AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Animacje, narracyjka i filozofijka

Planeta Einsteina, reż. Robert Drobniuch, Teatr Lalki i Aktora „Kubuś” w Kielcach, Teatr Animacji w Poznaniu
Profesor Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, doktor habilitowany. Teatrolog, kulturoznawca, performatyk, kierownik Zakładu Performatyki Instytutu Kulturoznawstwa UAM. Autor, redaktor, współredaktor książek z zakresu historii teatru i teatru współczesnego, twórca wielu artykułów opublikowanych w Polsce (m.in. w „Teatrze” i „Dialogu”), a także za granicą.
A A A
fot. Bartek Warzecha  

Premiera spektaklu Planeta Einsteina, będącego koprodukcją Teatru Lalki i Aktora „Kubuś” z Kielc i Teatru Animacji z Poznania, odbyła się w sobotę 10 października w dużej sali poznańskiego teatru z zachowaniem wszelkich ograniczeń surowego reżimu sanitarnego, który narzucony został z chwilą wprowadzenia na terenie całego kraju „żółtej strefy” związanej z epidemią COVID-19. Nie było mnie tego dnia w Poznaniu, ale miałem rezerwację miejsca na dzień następny.

Tymczasem po premierze dyrekcja Teatru Animacji podjęła trudną, ale w pełni zrozumiałą i uzasadnioną decyzję, że w niedzielę 11 października Planeta Einsteina będzie dostępna jedynie w wersji online. I tak, pierwszy raz w toku kilkudziesięcioletniej kariery teatralnego sprawozdawcy, przyszło mi napisać recenzję nie ze spektaklu prezentowanego na żywo, lecz z jego rejestracji. Nie mogłem śledzić reakcji współwidzów i odczytywać zmian ich nastroju, nie doświadczałem przedstawienia teatralnego we wszystkich dostępnych zmysłom wymiarach, mogę relacjonować i oceniać tylko dwuwymiarowy obraz i stereofoniczny dźwięk, odebrane z komputerowego ekranu oraz głośnika.

A wielka to szkoda, bo akurat w przypadku Planety Einsteina zetknąłem się z istną feerią oszałamiających obrazów i dźwięków, które z pewnością odbierałbym pełniej na żywo, w trójwymiarowej przestrzeni niezapośredniczonej elektronicznie. Cóż, takie mamy czasy, nie ma co narzekać, pora przejść do opisu, analizy i oceny.

Naczelnym hasłem tego spektaklu jest niewątpliwie „animacja”. Na różne oryginalne i niebanalne sposoby animowane są w nim obrazy i dźwięki. Głównym atutem jest tu właśnie owo elektroniczne nowatorstwo w dziedzinie wszelakiego rodzaju animacji – w sferze dźwięku nader często (mam wrażenie) improwizowanej, w sferze obrazu skrupulatnie zaprojektowanej i konsekwentnie, hiper-precyzyjnie realizowanej. Ogromne brawa należą się tu zdyscyplinowanemu zespołowi aktorskiemu, reprezentującemu na premierze obydwa produkujące spektakl teatry, a wykonującemu precyzyjnie zaplanowane, niesamowicie trudne technicznie ewolucje, które „przywołują” poszczególne obrazy, wykreowane przy użyciu różnych technik elektronicznej (na ogół) animacji.

Ta bardzo gęsta, intensywna gra dźwiękami, kształtami i kolorami nie przysłoniła mi jednak scenariuszowej nędzy tego przedstawienia. Naiwność opowiadanej tu historii, przywołująca dziesiątki podobnych, do cna wyeksploatowanych fabuł, oraz przywoływana co i rusz w drugiej części spektaklu „filozofijka”, żywcem przejęta z coachingu typu „jak być coraz lepszym, silnym, bystrym, sprawnym, gotowym na wszystko człowiekiem sukcesu”, przypominająca też niektóre życiowe mądrości rycerzy Jedi z Gwiezdnych wojen, kreują wyrazisty, dźwięczący niczym metal po szkle dysonans między animacjami a fabułą i przesłaniem Planety Einsteina. Co więcej, oryginalne, acz dość często przydługie zabawy obrazem i dźwiękiem zakłócają odbiór tej fabuły, i nawet jeśli tryskałaby ona głęboką życiową mądrością i posiadała w sobie bogate zasoby filozoficznej Mocy, nie dotarłaby do widzów z odpowiednią siłą tudzież precyzją. Jednym słowem, zabawa formą przytłumiła tu treść. Z drugiej strony: może to i lepiej, zważywszy na miałkość i naiwną banalność tej drugiej.

Na co konkretnie tak bardzo narzekam? Ano, na zużyty, przeżuty i dawno już wypluty motyw przenosin dziecka w nowe miejsce, gdzie czekają niezbyt przyjemni dla nowoprzybyłego nowi koledzy; na wyeksploatowany motyw dziecka płci męskiej, które nie zyskuje akceptacji rówieśniczego otoczenia, bo nie umie grać „w nogę”; na ograny motyw rodziców (a tu zwłaszcza ojca), pogrążonych w swoich pasjach i zajęciach, niezwracających uwagi na potrzeby i rozterki dziecka; na motyw autorytarnego ojca, który nie wymaga od syna niczego prócz dobrych stopni, prowokując potomka do krętactw i oszustw; na naiwnie karykaturalny portret ojca-szalonego naukowca, który po przenosinach na nową, świeżo przez siebie odkrytą planetę, lubi się „naukowo” rozerwać, „wybuchając” swoje laboratorium i świeci wystającymi mu z kostiumu, dyndającymi na drutach lampkami. A wreszcie na też w gruncie rzeczy naiwny, trącący stereotypem pomysł, że jeśli akcja sztuki dzieje się w kosmosie, to jej inscenizacja musi być do bólu „kosmiczna” w sferze dźwięku i obrazu.

Niestety, owych mankamentów nie są w stanie przysłonić świetne pomysły plastyczno-muzyczne, które z jednej strony początkowo zachwycają swą oryginalnością, a z drugiej – w miarę upływu czasu – zaczynają nużyć i monotonnieją w widzowskim (moim) odbiorze, niewsparte dobrze skonstruowaną, niestereotypową, oryginalną historią opowiadaną na scenie.

Pomysł animacyjny, który najbardziej przypadł mi do gustu, nie wymagał akurat elektronicznego wspomagania: oto z płaskiej, postawionej na sztorc, pionowo, naszpikowanej podłużnymi dziurami planszy wysuwają się piłkarskie „korki”, nasadzone jednak nie na nogi, lecz na dłonie animatorów i animatorek. Z planszy wystają tylko ich ręce, reszta ciała jest zasłonięta. Tym sposobem uzyskujemy pełny obraz „boiska”, na którym kopią (niewidoczną) piłkę chłopcy. Mecz trwa, główny bohater (oczywiście) strzela bramkę, czym (oczywiście) wkupuje się w grupę rówieśników z nowej planety, na którą musiał się przeprowadzić. Historia (niestety) jest wielokrotnie już przetwarzana i ograna, lecz animacyjny pomysł – przedni, choć (co już podkreśliłem) zrealizowany bez elektronicznego wspomożenia.

Banalność fabuły tego spektaklu, pogłębiona zbyt, moim zdaniem, nachalnym inscenizacyjnym „ukosmicznieniem”, ciągnie go jako artystyczną całość zdecydowanie w dół. Mam jedynie nadzieję, że młodzi widzowie zostaną tu uwiedzeni grą obrazów oraz dźwięków i że wyniosą z Planety Einsteina może niezbyt spójny, ale wyrazisty i „estetycznie nasycony” zestaw przyjemnych, oryginalnych impresji, które rozszerzą ich wrażliwość.

23-10-2020

Teatr Lalki i Aktora „Kubuś” w Kielcach, Teatr Animacji w Poznaniu
Elżbieta Chowaniec
Planeta Einsteina
reżyseria: Robert Drobniuch
scenografia: Katarzyna Proniewska-Mazurek
muzyka: Jerzy Bielski
projekcje: Przemysław Żmiejko
reżyseria światła: Prot Jarnuszkiewicz
obsada: Anna Domalewska, Aleksandra Leszczyńska, Mateusz Barta, Błażej Twarowski, Krzysztof Dutkiewicz, Marcin Ryl-Krystianowski
premiera: 10.10.2020, Teatr Animacji w Poznaniu

galeria zdjęć Planeta Einsteina, reż. Robert Drobniuch, Teatr Lalki i Aktora „Kubuś” w Kielcach, Teatr Animacji w Poznaniu <i>Planeta Einsteina</i>, reż. Robert Drobniuch, Teatr Lalki i Aktora „Kubuś” w Kielcach, Teatr Animacji w Poznaniu <i>Planeta Einsteina</i>, reż. Robert Drobniuch, Teatr Lalki i Aktora „Kubuś” w Kielcach, Teatr Animacji w Poznaniu <i>Planeta Einsteina</i>, reż. Robert Drobniuch, Teatr Lalki i Aktora „Kubuś” w Kielcach, Teatr Animacji w Poznaniu ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
jeden razy osiem jako liczbę: