę Androsz czy równie dobrego Marka Tyndę. Druga część spektaklu – Spór – również opowiada o swego rodzaju eksperymencie. Czwórka młodych ludzi żyła od chwili przyjścia na świat w całkowitym odosobnieniu, nie znając innych ludzi poza parą „dzikich” opiekunów: Karize (Dorota Androsz) i Messą (Marek Tynda). Pewnego dnia czarni, obdarzeni władzą demiurgów niewolnicy wyprowadzają swoich podopiecznych z ich więzień i – uradowani przednią zabawą – wpychają ich sobie wzajemnie w ramiona. Spotkania „pierwszych ludzi” mają mocno komediowy potencjał, co reżyser skwapliwie wykorzystuje, racząc widza serią szybkich, skrzących się dowcipem i ironią scen. Egle (Agata Bykowska) i Adina (debiutująca na scenie Teatru Wybrzeże Monika Janeczek) to figury dorosłych dzieci – narcystycznych, skrajnie egoistycznych. Egzystujące poza sferą społecznych norm Egle i Adina nie znają języka konwenansów, schematów pożądanych w przestrzeni ludzkiego bytowania, nie mają zatem narzędzi, którymi można maskować atawistyczny dla ludzkiej istoty egoizm. Ta część spektaklu, bardzo mocno osadzona w duchu XVIII-wiecznej literatury, pokazuje, jak szybko zanika wrodzona niewinność. Wystarczy spojrzenie drugiego, a już język zyskuje dwuznaczność, już rozpoczyna się międzyludzka gra. Szybkie, komediowe tempo drugiej części przedstawienia w jej finale nieco zwalnia i ciemnieje. Drugi eksperyment i ponownie ten sam rezultat. Obdarci z niewiedzy „pierwsi ludzie” przedostają się do świata, ale ich niewola wcale się nie kończy. Ucieczka do wolności nie jest możliwa. Nawet w raju.

„Bez żartów, proszę. Kim jesteś?”

Część trzecia, choć wprowadza na scenę zupełnie nowych bohaterów, jest w swojej istocie rodzajem podsumowania dokonanych eksperymentów, jednocześnie zaś – karnawałową wizją ukazanej wcześniej rzeczywistości, w której zaprezentowane uprzednio figury ustawia reżyser w nowych konstelacjach. Ten zabieg nie przekreśla wcześniejszych obserwacji. Przeciwnie, wzmacnia je, ale też i wyciąga z bohaterów Vedrala wcześniej nie do końca widoczny fatalizm. Wędrówki po zaśmieconej wyspie, w które reżyser wysyłał swe postaci w dwóch pierwszych częściach spektaklu, miały pozory jakiegoś planu. Z góry skazanego na porażkę, iluzyjnego w próbach otwarcia czy też stworzenia nowych, nieskażonych przemocą i niewolą przestrzeni, ale – planu. Ostatnia część przedstawienia burzy wszystko. W karnawałowym szale bohaterowie upijają się i narkotyzują, kopulują i niszczą świat wokół siebie. Ostatni powód do istnienia, obiekt pożądania i miłości Focion (Dorota Androsz), okazuje się maską, przebraniem, kłamstwem. Tworem sztucznym, jak śmieci, które zalegają w każdym kącie wyspy. Ostatnia część spektaklu uzmysławia, że wyspa musi zatonąć, zapaść się w głębiny, aby zostać oczyszczona.

Przedstawienie Iwo Vedrala nie jest pozbawione wad. Reżyser, który asystował Warlikowskiemu, bardzo dobrze wie, jak od kuchni wygląda nowoczesny teatr. Ma świadomość istnienia różnorakich inscenizacyjnych narzędzi, chwilami jednak wydaje się, iż korzysta ze zbyt wielu naraz. Konsekwencją tego są momenty chaotyczne, semantycznie nie do końca jasne. Apokaliptyczna przestrzeń, którą stworzył na deskach Sceny Kameralnej Marcin Chlanda, nie jest do końca wykorzystana, powstaje pytanie o sens luster zajmujących jedną ze stron sceny. Nie do końca przekonująco umotywowane jest przebranie Marka Tyndy i Piotra Witkowskiego w surrealistyczne kostiumy „królików-dżentelmenów” (trzecia część przedstawienia). Ta osobliwa stylizacja zdaje się mieć wymiar jedynie ornamentacyjny…

Duże brawa należą się reżyserowi za świetne poprowadzenie aktorów, także tych debiutujących. Wyspę Marivaux należy zobaczyć chociażby ze względu na świetną Dorotę Androsz czy równie dobrego Marka Tyndę. Doskonale z rolą Egle poradziła sobie Agata Bykowska, która z aktorską lekkością wyciągnęła z postaci „pierwszej kobiety” jej komediowy potencjał. Na uznanie zasługują też debiutanci – Monika Janeczek i Jakub Mróz. Bohaterowie wykreowani przez Annę Kociarz i Krzysztofa Matuszewskiego stanowią przeciwwagę dla pozostałych postaci. Zwłaszcza stonowana Anna Kociarz i jej cicha, przezroczysta momentami postać wnosi do przedstawienia chwile przejmującej ciszy, rozpaczliwej tym bardziej, bo istniejącej obok gorączkowych wrzasków. Piotr Witkowski bardzo mocno zaznaczył swą obecność w części trzeciej – aktor świetnie odnalazł się w absurdalno-apokaliptycznej konwencji. Nie da się ukryć, że spektakl Vedrala wzbudził duże zainteresowanie ze względu na obsadzenie w nim Katarzyny Figury, która po dwunastu latach powróciła na deski Teatru Wybrzeże. Jest to powrót bardzo udany. Jej Kleantis z pierwszej części Wyspy Marivaux to przejmujący obraz wiecznej niewolnicy, która pod maską wulgarnej prostaczki ukrywa przenikliwość interpretującego świat, a jednocześnie pozbawionego złudzeń spojrzenia.

Iwo Vedralowi udało się odnaleźć w komediach Marivaux ciemność, momentami wręcz nihilistyczną, której obecności raczej mało kto by się w nich spodziewał. Jego spektakl można porównać do podchwytliwego planu, którego przewrotność polega na tym, że w ostatnim momencie jest on zanegowany i unieważniony przez samego twórcę. Jednakże ta negacja ma swój głęboki sens i stanowi jak najbardziej spójny z resztą spektaklu finał opowieści o „sztucznym raju”. Vedral zaprezentował widzom Teatru Wybrzeże swój własny antymit początków świata i człowieczeństwa. Początków z góry skazanych na apokaliptyczny koniec. 

2-04-2014

galeria zdjęć Wyspa Marivaux: Wyspa niewolników, Spór, Triumf miłości, reż. I. Vedral, Teatr Wybrzeże w Gdańsku Wyspa Marivaux: Wyspa niewolników, Spór, Triumf miłości, reż. I. Vedral, Teatr Wybrzeże w Gdańsku Wyspa Marivaux: Wyspa niewolników, Spór, Triumf miłości, reż. I. Vedral, Teatr Wybrzeże w Gdańsku Wyspa Marivaux: Wyspa niewolników, Spór, Triumf miłości, reż. I. Vedral, Teatr Wybrzeże w Gdańsku ZOBACZ WIĘCEJ
 

Teatr Wybrzeże, Scena Kameralna w Sopocie
Pierre de Marivaux
Wyspa Marivaux: Wyspa niewolników, Spór, Triumf miłości
przekład: Ewa Bułhak
reżyseria: Iwo Vedral
scenografia: Marcin Chlanda
kostiumy: Konrad Parol
muzyka: Jakub Orłowski, Fabian Włodarek
obsada: Dorota Androsz, Agata Bykowska, Katarzyna Figura, Anna Kociarz, Krzysztof Matuszewski, Marek Tynda, Piotr Witkowski, Monika Janeczek (AT), Jakub Mróz
premiera: 21.03.2014  

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
trzy plus dziesięć jako liczbę:
komentarze (2)
  • Użytkownik niezalogowany Przenikliwa
    Przenikliwa 2014-04-05   15:30:54
    Cytuj

    A ja myślę, że to było tak. Reżyser postanowił zrobić jeden utwór Marivaux. Ale w trakcie prac czyta inne utwory (bo chce być mądry), a potem niestety z własnej nieporadności (bo jest głupi) nie potrafi zrobić tego jednego utworu i dokłada, drugi, a potem jeszcze trzeci, a potem jeszcze fragment czwartego itd. W rezultacie mamy mydło i powidło. Wszystko i nic. Z dorobioną prymitywną ideologią. Nic to nie jest warte.

  • Użytkownik niezalogowany jkz
    jkz 2014-04-04   07:29:11
    Cytuj

    Przewidywalne! I charakterystyczne stwierdzenie o "rezygnacji z dramaturga", co świadczy o braku profesjonalnej wiedzy na czym polega reżyserowanie