AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Dostojewski (nie)zdyskredytowany

Los Endemoniados / Biesy, reż. Marcin Wierzchowski, Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu
Doktor nauk humanistycznych, krytyk teatralny, członek redakcji portalu „Teatralny.pl”. Pisze dla „Teatru”, kwartalnika „nietak!t”, internetowego czasopisma „Performer” i „Dialogu”. Współautor e-booka Offologia dla opornych. Współorganizuje Festiwal Niezależnej Kultury Białoruskiej we Wrocławiu.
A A A
fot. Edgar de Poray  

Kiedy myślę o Los endemoniados / Biesach Teatru Kochanowskiego w Opolu, do głowy przychodzi cytat z innego wielkiego rosyjskiego klasyka. Ten, w którym twierdzi on, że „wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób”. Wychodzi bowiem na to, że gdyby sparafrazować pierwsze zdanie z Anny Kareniny i „rodzinę” zamienić w nim na „państwo”, należałoby też odwrócić aforystyczną diagnozę Tołstoja. Historia uczy, że strategii ustanowienia ładu społeczno-politycznego, który skłonni bylibyśmy uznać za „szczęśliwy”, jest wiele. Natomiast „nieszczęście” narodu pogrążonego w otchłani totalitaryzmu, czyli niewoli, strachu, niekontrolowanej przemocy, niesprawiedliwości, wzajemnej podejrzliwości i donosicielstwa, prawie zawsze i prawie wszędzie wygląda zadziwiająco podobnie. Jak gdyby dyktatorzy wszelkiej maści korzystali z jednych i tych samych podręczników.

Dlatego Biesy, powieść w chwili jej opublikowania uznana za najbardziej nieudaną w dorobku Dostojewskiego, której przyszło wejść do kanonu literatury światowej jako proroczej, wciąż nie straciła na swej aktualności. Jest ważna tu i teraz, jak była ważna pół wieku temu, w 1973 roku, kiedy w Hiszpanii chylił się ku upadkowi reżim generała Franco. W jego nadchodzący kres trudno było uwierzyć. Szczególnie tym, którzy urodzili się i całe życie spędzili w cieniu jednej z najdłuższych w dziejach dyktatury. A takich była większość w szeregach amatorskiej grupki teatralnej, która postanowiła przybliżyć upadek kolosa, przygotowując... inscenizację Biesów. Inscenizację, jak czytamy w notce programowej, „wściekłą, szaloną, pełną ognia, powstającą z potrzeby powiedzenia czegokolwiek, kiedy nie można wypowiedzieć nic”. Niestety, premiera ich wspólnych poszukiwań skończy się potworną tragedią. W budynku teatru – najprawdopodobniej nie przez przypadek – wybuchnie pożar, w którym wraz z publicznością spłonie i większość artystów.

Muszę przyznać, że byłem nieco sceptycznie nastawiony wobec opolskiego przedsięwzięcia. Dzieło Dostojewskiego już samo w sobie wydawało mi się nazbyt monumentalne, wielowątkowe i wielowymiarowe, filozoficzne i tłumne od postaci, żeby historię tę przeplatać z inną, równie skomplikowaną, ze swoim własnym zestawem postaci i tłem historycznym. Ale reżyser Marcin Wierzchowski wraz z Danielem Sołtyckim, współautorem scenariusza i dramaturgii, znaleźli na to sposób. Wykonali kawał wnikliwej pracy adaptacyjnej. Przy czym nie na zasadzie samych skrótów, uproszczeń czy uwspółcześnień. Dostojewski jest w ich spektaklu prawdziwym partnerem do wspólnego myślenia i przeżywania. Przy czym zarówno dla samych twórców na poziomie meta-teatralnym, jak też dla bohaterów przedstawienia, którzy na różne sposoby wchodzą z nim w dialog. Zgłębiają psychologię postaci z Biesów, które przyszło im zagrać, próbują odpowiedzieć na pytania, przed którymi stawia ich rosyjski klasyk. A w międzyczasie, odznaczając kredą zbliżające ich do feralnej premiery dni, żyją. Rozmawiają, kłócą się, wyznają sobie miłość, walczą z własnymi lękami i słabościami, grzebią w przeszłości, kreślą plany na przyszłość, uczą koleżankę, jak ma zachowywać się na przesłuchaniu i urządzają pijane zabawy, które zakrawają o iście karnawałowe bluźnierstwa.

Bo to nie zawziętych teatromanów, rzecz jasna, uważa się tu za tytułowych biesów. Biesami są teraz ci, którzy zdołali obalić dotychczasowy porządek, żeby na jego zgliszczach wznieść przykrą parodię obiecanego raju na ziemi. Chociaż, należy przyznać, że Franco, pod koniec życia okrzyknięty ojcem „hiszpańskiego cudu gospodarczego”, wśród bezwzględnych możnowładców XX wieku nie wypada najgorzej. Ale czy to usprawiedliwia tysiące ofiar, których nie zawahał się złożyć na ołtarzu swoich ambicji i wizji politycznych? I, co nie mniej ważne, czy będziemy chętni rozgrzeszyć tych, którzy w walce z reżimem posuną się za daleko? Stąd ciągle powracający w spektaklu kluczowy problem współmierności środków i celów, który Dostojewski z charakterystyczną dla siebie radykalnością moralną ujął w słynnym dylemacie „jednej jedyny łzy niewinnego dziecka”.

Sam spektakl, zgodnie z podejściem twórców, mieści się na styku rekonstrukcji, śledztwa i projektu paradokumentalnego. Podkreśla to podążająca za wszechobecnym tu tropem teatru w teatrze, oryginalna i przemyślana scenografia Anny Karczmarskiej, z rozbudowanym proscenium zbliżającym scenę i widownię oraz zamykającą przestrzeń z tyłu potężną metalową kurtyną. Za nią mieści się wnętrze zwiększonej teatralnej makiety, która, wydaje się, już niesie na sobie piętno przyszłej katastrofy.

Jeszcze większą zaletą opolskiej premiery jest przez lata kompletowany przez dyrektora teatru Norberta Rakowskiego, wykazujący się świetną formą wielopokoleniowy zespół Teatru Kochanowskiego. Dzięki niemu udało się uzyskać efekt polifonii, ścierania się naprawdę różniących się od siebie osobowości, z którego słyną powieści Dostojewskiego. Wspaniała jest Joanna Osyda jako narratorka Veronica Rodriguez Hernando. Jak zawsze żywiołowa i błyszcząca talentem komicznym była Monika Stanek. Oprócz tego wymienić warto Artura Paczesnego jako Aleksieja Kiryłłowa oraz Cecylię Caban jako Amellię. Na nowo odkryłem dla siebie Bartosza Dziedzica. Był wyjątkowo przejmujący jako Stiepan Trofimowicz Wierchowieński, kiedy wbrew oryginałowi pojawił się w scenie zabójstwa Szatowa (Kacper Sasin), żeby podjąć desperacką próbę pojednania się z własnym synem i głównym biesem Piotrem Stiepanowiczem. Tego ostatniego gościnnie zagrał Jakub Klimaszewski.

Przed spektaklem miała miejsce dyskusja „Czy wojna dyskredytuje wielką literaturę rosyjską?”, którą poprowadził Łukasz Drewniak. Wiele ważnych i interesujących rzeczy zostało podczas niej powiedziane. Sporo refleksji na ten temat znajdziecie również w krótkim oświadczeniu opolskiego teatru pod znamiennym tytułem Twarz Putina przesłania nam kulturę rosyjską. Zespół Kochanowskiego deklaruje w nim, że nie zrezygnuje z Bułhakowa czy Wyrypajewa w swoim repertuarze. Podtrzymuję taką pozycję, chociaż rozumiem emocje i argumenty tych, którzy trzymają się innego zdania. Wydaje mi się jednak, że nie z winy Dostojewskiego świat znalazł się na skraju przepaści. I nie dzięki jego odwołaniu będzie w stanie zrobić chociaż kilka zbawiennych kroków wstecz.

20-07-2022

Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu
Los Endemoniados / Biesy
reżyseria: Marcin Wierzchowski
scenariusz i dramaturgia: Daniel Sołtysiński i Marcin Wierzchowski
współpraca dramaturgiczna: Piotr Pacześniak (AST)
muzyka: Marta Zalewska
scenografia: Anna Maria Karczmarska
reżyseria światła: Szymon Kluz
kostiumy: Paula Grocholska
dramaturgia ruchu: Aneta Jankowska
obsada: Cecylia Caban, Maria Kuśmierska (gościnnie), Magda Maścianica, Joanna Osyda, Judyta Paradzińska, Monika Stanek, Bartosz Dziedzic, Jakub Klimaszewski (gościnnie), Artur Paczesny, Radomir Rospondek, Kacper Sasin, Konrad Wosik.
premiera: 13.05.2022

galeria zdjęć Los Endemoniados / Biesy, reż. Marcin Wierzchowski, Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu Los Endemoniados / Biesy, reż. Marcin Wierzchowski, Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu Los Endemoniados / Biesy, reż. Marcin Wierzchowski, Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu Los Endemoniados / Biesy, reż. Marcin Wierzchowski, Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
trzy plus dziesięć jako liczbę: